Co Lech Kaczyński mówił w 2006 r. w Berlinie – Wystąpienie Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Berlinie na Uniwersytecie Humboldta (9.03.2006) | POLECAM!

Co Lech Kaczyński mówił w 2006 r. w Berlinie

CAŁE PRZEMÓWIENIE LECHA KACZYŃSKIEGO z 2006 r.

Wystąpienie  Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Berlinie na Uniwersytecie Humboldta (9.03.2006)

Foto: TVN24 | Video: TVN24

Wiem, że nasze stanowisko jest może właśnie najtrudniejszym sprawdzianem solidarności,   —  ale jeżeli Europa chce ten sprawdzian zdać,   — jeżeli chce stworzyć nową jakość nie na dwa, trzy pokolenia,   — co się udało dotychczas,  tylko na wiele pokoleń,

 nową jakość, która być może kiedyś w historii będzie rzeczywiście też jakością o charakterze federacji,  

 — federacji przecież wtedy niezmiernie potężnej w skali świata   —  to musi ten egzamin również zdać.

I do tego bym zachęcał, reprezentując kraj, który oczywiście w tej chwili korzysta dzięki członkostwu Unii Europejskiej,   — ale który, jeżeli to, o czym mówię, spełniłoby się w ciągu 8 czy 10 lat,   — będzie korzystał mniej.

Zdaję sobie z tego sprawę i z góry się na to zgadzam. Dziękuję bardzo.

____________________________________________

Wystąpienie  Prezydenta   RP Lecha Kaczyńskiego w Berlinie   na   Uniwersytecie   Humboldta   (9.03.2006)

Panie i Panowie,

Pragnę   zacząć   od    tego,   że  nie chciałbym dzisiaj wygłaszać wykładu czysto politycznego.

Jestem   człowiekiem, który prawie 30 lat życia spędził na uczelni. Wprawdzie od   wielu   lat   nie wykładałem  —  a  na pewno nie wykładałem nigdy w takich warunkach —  to mam jednak pewne przyzwyczajenia.

Trybuna   polityczna,   wywiad  prasowy, wiec, seminarium o charakterze poli- tycznym   to   jedna   sprawa,   —   a audytorium maximum słynnego w Europie uniwersytetu  —  to sprawa odrębna.

Dlatego   też   proszę  nie traktować tego, co powiem, jako zespołu tez politycz- nych   w  ścisłym tego słowa znaczeniu.

To  są moje rozważania dotyczące tego,  — czym Europa była w ostatnich  dzie- sięcioleciach,  — czym jest teraz   — i czym być może będzie w przyszłości.

Mówię   być   może,   —   bo   chciałem   przypomnieć   o   jednym: — przyszłości dokładnie nikt z nas nie zna.

Europa   przez   wiele   wieków   była   miejscem   olbrzymiej  ilości konfliktów, wojen.

W  wieku dwudziestym mieliśmy dwie wielkie wojny i myślę, że jeżeli mówimy dzisiaj o bliskiej solidarności, to trudno do tego, a w szczególności do II wojny światowej, nie nawiązać.

Mieliśmy   bowiem   w   Europie   albo   wojnę,     —  albo   tak   jak po roku 1815  —   oczywiście   nie   bez   wyjątków   —   zasadę równowagi sił, a równowaga sił między państwami —  między mocarstwami, jak wtedy mówiono — była regułą podstawową.

Była    esencją   stosunków   międzynarodowych,   nie  tylko w Europie, ale i na świecie.

[Fajny   —   „polski patriota!!!    —   POLSKI   WTEDY   NIE   BYŁO!!! —  ale była ”  równowaga  sił między państwami —  między   mocarstwami,   jak   wtedy mówiono” —  emjot]

Po   drugiej   wojnie   światowej,   po   jej   straszliwych doświadczeniach, które dotknęły   zarówno   zwycięzców, jak i pokonanych,  —  zwyciężyła inna idea, u której podstawy leżało wykluczenie wojny.

Było to również dzieło wybitnych jednostek,  —  takich  jak Konrad Adenauer i Robert Schumann.

Trzeba tutaj jasno powiedzieć, że okres 61 lat, w którym poza Bałkanami, poza dwoma   sowieckimi   interwencjami    —   jedną w roku 1956,   — drugą w roku 1968 —  wojen nie było.

