Jak Telewizja Republika i współpracownik litewskiego rządu ujawnili „Raport Węgierskich Służb” |POLECAM!

Zrzut ekranu: telewizjarepublika.pl / twitter.com

Telewizja   Republika,   —    powołując   się   na   Aleksandra   Radczenkę,   —  litewskiego   urzędnika   i  krytyka postulatów polskiej mniejszości na Litwie,

— oskarżyła Kresy.pl o   — „związki z Kremlem” i przyjmowanie „rubli”.

Artykuł   stworzono   na   podstawie   zmanipulowanego   i   nie   zawierającego żadnych argumentów „raportu węgierskich służb”.

Okazał   się   on   wkrótce   propagandową   publicystyką   autorstwa  lewicowej organizacji,   — powiązanej z Georgem Sorosem.

Telewizja   Republika   usunęła   artykuł,  —   jednak, mimo naszych próśb, nie sprostowała spreparowanej przez siebie dezinformacji.

W   miniony   piątek   w   polskim     internecie   „zahuczało”   –   na    portalach społecznościowych   —  zaczęły krążyć informacje, — wedle których węgierskie służby   

—     opublikowały     raport     z     listą     polskich     portali     powiązanych     z Kremlem.    —   A ponadto,   —   listę rzekomych „sojuszników Kremla”.

Jako   jeden   z   pierwszych  —  (poza   fanpejdżem  Stop Rosyjskiej Propagan- dzie)   —   o  rzekomych   doniesieniach   „węgierskich służb”  —  informował w piątek rano   na   Twitterze   Aleksander Radczenko   –   Polak z Litwy, niegdyś anarchista, a obecnie zadeklarowany liberał.

Zamieścił on w sieci dwie tabele, bez podania źródła ich pochodzenia.

Według   pierwszej   z nich,   —   portal Kresy.pl   — (a także kilka innych)   — to medium

—  „rozpowszechniające  kontrowersyjne opinie, oparte na prorosyjskich mediach, przychylne rosyjskiemu punktowi widzenia”

i     realizujący     prokremlowską   działalność,  —    jako   pośrednie   narzędzie wpływu Rosji.

Druga   z tabel   —   zawierała   nazwiska   polityków  i aktywistów, określonych jako   ważne   polskie   osobistości   realizujące   nad   Wisłą   rosyjskie   wpływy

— bezpośrednio   — (jak   np.   Janusz   Korwin-Mikke  czy Sylwester Chruszcz)

lub  

—  pośrednio   —   (m.in.   Robert   Winnicki,   Krzysztof  Bosak, Artur Zawisza, Adam Andruszkiewicz).

—  „Lista polskich portali powiązanych z Kremlem wg węgierskich służb.

M.in.   atakujący   mnie   non   stop   kresy.ru   i   prawy.ru.    — Nie jestem zaskoczony”

–   napisał   Radczenko,  —   znany m.in. z ataków na przedstawicieli Polaków z Litwy, przede wszystkim AWPL-ZChR.

Od    wielu   lat   Radczenko   jest   pracownikiem  kancelarii litewskiego rządu, osiągając stanowisko wicedyrektora departamentu prawnego.

Był   też   redaktorem   naczelnym   polskojęzycznej wersji litewskiego serwisu Delfi.lt,   —   publikującego treści nieprzychylne AWPL,   — znanego z niechęci do polskich   aktywistów  —  i lansującego ścisłą współpracę litewsko-polską, z pominięciem kwestii praw Polaków na Litwie.

Przeczytaj: Krokodyle łzy Aleksandra Radczenki

TV Republika: poszły ruble

Ponadto,   temat   bezkrytycznie podchwyciły – powołując się m.in. właśnie na Radczenkę   – takie   popularne   wśród   środowisk   prawicowych   media, jak Telewizja Republika.

W   piątek   w   południe   opublikowała ona na swoich stronach internetowych artykuł   pt.   —   „Węgierskie   służby   opublikowały   listę   polskich    portali powiązanych z Kremlem.     —  ZOBACZ LISTĘ”.

Zamieszczono w nim właśnie wpis byłego współpracownika litewskiego rządu wraz z tabelą i komentarzem następującej treści:

—   Dla   wielu   nie   jest   to   zaskoczenie.   —  Od  rozpoczęcia wojny Rosji z Ukrainą   — niektóre polskie portale odżyły nie wiadomo dlaczego.

Teraz   już wiemy,   — poszły ruble więc jest dobrze.  

— Służby   węgierskie  opublikowały listę portali które sprzyjają polityce rosyjskiej,   —   oraz   nazwiska   polityków,    —    osób   publicznych   czy publicystów polskich,   —   którzy również grają jak każe Kreml.

ZASKOCZENIE?

Parę godzin później portal   telewizjarepublika.pl   — usunął artykuł ze swojej strony,   — podobnie   jak   prowadzące  do niego linki na portalach społeczno-ściowych.  —  Jego kopia jest jednak nadal dostępna w sieci.

Radio Szczecin i Maciążek

Podobnie   postąpił,  —    bezrefleksyjnie powielając nieprawdziwe informacje, — portal   Radia   Szczecin,     —   który   skoncentrował   się   na pośle Kukiz’15 i   Stowarzyszeniu   Endecja   z tamtejszego okręgu wyborczego,   — Sylwestrze Chruszczu.

—   „Poseł   ze   Szczecina,   —   Sylwester   Chruszcz   —   jest prorosyjskim działaczem, —   twierdzą węgierskie służby.

