PRZEDPOWSTANIOWA OKUPACYJNA WARSZAWSKA PUSZKA PANDORY 1944

Generalny gubernator Hans Frank zapisał w swoim dzienniku pod datą 14 grudnia 1943: „Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego pochodzi wszystko zło: to Warszawa. Gdybyśmy nie mieli Warszawy w Generalnym Gubernatorstwie, to nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostanie ogniskiem zamętu, punktem, z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”[2].

Od pierwszych dni okupacji Niemcy stosowali zakrojony na szeroką skalę terror wobec ludności stolicy. Był on wymierzony w pierwszym rzędzie w przedstawicieli polskich elit politycznych i intelektualnych   osoby w jakikolwiek sposób powiązane z ruchem oporu. Pod błahymi pretekstami nagminnie stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Warszawskie więzienia i areszty – Pawiak, areszt śledczy przy ul. Daniłowiczowskiej, więzienie mokotowskie, piwnice siedziby Gestapo w al. Szucha – zapełniły się aresztowanymi. Codziennością stały się uliczne łapanki, wywózki na roboty przymusowe, deportacje do obozów koncentracyjnych i zbiorowe egzekucje. Więźniów politycznych z Warszawy rozstrzeliwano zazwyczaj w tajemnicy, w okolicach niedostępnych dla osób postronnych. Miejscami kaźni stały się m.in.: ogrody sejmowe, Las Kabacki, Szwedzkie Góry na terenie Bemowa, Las Sękociński koło Magdalenki, Lasy Chojnowskie koło Stefanowa, Laski, Wydmy Łuże i Wólka Węglowa na obrzeżach Kampinosu, a przede wszystkim – „polana śmierci” w okolicach Palmir. Począwszy od wiosny 1943 polskich więźniów politycznych masowo rozstrzeliwano w ruinach getta warszawskiego. Na tym tle swego rodzaju wyjątkiem było publiczne powieszenie 50 Polaków w dniu 16 października 1942[a][3]. .

Polityka okupanta uległa zaostrzeniu jesienią 1943, gdy Niemcy zintensyfikowali wysiłki mające na celu złamanie rosnącego w siłę polskiego ruchu oporu. Na wniosek policji bezpieczeństwa generalny gubernator Hans Frank wydał w dniu 2 października 1943 rozporządzenie „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie” (weszło w życie 10 października). Rozporządzenie całkowicie usankcjonowało stosowaną przez okupantów zasadę odpowiedzialności zbiorowej, przewidując m.in., iż „podżegacze i pomocnicy podlegają karze jak sprawca”, a „czyn usiłowany jest karalny tak jak czyn dokonany”. W praktyce na tej podstawie rozstrzeliwano całkowicie przypadkowe osoby. Poufne wytyczne w sprawie stosowania tego aktu precyzowały przy tym, że za „zamach na niemieckie dzieło odbudowy” może być uznany nawet nielegalny ubój lub handel na czarnym rynku. Rozporządzenie przewidywało tylko jedną formę kary – wyrok śmierci wykonywany w trybie natychmiastowym. Uczyniło ono także doraźne sądy policji bezpieczeństwa (niem. Standgericht) jedynymi organami właściwymi do rozpatrywania spraw o „zamachy na niemieckie dzieło odbudowy”. Zgodnie ze słowami samego Franka (19 października 1943) sądy doraźne zostały wyposażone w „nadzwyczajne pełnomocnictwa, z odsunięciem na bok wszelkich hamujących obiekcji natury formalnej”[b][4][5].

Zaostrzenie kursu wobec ludności Generalnego Gubernatorstwa przełożyło się w szczególności na zwiększenie represji wobec ludności Warszawy, gdzie w ocenie niemieckich władz policyjnych sytuacja pozostawała szczególnie napięta. Kwestię tę omawiano m.in. podczas narady z udziałem generalnego gubernatora Franka, odbytej w Krakowie w dniu 27 września 1943. Zapowiedziano wówczas przeprowadzenie w Warszawie wielkiej obławy wymierzonej w ukrywających się Żydów oraz osoby zamieszkujące w mieście bez zameldowania. Podkreślono przy tym, że wszystkie osoby przebywające w Warszawie, a nie mogące się w dostatecznym stopniu wylegitymować, zostaną rozstrzelane, gdyż „wszystkich tych, którzy ukrywają się w Warszawie, należy uznać za członków grup terrorystycznych”. W trakcie narady SS-Oberführer Walter Bierkamp, dowódca SD i policji bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie (BdS), podkreślił, iż planowane działania mają sprawić, aby „ludność polska poczuła, że władze niemieckie teraz już naprawdę ostro biorą się do rzeczy”[6].

