Kołobrzeg: niszczeje Baszta Prochowa – bezcenny zabytek z XIV wieku… za co bierze pieniądze Min.Kultury i dziedzictwa narodowego?

Biznesmen wspierający PO może zarobić 500 tys. zł na sprzedaży bezcennej Kołobrzeskiej Baszty Lontowej z XIV wieku. Władze miasta pozostają bierne

Baszta Lontowa / autor: flickr.com

Kupić za 600 tysięcy, sprzedać za grubo ponad milion – świetny biznes, prawda? Sęk w tym, że przedmiotem transakcji jest bezcenny zabytek z XIV wieku, rzecz dzieje się w mieście, gdzie od lat niepodzielnie rządzi prezydent z Platformy Obywatelskiej a obrotny biznesmen to autor reklamówki wyborczej ważnego polityka tej partii.

O zastanawiających losach średniowiecznej baszty w Kołobrzegu (woj. zachodniopomorskie) poinformowali nas zaniepokojeni czytelnicy wPolityce.pl

— Przedmiotem sprzedaży jest przepiękny gotycki budynek zlokalizowany w samym centrum miasta o bardzo dużej wartości historycznej (…)  

 To niezwykle piękny i interesujący budynek.   — Jeden z popularniejszych zabytków w Kołobrzegu

— czytamy w anonsie zamieszczonym w jednym z serwisów internetowych.

I rzeczywiście. Kołobrzeska Baszta Lontowa (zwana potocznie Basztą Prochową) to jeden z najcenniejszych zabytków w mieście. Wybudowany w XIV wieku obiekt jest jedynym zachowanym do dziś w całości elementem średniowiecznego systemu obronnego Kołobrzegu.

Baszta przetrwała wszystkie przebudowy kołobrzeskich fortyfikacji a także bitwę o miasto w 1945 roku.

— To bezcenny zabytek, który powinien być chlubą Kołobrzegu. Tymczasem nie tylko nic się tam nie dzieje, ale wydaje się, że budynek po prostu niszczeje.

Dzieje się tak przy totalnie biernej postawie władz miasta i miejskiego konserwatora zabytków

— czytamy w liście, który trafił do naszej redakcji.

W ostatnich dziesięcioleciach Baszta Lontowa mieściła m.in. dom noclegowy, kawiarnię a ostatnio punkt informacji turystycznej PTTK.

I to właśnie kołobrzeska PTTK sprzedała w 2012 roku miejscowemu biznesmenowi Rafałowi Kolikowowi. Cena – 600 tysięcy złotych.

Przedstawiciele PTTK nie ukrywają, że bezcennego zabytku pozbyli się z radością i ulgą.

— Nie byliśmy w stanie go utrzymać, wykonywać niezbędnych remontów. Pan Kolikow trafił się nam jak dar z nieba!

— mówi prezes kołobrzeskiego PTTK Mirosław Szczeglik.

Prezes Szczeglik bez zbędnego owijania w bawełnę dodaje, że    to, co dziś dzieje się z budynkiem niewiele go obchodzi.

To dziwna wypowiedź, biorąc pod uwagę, że jednym z celów statutowych PTTK jest ochrona zabytków.

– Od momentu sprzedaży to dla nas sprawa zamknięta. Nie interesuje nas, jakie plany związane z basztą ma jej właściciel. — To sprawa między nim, miastem a konserwatorem zabytków

– mówi Szczeglik.

Zaniepokojenia sytuacją Baszty Lontowej nie kryje natomiast Tomasz Wolender, zastępca Zachodniopomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

— To bardzo wartościowy obiekt, który został wpisany do rejestru już w  1956  roku,   jako   jeden z pierwszych w mieście. — Jakiekolwiek zagrożenie dla jego losu byłoby fatalną wiadomością

— mówi Wolender, wskazując jednocześnie, że  nadzór nad basztą sprawuje bezpośrednio miejski konserwator zabytków w Kołobrzegu Ewa Kowalska.

To efekt porozumienia pomiędzy wojewodą (jeszcze z nadania PO-PSL) a prezydentem Kołobrzegu. Wcześniej nadzór był w gestii koszalińskiej delegatury WKZ.

