Choroba prawicy narodowej

Na temat ostatnich eurowyborów i Konfederacji Korwin Braun Liroy Narodowcy napisano już niemal wszystko. Wnikliwe analizy – nade wszystko Konrada Rękasa – ich przegranej dają dużo do myślenia. Trudno się z nimi nie zgodzić, gdyż są nadzwyczaj trafne. Pora wyciągnąć wnioski. Utrzymanie Konfederacji w dotychczasowym składzie jest krótkowzroczne i zabójcze dla nurtu narodowego. Jej reszta nie jest i nie powinna być zmartwieniem środowisk endeckich.

Samo przystąpienie do tej egzotycznej konfiguracji politycznej wyrządziło bowiem wystarczająco dużo szkód nurtowi narodowemu i zmusza do postawienia szkolnego pytania: kogo możemy zaliczyć do narodowców? Nie da się tu pominąć kryterium twórczej wierności ideom nie tylko Romana Dmowskiego, ale również takich przedstawicieli narodowej demokracji jak Zygmunt Balicki, Władysław Grabski, Adam Doboszyński, Jędrzej Giertych i wielu innych, także tych niepokornych, którzy wydawali na emigracji w Paryżu „Horyzonty”.

Zasady naczelne

Wszystkich łączy w sferze międzynarodowej krytyczny stosunek do Niemiec i otwarcie na Rosję. Szkolna wiedza o owym otwarciu przypomina sformułowany przez Dmowskiego jako priorytetowy obowiązek uregulowania relacji z Rosją. Podstawowa wiedza o narodowej demokracji pozwala również nazwać jej stałą daną krytyczny stosunek do liberalizmu, odrzucający kult własności jako „świętości”. Jest on bowiem sprzeczny nie tylko z pięciomianem cywilizacji łacińskiej/chrześcijańskiej, określonym przez Feliksa Konecznego (prawda-dobro-piękno-zdrowie-dobrobyt), ale również z chrześcijańską filozofią wartości, według której własność ma charakter służebny wobec wartości duchowych oraz moralnych i jako taka nigdy nie może być celem samym w sobie, jak to ma miejsce we współczesnym globalnym liberalizmie, który ujawnił swe antychrześcijańskie oblicze poprzez paradygmat totalnego zysku przeznaczonego dla elitarnego klubu hiperposiadaczy. Dlatego rzucone przez Korwina – jako przedstawiciela Konfederacji – w stronę strajkujących polskich nauczycieli hasło: sprywatyzować całe szkolnictwo jest nie tylko świadectwem bezproduktywności myślenia w ramach totalnego liberalizmu, ale równie szyderstwem z jego ofiar.

To, co może i powinien w tej kwestii głosić nurt narodowy w dobie upadającego globalnego liberalizmu – to nie kumulacja, lecz „rozproszenie” własności, prowadzące do opóźniającego się coraz bardziej utworzenia polskiej klasy średniej. Jednocześnie zaś jedynie nurt narodowy może i powinien powiązać potencjał klasy średniej z potencjałem dystrybucjonizmu, którego koncepcję wyłożyli: Hillaire Belloc, Gilbert Chesterton czy – na gruncie polskim – Adam Doboszyński. Już teraz bowiem Polska jest w Unii Europejskiej liderem największych nierówności społecznych i każdy nowy liberalny program polityczny szybko przekształci nasz kraj we własność środowisk oligarchicznych, sterowanych z zewnątrz w ramach opcji transatlantyckiej i podpisanego przez rząd Beaty Szydło układu CETA.

Pozorny spór

Ani PiS, ani PO i cała lewica razem wzięta nie powstrzymają tego procesu, bo wszystkie popierały i popierają model globalnego liberalizmu, mimo iż coraz bardziej widoczne się staje, że jest to model antypersonalistyczny, antynaroodwy, antyspołeczny, rozbijający tradycyjne cywilizacje, wykorzystujący dla globalnego zwycięstwa wojny prewencyjne, kolorowe rewolucje, zamachy stanu, organizacje terrorystyczne. W tym kontekście rozdawnictwo PiS i wszelkie programy 500+ są tylko listkiem figowym dla głębokich negatywnych przemian społecznych, skutkujących nieuchronną w niedalekiej przyszłości rewolucją zbuntowanych „wykluczonych”, czego przykładem jest ruch żółtych kamizelek we Francji.

W przestrzeni aksjologicznej cywilizacji chrześcijańskiej prawo własności nigdy nie może być „święte”. Koneczny to rozumiał i dlatego mówi nie o własności, ale o dobrobycie – w dodatku ściśle powiązanym z innymi czynnikami pięciomianu. Stosunek do liberalizmu, a także do Rosji to dwa wektory, dzięki którym – oprócz stosunku do kwestii żydowskiej – możliwa jest wstępna identyfikacja tożsamości ideowej narodowców. Rusofobiczne pohukiwania na Rosję i brak jakiegokolwiek programu uregulowania relacji z Moskwą ze strony tych, którzy określili się jako „narodowcy” w Konfederacji, zaburza całkowicie ich ideowe rozpoznanie. Nakłada się ono na akceptację liberalizmu reprezentowanego w tym gronie przez Janusza Korwina-Mikke i w dużej mierze przez Grzegorza Brauna, który sformułował m.in. hasło: wiara – rodzina – własność. Obydwu polityków łączy kult tej ostatniej, który wraz z paradygmatem zysku jako determinanty nie tylko gospodarki, ale również ustroju społecznego i relacji międzyosobowych – czyni z liberalizmu realne zagrożenie dla chrześcijańskich wartości moralnych.

