Ukraina… póki my żyjemy………. Wizyta Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Kijowie w związku z 25-leciem niepodległości Ukrainy… |p o l e c a m!

ukraina-3_0***

Wizyta Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Kijowie w związku z 25-leciem niepodległości Ukrainy, — a przede wszystkim, podpisana tam przez niego deklaracja,    — była dla mnie jednym z najsmutniejszych wydarzeń historii Polski po przełomie 1989 r.

Posunięcia Prezydenta RP wobec Ukrainy trudno nawet określić jako politykę – to działania będące niestety zaprzeczeniem tego, co polityką naprawdę jest.

Jednym zdaniem – deklaracja prezydentów Polski i Ukrainy oznacza wszystko dla Ukrainy, nic dla Polski – poza oczywiście szeregiem wykraczających poza logikę zobowiązań naszego państwa.

Kilka przykładów:

— „ustanowienie i rozwój partnerstwa strategicznego jest bezalternatywnym wyborem historycznym”,

— „uznając integralność terytorialną Polski i Ukrainy oraz nienaruszalność granic naszych państw”,

— „Uświadamiamy sobie naszą odpowiedzialność za umacnianie bezpieczeństwa i stabilności na kontynencie europejskim wobec aktualnych wyzwań i zagrożeń, spowodowanych agresją Rosji wobec Ukrainy i okupacją części jej terytorium.

—  Potwierdzamy niezmienność pozycji Rzeczypospolitej Polskiej we wspieraniu  wysiłków Ukrainy w celu przywrócenia jej integralności terytorialnej”.

***

— „Strona polska uważa, że niepodległość Ukrainy ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa i niepodległości Polski”,

—  „Apelujemy do wspólnoty międzynarodowej o wzmożenie wysiłków, w tym polityki sankcji wobec agresora, w celu przywrócenia przestrzegania naruszonego prawa międzynarodowego i zaprzestania agresji wobec Ukrainy”.

—  „Uznajemy prawo i perspektywę Ukrainy co do nabycia w przyszłości pełnoprawnego członkostwa w NATO, zgodnie z wolą Narodu Ukraińskiego”,

—  „Polska konsekwentnie wspierała Ukrainę przez 20 lat na trudnej drodze do eurointegracji od momentu nawiązania przez Kijów stosunków z Unią Europejską w 1994 r.  —  i będzie nadal wspierała Ukrainę w realizacji jej eurointegracyjnego kursu”.

—  „Uznajemy siłę i stabilność tych więzi, czego dowodem było bezapelacyjne poparcie Polaków dla Ukraińców walczących podczas Pomarańczowej Rewolucji i Rewolucji Godności o wolność i demokrację”,

— „My, Prezydenci Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy, w dniu obchodów 25. rocznicy Niepodległej Ukrainy, potwierdzamy obopólnie strategiczny charakter naszych relacji”.

Tyle deklaracja.

To nie polityka, to ideologia, która po raz kolejny w historii całkowicie dominuje nad myśleniem racjonalnym.

Wychodzimy przed szereg, nie rozumiemy takich znaków, — jak brak na uroczystościach w Kijowie wysokich przedstawicieli nawet tych krajów, które stały za przewrotem na Ukrainie i finansowały go,

— szarpiemy się z gwarantowaniem nienaruszalności granic, ogłaszamy bezwzględne, bezalternatywne poparcie Ukrainy na każdym polu.

Z jednej strony, — ponownie, jak to drzewiej bywało, — chcemy przez fakty dokonane wymusić na Zachodzie zachowanie zgodne z naszą ideologią,

— z drugiej,   — rezygnujemy w istocie z wszelkich możliwości przeciwstawiania się postępującej banderyzacji Ukrainy.

Bo skoro bezalternatywnie i strategicznie jesteśmy za, — to co tam jakieś pomniki i ulice Bandery mogą na tym zaważyć?

Jest to kapitulacja wobec neobanderowskiej Ukrainy.

Ośrodek prezydencki w Polsce dokonał właśnie dzieła, — które przykrywa i przekreśla zewnętrzne znaczenie uchwały sejmowej wymuszonej na PiS-ie przez opinię publiczną.

Deklaracja Prezydenta RP, zbywając kwestie historyczne wyświechtanymi banałami,   — daje neobanderowcom carte blanche na dowolne działania w przyszłości.