— Miejski konserwator zabytków w Kołobrzegu powinien sprawować nadzór nad zabytkami, niezależnie od tego, czy należą one do podmiotów prywatnych czy publicznych.

Jeśli tak się nie dzieje, mamy do czynienia z zaniechaniem

— precyzuje Tomasz Wolender.

Mimo wielokrotnych prób nie udało nam się skontaktować z miejskim konserwatorem zabytków Ewą Kowalską. Od rzecznika prezydenta Kołobrzegu Michała Kujaczyńskiego usłyszeliśmy, że jest ona na urlopie.

— Wiem, że nasz konserwator wydaje jakieś zalecenia, ale w chwili obecnej jest to własność prywatna i bardzo trudno wpłynąć na właściciela

— tłumaczy Kujaczyński.

Nie jest jednak do końca tak, jak mówi rzecznik.

Zgodnie z zapisami ustawy o zabytkach konserwator ma narzędzia, by wyegzekwować działania od właściciela. W ostateczności może (a nawet musi) podjąć prace zastępcze, których koszty obligatoryjnie pokrywa właściciel.

CZYTAJ TAKŻE: Czy to kolejna afera warszawska? Widz w programie „W tyle wizji” opowiada o niszczeniu zabytków w stolicy. WIDEO

— Pani Kowalska to człowiek prezydenta, została przez niego sprowadzona do Kołobrzegu i robi tylko to, co prezydent jej każe.

Prezydent zaś robi to, co jest w jego interesie.—  Miastem rządzi kilku biznesmenów, — to układ, którego nikomu nie udało się do tej pory naruszyć

— mówi Krzysztof Plewko, kołobrzeski radny Prawa i Sprawiedliwości.

Według Plewki przyczyną dziwnego bezwładu wokół Baszty mogą być doskonałe relacje właściciela zabytku z lokalnymi notablami.

Rafał Kolikow ma bowiem opinię jednego z „ważnych graczy” w kołobrzeskim establishmencie. Kojarzony   z   Platformą   Obywatelską, ostatnio ma ciążyć w  stronę Nowoczesnej.   Żadną tajemnicą nie są jego związki z prezydentem miasta Januszem Gromkiem.  Bez skrępowania potwierdza je zresztą rzecznik prasowy włodarza Kołobrzegu.

— To prawda

— mówi Michał Kujaczyński.

Kolikow współpracował z urzędem miasta także formalnie.

— Pan Rafał pracował na umowę zlecenie w urzędzie, — powoływał Regionalne Centrum Kultury, kiedy dzięki inwestycji unijnej powoływaliśmy tę jednostkę administracyjną

— mówi Kujaczyński.

W  czasie kampanii parlamentarnej 2011 roku Kolikow znalazł się w komitecie poparcia Marka Hoka, prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej z woj. zachodniopomorskiego.   Stworzył dla niego nawet klip wyborczy.

W Kołobrzegu mówi się też o bliskich związkach Kolikowa z jednym z najważniejszych ludzi Grzegorza Schetyny – posłem Stanisławem Gawłowskim   (sam Kolikow twierdzi, że „nie pozostawał” ani „nie pozostaje” w relacjach biznesowych i towarzyskich z tym parlamentarzystą).

Właściciel Baszty Lontowej najbardziej znany jest jednak ze swojej pracy jako producent filmowy.

W 2012 roku media przyglądały się Rafałowi Kolikowowi w związku z emitowanym non-stop w trakcie Euro 2012 serialem reklamowym „Piąty stadion”. Firma kołobrzeżanina była producentem tego dzieła.

„Gazeta Polska Codziennie” sugerowała wówczas, że Kolikow mógł zdobyć lukratywne   zlecenie   korzystając   z   pozycji   zdobytej   podczas   swojej pracy w TVP.   Biznesmen do 2009 roku był wiceszefem Biura Programowego TVP. Odpowiadał za koordynację ramówek i strategię programową wszystkich kanałów TVP.