Przeczy zdecydowanie ekonomii miłosierdzia, którą wskazał dla demokracji narodowej Doboszyński. Z kolei samo nagłośnienie JUST Act 447 – bez klarownego projektu ustawy anty – 447 i bez żądania wyjaśnień, czy w tej sprawie są prowadzone tajne rozmowy Polski ze środowiskami żydowskimi oraz amerykańskimi władzami – nie jest jeszcze wyznacznikiem endeckiej przynależności. Świadczy o tym fakt, iż Kukiz’15 również nagłośnił JUST Act 447 i złożył w kancelarii sejmu projekt ustawy zabezpieczającej nas przed tymi bezprawnymi roszczeniami – choć nie ma nic wspólnego z nurtem endeckim.

Na tym odcinku prawica narodowa musi poddać weryfikacji – zgodnie z rzeczywistą polską racją stanu – wszystkie aspekty opcji transatlantyckiej, którą Warszawa realizuje od 1989 roku pod dyktando Waszyngtonu. JUST Act 447 to przecież jeden z obowiązków Polski wobec środowisk żydowskich i Izraela, realizowany przymusowo w ramach transatlantyzmu. Samo tylko nagłośnienie JUST Act 447 i jednocześnie milczenie w sprawie Fort Trump i ściągania wojsk amerykańskich do Polski czy budowy w Redzikowie amerykańskiej tarczy antyrakietowej – wycelowanej w Rosję – świadczy o poważnym defekcie myślenia na temat osławionego bezpieczeństwa Polski i o niezdolności do określenia polskiej racji stanu.

Pytania retoryczne

Rodzi się ponadto inne ważne pytanie: jak się to stało, że „narodowcy” z Konfederacji znaleźli wspólny język z liberałami i środowiskami dalekimi od tradycji endeckiej, a nie znaleźli go z rozproszoną prawicą narodową? Kim są ci, którzy, nazywając się „narodowcami”, woleli pójść do środowisk o poglądach odmiennych od Narodowej Demokracji, woleli wesprzeć kontrowersyjnych liderów politycznych i odwrócić się od narodowców z kręgu dawnych posłów i działaczy LPR, „Myśli Polskiej”, stowarzyszeń i fundacji czy komitetów wyborczych o profilu narodowo-patriotycznym, które zarejestrowały się na wybory samorządowe m.in. w Małopolsce, na Śląsku, Łodzi. Powszechnie wiadomo, że w grę wchodzi konflikt pokoleń. „Narodowcy” z Konfederacji reprezentują „młodych”, choć czołowi działacze to panowie pod czterdziestkę, którzy dogadali się z liderami Konfederacji w wieku 40+, 50+, 70+.

Nie jest to więc międzypokoleniowe napięcie, lecz przejaw niechęci czy też lekceważenia dla doświadczenia endeckich działaczy, mogących się pochlubić sporym dorobkiem nie tylko politycznym, ale również kulturowym, którego należałoby życzyć „narodowcom” z Konfederacji. Ich wyborcza taktyka to droga na skróty – zawsze zawodna i zawsze donikąd. Tą droga poszli narodowcy cztery lata temu w wyborach do sejmu pod szyldem Kukiz’15. Czy cokolwiek zyskała na tym prawica narodowa, czy powiększył się jej dorobek polityczny i intelektualny? Poza tym, że kilku panów zdobyło diety poselskie, reszta ma jedynie poczucie straconego czasu i marnotrawienia wciąż istniejących możliwości politycznych. Cztery lata, które upłynęły od ostatnich wyborów, niczego nie nauczyły „młodych narodowców”. Mając potencjał ilościowy w postaci 100 tysięcy uczestników Marszu Niepodległości, powtarzają taktykę „niesamodzielnych” sprzed czterech lat.

Na szczęście pojawiły się próby jednoczenia prawicy narodowej, podejmowane przez środowiska dawnego LPR i nie reprezentowane dotychczas w tzw. debacie politycznej niszowe grupy, fundacje i stowarzyszenia. Im nie idzie o powtórkę z Kukiz’15 i pensje poselskie, ale o budowę struktur prawicy narodowej i wyzwolenie mentalności Polaków ze zniewolenia fałszywym mitem transatlantyzmu i globalnego liberalizmu. Oby to były próby udane, na które czeka elektorat nie tylko endecki, ale również ten zawiedziony PiS- em czy nie akceptujący Konfederacji.

_______________

prof. Anna Raźny
Myśl Polska, nr 29-30 (14-21.07.2019)

http://mysl-polska.pl/1972

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Nowa Prawica, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, Ruchy Narodowo-Radykalne, Uncategorized, Ustawa 447. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.