Można   powiedzieć,   —  że to jest pierwsze olbrzymie zwycięstwo europejskiej solidarności.

Oczywiście   ta   solidarność   przez   pierwsze 44 lata po wojnie dotyczyła tylko części   Europy —  Europy, którą potocznie określamy jako Europę Zachodnią, — tak przynajmniej mówi się w Polsce, — bo Europa była przecięta murem.

Można stwierdzić, że Mur Berliński, tu, w tym mieście, to pewna dosłowność.

Natomiast Mur Berliński można traktować również przenośnie —  jako coś, co podzieliło   Europę    —    i   co   łączyło się także z zasadą równowagi sił między sowieckim imperium a USA i Europą.

Skończyło   się   nie   wojną,   tylko rozpadem tego imperium,  —  rozpadem, do którego   ruch   o   nazwie   Solidarność,  —  ruch, który ogarnął w Polsce ok. 10 milionów   ludzi   miażdżącą   większość pracowników   —  w bardzo znacznym stopniu się przyczynił.

To   jest  nasz wkład w początki tego,   — co możemy nazwać ogólnoeuropejską solidarnością.

Solidarność   europejska,   która   zastępowała   równowagę   sił,   —   miała od początków lat 50. pewien wyraz instytucjonalny.

Początkowo dotyczyła tylko 6 państw.

Mówię  tu o  Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali,   —  później o Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej.

Dopiero po 1989 roku kraje, które wcześniej znajdowały się po drugiej stronie kurtyny,   — mogły aspirować do tego,  —  żeby w ramach tej Unii, gdzie zasada współpracy wyparła zasadę równowagi sił,   — mogły zaistnieć.

Ten  proces trwał długo,   — dzisiaj mogę powiedzieć, że zbyt długo, bo w przy- padku   Polski   i   9  innych krajów,  — z   których   tylko   dwa,   — Cypr i Malta, — nie  były wcześniej tzw. krajami socjalistycznymi,   — ten proces trwał około 15 lat.

Dzisiaj  można też mówić o tym, że większość Europy,   — choć daleko nie cała, —   ogarnięta  jest nową zasadą współpracy, która zastąpiła zasadę równowagi sił.

I   trzeba  sobie zdawać sprawę, że w wymiarze z historycznym jest to olbrzymi sukces.

Ja   wiem,  że Europejczycy się do tego sukcesu przyzwyczaili,   — a szczególnie ci, którzy należą do państw starej Unii.

Wiem, że chcą więcej,   — ale ważny   jest   już   sam  fakt, że ta zasada od kilku-dziesięciu  lat  funkcjonuje  w  Europie i że dzisiaj można sobie wyobrazić spór francusko —   niemiecki,   — a nie wojnę francusko —  niemiecką.

Dzisiaj można sobie wyobrazić spór polsko — niemiecki, — a nie wojnę polsko  — niemiecką.

To jest sukces bez precedensu w dziejach.

I już ten sukces trzeba docenić, to jest bardzo, bardzo dużo.

Natomiast oczywiście solidarność to nie tylko ogólna zasada współpracy.

Trzeba ją w różnych dziedzinach konkretyzować.

Mówiąc w największym uproszczeniu,—  ta solidarność najpierw wyrażała się we   współpracy  gospodarczej,  później  coraz bardziej przechodziła także na inne   dziedziny,  —   takie dziedziny,   które   wcześniej  uchodziły za wyłączną domenę suwerenności poszczególnych państw.

Muszę   powiedzieć,   że  ostatnio miałem okazję przyglądać się dziejom współ- pracy w sprawach związanych ze zwalczaniem przestępczości.

Sam   się zdziwiłem,   — że pierwsze formy współpracy w przyszłej wspólnocie, ówczesnej Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej,   wystąpiły tak późno i były tak wątłe,   — bo to dopiero lata 70.

Ale   widać,   — jak  wiele utrwalonych przekonań trzeba było pokonywać, żeby współpraca,   która   wydaje   się  dość oczywista,   — bo przestępcy raczej mało trzymają się granic poszczególnych państw, — była możliwa.

Mogę powiedzieć, że jeszcze jest daleka od tego, żeby była pełna.