Drastyczne nasilenie terroru wobec ludności stolicy zbiegło się także z objęciem funkcji Dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę (25 września 1943)[7][8]. Nowy SS- und Polizeiführer był zwolennikiem stosowania polityki twardej ręki wobec podbitych przez III Rzeszę narodów. Środkiem, za pomocą którego zamierzał spacyfikować Warszawę, były masowe egzekucje zakładników, dokonywane w odwecie za każde antyniemieckie wystąpienie. W odróżnieniu od dotychczasowej praktyki część ofiar planowano jednak likwidować w sposób jawny – tj. na ulicach miasta[c]. Niemcy liczyli, że w ten sposób zdołają zastraszyć mieszkańców stolicy, a zarazem wbić klin pomiędzy ruch oporu a ludność cywilną[9][10].

Obwieszczenie z 30 października 1943, informujące o skazaniu na śmierć 37 Polaków. Informuje ono, iż dwóch skazańców zostało już straconych, a pozostali będą traktowani jako zakładnicy

Mieszkańcy Warszawy zgromadzeni pod jednym z megafonów ulicznych („szczekaczek”) przez które były ogłaszane m.in. zarządzenia władz niemieckich oraz informacje o zatrzymanych zakładnikach i przeprowadzanych egzekucjach

W pierwszej dekadzie października 1943 w Warszawie zaczęły krążyć pogłoski o planowanej przez okupanta wielkiej akcji represyjnej, której celem miało być jakoby wymordowanie 20 000 mieszkańców miasta[11]. Tymczasem 13 października – trzy dni po wejściu w życie rozporządzenia „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy…” – Warszawę dotknęła fala łapanek ulicznych o niespotykanym dotychczas zasięgu i brutalności. Masowe obławy miały miejsce w wielu punktach miasta, w szczególności jednak dotknęły Śródmieście (m.in. rejon Dworca Głównego i placu Trzech Krzyży)[12][13].

Wiele osób zatrzymano również w mieszkaniach[14]. Podziemny „Biuletyn Informacyjny” oceniał, że tego dnia Niemcy aresztowali blisko 1500 warszawiaków[15]. Na samym tylko Pawiaku osadzono od 350[15] do 450[16] osób. „Starzy” więźniowie odnotowali wówczas, iż nowo przybyłych nie zarejestrowano w więziennej ewidencji. Ponadto nie zastosowano wobec nich normalnej procedury, na którą składało się m.in. skierowanie do łaźni, czy oddanie prywatnych przedmiotów do depozytu. Zamiast tego nowych więźniów skierowano do specjalnych cel oznaczonych napisem Aktion (pol. „Akcja”