Polityk   Ruchu   Kukiz’15   znalazł się na – opublikowanej przez Węgrów – liście sprzymierzeńców Kremla”

– napisano   w   „zajawce”   na   Facebooku   do   artykułu   „Węgrzy na tropie sprzymierzeńców Kremla”.

Wpis  Radczenki wraz z  tabelami   został szybko i bezkrytycznie rozpowszech-niony.

Powielił   go m.in. bliski znajomy i współpracownik Radczenki,   — publicysta Piotr Maciążek,  —  redaktor naczelny serwisu Energetyka24.

Podobnie   jak on  —  znany z krytyki polskiej  mniejszości  na Litwie i jej głów- nych   przedstawicieli  politycznych,   —  a także jako zwolennik strategicznego sojuszu z tym krajem.

Swego czasu  —  Maciążek publicznie wzywał do przynajmniej czasowej rezyg- nacji z walki o prawa polskiej społeczności na forum międzynarodowym.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Wilno pod flagą biało-czerwoną [+FOTO]

Racja stanu czy interes narodowy?

Maciążek krytykuje wyprawki szkolne dla polskich dzieci na Litwie

Polska działaczka na Litwie: środowisko Radia ZW rozbija jedność Polaków na Litwie

Jakóbik ujawnia    „współpracowników rosyjskiego wywiadu”

Tabele   opublikował   też   Wojciech   Jakóbik,  —  redaktor  naczelny portalu BiznesAlert.pl   — i ekspert Instytutu Jagiellońskiego, dodając do nich wpis o treści:

—  Lista   współpracowników   rosyjskiego   wywiadu  w mediach polsko-języcznych wg Węgier.

Za   to   warto podziękować Orbanowi.   — To powinien być główny temat dzisiejszych wiadomości. Ale chyba nie będzie.

P.S.: Lista prawdopodobnie jest niepełna

Później Jakóbik zedytował swój wpis:

—   Poprawka:   — raport liberalnego  think  tanku  z Węgier definiujący które  media  i  politycy  promują Rosję  instrumentalnie wykorzystując konserwatywne wartości.   — W pełni się zgadzam.

P.S.:   — Lista prawdopodobnie jest niepełna.

W   końcu   ub.  roku Jakóbik bezpodstawnie oskarżał Kresy.pl   — o usunięcie jego   tekstu   opublikowanego   na portalu  w 2013 r. nt. rosyjskiego kontekstu odwołania ministra Mikołaja Budzanowskiego.

Nazwał przy tej okazji Kresy.pl  — rzekomo polskim portalem”.

Sam Jakóbik jest także „złotym darczyńcą” portalu Eastbook.eu,   — który w przeszłości również, posuwając się do manipulacji, atakował nasze medium.

O co w tym wszystkim chodzi?

Wracając jednak do sprawy „raportu”.

Źródłem   informacji   rozpowszechnianych   przez  Radczenkę, TV Republika, Maciążka czy Jakóbika,   — nie są żadne „węgierskie służby”.

W   rzeczywistości,   chodzi   tu   o raport zatytułowany „The Weaponization of Culture:  —  Kremlin’s   traditional   agenda and the export of values to Central Europe”.

Dokument, którego fragment wykorzystał Radczenko, został  opublikowany w sierpniu ubiegłego roku.

— Ale nie przez „węgierskie służby”,   — tylko   węgierski  think-tank Political Capital Institute.    — Którego   jednym  z donatorów   i  partnerów jest znana Open Society Foundation  powiązana z Georgem Sorosem.

Poza   nią   na   liście   figurują   również   inne liberalne lub lewicowo liberalne podmioty,    —  m.in.

  • Dutch   Jewish    Humanitarian   Fund, 
  • European Jewish Fund,
  • European Liberal Forum  —  (powiązane z euroliberałami z PE),
  • liberalna Fundacja im. Friedricha Naumanna, 
  • lewicowo-liberalna Fundacja im. Heinrich Bölla

czy

  1. National   Endowment   for   Democracy   —  (finansowana m.in. przez rząd USA),   — a także organ Komisji Europejskiej.

Jednym   z   autorów   raportu   jest  też Polak:   — Maciej Szylar,   — powiązany z Polskim Instytutem Stosunków Międzynarodowych.

Autorzy   raportu   przyznali,    —  że w kontekście Polski oparli się na czterech całkowicie anonimowych źródłach, określanych jako:

— „dziennikarz   –  ekspert ds. ruchów skrajnie prawicowych, były oficer bezpieczeństwa,   aktywista   LGBTQ  – lewicowy polityk oraz pracownik naukowy”.

Z   raportu,   koncentrującego   się   w założeniu na wpływie Kremla na Europę Środkową   poprzez tradycyjne, konserwatywne i narodowe treści,   — wyziera jednak bardzo wyraźnie lewicowo-liberalny charakter.

Autorzy  krytycznie oceniają wszelkie postawy – szczególnie w sferze wartości — określane przez nich mianem „nieliberalnych” i „antyzachodnich”, 

— wiążąc je pośrednio z Rosją.

Używają   zresztą  zamiennie sformułowania „wartości rosyjskie” —  z opisem wartości prorodzinnych czy konserwatywnych.

Stąd   działalność   na   rzecz   np.   wartości   pro-life   czy kontrującą działania ruchów LGBT   — ocenia się właśnie przez ten pryzmat:

— jako formę realizacji interesów Kremla lub wpisywania się w jego narrację.