W szerszej perspektywie — Prezydent RP brnie uparcie w nierealną, ale stanowiąca fundament ideologii jego obozu i przez to niepodważalną, koncepcję Międzymorza.

Historyczne uzasadnienie tej koncepcji, której warunkiem sine qua non jest wspieranie antyrosyjskiej Ukrainy,   — począwszy od wyprawy kijowskiej aż po dzień dzisiejszy,

— jest bezwzględnym, bo nie liczącym się z faktami historycznymi, zawłaszczeniem historii Polski dla jednej tylko opcji politycznej.

Tak to ma wyglądać – prawdziwi patrioci zawsze popierali tylko wschodnią politykę   Piłsudskiego etc.,   — politykę oparcia się o Ukrainę, zaś przeciwstawiali się jej zdrajcy.

Wszystko podane w skrajnie emocjonalnym tonie, nie znoszącym sprzeciwu i nie dopuszczającym dyskusji.

Wbrew temu ideologicznemu totalitaryzmowi przypominam, że Narodowa Demokracja przeciwstawiała się twardo tej polityce zarówno w czasie kiedy Piłsudski wszczynał wyprawę kijowską,  —  jak i zawsze później, — kiedy różne polskie ośrodki polityczne do niej wracały.

Nie inaczej jest i dzisiaj.

Nie nastąpiły żadne wydarzenia, które mogłyby negatywny osąd tej koncepcji zmienić, bądź choćby złagodzić.

Wbrew temu,   — szereg poważnych argumentów, z banderyzacją Ukrainy i uzależnieniem jej od ośrodków zewnętrznych, — zdecydowanie wzmacnia pogląd przeciwny.

Tym bardziej budzi grozę nie pozostawiająca Polsce żadnej furtki, żadnej alternatywy, deklaracja Andrzeja Dudy,  —  który poszedł w ten sposób o wiele dalej nawet od samego Piłsudskiego i innych wyznawców wiary ukrainnej.

Jeszcze jedno.

W ubiegłym roku słusznie atakowano prezydenta Komorowskiego za poparcie Ukrainy,   — która następnego dnia przyjęła ustawy gloryfikujące banderowców et consortes.

A w jakich okolicznościach znalazł się prezydent Duda w Kijowie?

Czy te ustawy zniesiono?

Czy proces banderyzacji wstrzymano?

Są to pytania retoryczne.

Duda pojechał z pełną świadomością istnienia tych ustaw i świadomością trwającego procesu banderyzacji Ukrainy.

Zaraz po wizycie i deklaracji   — Polska i Prezydent RP otrzymali od strony ukraińskiej odpowiedzi świadczące, ile warta jest opisana wyżej polityka.

Jeżeli pominiemy nawet skrajny przykład, obłąkanego fanatyka Jurija Szuchewycza,   — pozostanie nam wystąpienie tzw. grupy intelektualistów z byłym prezydentem Krawczukiem,   — którzy pragną w odpowiedzi na polską uchwałę ogłosić:

— 23 września  —  jako „Dzień (pamięci) polskich represji wobec autochtonicznej ludności ukraińskiej Galicji”,

— 25 grudnia  —  jako „Dzień pamięci ludobójczego wyniszczenia przez polskie podziemie autochtonicznie ukraińskiej ludności na odwiecznie ukraińskich ziemiach”

— oraz 25 kwietnia   — jako „Dzień pamięci Ukraińców, którzy padli ofiarą przymusowej deportacji, dokonanej przez państwo polskie”.

Tego nie warto komentować, natomiast samo w sobie jest najlepszym komentarzem do deklaracji prezydenta RP.

I nic tu nie pomogą, zapewne uczciwie z serca p. Szarka, nowego szefa IPN, płynące deklaracje o ściganiu zbrodni banderowskich.

Zbadanie czy w miejscowości X zginęło 120 Polaków czy 185 oraz stwierdzenie, że dokonał tego banderowiec A, a nie jak dotychczas myślano B i prowadzenie w związku z tym wieloletniego śledztwa, — ma znaczenie trzeciorzędne.

Powtórzę moje wielokrotnie wyrażane stanowisko – największym zagrożeniem dla Polski, ale i dla innych sąsiadów Ukrainy i dla samych Ukraińców,   — jest odrodzenie szowinizmu banderowskiego.