Występuje np. zasadnicza trudność, —  również   w naszej polskiej konstytucji, —  ze sprawą europejskiego nakazu aresztowania.

Ale   to   jest   przykład   tego,   —   że   poza   współpracą  gospodarczą w innych dziedzinach, — choć   znacznie   wolniej,  —  był   pewien   postęp,  który powoli zaczął  się  też przekładać na sferę działań politycznych,  na czysto zewnętrzną sferę wobec Unii.

Tutaj  jednak natrafiliśmy na problemy, które już trzeba określić jako bardziej zasadnicze.

Oczywiste stworzenie z Europy,  — choć powoli,  — jednej strefy gospodarczej, dało pozytywne efekty.

Można   powiedzieć,   —   że   zasada   związana   z  wyrównywaniem poziomów gospodarczych,   —  która   jest   chyba   kwintesencją solidarności w wymiarze gospodarczym,  

— dała efekty,   — chociaż  należałoby mieć wątpliwości, co do tego,   — czy jest ona dostatecznie pogłębiona.

Jednak   współpraca   w   charakterze  politycznym dotyka zupełnie innej sfery problemów,   — można powiedzieć; zupełnie innej tradycji.

Europejczycy  przyzwyczajeni są od więcej niż dziesięciu wieków do tego, żeby żyć  w  ramach  państw na ogół narodowych,  

—  chociaż  oczywiście  to  kształtowało  się  z  czasem  — czasami wielonarodo- wych, — ale historycznie bardzo utwierdzonych.

Dla   przeciętnego   obywatela   któregoś  z europejskich państw

— podstawowym odniesieniem jest właśnie jego narodowe państwo.

Opinie publiczne funkcjonują w ramach poszczególnych państw europejskich.

Zawsze   daję   taki   przykład,   —  że dzisiaj najbardziej nawet zainteresowany polityką     Fin,   —   najbardziej   świadomy   mechanizmów   politycznych,   ale niebiorący   osobiście   udziału  w życiu politycznym,   — na ogół niewiele wie o scenie politycznej w Portugalii i na odwrót,

— i taki stan czas jakiś jeszcze musi się utrzymać.

To,   że Unia w dalszym ciągu składa się z państw, które stanowią podstawową płaszczyznę odniesienia dla swoich obywateli,   —  jest  faktem, który trzeba w moim przekonaniu uwzględniać z dwóch powodów:

—  po   pierwsze   dlatego, że procesy demokratyczne są tym, co cechuje współ- czesną kulturę europejską,   — czyli demokratyczną legitymizacją władzy.

Żeby wybierać, trzeba mieć świadomość kogo się wybiera.  

 Ta   świadomość   istnieje   w   dzisiejszej  Europie   —  w pierwszym rzędzie w poszczególnych   państwach   narodowych, —  czy  też wielonarodowych   —  bo pamiętam o tym, że takie państwa w Europie istnieją.

Ta   świadomość   występuje   w   znacznie   mniejszym  stopniu, jeżeli chodzi o poziom Europy jako całości.

To jest pierwszy punkt.

On dotyczy, jak myślę, wszystkich krajów europejskich, w równym czy prawie równym stopniu.

Jest  też   jednak   punkt   drugi,   —  który w Europie ma bardziej partykularny wymiar,   — bo dotyczy tylko pewnej grupy państw.

Mówię tu o tych państwach, które do roku 1989, czy 1991 albo w ogóle nie były niepodległe,   —   jak   państwa  bałtyckie,   — bo wchodziły w skład rosyjskiego imperium,  

—   albo   też, —  jak   Polska, Czechy czy Węgry,   — były państwami wprawdzie posiadającymi byt prawnomiędzynarodowy, posiadały pewien zakres autono- mii.

Socjalizm   polski  na przykład   —  mocno się różnił od socjalizmu Niemieckiej Republiki   Demokratycznej   –   można   powiedzieć,   że był dużo łagodniejszą odmianą tej choroby.

Ale   były   to   jednak   państwa   głęboko   zależne i odzyskanie niezawisłości w końcu lat 80. czy też na początku lat 90.   —  było traktowane szczególnie przez aktywną   część   tych narodów, społeczeństw, — jako wyjątkowa wartość, jako wyjątkowy historyczny sukces.