W przypadku Polski wymieniono tu m.in. takie organizacje pro-life, jak:

  • Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny,
  • Fundacja Życie  —  czy
  • Polska Federacja Ruchów Obrony Życia.

Jako   zarzut   wypomniano im m.in.   — rzekome poparcie dla antygejowskich przepisów rosyjskiego prawa.

Ponadto,   w   przypadku Polski stwierdzono,   — że głównym zagrożeniem jest to,   iż   — rosyjskie wpływy w naszym kraju będą rosnąć m.in. w konsekwencji sprzeciwu   społecznego,   kwestii   historycznych   i animozji na tle narodowo-ściowym.

—  „Wartości   konserwatywne   nie   są dowodem na rosyjskie wpływy w Polsce,   —  ale  są  to  narzędzia, które  mogą zostać użyte przez Kreml do realizacji swych celów politycznych.

Ogólnie,   — wszelkie  organizacje  o narodowej [oryg. nacjonalistycznej] orientacji

—   (a   także   wiele   po   lewej   stronie)   —   są   wystawione  na rosyjskie wartości     poprzez     kreowanie     i     rozszerzanie     międzynarodowych konfliktów między Polską a innymi krajami,  —  zarówno intencjonalnie, jak i nie”

– czytamy.

Jak podkreślono,

—   “Rosja   pragnie   wykorzystać   ruchy  nacjonalistyczne do zwrócenia polskiego społeczeństwa przeciwko Ukrainie i Litwie”.

Dwie listy

W   tym   kontekście,    —    jako  najlepszy przykład osoby, która nieświadomie przyczynia   się do  

—    „rozpowszechniania   nieliberalnych,  —  rosyjskich wartości”,  

—   jest   ks.   Tadeusz   Isakowicz-Zaleski,    —    wzywający   do   upamiętnienia polskich   ofiar   OUN-UPA.

Z kolei dalej jako  — „ważną prorosyjską osobowość polityczną”  — wskazano europosła — Janusza Korwina-Mikke.

Jako przykłady organizacji pośrednio będących pod wpływem Rosji i

— „podzielających podobne wartości konserwatywne co Kreml”,

wymieniono   Ruch   Narodowy,   Młodzież   Wszechpolską   i   ONR,   — a także inicjatywę Marsz Niepodległości.

W   gronie   czołowych   osób,   które   wg  autorów raportu pośrednio realizują rosyjskie wpływy wymieniono takie osoby ze środowiska narodowego, jak:

  • Robert Winnicki,
  • Krzysztof Bosak,
  • Artur Zawisza
  • i Witold Tumanowicz z Ruchu Narodowego,
  • Adam Andruszkiewicz (Kukiz’15, Endecja) 
  • czy Bartosz Berk (szef MW).

Odnośnie   Korwina-Mikke   i   posła   Sylwestra   Chruszcza    —  napisano, że bezpośrednio realizują oni rosyjskie wpływy.

Przeczytaj również:   Ukraiński portal sugeruje związki polskich polityków z „antyukraińskimi akcjami” w Polsce

W   raporcie   zamieszczono   tabelę,   która   ma   wymieniać    —  „znaczące prorosyjskie media w Polsce”.

To  właśnie   ją   rozpowszechnił   Radczenko,   — a  za nim inni  —  (m.in. Piotr Maciążek, Wojciech Jakóbik, Telewizja Republika czy Radio Szczecin).

Wśród    mediów   będących   –   jak   napisano   —   pod   miękkim,   pośrednim wpływem   Rosji   lub   je  j sprzyjających     —   (tj. rozpowszechniających treści  —   „podążające   za   strategicznymi   celami   Kremla”),  

—  wymieniono   czasopismo „Myśl Polska”   —  czy portale endecja.pl, nacjo-nalista.pl, narodowcy.net , —  a także Kresy.pl.

Jednocześnie, jako media pod bezpośrednim wpływem Rosji —  (rozumianym głównie   jako   powoływanie   się   na oświadczenia Kremla i media rosyjskie)   — wymieniono  czasopisma „Kronika Narodowa” czy „Polityka Narodowa”.

W kontekście Kresów.pl w raporcie napisano:

 Portal  z informacjami rozpowszechniającymi kontrowersyjne opinie, oparte   na   prorosyjskich   mediach  i przychylne rosyjskiemu punktowi widzenia.

— Powiązane m.in. z [portalami]   — censor.net.ua, nowastrategia.org.pl i prawy.pl.   — Przykład medium kierowanego przez wąską grupę.

Poza tym zaznaczono,   że portal Kresy.pl   transmituje rosyjskie wpływy za pośrednictwem wartości konserwatywnych i ideologii nacjonalistycznej.

Jednocześnie   z   jakichś   powodów   nie   stwierdzono, by nasz portal sprzyjał takim    „nieliberalnym   wartościom”,   —    jak   sprzeciw   wobec    aborcji czy ruchów LGBTQ.

Ponadto,   mimo wymienienia portalu Kresy.pl w tym zestawieniu,    nie jest on ani razu cytowany jako źródło w raporcie.

Raport „ekspertów”?

Należy   jednak   zaznaczyć,   że   twierdzenia   jakoby   Kresy.pl   opierały się na prorosyjskich mediach,   są całkowicie nieprawdziwe.

Wskazują na to już podstawowe dane statystyczne.