To jest nasz główny wróg dzisiaj,   — a   nie 90-letni starcy, których ściganie nie ma żadnego sensu.

Sens ma zmuszenie Ukrainy metodami dyplomatycznymi, propagandą w świecie, prowadzoną na szeroką skalę różnymi metodami i obejmującą znajdowanie rozmaitych sojuszników,   — do uznania zbrodniczości OUN/UPA   — i porzucenia pomysłu budowania tożsamości ukraińskiej na tym defekcie historii.

To się musi po prostu przestać opłacać Ukrainie!

Tymczasem zarzuciliśmy kotwicę bezalternatywności na wodach nasyconych mieliznami.

Niczego się nie uczymy, a MSZ chyba niczego nie czyta albo ma problemy z wnioskowaniem (dla apriorystów to typowe).

Oto „Die Welt” pisze:

—  „W   jakiej   mierze   Rosja  stwarza niebezpieczeństwo dla Zachodu?

W przeciwieństwie do Związku Radzieckiego Rosja kładzie nacisk nie na ideologię, a na pragmatyzm.

— Moskwa wykazuje się charakterystyczną dla takiego podejścia elastycznością”.

Gdzie za to elastyczność w polityce Polski realizowanej przez Prezydenta RP, MSZ, czy MON pod okiem Jarosława Kaczyńskiego?

„Foreign Policy” z kolei zauważa:

— „powinno być oczywistym, że Waszyngton potrzebuje lepszej polityki w stosunku do Rosji.

Będzie obowiązkiem następnego prezydenta, aby prowadzić takie działania, które posuwając naprzód amerykańskie interesy narodowe,

— będą jednocześnie brały pod uwagę cele Rosji, na jej obrzeżach i globalnie”.

Swego rodzaju komentarzem do powyższych rozważań prowadzonych w Niemczech i USA może być ostatnia wypowiedź min. Błaszczaka:

„W Pieniężnie przy pomniku bandyty sowieckiego generała Czerniachowskiego z Armii Czerwonej, który jest odpowiedzialny za wymordowanie Polaków z AK,   —  grupa   Rosjan   ten pomnik oczyściła i zorganizowała przy nim manifestację mimo sprzeciwu lokalnych władz”.

Oraz:

—  „Ostatnio gubernatorem tego obwodu został człowiek — uważany za ochroniarza prezydenta Rosji Władimira Putina”.

Czy Państwo również poczuli głębię tej refleksji?

Pomijając już „ochroniarza Putina”,   — muszę zwrócić Panu ministrowi uwagę,   — że posługując się kłamstwem, być może w sposób niezawiniony – np. czytał prasę pisowską lub oglądał słynny program Marii Przełomiec

– niczego nie osiągnie, może poza chwilową ekstazą swoich wielbicieli (ale przywalił Ruchom!).

Gen. Czerniachowski był jedynie tym, którego nazwiskiem posłużyło się NKWD do zwabienia wileńskiej AK w pułapkę.  

— Nie wiadomo w 100%, czy Czerniachowski w ogóle osobiście uczestniczył w tej operacji.   — Nie musimy go kochać, ale mówmy prawdę.

To po pierwsze.

Po drugie – jak na standardy NKWD operacja ta okazała się wyjątkowo łagodną, praktycznie nie doprowadzając,   — co do zasady,   — do ofiar po stronie polskiej.

— Nie miało miejsca żadne mordowanie wileńskich akowców. — Internowani w ogromnej większości wrócili do Polski,   — z gen. Krzyżanowskim „Wilkiem” na czele.

Byłoby wysoce wskazane, aby, bądź co bądź minister RP, a nie jakiś partyjny krzykacz, — posługiwał się językiem precyzyjnym, jeżeli chodzi o fakty historyczne oraz wolnym od emocji.

Atakowanie i to tak brutalne gen. Czerniachowskiego jest niepolityczne także z innego ważnego powodu.

Czy tego chcemy, czy nie,  —  jest on symbolem rozbicia i końca niemieckich Prus,   — których duża część przypadła Polsce w rezultacie powalenia III Rzeszy i ustaleń jałtańsko-poczdamskich.