Ja   nie kryję,   —  że  należę do tych ludzi, do tych Polaków,   — którzy rok 1989 traktowali właśnie w ten sposób.

Kilka   miesięcy   temu   odniosłem   największy w swoim życiu sukces politycz- ny —    po   sprawowaniu bardzo wielu funkcji państwowych,  —   także bardzo wysokich funkcji w Solidarności   — zostałem prezydentem.

Ale mimo wszystko, — nie ten rok uważam za najważniejszy w swoim życiu.

Do   końca   mojego życia najważniejszym rokiem będzie rok 1989, odzyskanie suwerenności przez mój kraj.

Sadzę, — Szanowni Państwo, — że ten stan rzeczy trzeba rozumieć i szanować.

Oczywiście  proces integracji europejskiej ma charakter liniowy,   — on będzie postępował,   — to nie ulega wątpliwości.

Siły przeciwne integracji,   — przynajmniej w Polsce,   — są słabe.

Ja nie chciałbym się wypowiadać tutaj za innych.

W Polsce,   — powtarzam,   — są to siły słabe.

One   istnieją   w  każdym kraju europejskim,   — w Polsce jednak występują na niewielką skalę.

Natomiast   nie   można   w   tym   procesie, który,  —  jak podkreślałem,   — ma charakter   bezprecedensowy  nie tylko w historii Europy, ale w historii świata w   ogóle,  —  w   historii ludzkości,   — postępować w taki sposób, — nie można przedobrzyć   — i próbować osiągnąć rezultaty w sposób przedwczesny.

Teraz przejdźmy do konkretnej sprawy, —  sprawy Traktatu Europejskiego.

To,   że   Europa   potrzebuje   jakiegoś  podstawowego traktatu —  możemy ten traktat   również   nazwać   konstytucyjnym,    —  ja   nie mam tutaj specjalnych kłopotów, jeżeli chodzi o nazwę  —  to nie ulega wątpliwości.

Jest   to  niezbędne, bowiem inaczej porozumiewa się w gronie sześciu państw —  i   do  tego jeszcze sześciu państw o mniej więcej równym poziomie rozwoju gospodarczego,   —   bo   taka  była Europejska Wspólnota Gospodarcza wtedy, gdy podpisywano Traktat Rzymski,

—  a   inaczej,   gdy trzeba uwzględniać wolę 25, a przecież wkrótce 27 państw o różnych  tradycjach, o różnym poziomie rozwoju gospodarczego,   — a także w niemałym stopniu   — o bardzo różnej historii.

To nie jest to samo, to są zupełnie inne sprawy, jesteśmy tego świadomi.

Absolutnie   wiemy,   —   że  trzeba   przyjąć   generalne   reguły   porządkujące, —   że   te   reguły   muszą   obowiązywać  wszystkich, — że są sprawy,   — w tym również dość istotne,   — gdzie trzeba zgodzić się na to, że decyduje większość, — a nie wszyscy.

Tak jest zresztą dzisiaj.

Nie mamy co do tego najmniejszej wątpliwości.

Ale   mamy   wątpliwości  co do tego,   —   czy czas już tworzyć z Europy swoiste quasi-państwo.

Traktat Europejski nie tworzy państwa.

Gdy   ktoś   mówi,   że   to jest rozwiązanie czysto federalne, — to się oczywiście myli,   — to jeszcze nie jest federacja.

To nie jest federacja choćby dlatego, że w żadnym państwie federalnym, które realnie   istnieje   na świecie,   nie jest tak,   — że w rękach budżetu centralnego jest   1% PKB,   czy   troszkę   powyżej   1%,  

—   a   jeśli   chodzi   o   finanse  publiczne poszczególnych krajów związkowych (finanse publiczne, nie tylko budżet),  —  kontrolują one około 40% PKB.

Powtarzam,   takiego rozwiązania w żadnej federacji na świecie, przynajmniej mi znanej, nie ma,   — stąd też to jeszcze na pewno nie jest federacja.

Są   tam   jednak   rozwiązania,   które   wskazują  na to,  —  że Europa Traktatu Konstytucyjnego w jego obecnej wersji byłaby Europą quasi- państwową.