W   warunkach   wojny   informacyjnej,   —  starając się wyważyć i weryfikować informacje   rozpowszechniane   przez   obie   strony   ukraińskiego   konfliktu,    łącznie na media jednoznacznie promajdanowe   i równie jednoznacznie antyrosyjskie   powoływaliśmy się ponad 14 tys. razy;

—   najczęściej   na   portale   zaxid.net  (blisko 7 tys.), agencje Unian i ZIK — (ponad   2 tys.   razy   każde),   —   a   także   gazeta.ua   czy pravda.com.ua   —  (odpowiednio ponad 800 i ponad 600 razy).

Ponadto,   ponad tysiąc razy Kresy.pl   powoływały się na media związane z   byłą   Partią   Regionów   (Korrespondent,    112 Ukraina),   —   które jednak nierzadko   prezentują   krytyczne   stanowisko   odnośnie przynajmniej części działań Rosji.

Z kolei na media rosyjskie lub separatystyczne    powoływaliśmy się niespełna 4 tys. razy   —  (głównie na agencje  RIA Novosti i TASS,    rzadziej na portale separatystów, takie jak np. rusvesna.su).

W   tym  kontekście, zarzut rzekomego opierania się na  „rosyjskiej propagan- dzie” jest nie do obrony.

Ktoś może „ratować się”  argumentem o   rozpowszechnianiu opinii przy- chylnych rosyjskiemu punktowi widzenia”.

Tyle   tylko,   że   sposób   w   jaki rozumieją to autorzy raportu, którzy próbują dowodzić,    iż    sprzeciw   wobec   aborcji czy propagowanie wartości  proro-dzinnych  i postaw prolife    jest,   przynajmniej  pośrednio,   narzędziem kremlowskiej propagandy,     czyni   taki   argument całkowicie uznaniowym, by nie powiedzieć kuriozalnym.

Niezrozumiałe jest też stwierdzenie o „powiązaniuKresów.pl  z ukraińskim portalem   „Censor”   –   który jest przykładem medium skrajnie promajdano- wego i antyrosyjskiego.

Faktycznie,  ten   popularny   portal powstał po tzw. pomarańczowej rewolucji   (według   nieoficjalnych   i   niepotwierdzonych   informacji był powiązany z partią Batkiwszczyna Julii Tymoszenko).

Podczas tzw. EuroMajdanu wspierał opozycję i atakował ówczesnego prezyde- nta Wiktora Janukowycza.   Padł z tego powodu ofiarą ataku hakerskiego, a także   interwencji milicji i Berkutu, które w grudniu 2013 roku zajęły siedzibę redakcji i skonfiskowały komputery. 

Sam naczelny portalu Censor,  —  Jurij Butusow  zachęcał, by na protesty na Majdan przywozić dzieci, bo „to jest ich przyszłość”.

Później, na  tym   samym   Majdanie,   został ranny kamieniem w głowę (o jego rzucenie oskarżał milicję).

Stąd twierdzenie, że Kresy.pl są w jakiś sposób   (nie sprecyzowano, w jaki) powiązane z censor.net,   a także popularnym portalem prawy.pl

  może budzić co najmniej głębokie zdumienie.

Tym   bardziej w kontekście portalu nowastrategia.org.pl,   z  którym poza nielicznymi  cytowaniami  przy okazji artykułów dot. wojskowości   trudno znaleźć jakiekolwiek inne powiązania.

Wszystko   to   pokazuje,     że   autorzy   raportu   mają   bardzo słabe pojęcie o tematach, ws. których zabierają głos jako eksperci.

Nie   tylko   sami   podważają   w   ten   sposób swoje kompetencje, ale poprzesz dobór kryteriów oceny nie ukrywają,  że działają  faktycznie z pobudek ideolo-gicznych, a nie analitycznych.

„Komuś jest to na rękę”

Do   sprawy na Facebooku odniósł się figurujący w raporcie wiceprezes Ruchu Narodowego   Krzysztof Bosak.

Jego zdaniem,   rozprzestrzenianie się tego materiału nie jest przypadkiem.

—  Materiał miał dziś moim zdaniem wsparcie promocyjne w necie.

Komuś jest on na rękę

uważa Bosak.

W innym miejscu zwracał uwagę, że

—  „osoby,   organizacje   i  tytuły   wymienione w tabeli —   nie są posą- dzane o związki z Kremlem,   — a jedynie o to,  że ich poglądy mogą być użyteczne dla Kremla   — w   sytuacji,  kiedy Rosja pozycjonuje się jako obrońca tradycyjnych wartości”.

—  „Przeczytałem   fragment   raportu o Polsce, —  to jest równo 10 stron i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że

—  według   tej   ich   śmiesznej   metodologii do organizacji prorosyjskich można na tej samej zasadzie zaliczyć także PiS i Gazetę Polską”

– napisał Bosak.

  — „Ostrzegam przed taką propagandą.   — Najwyraźniej powstanie tego i kolportowanie tego w internecie jest komuś na rękę!”

– dodał, komentując rzekomy „raport węgierskich służb”.

Jak Węgry „wymiatają” Sorosa

A skoro o Węgrach mowa.

Warto w tym miejscu przypomnieć o tym, że władze tego kraju bardzo kryty- cznie podchodzą do działalności organizacji powiązanych z Sorosem.

  Postrzegając je wręcz jako zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

W   maju   ub.   roku  szef Kancelarii Premiera Węgier János Lázár powiedział, że      według   raportu   węgierskich   służb   specjalnych,   —   George   Soros manipuluje opinią publiczną na Węgrzech.

