Obrona Poczty Gdańskiej – Bronili się 14 godzin. Niemcy rozstrzelali ich na Zaspie

Obrońcy Poczty Polskiej wyprowadzani z budynku po walkach. 38 z nich Niemcy rozstrzelali niecały miesiąc później./Repr. Foto Sonnke

Około godz. 4 nad ranem na ćwiczebnym poligonie policji gdańskiej na Zaspie rozległy się strzały. Bezprawna i zbrodnicza egzekucja zakończyła gehennę 38 obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Dziś, 5 października 2016 r., mija 77 lat od tych tragicznych wydarzeń.

Na wielkiej geopolitycznej mapie, wśród dyplomatycznych rozgrywek, których efekty aż nadto wyraźnie przekładały się na życie zwyczajnych ludzi, Polski Urząd Pocztowy nr 1 w Gdańsku przy placu Heweliusza był w latach 30. XX wieku tylko maleńkim punkcikiem, który jednak trwale zapisał się na chlubnych kartach naszej historii.

Urząd działał od 1922 roku w dawnym szpitalu wojskowym, który armia opuściła po demilitaryzacji miasta, wraz z końcem I wojny.

Zdjęcie ślubne Alfonsa Flisykowskiego i Marii Kozak. Alfons Flisykowski był zawodowym żołnierzem i urzędnikiem pocztowym. W czasie obrony Poczty Polskiej, po śmierci ppor. Konrada Guderskiego został dowódcą obrony placówki. Po walkach udało mu się uciec z budynku, kilka dni później schwytało go Gestapo. Wraz z innymi obrońcami rozstrzelano go na Zaspie. Córka Alfonsa Flisykowskiego, Henryka, mieszka dziś w Sopocie. Repr. Archiwum rodzinne Henryki Flisykowskiej

W latach 30. polscy pocztowcy byli nieustannie na celowniku bojówek narodowych socjalistów. Na początku wiosny 1939 roku załoga poczty wiedziała już, że może przyjść jej się bronić. Obsadę urzędu zasilono ludźmi mającymi przeszkolenie wojskowe, a w budynku ukryto broń. Plan obrony poczty zakładał kilkugodzinny opór, aż do zdobycia miasta przez mającą interweniować w Gdańsku grupę Armii Pomorze.

Z kolei plan zdobycia Poczty Polskiej w Gdańsku Niemcy opracowali prawdopodobnie w lipcu 1939 roku.

1 września 1939 roku wraz z atakiem na Westerplatte, Niemcy uderzyli na pocztę. W szturmie wziął udział specjalny oddział gdańskiej Policji Porządkowej (Schutzpolizei), pododdziały SS Wachsturmbann „E” i SS-Heimwehr Danzig.

Szturm na Pocztę Polską w Gdańsku. 1 września 1939 roku. Repr. Foto Sonnke

W tym czasie w budynku pocztowym na ulicy Heweliusza przebywało 58 osób, w tym żona dozorcy i jego jedenastoletnia wychowanica – Erwina. Do przygotowanych do obrony i przybycia Armii Pomorze pocztowców nie dotarł rozkaz odwołujący walkę. To dlatego gdańscy – a więc niemieccy – policjanci spotkali się tutaj z zaciętym oporem urzędników wyposażonych w broń ręczną, trzy karabiny maszynowe i granaty.

Atakiem na pocztę dowodził Willy Bethke, komendant gdańskiej Schutzpolizei. Grupa Eberhardt oddała do dyspozycji policjantów jedną polową haubicę kalibru 105 mm, której kopię możemy dziś oglądać w Muzeum Poczty. Po pierwszym nieudanym szturmie Bethke włączył do walki rozpoznawcze samochody Steyr Puch ADGZ o nazwach Sudetenland i Ostmark.

Mimo przewagi w ludziach i sprzęcie, Niemcom nie udało się złamać oporu obrońców. Późnym popołudniem pułkownik Bethke rozkazał za pomocą wozów strażackich wpompować do piwnic budynku benzynę. Po wrzuceniu granatu nastąpiła potężna eksplozja, która spaliła pięciu obrońców, a sześciu kolejnych, w tym Erwinę, śmiertelnie poparzyła.

Steyr ADGZ, jeden z trzech niemieckich pojazdów pancernych biorących udział w szturmach na Pocztę Polską w Gdańsku. ADGZ użytkowane przez SS Heimwehr Danzig pochodziły z pierwszej partii 38 pojazdów, wyprodukowanych w 1938 roku. Pojazdy te brały udział także w aneksji Czechosłowacji dokonanej przez III Rzeszę. Foto Sonnke

W tej sytuacji podjęto decyzję o kapitulacji Poczty. Jako pierwszy budynek opuścił doktor Jan Michoń, dyrektor Okręgu Poczt i Telegrafów RP w Gdańsku, wraz z naczelnikiem Józefem Wąsikiem. Gdy wychodzili, Michoń niósł w ręku białą koszulę na znak kapitulacji, przywitano ich okrzykiem „Oto są te polskie psy” i salwą. Obu zamordowano z zimną krwią.

Sześciu obrońcom udało się uciec. Dostali się na zaplecze podwórza, pokonali mur i znaleźli się między domami przy ul. Sukienniczej. Czterech z nich doczekało końca wojny. 38 obrońców uwięziono na Biskupiej Górce.