Z tego punktu widzenia,   — jak sądzimy,   —  czas na takie rozwiązania jeszcze nie nadszedł.

Ja  zawsze   mówię,   że   mogę wypowiadać się jedynie w imieniu mojego kraju — tu i teraz,   — dzisiaj.

Nie potrafię odpowiedzieć, co będzie za 20 czy 25 lat.

Być może, gdy powstanie jedna infrastruktura społeczna Europy, jedna opinia publiczna,   —   a  przynajmniej silne elementy jednej opinii publicznej,   — być może,  gdy nastąpi swoiste zrośnięcie się narodów europejskich, które oczywi- ście   pozostaną   odrębne,   —  ale   będą miały dużo większą ilość różnorakich związków,   — od miejsca zamieszkania nawet po związki rodzinne

  —  być może wszystko to spowoduje, że wtedy tego rodzaju rozwiązania będą adekwatne.

Nie mogę powiedzieć na pewno, że tak będzie.

Nie mogę powiedzieć też na pewno, że sądzę, iż będzie inaczej.

Natomiast   w   tej  chwili sytuacja wygląda w ten sposób,   — że musimy szukać rozwiązań,   które   usprawnią   działanie dzisiejszej Europy, które nadadzą jej nową dynamikę, które pozwolą na wiele wspólnych przedsięwzięć.

Czy takie przedsięwzięcia są w wielu sprawach także na zewnątrz potrzebne?

Tak, są potrzebne.

Ja   na  przykład sądzę,   — że Europa nie powinna być bezradna w sytuacji gdy trzeba interweniować militarnie,   — choćby ze względów humanitarnych.

Podkreślam mocno, że  —  oczywiście do tego nie należy dążyć,   — to nigdy nie jest dobro,  —  to zawsze jest co najwyżej mniejsze zło,

—  ale   zdarza   się,   że   w ten sposób broni się życia konkretnych ludzi, którzy życie mają tylko jedno.

Ja   uważam,   — że istnienie porządnego korpusu europejskiego byłoby rzeczą dobrą i że można go stworzyć.

To jedna sprawa.

Są też liczne inne przedsięwzięcia.

Sądzę,  —  że można usprawnić współpracę w dziedzinie spraw wewnętrznych.

Dzisiaj,  gdy  otwierają  się ostatecznie europejskie granice,   — jest to problem niezmiernie istotny.

Ja myślę,   —  że   Europa może zająć wspólne stanowisko w niejednej sprawie, która dotyczy także naszych stosunków wewnętrznych.

Tu jednak potrzebna jest raczej zasada jednomyślności.

Inaczej mówiąc,   —  przed  wspólnotą istnieje wiele obszarów działania, które dzisiaj można powiedzieć   — są jeszcze niezagospodarowane.

Są niezagospodarowane,  — nawet jeżeli traktujemy Europę jako bardzo silny, ścisły związek państw narodowych.

I w tym kierunku w najbliższych latach trzeba dążyć.

Polska gotowa jest w tym aktywnie uczestniczyć.

Powiem może na koniec, — że jest jeden jeszcze problem.

Oficjalnym tematem tego wykładu jest solidarność europejska.

Oczywiście,   —  można  by  było  mówić  dużo bliżej o solidarności w wymiarze gospodarczym, w sensie wyrównywania poziomów,  —  można  by  było mówić bardzo dużo o solidarności w jej wymiarze społecznym.

Jest to poważny bardzo problem,—  szczególnie teraz, — kiedy coś, co w moim przekonaniu   było   wielkim  sukcesem europejskiej kultury,   — czyli państwo dobrobytu   w  Niemczech   —  wy nazywaliście socjalnym państwem prawnym  —  jest w kryzysie.

To   jest   kryzys,   który   być może wynika po części z czynników o charakterze obiektywnym,   — ale  przecież  Europa,  w której był szybki rozwój, niskie bez- robocie,   — czyli   poczucie  bezpieczeństwa socjalnego  —  a była przez pewien czas taka Europa   —  to nie było nic złego.

To było coś dobrego.

To   rozwiązanie   w   tej chwili przeżywa kryzys,   —  nad tym trzeba by było się mocno zastanowić.

Ja   osobiście   mam   wątpliwości,    czy    liberalne  lekarstwo  — to jest jedynie dobre   — i czy ono nie ma nadmiernie silnych skutków ubocznych.