Odtąd łapanki były przeprowadzane przez Niemców niemal codziennie[d] – nierzadko kilka razy w ciągu jednego dnia, w różnych punktach miasta[18][19]. W łapankach uczestniczyli funkcjonariusze Gestapo i policji niemieckiej, członkowie Waffen-SS, a czasami także żołnierze Wehrmachtu i Luftwaffe oraz niemiecka młodzież z Hitlerjugend. Zazwyczaj niemieckie kordony zamykały dla ruchu większy odcinek ulicy lub nawet całe kwartały, po czym obława metodycznie wyłapywała wszystkich polskich mężczyzn przebywających akurat na ulicach, w sklepach, w kawiarniach lub w zatrzymanych tramwajach[12]. Obok mężczyzn i chłopców zagarniano czasami również kobiety i starców[20][21]. Zatrzymanych zmuszano, aby z rękami podniesionymi do góry stanęli twarzą do ściany przy najbliższym budynku, a następnie po powierzchownej rewizji – czasem nawet bez sprawdzenia dokumentów[e] – ładowano ich do policyjnych ciężarówek i zawożono na Pawiak lub do cel przejściowych w przyziemiu gmachu Gestapo w al. Szucha 25 (tzw. tramwaje)[12][20]. Niemcy nie honorowali przy tym żadnych zaświadczeń, z wyjątkiem tych, które potwierdzały zatrudnienie w instytucjach pracujących dla potrzeb wojennych (kriegswichtige Betriebe)[22][23]. Do osób próbujących ucieczki lub zbyt wolno reagujących na polecenia otwierano ogień bez ostrzeżenia. Tylko w pierwszym tygodniu „akcji” do warszawskiego prosektorium przy ul. Oczki przywieziono ciała 27 osób zastrzelonych podczas obław na ulicach miasta (w tym zwłoki kilku kobiet)[12]. Na Pawiaku ofiary łapanek były stłaczane w ciasnych celach – bez rejestracji w więziennej ewidencji, czy dopełniania innych obowiązujących w takich wypadkach formalności. Nie poddawano ich żadnemu śledztwu, nie przeprowadzano nawet przesłuchań[24]. Ponadto osoby zatrzymane w ramach „akcji” były przetrzymywane w ścisłej izolacji od pozostałych więźniów[25]. Dostęp do ich cel posiadali wyłącznie niemieccy lub ukraińscy wachmani, którzy brutalnie znęcali się nad aresztantami. Częste były wypadki zabójstw w celach lub na więziennym podwórzu[26].

Aleje Jerozolimskie 31…po  egzekucji  warszawiacy  maczają  chusteczki w  krwi zabitych i  zabierają  jak  relikwie do domu…

28 stycznia pod murem domu przy Al. Jerozolimskich 31, nieopodal skrzyżowania z ul. Marszałkowską, rozstrzelano grupę więźniów Pawiaka. Egzekucja odbyła się w samym centrum Warszawy i wywarła szczególnie wstrząsające wrażenie na ludności stolicy[102]. W niemieckim obwieszczeniu podano później nazwiska 102 rozstrzelanych, a doniesienia konspiracyjnej komórki na Pawiaku informowały o straceniu ok. 200 więźniów. Zeznania świadków wskazują jednak, że w ulicznej egzekucji w Al. Jerozolimskich zamordowano prawdopodobnie ok. 20–30 zakładników. Pozostałych potajemnie stracono w ruinach getta. W gronie zamordowanych tego dnia Polaków znaleźli się m.in.: Gustaw Józef Bobowski (kapitan WP), Marian Bogiel (artysta malarz), Władysław Krassowski (urzędnik), Włodzimierz Siwek (aresztowany za pomoc Żydom) oraz Stanisław Gibas, Antoni Stępniak i Bolesław Zuchowicz (nauczyciele z powiatu łowickiego)[103][104].

Ulicznym łapankom towarzyszyły liczne aresztowania indywidualne[27][28]. Objęły one m.in. urzędników polskiego Zarządu Miejskiego[29]. Z czasem Niemcy ograniczyli częstotliwość łapanek, zastępując je wzmożoną aktywnością patroli ulicznych, które masowo legitymowały i rewidowały przypadkowych przechodniów. Osoby budzące jakiekolwiek podejrzenia lub z rozmaitych powodów zwracające na siebie uwagę były zatrzymywane i odwożone na Pawiak (czasem aresztowano w ten sposób nawet do 200 osób dziennie)[30]. Ponadto jesienią 1943 roku łapanki i masowe aresztowania dotknęły liczne miejscowości dystryktu warszawskiego – m.in. Błonie, Garwolin, Legionowo, Łowicz, Mińsk Mazowiecki, Ostrów Mazowiecką, Pruszków, Radzymin, Rembertów, Sochaczew, Tłuszcz i Żyrardów. Zatrzymane tam osoby zazwyczaj przywożono na Pawiak[31].

Zakrojone na szeroką skalę łapanki nie były nowością dla mieszkańców Warszawy. O ile jednak poprzednio były one urządzane w celu skompletowania kontyngentów przymusowej siły roboczej lub sformowania transportów do obozów koncentracyjnych, o tyle ofiary październikowych obław traktowano jako zakładników[22]. 15 października w godzinach porannych ogłoszono przez megafony uliczne pierwsze z wielu obwieszczeń Kutschery (występującego anonimowo jako „Dowódca SS i Policji na dystrykt warszawski”). W komunikacie poinformowano o rozstrzelaniu 7 osób oraz zapowiedziano, że w odwecie za każdego poszkodowanego Niemca zostanie straconych 10 Polaków – „tego samego dnia i w miejscu dokonania zamachu”.