Jeżeli weźmiemy to pod uwagę oraz przypomnimy sobie świeżo (pogrzeb „wyklętych”) — wypowiedziane przez Prezydenta RP słowa o zdrajcach rządzących do 1989 r. i Jarosława Kaczyńskiego o okupacji:

„Chodzi o to, żeby świadomość, że jedna straszliwa okupacja została zastąpiona przez inną, łagodniejszą w porównaniu z tą niemiecką, była powszechną świadomością”

– to możemy zacząć się obawiać.

Świadomość świadomością, ale co to znaczy konkretnie?

Pytam po raz kolejny, co z naszymi granicami i Ziemiami Odzyskanymi?

Czy reżim okupacyjny, — choćby łagodniejszy, — mógł legalnie zawierać porozumienia dotyczące granic, odszkodowań itd.?

A jeśli nie, co się samo przez się narzuca, to co wtedy?

Czy wszyscy,   — a więc i rodzice Prezydenta RP i bracia Kaczyńscy, którzy nie walczyli z bronią w ręku (i nie polegli),   — także należą do jakiejś kategorii zdrajców?

Nie jest to li tylko rozważanie akademickie.

1 września br. prezydent Putin udzielił wywiadu Agencji Bloomberg, — której dziennikarz zapytał,   — jak sam stwierdził, żartem, — jak wygląda możliwość zwrotu przez Rosję Kaliningradu.

Putin odpowiedział:

— „Żarty na bok.   — Jeśli ktoś chce rewidować rezultaty drugiej wojny światowej, proszę, przedyskutujmy to.

Ale  wówczas będziemy musieli rozmawiać nie tylko o Kaliningradzie, ale także o wschodnich ziemiach Niemiec [czyli o Ziemiach Odzyskanych – przyp. AŚ],   — o mieście Lwowie, poprzednio należącym do Polski, i tak dalej, i tak dalej.

— Są też Węgry i Rumunia na liście [problemów].   — Jeśli ktoś chce otworzyć tę puszkę Pandory,   — to proszę bardzo, niech bierze flagę w dłoń i rusza”.

Cóż, w Polsce znalazł by się nie jeden do dzierżenia sztandaru…

To, że dziennikarz anglosaski traktuje sprawę ewentualnego powrotu Niemiec do Prus jako żart, i że w ogóle porusza ten temat w rozmowie z Putinem,   — wcale mnie nie dziwi.

Anglosasom jest wszystko jedno.

Dla Polski byłaby to jednak katastrofa,   — nie mówiąc już o kwestii ziem na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej.

Dlatego powinniśmy właściwie odczytywać fakty i wyrażać się o sprawach związanych z historią II wojny światowej ze zdrowym rozsądkiem.

Jak pisałem wcześniej,   — kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w obecnej Rosji —   jest nam na rękę.

Mogą nam się nie podobać jego wyrazy, formy, — ale to nie jest kwestia do podnoszenia publicznie na arenie międzynarodowej.

Atakowanie bohaterów Armii Czerwonej, którzy dodatkowo stracili życie niszcząc Niemcy na ziemiach, które przyznano Polsce i to za morderstwa, których nie było,   — nie mówiąc już o całej machinie propagandowej dyskredytującej   cały okres 1944-89 jako państwo polskie uznane na arenie międzynarodowej, ograniczone w swej suwerenności,  ale formalnie w 100% i praktycznie w bardzo wysokim stopniu samodzielne,  — sprowadzanie go co gorsza do okupacji i rządów zdrajców,

— jest podkopywaniem wszystkich fundamentów państwa, w którym żyjemy tu i teraz.

Jest to nie tylko niebezpieczne, ale i zwyczajnie głupie.

Moje dzieci właśnie miały rozpoczęcie roku szkolnego.

W swoich szkołach – tysiąclatkach, do których chodziłem wcześniej i ja i moja żona.

Zaiste łagodny był ten okupant budując 1000 szkół na tysiąclecie Polski.

Drugiego takiego nie było w historii ludzkości…

Adam Śmiech
Fot. President of Ukraine
Myśl Polska, nr 37-38 (11-18.09.2016)

za:http://www.mysl-polska.pl/1004

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, APELE - KOMUNIKATY, HISTORIA POLSKI, II Wojna Światowa, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Miejsca Męczeństwa Polaków, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POLITYKA, POlska w likwidacji, PRL, Roszczenia ukraińskie, SS Galizien, Ukraina, UPA-OUN, Wołyń, Zbrodnie ukraińskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.