Stwierdził,   że   —   dzięki pieniądzom od Sorosa,    organizacje obywatelskie na   Węgrzech   zyskały   nieproporcjonalnie   duże wpływy w stosunku do swej rzeczywistej   siły,  zaś  sam miliarder stoi za głosami lewicowej opozycji ws. kryzysu migracyjnego.

Wcześniej Istvan Hollik,   parlamentarzysta ze współrządzącej z Fideszem Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej mówił, że

  Soros sponsoruje organizacje torpedujące politykę migracyjną Węgier.

Na początku tego roku Szilard Nemeth,   wiceszef Fideszu   stwierdził, że wszelkie      organizacje   pozarządowe   finansowane przez George’a Sorosa powinny „zostać wymiecione” z Węgier.

Jakiś czas przed tym sam premier Viktor Orban deklarował, że   ten rok

— „będzie czasem wyeliminowania Sorosa i sił, które go symbolizują”.

Orban przeszedł od słów do czynów.

Jego   rząd    —    składa   w   parlamencie   projekt   ustawy   mającej na celu regulację działalności organizacji pozarządowych.

Węgierski   rząd   chce   wiedzieć,     które   organizacje pozarządowe czerpią pieniądze z zagranicy.

   W   pewnym   sensie   dyskontuje  w ten sposób nastroje społeczne,   gdyż większość   Węgrów   jest   wyraźnie   niechętna  Sorosowi i działalności, którą prowadzą na Węgrzech powiązane z nim organizacje.

CZYTAJ TAKŻE: Większość Węgrów przeciwko Sorosowi

Jedną z takich organizacji jest  właśnie  Political Capital Institute  – utrzymu- jący się m.in. z dotacji Fundacji Open Society,   należącej do Sorosa.

Jak jednak widać,   w Polsce działalność tego rodzaju instytucji, prowadzo- na wyraźnie pod z góry przyjętą i osobliwie udokumentowaną tezę, może być wykorzystywana do celów de facto propagandowych.

[Korzysta   z nich   bardzo chętnie   „kościół   posoborowy”,   który podpisał nawet odpowiednie umowy!— emjot]

Szczególnie w takim przypadku, gdy wykorzystywane są nie same   opracowa- nia,     ale   wyrwane   z   kontekstu  atrakcyjne graficznie elementy, krążące i powielane   na zasadzie   memów   przez osoby czy środowiska zainteresowane ich rozprzestrzenianiem się w sieci.

Gdy w takie ramy wpisują się media, powielające do tego  bez weryfikacji nie- sprawdzone   informacje   o   ich   pochodzeniu,  szczególnie tak chwytliwe jak „raport węgierskich służb”,   efekt dodatkowo się potęguje.

Przeczytaj: Polacy z Parlamentu Europejskiego na liście wiarygodnych sojusz ników organizacji Sorosa

Warto   przypomnieć,   że   niebawem   możemy   mieć   do   czynienia z kolejną odsłoną takich działań.

Otóż   dzięki   grantom z założonej przez George’a Sorosa Fundacji  Batorego,  — Związek Ukraińców w Polsce   będzie   monitorował   wpisy   w  internecie

pod kątem „mowy nienawiści” wobec Ukraińców.

  Po   rozmowach   z   ludźmi  zajmującymi się mową nienawiści od lat, doszliśmy do wniosku, że  

—  powinniśmy się zająć atakami wymierzonymi w Ukraińców

  — mówił o tej inicjatywie szef ZUwP i negacjonista wołyński, Piotr Tyma.

Z   sieci   mają   być   wychwytywane   określone treści, które będą analizowane przez wolontariuszy pod kątem popełnienia przestępstwa.

  —   Po   wyselekcjonowaniu  tych   najbardziej   drastycznych   wpisów — nasz prawnik zajmuje się kierowaniem zawiadomień do prokuratury

  mówił Tyma.

Ma   również   zostać   uruchomiona  specjalna strona, na której będzie można zgłaszać tego rodzaju ataki.

Eastook i NED

Przykład   dotyczący   Political   Capital   Institute       pokazuje, że omawiane kwestie dotyczą nie tylko Węgier,    ale również Polski.

Nie   jest   to   również pierwszy przypadek, w którym finansowane z zagranicy organizacje atakują nasze medium.

Już   wcześniej   dopuścił   się tego portal Eastbook, którego wydawca,   czyli   Fundacja Wspólna Europa,   sama posiada interesujące powiązania.

W jej radzie programowej zasiadają m.in.  

  Jan Piekło – obecnie ambasador RP na Ukrainie,   znany z otwartej niechęci do Kresowian,  

 a także  

  Eugeniusz Smolar – członek rady fundacji Centrum Stosunków Międzyna-rodowych    i brat szefa Fundacji im. S. Batorego, Aleksandra Smolara.

Portal   Eastbook.eu,   jak   i   Fundacja,      są   finansowane przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Z   kolei   Wspólna Europa     jest  wspierana przez amerykańską organizację National Endowment for Democracy (NED),   znaną   w  Polsce jako „Naro- dowy Fundusz Wspierania Demokracji”  — lub „Narodowy Fundusz na rzecz Demokracji”.

Powstała   w   1983   roku   organizacja   zajmuje   się  realizacją amerykańskiej soft-power,   finansując   poprzez system grantów prywatne organizacje celem promocji demokracji za granicą.

Środki   na jej działalność pochodzą głównie od rządu USA,   a ona sama jest nadzorowana przez amerykański Kongres – mimo, że oficjalnie to NGO.

