Komu marszałek Karczewski chce obrzydzić Polskę? | POLECAM!

Stanisław Karczewski, fot. YouTube.com

Nic dodać nic ująć ,bardzo dobry tekst, i jakże oczywista prawda, że Karczewski  jak i 99% polityków to element, który dostał się do Sejmu i Senatu w wyniku selekcji negatywnej. 

Nikt mądry nie kandyduje i to widać i słychać.  Prymitywy ze słomą w butach (całe snopki) nie mający ŻADNEGO pojęcia o polityce,dyplomacji,polskości,patriotyzmie.

***

—  Entuzjaści   Ukrainy   w  Polsce podkreślają,  że różnice  interpretacji  historii, to jedyne, co nas z Ukraińcami dzieli.

Była  to  być może rzeczywiście ostatnia reduta obrony interesu Polski w relacjach   z   hojnie   obdarowywanym   przez   nas   sąsiadem. —  Jak się okazało,   — i tę oddano bez żadnego oporu

—  pisze Tomasz Jasiński.

Senatorowie   PiS na czele z marszałkiem Stanisławem Karczewskim zapewne mieli się za „starszych i mądrzejszych”wycofując z prac parlamentu projekt ustawy zakazujący propagowania nacjonalizmu ukraińskiego i litewskiego.

Marszałek   Karczewski   wykazał jednak wraz ze swoimi partyjnymi kolegami, —  że nie   dorośli   oni   do  swojej roli, a parlamentarzystami zostali w wyniku selekcji negatywnej.

Projekt ustawy przedłożony przez   Senat   miał zakładać zakwalifikowanie na- cjonalizmu ukraińskiego i litewskiego jako ustrojów totalitarnych.

Pomijając błąd rzeczowy,   bo nacjonalizm to nie ustrój, z politycznego punktu widzenia   byłaby to manifestacja suwerennego, polskiego punktu widzenia na litewskie i ukraińskie wydanie tej doktryny.

O   ile   w   przypadku  nacjonalizmu litewskiego właściwie trudno o konkretne urzeczywistnione   przykłady   stosowania   jego   symboliki  na terytorium RP,  —  o tyle w odsłonie ukraińskiej konflikt pamięci zdążył się już ujawnić.

Wprawdzie   nastąpiło  to po nie do końca fortunnych przypadkach niszczenia na własną   rękę  upamiętnień dotyczących UPA na pograniczu polsko-ukraiń- skim,   —  ale   dotknięte   poczuły   się   środowiska   bynajmniej   na   Ukrainie niemarginalne.

Należy również wziąć pod uwagę, że przez wspomnianą czołobitność, jaką jest kompromitująca   uległość   przed   cudzą   polityką historyczną,  —  marszałek Karczewski  i  większość senatorów zatarli różnice w ocenie banderyzmu mię- dzy Ukrainą a Polską na korzyść tej pierwszej.

Senatorowie Rzeczypospolitej osiągnęli więc jednomyślność ze stroną ukraiń- ską   — za cenę rezygnacji z najbardziej żywotnych interesów narodowych.

Entuzjaści Ukrainy w Polsce sami podkreślają zresztą, że różnice interpretacji historii   — to ponoć jedyne, co nas z Ukraińcami dzieli.

Była to być może rzeczywiście ostatnia reduta obrony interesu Polski  w   rela- cjach z hojnie obdarowywanym przez nas sąsiadem.

Jak się okazało,  —  i tę oddano bez żadnego oporu.

Choć wydaje się to nieprawdopodobne, —  to jednak trzeba przypomnieć fakty o charakterze podstawowym.

Polegają one na tym,   — że tak nacjonalizm ukraiński,  jak  i  litewski, mają na sumieniu dziesiątki, setki tysięcy polskich ofiar.

W   imię   realizowania   tych doktryn w praktyce konkretni ludzie ginęli za to i włącznie za to,   — że byli Polakami.

— Wyznawcy   tych  idei stanęli do morderczej rywalizacji z komunizmem o to, kto zamieni Kresy Wschodnie w większe morze krwi.

Dziś,  — w roku 2017, gdy możemy się podobno cieszyć wolną Polską,   — jeden telefon   nawet  nie  z Kijowa, a z ukraińskiej ambasady,   — unieważnia najwy-raźniej   obowiązek   władz   Rzeczypospolitej   przywracania   i   kultywowania pamięci o polskich ofiarach zbrodni.

Zbrodnie zaś mają to do siebie,   — że po jednej stronie istotnie stawiają ofiarę – ale po drugiej zawsze stoi kat, za katem z kolei – określony motyw.

