Fatalne dane GUS dotyczące Polaków. „Sytuacja jest trudna”

Przez ostatnie ćwierć wieku liczba Polaków zwiększyła się o zaledwie 360 tys., ale w kolejnym ćwierćwieczu nie tylko nie wzrośnie, ale spadnie i to aż o 2,8 mln – prognozuje GUS.

Podczas gdy na świecie liczba ludności ma w ciągu najbliższych trzech dekad wzrosnąć do 9,7 mld, Polaków będzie ubywać. I to w zastraszającym tempie.

Za 25 lat liczba ludności Polski zmniejszy się aż o 2,8 mln osób – wynika z prognoz GUS. Negatywne skutki odbiją się po naszych kieszeniach.

  • W ciągu najbliższych 25 lat liczba ludności Polski zmniejszy się o 2,8 mln osób – wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego
  • Największy wpływ na ten stan rzeczy będzie miała umieralność. Prognoza nie przewiduje wzrostu liczby urodzeń
  • Spadek liczby ludności to problem dla krajowego systemu emerytalnego

Polaków będzie coraz mniej

Na koniec 2018 r. liczba ludności Polski wyniosła 38,4 mln, czyli o o 22,4 tys. mniej niż rok wcześniej. Przez ostatnie ćwierć wieku liczba Polaków zwiększyła się o zaledwie 360 tys., ale w kolejnych ćwierćwieczu nie tylko nie wzrośnie, ale spadnie i to aż o 2,8 mln – prognozuje GUS. Największy wpływ na ten stan rzeczy będzie miała umieralność – zacznie wymierać wyż demograficzny z drugiej połowy lat 50. XX wieku – czyli obecni około 60-latkowie. Urząd przewiduje, że w 2040 r. liczba zgonów sięgnie 440 tys.

Natomiast wiek emerytalny zaczną osiągać obecni 30/40-latkowie i będą wówczas stanowić najliczniejszą grupę. Mediana wieku ludności wyniesie 50 lat (tj. o prawie 10 lat więcej niż obecnie), co oznacza, że co drugi mieszkaniec Polski będzie już po 50-tce.

Prognoza nie przewiduje wzrostu liczby urodzeń, co prawda zakłada wzrost współczynnika dzietności, ale liczebność potencjalnych matek (obecnie są to kilkuletnie dziewczynki) spowoduje, że liczba urodzeń nie będzie znacząca (np. ok. 240 tys. w 2040 r.).

„Sytuacja jest trudna”

GUS wskazał, że przebieg obserwowanych procesów demograficznych wskazuje, że sytuacja ludnościowa Polski jest trudna. W najbliższej perspektywie nie można spodziewać się znaczących zmian gwarantujących stabilny rozwój demograficzny.

Niski od ponad ćwierćwiecza poziom dzietności będzie miał negatywny wpływ także na przyszłą liczbę urodzeń, ze względu na zdecydowanie mniejszą w przyszłości liczbę kobiet w wieku rozrodczym. Zjawisko to dodatkowo – zdaniem ekspertów GUS – jest potęgowane wysoką skalą emigracji Polaków (szczególnie dotyczy to przebywających czasowo za granicą ludzi młodych).

Niski poziom dzietności i urodzeń przy jednoczesnym korzystnym zjawisku, jakim jest wydłużanie trwania życia, będzie powodować zmniejszanie podaży pracy oraz coraz szybsze starzenie się społeczeństwa poprzez przede wszystkim wzrost liczby i udziału w ogólnej populacji ludności w najstarszych rocznikach wieku.

Demografia problemem dla systemu emerytalnego

Instytut Badań Strukturalnych ostrzegał niedawno, że w 2060 roku populacja osób w wieku produkcyjnym, czyli 15-64 lata, skurczy się z 27 mln obecnie do około 16 mln osób. Równocześnie liczba osób pobierających świadczenia niemal podwoi się z 6 mln do 11 mln osób. W 2060 r. na jednego emeryta będzie przypadać tylko jedna osoba pracująca. Gdyby decydowała tylko demografia, wydatki na system emerytalny musiałyby wzrosnąć z 11 proc. PKB dziś do 23 proc. PKB w 2060 r.

Dwa lata temu ZUS był w swoich prognozach jeszcze bardziej pesymistyczny niż IBS, bo przewidywał, że przez najbliższe cztery dekady liczba osób w wieku produkcyjnym może spaść nawet o 6,8-8,2 mln, czyli aż o jedną trzecią w porównaniu z dzisiejszymi statystykami. A to oznaczałoby katastrofę nie tylko dla rynku pracy, ale dla systemu emerytalnego. Fundacji Kaleckiego, która w 2017 roku przyjrzała się tym danym, uznała, że w najgorszym wypadku do dziury w ZUS musielibyśmy dosypać grubo ponad 500 mld zł, czyli około połowę zadłużenia całego sektora finansów publicznych. Więcej o sprawie pisaliśmy w tym artykule.

Tegoroczne dane ZUS dotyczące stopy zastąpienia (stosunek ostatniej pensji do emerytury) również nie napawają optymizmem. W 2014 r. przeciętna miesięczna wypłata emerytury stanowiła 61,8 proc. przeciętnej miesięcznej krajowej pensji. W 2018 r. ta stopa wynosiła już 56,4 proc. Co gorsza, emerytury wciąż będą maleć – za 10 lat o kolejne 10 pkt proc. i tak do 2060 r., kiedy średnia emerytura wyniesie jedynie 24,6 proc. przeciętnego wynagrodzenia w Polsce.

Dane ZUS-owskie są mniej więcej zgodne z prognozami OECD, które organizacja przedstawiła w 2018 r. Polska wypada w nim niezwykle słabo. Szacunki analityków OECD wskazują, że gorsze emerytury od nas mają mieć jedynie Meksykanie.

W Meksyku stopa zastąpienia – chodzi tu o wysokość przyszłego dochodu u osób, które rozpoczęły pracę w 2016 r. i przy optymistycznym założeniu będą pracować przez całe życie zawodowe – wynosi jedynie 26,4 proc. W Polsce stopa ta – w ocenie OECD – wynosi 31,6 proc., a w Australii – 32,2 proc. Na dalszych miejscach – też ze stopą zastąpienia poniżej 40 proc. – są m.in.: Chile, Malta i Rumunia.

Niestety, niesprzyjające trendy demograficzne w Polsce tę fatalną sytuację przyszłych emerytów mogą jeszcze pogorszyć. Istotne jest więc zabezpieczenie w postaci prywatnych oszczędności, z których można skorzystać, by częściowo finansować koszty życia po przejściu na emeryturę.

___________________

Foto: ARKADIUSZ ZIOLEK / East News

Za; https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/emerytury/liczba-polakow-prognozy-gus/r1yzy1t?utm_source=swpromo_viasg_businessinsider&utm_medium=synergy&utm_campaign=allonet_swonetsg_n_24_bi&srcc=ucs&utm_v=2

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieda, DWMOGRAFIA, III RP, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, Rodzina, SPOŁECZEŃSTWO, Uncategorized, ZDROWIE - ŻYCIE i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.