Same  początki  NED sięgaj zaś lat 60.,  

  gdy władze USA zarekomendowały,   by zaprzestać niejawnej działalności CIA  finansującej „bitwę ideologiczną” w Europie na rzecz otwartej działalno- ści w ramach podmiotów publiczno-prywatnych.

Działalność   NED   w   2005 r.  krytykował znany libertarianin Ron Paul twier- dząc, że

— „ma ona niewiele wspólnego z demokracją”

i   faktycznie   wykorzystuje pieniądze amerykańskich podatników do obalania demokracji   poprzez   finansowanie preferowanych przez USA partii i ruchów politycznych za granicą.

Z kolei dziennikarz śledczy Robert Parry     określał NED jako

— „neokonserwatywny fundusz łapówkarski”,

którego   pomysłodawcą   byli   William   Casey,   szef CIA za czasów Ronalda Reagana   oraz  ówczesny  członek Narodowej Rady Bezpieczeństwa   Walter Raymond Jr.

NED w założeniu miała być organizacją finansowaną przez Kongres USA, ma- jącą    przejąć programy CIA dotyczące wpływania m.in. na wybory za granicą,   promując wybór kandydatów preferowanych przez Waszyngton.

Chiński ekonomista   Song Hongbing    w książce Wojna o Pieniądz,   pisał o powiązaniach NED z Georgem Sorosem.

Według niego,   Soros już w latach 80. brał udział w założeniu tej organizacji wspólnie  z częścią wpływowych członków amerykańskich elit politycznych

(w tym ze Zbigniewem Brzezińskim i Madelein Albright).

Wg Hongbinga fundusz

—   „został   ustanowiony   z   kapitałów   dostarczonych przez CIA i osoby prywatne”.

Studium manipulacji

Warto przypomnieć w tym kontekście o tym, w jaki sposób Eastbook niedaw- no „przyjrzał się” Kresom.pl.

W   szeroko   kolportowanym   w   internecie   artykule   „Na kolanach przed rosyjską potęgą”   Eastbook   stara   się   stworzyć  możliwie jak najbardziej odpychający wizerunek naszego medium.

W tym celu stawia nam szereg całkowicie bezpodstawnych zarzutów, miejsca- mi   posługując   się   zgrabną   manipulacją,  gdzie indziej znów niezdarnym kłamstwem.

Katalog oskarżeń otwiera zarzut instrumentalnego posługiwanie się tematyką kresową   w   charakterze  parawanu,   za którym skrywamy nasze bliżej nie- sprecyzowane, zapewne agenturalne cele.

Jak pisze autor artykułu, Krzysztof Nieczypor:

—   „…obecnie   tematyka   kresowa   na   Kresy.pl,   to  zaledwie margines pojawiających się tam publikacji

(…).   Nie   trzeba   dokonywać  szczegółowego przeglądu informacji poja- wiających się na stronie,   — aby doznać nieodpartego wrażenia,

—  że   pozostała   w  nazwie portalu i jego tle narracja kresowa pełni rolę jedynie sztafażu, jeśli nie kamuflażu.

Z   deklarowanych   założeń   funkcjonowania   portalu, pozostały do dziś jedynie   pełne   zadęcia   hasła   o   obronie ojczyzny i polskiej racji stanu, —  która   zagrożona  jest przez działania nieudolnych bądź realizujących obce interesy polskich polityków”.

Powyższa   manipulacja   składa   się   z   dwóch części:  

  po pierwsze,    autor Eastbooka demaskatorskim tonem informuje o tym, że artykuły poświęcone Kresom stanowią mniejszość publikowanych na portalu treści,

po drugie,     sugeruje że kiedyś rzekomo było inaczej.

W   rzeczywistości   tematyka   stricte   kresowa od samego początku stanowiła czasem mniejszy, czasem większy,   ale   zawsze   margines  publikowanych u nas materiałów,

  a to dlatego,  że nigdy nieskrywanym zamysłem leżącym u podstaw portalu było   stworzenie  docierającego do jak najszerszego grona osób medium ogól- noinformacyjnego,     które   właśnie   dzięki   temu   byłoby  w stanie szeroko kolportować informacje dotyczące Kresów.

Podobnie   jak    przypadku pozostałych oskarżeń,   — Eastbook nie przytacza jednak   żadnych   analiz,   na   których   mógłby  oprzeć wiarygodność swojego zarzutu.

Nie przedstawia żadnych statystyk, zestawień czy wyliczeń.

Pomija również kompletnym milczeniem fakt,   że portal pozostaje nadal jedynym   medium ogólnoinformacyjnym, które odnotowuje wszystkie istotne wydarzenia   związane   zarówno   z   pamięcią   o   Kresach,     jak i z sytuacją polskiej mniejszości czy znajdującego się na wschodzie polskiego dziedzictwa kulturowego.

Eastbook stara się, jak może nie zauważać,   że Kresy.pl  są  w stanie zainte-resować   problematyką   Kresów   relatywnie   duże  grono odbiorców właśnie dlatego, że nie zajmują się wyłącznie Kresami.

Zamiast tego    dziennikarze Eastbooka nawet nie starają się ukrywać, że ich zdaniem nasz portal powinien być niszowym,   sentymentalno-hobbystycznym medium  zajmującym się publikowaniem artykułów o „o relacjach kuracjuszy z okresy II RP w Truskawcu”.

Przykładem  już  nie tyle manipulacji, co świadomego wprowadzania w błąd czytelników,

   jest uczynienie naszego byłego pracownika — Marcina Skalskiego — redak- torem naczelnym portalu.