Założył własną firmę producencką, odszedł z telewizji publicznej i niemal natychmiast zaczął produkować programy dla TVP.

Już w 2010 r. współpracował m.in. przy „Kawie czy herbacie” czy popularnym serialu „M jak miłość”.   Pojawiły się sugestie, że sprawą powinny zająć odpowiednie służby.

— To co najmniej konflikt interesów

– mówił    w  rozmowie z „GPC” Maciej Wąsik, niegdyś zastępca szefa CBA, dziś poseł i sekratarz stanu w KPRM.

Centralne Biuro Antykorupcyjne nie odpowiedziało na nasze pytania, czy ta sprawa była kiedykolwiek przez Biuro badana. Sam Rafał Kolikow stwierdził zaś, że    „nigdy nie był przesłuchiwany przez CBA, ani w związku ze współpracą z TVP, ani w żadnej innej sprawie”.

Po co była znanemu producentowi filmowemu średniowieczna baszta?

— Moim głównym celem było podjęcie próby rewitalizacji zabytku i udostępnienia go zwiedzającym.

Przez cały czas użytkowania obiektu przez PTTK znajdowały się tam pomieszczenia biurowe co uniemożliwiało udostępnienia budynku szerszej publiczności i wykorzystanie jego potencjału turystycznego

— wyjaśnia Rafał Kolikow.

Ambitne plany Kolikowa spaliły jednak na panewce.

— W momencie nabycia nieruchomości nie była znana wysokość nakładów jakie będą potrzebne na remont nieruchomości. Dopiero wykonane na moje zlecenie ekspertyzy pozwoliły na dokonanie rzetelnej wyceny niezbędnych prac.

Pomimo wielokrotnie podejmowanych rozmów i składanych wniosków nie udało mi się pozyskać żadnego finansowego wsparcia na prace związane z koniecznym remontem.

Stosowne wnioski składane były do Prezydenta Miasta Kołobrzegu i Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego

— relacjonuje Kolikow.

Biznesmen dodaje, że od momentu zakupu budynku jest on wyłączony z użytkowania.

— Pomimo   tego   ponoszę wszystkie koszty związane z jego utrzymaniem i konserwacją.   — Łączny koszt nakładów na utrzymanie i konserwację   budynku  oraz na wykonanie ekspertyz konserwatorskich i budowlanych wyniósł 254 tys. zł

— twierdzi, dodając, że posiada potwierdzające te kwoty faktury a wydane pieniądze pochodziły z oszczędności i kredytów.

W międzyczasie zmieniła się forma prawna tytułu do nieruchomości: Kolikow kupował prawo do użytkowania wieczystego Baszty (do 2030 roku).

Dziś jest pełnoprawnym właścicielem budynku.   Fakt ten potwierdza (dodając, że stało się to „ładnych parę lat temu”) rzecznik prezydenta Kołobrzegu Michał Kujaczyński.

Teraz Kolikow stara się sprzedać atrakcyjną nieruchomość.

Zapewnia, że pierwotnie, by zachować „publiczny charakter obiektu”, proponował ją miastu i to za nominalną cenę jej nabycia. Miasto nie znalazło jednak środków.

— Dlatego zdecydowałem się na „otwartą” sprzedaż nieruchomości

— wyjaśnia Kolikow.

Tu jednak cena jest znacznie wyższa, niż 600 tysięcy złotych.  Oferta opiewa bowiem na 1, 1 miliona zł.

W mieście mówi się, że pewnie niebawem ktoś się skusi, a biznesmen nie wyjdzie najgorzej na tej próbie ratowania cennego zabytku…

______________________

PF

26.07.2017

Za; https://wpolityce.pl/polityka/350455-biznesmen-wspierajacy-po-moze-zarobic-500-tys-zl-na-sprzedazy-bezcennej-kolobrzeskiej-baszty-lontowej-z-xiv-wieku-wladze-miasta-pozostaja-bierne

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, APELE - KOMUNIKATY, BITWY, EDUKACJA, HISTORIA POLSKI, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Miejsca Męczeństwa Polaków, NAUKA, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POlska w likwidacji. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.