Jednocześnie podano do wiadomości imienną listę 60 zakładników, których planowano rozstrzelać w pierwszej kolejności (w obwieszczeniach nadawanych w godzinach wieczornych owa lista wydłużyła się do 100 nazwisk). W gronie zakładników znalazło się kilka kobiet[15][32]. Pierwszą uliczną egzekucję Niemcy przeprowadzili już następnego dnia. Około godziny 16:00 z Pawiaka zabrano 25 więźniów, których ręce skrępowano sznurami, a oczy zawiązano czarnymi opaskami. Pięciu zakładników rozstrzelano w ruinach getta, a pozostałych dwudziestu stracono przy al. Niepodległości 141 na Mokotowie (na odcinku między ulicami Madalińskiego a Różaną)[25][33]. W nocy z 16 na 17 października rozstrzelano w getcie kolejnych 9 więźniów. Z kolei następnego dnia z Pawiaka ponownie zabrano 25 zakładników. Pięciu więźniów zamordowano w ruinach getta, a pozostałych dwudziestu rozstrzelano pod murem obok budynku Dyrekcji Telefonów przy ul. Piusa XI nr 17 (dziś ul. Piękna)[25][34]. Uliczne egzekucje przeprowadzano odtąd nieprzerwanie aż do połowy lutego 1944.

Egzekucje przeprowadzane na ulicach Warszawy często określa się mianem „egzekucji publicznych”. Jest to określenie nieścisłe, gdyż w rzeczywistości Niemcy dokładali wysiłków, aby uniemożliwić mieszkańcom stolicy obserwowanie przebiegu kaźni. Ulice, na których zamierzano rozstrzelać zakładników, zawczasu blokowano kordonem policyjnym. Zamykano przy tym okoliczne sklepy oraz przepędzano wszystkich potencjalnych gapiów. Niemcy zakazali również obserwowania egzekucji z okien domów. Do osób niepodporządkowujących się temu zarządzeniu otwierano ogień bez ostrzeżenia[35].

Dla zachowania pozorów praworządności wielu zakładników zostało skazanych na śmierć przez policyjny sąd doraźny. W rzeczywistości postępowania prowadzone przed Standgerichtem stanowiły parodię procesu sądowego, gdyż odbywały się w trybie maksymalnie uproszczonym i przyspieszonym. Zazwyczaj funkcjonariusz Gestapo zatrudniony w referacie IV A 3b („sąd doraźny i zarządzenia odwetowe”) w urzędzie komendanta SD i policji bezpieczeństwa na dystrykt warszawski (KdS) wypełniał po prostu blankiet wyroku, przy czym sama sentencja skazania na śmierć była już zazwyczaj wydrukowana. Wypełniony blankiet przedkładano następnie do podpisu trzem funkcjonariuszom policji bezpieczeństwa, na mocy rozkazu komendanta pełniącym w danym tygodniu funkcję rotacyjnych członków sądu doraźnego[16][36]. Po dopełnieniu tej procedury Referat IV A 3b – w uzgodnieniu z dowództwem policji ochronnej (niem. Schutzpolizei) – ustalał termin egzekucji, jej miejsce i formę, a także liczbę osób przewidzianych do stracenia[36]. W gronie skazańców znajdowały się przede wszystkim osoby oskarżone o błahe przestępstwa oraz przypadkowe ofiary łapanek, ponieważ więźniowie interesujący z punktu widzenia Gestapo byli zazwyczaj oszczędzani do czasu zakończenia śledztwa. Nierzadko o życiu lub śmierci aresztanta decydowały szeregowe urzędniczki sekretariatu w Wydziale IV urzędu warszawskiego KdS, które na podstawie wytycznych szefa wydziału co do planowanych rozmiarów egzekucji sporządzały odpowiednio liczną listę skazańców – wybierając nazwiska ze swoistej „puli” więźniów przewidzianych do rozstrzelania przy nadarzającej się okazji[37]. Wielu warszawiaków zatrzymanych podczas ulicznych łapanek zostało zamordowanych po spędzeniu jednej nocy na Pawiaku, a czasem po upływie zaledwie kilku godzin od zatrzymania[38].