Nie   ma  niestety żadnych wątpliwości co do tego, że autor artykułu doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że

po pierwsze Marcin Skalski  nie jest członkiem redakcji (od stycznia 2016 roku),

po drugie, że   redaktorem naczelnym portalu od samego początku aż po dziś dzień jest Tomasz Kwaśnicki.

Nieczypor   wiedział   o   tym   wszystkim,    —    gdyż  przed publikacją artykułu zwrócił  się do nas z prośbą o przekazanie mu pełnej listy pracowników porta- lu.

Na   liście,   którą   mu   przekazaliśmy,   —  nie mógł znaleźć nazwiska Marcina Skalskiego,   gdyż go tam po prostu nie było.

Mimo to Nieczypor był zdeterminowany,    by   przekonać czytelników, że to właśnie   nasz   były   redakcyjny kolega   (który nota bene pracował dla nas niecałe dwa lata)    jest kluczową postacią w naszym medium.

Powodem  determinacji Nieczypora były oczywiście okoliczności,   w jakich rozstaliśmy się z Marcinem,   który   został usunięty ze składu redakcji, gdy wyszły   na   jaw  jego nieautoryzowane kontakty z    Mateuszem Piskorskim z partii „Zmiana”.

Całą sytuację opisał na portalu Prawy.pl Aleksander Szycht.

Trudno   uwierzyć,   by   Nieczypor,   pisząc  swoją „analizę”, nie dotarł do tego materiału.

Nie   zmienia   to   jednak   faktu,   że   —   w   tym   konkretnym przypadku wina dziennikarza   Eastbooka  —  polega   na  świadomym kolportowaniu niepraw-dziwych   informacji,     a   nie  na kompromitującej, niewyobrażalnej wprost dziennikarskiej niekompetencji.

O   powadze   materiału   Eastbooka niech świadczy kolejna charakterystyczna manipulacja.

Otóż   zdaniem   Krzysztofa   Nieczypora   —  najważniejszym tematem, którym zajmujemy się na portalu  

— „jest przede wszystkim armia.   —  Nie   byle  jaka, bo groźna i potężna armia rosyjska.

Gros   wiadomości   przesyłanych kresowymi kanałami informacyjnymi poświęcona jest sprawności rosyjskiego oręża…”.

[ A cóż za przestępstwo?  … a może to nieprawda? — emjot]

Nieczypor po raz kolejny nie przedstawia choćby skrawka dowodu na popar- cie swojej absurdalnej tezy.

Niniejszym informujemy zatem,   —  że   nie   jesteśmy   wielbłądami, a armia rosyjska, której   znaczenie   dla naszego  (nie)bezpieczeństwa trudno przece- niać,   — nigdy niestety nie była najważniejszym przedmiotem naszej uwagi.

Staramy się jednak w miarę naszych skromnych możliwości poświęcać jej tak wiele miejsca,  —  jak to tylko możliwe.

Mimo to, pisanie o tym, że

— „Gros   wiadomości   przesyłanych kresowymi kanałami informacyj- nymi   — poświęcona jest sprawności rosyjskiego oręża”

— nie jest niczym innym niż naprędce skleconą dezinformacją.

Natomiast    twierdzenie,  —    że   publikowane   przez   nas materiały mają za zadanie gloryfikację armii rosyjskiej   —  to   już   zwykłe  pomówienie mające wzbudzić w czytelniku określony stosunek do naszej pracy.

—  „Przekaz” — pisze Nieczypor — „jest jasny i klarowny – rosyjskie siły zbrojne potęgą są i basta”.

Nieczypor   tradycyjnie   nie podaje żadnego uzasadnienia swoich opatrzonych wielkim kwantyfikatorem twierdzeń.

Zadowala   się   w  klejeniem   kilku   umiejętnie dobranych linków,   — których potencjał   argumentacyjny  okazuje się jednak na tyle słaby,   —  że   Nieczypor zmuszony jest pospiesznie wyjaśnić, iż tylko

   — „pozornie informacje te mają charakter wyłącznie informacyjny”.

Dziennikarz   Eastbooka   stara się jak może,   — by czytelnik nie miał żadnych wątpliwości,   że   tytuł   jego artykułu („Na kolanach przed rosyjską potęgą”)  — nie jest bezpodstawnym pomówieniem, a adekwatnym oddaniem rzeczywi-stości.

Dlatego skwapliwie przemilcza takie artykuły jak

„Rosyjska armia nie taka silna”,  — „Na zachodzie bez wojsk”, „Rosyjska zadyszka w zbrojeniówce”   — czy „Jak groźna jest Rosja”.

Takie   teksty   kompletnie   nie  pasują przecież do starannie komponowanego przez Nieczypora obrazka.

Manipulacją   jest   również   przywoływanie  oświadczenia warszawskiego od- działu   Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich   — (w   którym   nazwano nas „narzędziem propagandy rosyjskich separatystów”)   — bez poinformowania o naszej odpowiedzi.

Dokładnie   taką   samą   manipulacją   jest   przywoływanie   oskarżeń  Dawida Wildsteina   pod   naszym   adresem   — bez publikowania odnośnika do odpo- wiedzi, której mu wówczas udzieliliśmy.

Zamiast tego Eastbook   — opublikował link do naszej odpowiedzi na zupełnie inne ataki niesławnego publicysty, przez co usiłował stworzyć wrażenie, że na „rzeczowe argumenty”     Wildsteina    —   odpowiedzieliśmy   wziętymi   z kos- mosu zarzutami pod jego adresem.