Nacjonalizm litewski czy ukraiński w rzeczy samej  były bezpośrednią inspira- cją do przeprowadzenia krwawych, ohydnych w swych motywach i bezwzględ- nych w praktyce zbrodni.

Z  czym więc marszałek Karczewski i posłuszni mu senatorowie chcą zawierać kompromis i kosztem czego?

Po ludzku jest to bolesne, a dla Polaka niestety upokarzające.

Nie   chodzi   bowiem   o   to,  że marszałek Karczewski nie odczuwa osobistego dyskomfortu wobec takiego stanowiska.

Wtóruje mu zresztą senator Mamątow,   — również z PiS,   — który mówi:

— „Nie możemy sobie pozwolić na psucie stosunków z sąsiadami”.

Nie chodzi   o   to, że dany polityk nie krępuje się zginaniem karku przed obco- plemieńcami,  bo przecież nie honor własny senatorów RP jest zmartwieniem dla ogółu społeczeństwa.

Nie do zniesienia jest przede wszystkim to, że upokarzana jest Polska i że w jej imieniu,  —  czyli w imieniu nas wszystkich,   — zamiast suwerenności wybiera się   handel  najbardziej zasadniczymi elementami spajającymi dany naród, tj. wspólnym   przeżywaniem   i   interpretowaniem  przeszłości przez ogół społe-czeństwa.

Niech żadnym usprawiedliwieniem nie będzie dla nas fakt,

—   iż   marszałek   Karczewski   i  jego partyjni koledzy zapewne uważają się za patriotów.

Tak samo prawdopodobne jest, iż politycy ci są przekonani,   — że wykazali się politycznym   „realizmem”;   —   że   ominęli   rafy   czyhające   na zwolenników porozumienia z Litwą i Ukrainą

—  i   że   sprytnie   umknęli   zastawionym  na nich sidłom przez przeciwników Międzymorza czy idei jagiellońskiej.

Pomiędzy   tymi ostatnimi zaś, a polską racją stanu, na ogół w kręgach PiS-ow- skich jest stawiany znak równości.

Możemy być wręcz pewni, iż marszałek Karczewski jest dumny z siebie, bo w swoim gorącym patriotyzmie wziął poprawkę na

— „obiektywne okoliczności”, które nie pozwalają na psucie stosunków z sąsiadami.

Kalkulacja, której najwyraźniej jesteśmy świadkami,   — czyli — święty spokój z sąsiadami za rezygnację ze swojej polityki historycznej

—  nie  jest jednak żadnym realizmem, a najzwyklejszym brakiem kompetencji i przejawem niewiedzy.

Z   tych   właśnie   powodów  marszałek Karczewski nie wie,   — że nacjonalizm litewski   cały   czas   implikuje dyskryminacyjną politykę Republiki Litewskiej wobec Polaków na Wileńszczyźnie,  

— których Litwini w imię swoich narodowych i historycznych ambicji najchęt- niej by się stamtąd pozbyli.

Nie musimy się nawet temu ich pragnieniu dziwić, bo o Wileńszczyznę walczą z nami od momentu uformowania jako nowoczesny naród.

Jednak  wypieranie ze świadomości elementarnych faktów, iż nacjonalizm ten jest   nie   tylko   wymierzony   w Polaków,   —   ale i miał w swoich szczytowych momentach wymiar wobec tychże Polaków zbrodniczy (Ponary),

—  jest albo ignorancją,   — albo narodowym zaprzaństwem.

Tylko   zaprzaniec  bowiem może złożyć broń przed cudzą racją stanu zupełnie bez walki,   — a na dodatek rozbrajać na tym polu własny naród.

Niemniej, niewielkie  są szanse na to, że marszałek Karczewski celowo osłabia własną wspólnotę i świadomie dokonuje zdrady interesu narodowego.

Polityk   ten   nie zdaje sobie po prostu sprawy z efektów własnego postępowa- nia,   —   tym   bardziej   brzemiennego   w   skutki,   —   że   dokonywanego pod pretekstem patriotycznym.

Patriotyzm   jednak  zbyt  często w polskich dziejach usprawiedliwiał głupotę i warto położyć temu wreszcie kres.

Nie ma zresztą większego znaczenia,  czy   nacjonalizm ukraiński oraz litewski uwieńczone   zostały powstaniem struktur o charakterze totalitarnym   — bądź powstanie takowych struktur postulowały.

W obronie swojej racji stanu   — Litwini i Ukraińcy nie wahają się przed mani- pulowaniem   historią,   propagandą,   —   z  odmianą „polskiej okupacji” przez wszystkie przypadki na czele.