Na Pawiaku wśród krzyków i brutalnego poszturchiwania ładowano skazańców na samochody ciężarowe[39]. Początkowo wywożono ich na egzekucję w tej samej odzieży, w której zostali zatrzymani. Po pewnym czasie Niemcy zaczęli jednak odbierać ofiarom ubrania, buty oraz okrycia wierzchnie. Rozstrzeliwano ich odtąd bosych i w bieliźnie, czasem ubranych w więzienne drelichy lub papierowe „ersatz” ubrania. Zazwyczaj jeszcze na Pawiaku skazańcom zawiązywano opaski na oczy, krępowano im ręce na plecach, a na miejsce egzekucji zawożono skutych parami. Świadkowie wspominali, że podczas pierwszych egzekucji niektórzy zakładnicy próbowali wznosić patriotyczne okrzyki lub intonować pieśni. W rezultacie Niemcy zaczęli zakładać ofiarom worki na głowę, a czasem nawet zatykać usta gipsem i zalepiać taśmą klejącą[40][41]. Z powodu nienaturalnego spokoju, z jakim część zakładników szła na egzekucję, świadkowie wnioskowali, że ofiarom podawano przed śmiercią narkotyki lub silne środki uspokajające[42]. Podejrzewano, że szmaty, którymi wiązano im usta, były przesycone oszołamiającą substancją. Świadkowie wspominali, że wielu skazańców z trudem utrzymywało się na własnych nogach, stąd pojawiły się pogłoski, że wobec przypadków czynnego oporu Niemcy pobierają od skazańców znaczne ilości krwi[40]. Bardzo rzadko miały miejsce wypadki, gdy skazańcom odczytywano wyrok śmierci przed wywiezieniem na egzekucję[24][43].

Egzekucje przeprowadzano zazwyczaj według jednakowego scenariusza. Najpierw silna eskorta policyjna odgradzała miejsce planowanej egzekucji. Następnie pojawiał się tam pluton egzekucyjny, w skład którego wchodziło zazwyczaj ok. 20–30 funkcjonariuszy Schutzpolizei (czasami w egzekucji brali także udział wachmani z załogi Pawiaka)[40][44]. Na sam koniec przyjeżdżały ciężarówki ze skazańcami. Grupami po 5–10 osób (w zależności od ogólnej liczby skazańców) więźniów prowadzono przed pluton egzekucyjny, po czym rozstrzeliwano ich salwami karabinowymi lub ogniem karabinu maszynowego. Ofiary dające oznaki życia dobijał strzałem pistoletowym dowódca plutonu egzekucyjnego. Po kilkudziesięciu minutach egzekucja była zakończona. Do pracy przystępowało wówczas więźniarskie komando, złożone najczęściej z Żydów.

W latach 1939–1944 Pawiak był największym niemieckim więzieniem politycznym na terytorium okupowanej Polski[2]. Według szacunków historyków od 2 października 1939 do 21 sierpnia 1944 przez Pawiak przeszło ok. 100 tys. osób, z czego ok. 37 tys. zostało zamordowanych, a ok. 60 tys. wywieziono w 95 transportach do obozów koncentracyjnych oraz innych miejsc odosobnienia[2]. Pierwszych Polaków osadzano w Pawiaku od 2 października 1939[7][8]. Byli to więźniowie aresztowani na podstawie niemieckich list proskrypcyjnych tzw. Sonderfahndungsbuch Polen, na których znajdowali się działacze polityczni i samorządowi, przedstawiciele kultury, przedsiębiorcy i członkowie różnych polskich organizacji. Aresztowania te przeprowadzano w ramach akcji represji na polskiej inteligencji tzw. Intelligenzaktion przeprowadzanej przez grupy operacyjne Einsatzgruppen działające w czasie kampanii wrześniowej w Polsce. W początku października 1939 roku do Warszawy przybyli funkcjonariusze Einsatzgruppe IV i natychmiast przystąpili do realizacji swoich zadań operacyjnych, dokonując licznych rewizji oraz masowych aresztowań[9][7]. Pierwsze egzekucje na ulicach stolicy miały miejsce w połowie października 1943, wkrótce po objęciu stanowiska Dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę. W okresie jego rządów zamordowano w Warszawie około 5000 Polaków, z czego co najmniej 1200 stracono bezpośrednio na ulicach miasta. W gronie ofiar znajdowali się przede wszystkim zwykli warszawiacy zatrzymani podczas masowych łapanek.