Ich los rozstrzygnął się na rozprawach z 8 i 29 września 1939 roku. Na mocy wyroku sądu specjalnego Grupy Eberhardt, pod przewodnictwem prokuratora dr Hansa Wernera Giesecke i sędziego Kurta Bode pocztowcy zostali uznani za partyzantów i skazani na śmierć.

Dieter Schenk, niemiecki policjant i dziennikarz. Jego publikacje doprowadziły do rehabilitacji 38 polskich pocztowców, którzy zostali zamordowani przez Niemców w ramach zbrodni sądowej 5 października 1939 r. fot. Maciej Kosycarz/KFP

– Trzydziestoośmiokrotny wyrok śmierci stał w sprzeczności z prawem, a jego sprawcy nie ponieśli za niego nigdy kary – podkreślał Dieter Schenk, były funkcjonariusz niemieckiej policji i dziennikarz, którego publikacje z lat 90. XX wieku doprowadziły do rehabilitacji pocztowców. – To było klasyczne morderstwo sądowe.

Dlaczego?

W chwili procesu obowiązywało jeszcze prawo gdańskie, w którym nie przewidziano kary śmierci. Kompetencyjność wojskowego sądu karnego można było stosować jedynie w przypadku szkód poniesionych przez Wehrmacht, a nie policję gdańską. Wojskowy kodeks karny można było stosować wyłącznie poza granicami Rzeszy. Tymczasem 1 września Wolne Miasto inkorporowano do III Rzeszy.

Członkowie gdańskiego SA demontują polską skrzynkę pocztową. Zdjęcie propagandowe, prawdopodobnie z września 1939 roku. Repr. Foto Sonnke

Atakujący działali bezprawnie, dlatego pocztowcom przysługiwało prawo do obrony koniecznej. Zgodnie z zasadami wojskowego kodeksu karnego obrońcy poczty byli zrównani w prawach z członkami milicji, a tym samym posiadali status żołnierza – bojownika.

Dlatego też w 1998 r. Sąd Krajowy w Lubece uchylił wyrok sądu polowego i uniewinnił polskich pocztowców z Gdańska. Stwierdził też formalne naruszenie reguł postępowania sądowego i pogwałcenia obowiązków przez sędziego Bode. Potomkowie polskich pocztowców otrzymali prawo do odszkodowania w wysokości od 5 do 10 tysięcy marek niemieckich.

W swoich publikacjach Dieter Schenk zwracał uwagę, że zarówno Giesecke, jak i Bode zrobili po wojnie kariery w niemieckim systemie sądowniczym, sprawując wysokie stanowiska sądownicze w Bremie i Frankfurcie nad Menem. Stało się tak, mimo że mieli na swoim sumieniu nie tylko mord na pocztowcach. Bode był w latach 1942-1945 prokuratorem generalnym w Gdańsku. Za jego kadencji zapadło aż 350 wyroków śmierci. Z kolei Giesecke był w latach 1940-1945 sędzią sądu wojskowego. Z zachowanej dokumentacji udowodniono mu 34 wyroki śmierci za drobne wykroczenia. Z powodu braków w materiałach dowodowych uważa się, że liczba ta jest przynajmniej dwukrotnie wyższa.

Wojnę przeżył także dowódca ataku na pocztę, pułkownik Willy Bethke, który wydał rozkaz podpalenia budynku i jest odpowiedzialny za śmierć Michonia i Wąsika. Zaledwie dwa tygodnie po walkach o Pocztę Polską, Bethke opuścił szeregi policji i sprawował wysokie funkcje partyjne w Kraju Warty. Po II wojnie światowej był jedynie przesłuchiwany w roli świadka w sprawie ataku na Pocztę.

Pomnik w miejscu, gdzie odnaleziono zwłoki polskich pocztowców, zamordowanych przez Niemców 5 października 1939 r. na dawnym poligonie na Zaspie.

Sprawiedliwość upomniała się za to o człowieka, którego „działalność” odcisnęła krwawe piętno na mieszkańcach całej Europy. Jednym z dowodzących egzekucją pocztowców był Max Pauly, późniejszy komendant niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Po II wojnie światowej skończył na szubienicy.

Przez kilkadziesiąt lat nie wiedziano, gdzie zostały pochowane zwłoki rozstrzelanych pocztowców. 28 sierpnia 1991 roku przy ul. Burzyńskiego zobacz na mapie Gdańska na Zaspie, podczas prac ziemnych natrafiono na ludzkie szczątki. Wśród kości znaleziono także pocztowe guziki…

Obrońcy Poczty spoczywają wraz z innymi ofiarami niemieckiego terroru na cmentarzu na Zaspie.

Pomnik zamordowanych pocztowców – obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, na cmentarzu na Zaspie. fot. Maciej Kosycarz/KFP

__________________________

 /5 października 2016 / https://historia.trojmiasto.pl/Bronili-sie-14-godzin-Niemcy-rozstrzelali-ich-na-Zaspie-n106140.html?is_mobile=0

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii HISTORIA POLSKI, Obrona Poczty Gdańskiej, Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Obrona Poczty Gdańskiej – Bronili się 14 godzin. Niemcy rozstrzelali ich na Zaspie

  1. Pingback: Albert Forster – niemiecki volksdeutsche w Gdańsku | Justice4Poland.com

Możliwość komentowania jest wyłączona.