Może i chcemy się od nich odróżniać in plus,  tak zresztą jest w rzeczywistości, bo nasze sumienia nie są splamione krwią ofiar masowych rzezi.

Gdy w grę wchodzi jednak zademonstrowanie swojego punktu widzenia,   — to niuansowanie, —iż nacjonalizm jest doktryną a nie ustrojem, — jest szkodliwą nadgorliwością.

Nikt   nie   ukrywa   zresztą,   —   że przyczyny wyrzucenia projektu do kosza są pozamerytoryczne.

Tymczasem, zakwestionowanie  prawomocności polskiej wielowiekowej obec- ności na Kresach, zdyskredytowanie jej jako „okupacji”, dramatycznie

—  zawęża   obszar   polskości  do  terytorium Generalnej Guberni z dodatkiem Poznańskiego i skrawka Pomorza.

W   ten sposób odmawia się nam prawa do własnego dziedzictwa narodowego, podcina się korzenie, z których płyną życiodajne soki.

Na Kresach Wschodnich wciąż jest bowiem życie.

Włodarze Rzeczypospolitej zachowują się jednak tak, jakby nie mieli woli jego obrony.

Poddanie się w sposób bezwarunkowy,   — gdy chodzi o osąd nad ideologiami, które   pozbawiały  Polaków na Kresach ich życia,   — jest z gruntu działaniem samobójczym, obróconym przeciwko własnej wspólnocie.

Odruchy obronne, jakim byłoby wystąpienie w obronie prawa do życia –  któ- rego brutalnie odmówiono ofiarom kresowych zbrodni

–   okazały   się obce większości senatorów Rzeczypospolitej, —  z marszałkiem Karczewskim na czele.

Stają   się  oni  w  ten sposób współsprawcami post-genocydalnej fazy zbrodni, — która   polega   na wymazaniu z pamięci samego istnienia jej ofiar kiedykol- wiek w przeszłości.

I kiedy pomyśli się, że politykę Rzeczypospolitej prowadzą osoby najwyraźniej odnoszące się do polskiej suwerenności ze wstrętem,   — można załamać ręce.

Jeszcze   gorzej  wygląda to, gdy uderza świadomość, że obecna opcja rządząca uchodzi   za   „patriotyczną”   alternatywę   dla   odsuniętego   od władzy obozu zdrady narodowej.

A   jednak nie zabrakło sprawiedliwych,   — którzy stawiali tę sprawę zupełnie inaczej.

Podział nastąpił w poprzek partii rządzącej.

Wydaje się też,   — że  mimo  wszystko  Polacy  na  swój sposób zdali egzamin z polskości,   gdy chodzi o Wołyń.

Jest budujące,   — że  film Wojciecha Smarzowskiego   zainteresował tak wielu widzów.

— Oznacza   to,  że   w   tym   kresowym   dramacie   Polacy  chcieli przyjrzeć się także sobie samym,  —   zobaczyć  się przez pryzmat wydarzeń rozgrywających się właśnie na tamtych terenach.

Wołyń stał się także ich historią, przeżywaną i oglądaną wspólnie.

Właśnie ta nieobojętność na własne losy sytuuje się na antypodach ustawowej amnezji firmowanej przez osoby mieniące się politykami.

Wydaje się jednak,   —  że prawdziwymi politykami okazali się przede wszyst- kim zwykli Polacy.

Wprawdzie eksponowanie   pamięci   o Wołyniu jest przez niektóre kręgi z wy- raźną awersją określane jako posunięcie „endeckie”,  ale czy na pewno to idea narodowa inspirowała szerokie kręgi społeczeństwa?

Czy  aby na pewno pod wpływem mających ograniczony zasięg endeków udało się przeforsować uchwałę wołyńską?

Podkreślmy,   —  że   była   ona przede wszystkim odbiciem stanu świadomości społeczeństwa   polskiego,   —   którego   przywiązanie   do   tego aktu dramatu polskich Kresów okazało się na tyle silne, że skapitulował przed nim zarówno PiS, jak i PO.

Także   w   kwestii   Polaków na Litwie – na szczęście nie będących fenomenem li tylko historycznym,   a stanowiących zwartą społeczność także współcześnie – zachowaliśmy jako społeczeństwo zdrowe odruchy.

Zauważona m.in. na portalu  Kresy.pl  —  wolta Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego,   —  a   więc   czołowego   destruktora   narodowego solidaryzmu Polaków ponad współczesnymi granicami państwowymi, — była motywowana właśnie   brakiem   przyzwolenia na podkładanie się wielokrotnie mniejszemu sąsiadowi z północnego wschodu.