Niemcy zrezygnowali z jawnych egzekucji ulicznych w połowie lutego 1944 – po udanym zamachu na Kutscherę przeprowadzonym przez żołnierzy Kedywu Armii Krajowej.

29 kwietnia 1940 więzienie wizytował Reichsführer-SS Heinrich Himmler[10]. 2 maja 1940 roku ponad ośmiuset więźniów po raz pierwszy wysłano do niemieckiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen[7]. 14 sierpnia 1940 z Pawiaka odszedł pierwszy transport więźniów do obozu Auschwitz-Birkenau[11].

Masowe zbrodnie na Pawiaku w maju 1943 wstrząsnęły Warszawą. Na murach domów, tablicach ogłoszeniowych oraz chodnikach pojawiły się napisy „Pawiak pomścimy”. Od października 1943 r. w Warszawie odbywały się natomiast jawne egzekucje na ulicach miasta mające na celu zastraszenie mieszkańców stolicy. Na Pawiak przywożono wówczas masę ludzi złapanych w ulicznych łapankach i obławach. Egzekucje więźniów od 16 października 1943 r. do 15 lutego 1944 r. odbywały się codziennie, a nawet kilka razy w ciągu dnia. Nazwiska rozstrzelanych umieszczano na obwieszczeniach lub ogłaszano przez megafony uliczne („szczekaczki”).

Popularnym miejscem egzekucji były m.in. kamienice przy ul. Dzielnej 25 i 27, znajdujące się naprzeciwko głównej bramy więzienia[17]. 11 czerwca 1943 Heinrich Himmler wydał rozkaz, na mocy którego Pawiak miał zostać przekształcony w obóz koncentracyjny[18][19]. Ostatecznie pomysł ten został jednak zarzucony, a obóz koncentracyjny KL Warschau został zorganizowany w pobliżu Pawiaka – w rejonie ul. Gęsiej na obszarze byłego getta[20].  Około 60 tys. więźniów wywieziono do obozów koncentracyjnych, najwięcej do Auschwitz-Birkenau, a także do Ravensbrück, Groß-Rosen, Majdanka, Stutthof, Sachsenhausen, obozu pracy w Treblince i do Buchenwaldu. Więźniowie Pawiaka po wcześniejszym pobycie w tych obozach osadzani byli także m.in. w Mauthausen-Gusen, Dachau, Flossenbürgu i Bergen-Belsen. Ustalono szczegółowe dane o 95 takich transportach w okresie funkcjonowania obozu[21].

Rzeczywistość  tamtych dni  i  ich  masowych  ofiar mówi  sama za siebie i  nie  ma  potrzeby  pisać  historii od  nowa…..(…….)

Tu  nie  potrzeba osób z  zewnątrz, jak  Okulicki, Retinger, Zychowicz  czy Radio  z  Moskwy, żeby decydować o postawie  oporu  i zemsty  WARSZAWIAKÓW w Powstaniu Warszawskim 1.08.44 – 2.10.1944

z poważaniem,

8  lipca 2020      …. cdn.

Halina Morhofer Wojcik

morhofer-wojcik@web.de            

SPK  DIH  HH

____________

https://gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/5157-przedpowstaniowa-okupacyjna-warszawska-puszka-pandory-1944

Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, ARMIA KRAJOWA, Auschwitz, HISTORIA EUROPY, HISTORIA POLSKI, HISTORIA WSPÓLCZESNA, Holokaust, II Wojna Światowa, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, KATYŃ, KL Warschau, Miejsca Męczeństwa Polaków, NAZIZM, NIEMIECKI HITLERYZM, POLITYKA, POLSKA, Polska, POlska w likwidacji, Polskie Państwo Podziemne 27 wrze 1939, POLSKOŚĆ, Powstanie Warszawskie, ROCZNICE, Roszczenia żydowskie, TOTALITARYZM, Uncategorized, Ustawa 447, Zbrodnie niemieckie w Polsce. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „PRZEDPOWSTANIOWA OKUPACYJNA WARSZAWSKA PUSZKA PANDORY 1944

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s