To   samo   dotyczy   przedstawiania   Kazimierza   Wóycickiego   czy Agnieszki Romaszewskiej   —  jako   bezstronnych   ekspertów,  —  którzy, nazywając nas

— „rosyjską agenturą”   — lub   — „jednym   z   najbardziej   proputinow- skich  mediów w polskim internecie”,

— dzielą się wyłącznie swoją fachową wiedzą.

[„eksperci” „autorytety”… Wildstein, Wóycicki , Romaszewska… — no to już wiemy, o co chodzi — emjot]

Mamy tu do czynienia z piętrowym pomówieniem, w którym Romaszewska i Wóycicki    —   pozwalają sobie na inwektywy pod naszym adresem, a  następ- nie powiązany z Sorosem portal   —  przedstawia   te  wypowiedzi, jako opinie ekspertów.

Charakterystyczną manipulacją jest zarzut zwracania uwagi na banderowską symbolikę w czasie ukraińskiej rewolucji.

Zdaniem Nieczypora   — mieliśmy przekonywać wówczas,

—  „że   ukraiński   szowinizm   jest   znacznie  groźniejszy od rosyjskiego imperializmu”.

[… A nie jest to prawda…? …  200   tysięcy ofiar ludobójstwa dokonanego na cywilnej   ludności   Polskiej,   to   co   to jest?    — Doprawdy nie wiem z czego portal Kresy.pl się tłumaczy?   … chyba,  że ze strachu przed banderowcami? — emjot]

Jest   to   oczywiści kolejna manipulacja, na którą zresztą,   jakże by inaczej, Nieczypor nie przedstawia żadnego dowodu.

Jesteśmy   dumni z naszej postawy w tamtym czasie — z tego, że gdy większość polskich   mediów zamykała oczy na banderowski sztafaż obecny na Majdanie, my ciągle go dostrzegaliśmy.

Ale   pomimo   tego,   nawet   wówczas   wcale  nie kładliśmy na to przesadnego akcentu,     informując   przede   wszystkim   o   walkach z Berkutem i milicją — i   tego  właśnie dotyczyła zdecydowana większość publikowanych przez nas informacji.

Nigdy też nie przedstawialiśmy neobanderyzmu jako istotnego zagrożenia dla naszego   bezpieczeństwa     (co   nie   znaczy,   że  w ogóle nie uważamy go za zagrożenie,   zwłaszcza na poziomie metapolitycznym).

Podobnie jak nigdy nie ukrywaliśmy,  że  obecnie największym niebezpieczeń- stwem jest dla nas nie „rosyjski imperializm” czy ukraiński nacjonalizm,

  ale  ofensywna amerykańska polityka, w ramach której pełnimy oficjalnie funkcję „flanki”.

Pisaliśmy o tym wielokrotnie zarówno na łamach Kresów.pl,   jak i tygodnika „Do Rzeczy”   czy dziennika „Rzeczpospolita”,   za każdym razem  przed-stawiając swoje racje.

Eastbook   jednak   ani   przez   chwilę   nie   był   zainteresowany   dyskusją na argumenty.

Finansowane   przez   niemieckiego i amerykańskiego podatnika medium woli pieczołowicie tkać sieć pomówień, kłamstw i insynuacji.

Tym samym redaktorzy Eastbooka   nie   zachowują się jak dziennikarze czy publicyści zainteresowani udziałem w debacie publicznej.

Przypominają   raczej   żołnierzy   biorących   udział w „wojnie hybrydowej”, w której   wszystkie   chwyty   są   dozwolone,    gdyż celem nie jest prawda, lecz zniszczenie wizerunku „nieprzyjaciela”.

PRZECZYTAJ: Śmierć frajerom

Opisane powyżej sytuacje są dowodem na to,     że  w Polsce działają osoby i organizacje,     które  posiadając wyraźne zależności, a nawet bezpośrednie powiązania z instytucjami finansowanymi z zagranicy,

są w stanie przeprowadzać akcje na rzecz zdyskredytowania ideologicznych oponentów i to paradoksalnie oskarżając ich (do tego bezpodstawnie) właśnie o służenie zagranicznym mocodawcom.

Na   Węgrzech   politycy   mówią głośno o tym, by   zająć się takimi „prodemo-kratycznymi”  i „prowolnościowymi” organizacjami.

Czy jednak w Polsce coś podobnego mogłoby mieć miejsce?

***

Marek Trojan, Tomasz Kwaśnicki  / Kresy.pl

Niedziela, 12 marca 2017 o godz. 10:10:46

Za; http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz/jak-telewizja-republika-i-wspolpracownik-litewskiego-rzadu-ujawnili-raport-wegierskich-sluzb

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii AGENTURA, ANTYPOLONIZM, APELE - KOMUNIKATY, ARCHIWUM 25-LECIA 1989-2014, Bieda, Fundacja Batorego, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Kresy Wschodnie, Magdalenka, MEDIA - INTERNET INFORMATYKA, MOWA NIENAWIŚCI, OKRĄGŁY STÓŁ, PAWEŁ KUKIZ - RUCH, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POLITYKA, POlska w likwidacji, POLSKOŚĆ, PROTESTY, Ruch Narodowy, Ruchy Narodowo-Radykalne, SPOŁECZNO-POLITYCZNE, Ukraina, Wojna informacyjna - dezinformacja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.