Publicysta   ów, —   stanowiący   zaplecze obozu rządzącego, wyznał właściwie, —  iż  jego usilne starania okazały się bezskuteczne w obliczu tego, co napraw- dę sądzą Polacy nad Wisłą o swoich rodakach z Litwy.

Wobec tego w Polakach z Macierzy —  (odróżnianych od kresowych, którzy są adresatem   polityki   Warszawy)   

—  drzemie nie tylko potencjał zdrowego rozsądku,  ale też najbardziej auten-tycznego patriotyzmu.

Ponadto,   tylko  kataklizm może powstrzymać włączanie tematyki kresowej w działalność ruchów kibicowskich, narodowych i innych pokrewnych.

Jeśli Polska jako całość nie zostanie wepchnięta na minę,   — to poczucie  pod- miotowości w Polakach ma szansę się w pełni odrodzić,

—  a   zwrot   ku   własnej – bo ogólnonarodowej – przeszłości, będzie jednym z tego przejawów i bodźców zarazem.

Wracając  jednak do bieżącej rozgrywki parlamentarnej, należy „odpowiednie dać rzeczy słowo”.

O  ile społeczeństwo zachowuje się przytomnie i intuicyjnie zachowuje zdrowe odruchy,  —    niekiedy nawet uświadamiając sobie, że na tym z grubsza polega patriotyzm,

—  o tyle marszałek Karczewski i wtórujący mu senatorowie PiS-u   — zasłużyli sobie na nazwanie ich osobami bezrozumnymi.

Nie stawia ich to wcale w lepszej sytuacji, niż gdyby wymyślać im od łajdaków, ponieważ – jak już wspomniano – patriotyzm nie usprawiedliwia głupoty.

Tymczasem,   kunktatorstwo   marszałka   Karczewskiego   — to jedynie prosta recepta na obrzydzenie Polski samym Polakom.

Kupczenie   pamięcią   czyni   wspólnotę   narodową zupełnie bezwartościową, podważa sam jej sens, samą jej istotę.

Nie   ma sensu identyfikować się ze zbiorowością, która otwarcie deklaruje, że nic jej nie obchodzą przodkowie,  — zamordowane spośród nich ofiary  — oraz potępienie ideologii motywujących do zbrodni na rodakach popełnianych.

Bycie   Polakiem  jest w takiej sytuacji o tyle bez sensu,   że nie mające żadnego celu,  nie stoi wówczas za postawą świadomego Polaka żaden konkretny ideał,

— a jedynie jakiś brudny, niezrozumiały deal.

Utożsamianie  się z czymś takim musi być więc z zasady opowiedzeniem się za czymś,   — co siłą rzeczy jest antywspólnotowe.

Zwykły   człowiek   nie   będzie   chciał   mieć   z   czymś   takim   nic   wspólnego – i słusznie.

Niestety, — niektórym bardzo zależy, by polskość kojarzyła się właśnie tak i by była   to   na  dodatek   — jakaś „wyższa forma patriotyzmu”,   — nieobciążona balastem narażania się pokojowo nastawionym sąsiadom.

Czarę goryczy przelewa fakt,   że   kapitulacja  senatorów nastąpiła na życzenie i   z   uwagi   na   punkt   widzenia   ośrodków   zewnętrznych, — co bez żadnego poczucia     wstydu     przyznają     parlamentarzyści    reprezentujący   majestat Rzeczypospolitej.

Trzeba   zdać  sobie powagę z sytuacji, bo występują oni niestety w imieniu nas wszystkich.

Jeśli czegoś ma ten casus uczyć,

—   to   tego, —   że   właśnie   tak   wygląda  dopisywanie kolejnego rozdziału do dzieła „Z dziejów głupoty w Polsce”.

***

Tomasz Jasiński

Poniedziałek, 13 marca 2017

Za; http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/komu-marszalek-karczewski-chce-obrzydzic-polske

ZOBACZ:

Neonazistowska Ukraina – O szerzącym się banderowskim neonazizmie na portalach społecznościowych. | POLECAM!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii "Solidarność", ANTYPOLONIZM, APELE - KOMUNIKATY, ARCHIWUM 25-LECIA 1989-2014, HISTORIA POLSKI, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Kresy Wschodnie, Litwa, Miejsca Męczeństwa Polaków, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POLITYKA, POlska w likwidacji, Ponary, Roszczenia litewskie, Roszczenia ukraińskie, Sejm, Ukraina, Wołyń, Zbrodnie litewskie, Zbrodnie ukraińskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.