Bardzo głęboko się nad tym zastanawiam.

Ale jest jeszcze jeden wymiar.

Dzisiaj w skład UE wchodzi 25 krajów, jutro 27.

Wiemy   jednak,   że do tego klubu aspiruje wiele państw, — nie tylko Bułgaria, Rumunia,   —  które   miejsce w  klubie mają już zapewnione, —lecz także inne kraje.

W   pewnej,  nieco  dłuższej  perspektywie, aspirują też duża,  —  47-milionowa Ukraina   — i  mniejsza  od niej Gruzja,—  która leży na granicach Europy,  ale, zapewniam Panie i Panów,   — też uważa się za państwo europejskie.

Państwa  te  wymieniam tylko przykładowo,   — bowiem wierzę, że sytuacja na Białorusi też się z czasem zmieni.

To nie stanie się dziś,   — ale nie jest  możliwe,  żeby  tego  rodzaju reżim utrzy- mywał   się   w   Europie,  w której  wszystkie  kraje mają jednak system władzy zupełnie odmienny.

I to jest bardzo duży i trudny sprawdzian europejskiej solidarności.

Bardzo trudny, bowiem te kraje są znacznie biedniejsze nawet od Polski, nie mówiąc już o Niemczech;

— bowiem   te   kraje  mają za sobą bardzo skomplikowaną historię; bowiem te kraje, będą oczywiście wymagały pomocy.

Jeżeli chodzi o Polskę,   — to my mówimy:   — jak najszybciej Ukraina —  tak.

Zdajemy   sobie   sprawę,  że fundusze strukturalne czy fundusze spójności nie są  workami bez dna i że mniej więcej tę samą sumę trzeba podzielić na więcej części.

My   wiemy, —    że   my stracilibyśmy na tym nieco, —  ale też wiemy,  

— że nie można przyjmować   takiej  postawy,   —  iż  wskakuje  się do jadącego tramwaju,  —  a   jak   się   już jest na stopniu,   — to tych następnych się usiłuje zepchnąć, bo też chcą wskoczyć.

To jest właśnie klasyczny przykład postawy niesolidarnej.

Ja o tym mówię jako prezydent swego kraju,   — to nie jest nasza postawa,

— ale także mówię jako jeden z obywateli Polski, a więc dzisiaj obywateli Unii Europejskiej.

Wiem, że nasze stanowisko jest może właśnie najtrudniejszym sprawdzianem solidarności,  —  ale   jeżeli   Europa   chce  ten sprawdzian zdać,   — jeżeli chce stworzyć   nową   jakość nie na dwa, trzy pokolenia, — co się udało dotychczas, tylko na wiele pokoleń,   —  nową   jakość, 

— która  być  może   kiedyś   w   historii  będzie rzeczywiście też jakością o cha- rakterze federacji,  —  federacji  przecież  wtedy  niezmiernie potężnej w skali świata —  to musi ten egzamin również zdać.

I do tego bym zachęcał,—  reprezentując kraj, — który oczywiście w tej chwili korzysta dzięki członkostwu Unii Europejskiej,

— ale który, jeżeli to, o czym mówię, spełniłoby się w ciągu 8 czy 10 lat, będzie korzystał mniej.

Zdaję sobie z tego sprawę i z góry się na to zgadzam.

Dziękuję bardzo.

___________________________________

Za; CAŁE PRZEMÓWIENIE LECHA KACZYŃSKIEGO Z 2006/ http://n-2-11.dcs. red cdn.pl/file/o2/tvn/web-content/m/p1/f/W/y/Wystapienie_Lecha_ Kaczynskiego _Berlin.pdf

Źródło: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/co-lech-kaczynski-mowil-w-2006-r-w-berlinie,194336.html

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii "Solidarność", 13 grudnia Traktat Lizboński, 4 czerwca 1989, HISTORIA POLSKI, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Magdalenka, OKRĄGŁY STÓŁ, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, POLITYKA, POlska w likwidacji, SPOŁECZNO-POLITYCZNE, SS Galizien, Traktat Lizboński, Traktaty Rzymskie, UNIA EUROPEJSKA, UPA-OUN, Zbrodnie ukraińskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.