Ukraińska telewizja: Przemyśl jest ukraiński!

Przemysl_rezuny-300x180.jpg 2***

Propagandowe wcielanie Przemyśla w skład Ukrainy, na przekór wzrostowi „wielkiej przyjaźni” polsko-ukraińskiej oraz kolejnych przejawów pomocy temu państwu,   —  nie tylko nie słabnie,   — ale wręcz przybiera na sile.

Nacjonalistyczne ukraińskie władze nie tylko udają, że nic się w tych kwestiach nie dzieje,   — ale i tego samego oczekują od władz polskich.

Co więcej,   — poszczególne głosy z Ukrainy wydają się mieć tupet rozliczania polskich elit z tej polityki.

Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Zanim jeszcze odezwała się telewizja,   — jak podał   portal   reporters.pl

„Znany kijowski adwokat, działacz społeczny i ekspert rządowy Ołeksij Kurinnyj związany z nacjonalistyczną Partią Swoboda 

  — zapowiedział, że rozpocznie pracę nad ustawą zawierającą roszczenia terytorialne wobec Polski.

Jeśli dokument ten zyska poparcie w Radzie Najwyższej to władze w Kijowie będą zobligowane wystąpić do Polski o „zwrot” terytorium dawnego „ukraińskiego” Księstwa Halicko – Wołyńskiego z XIII w. w postaci tzw. Zakerzonia,

— czyli Chełmszczyzny, Przemyśla, Jasła, Rzeszowa, Białej Podlaskiej, a być może nawet Lublina,   — jako „ukraińskich ziem etnicznych”.

Ukraińska telewizja (link) poinformowała,   — że delegacja jednego z ukraińskich towarzystw zwącego się „Nadsanie”   — odwiedziła „etniczną ukraińską ziemię” [Sic!].

— Ta   „ziemia odeszła do Polski”   — według komentatorki.

Pytanie, skąd odeszła, bo składzie państwa ukraińskiego nigdy się nie znajdowała?

Mało tego, nigdy też takie państwo nie zaistniało.

Nawet w składzie efemerydy, jakim była Zachodnioukraińska Republika Ludowa w praktyce miasto to nie znalazło się faktycznie na dłuższy moment w rękach ukraińskich,   — bo Polacy na to nie pozwolili.

Także Lwów nie został nigdy przez Ukraińców o własnych siłach opanowany, — a od strony Przemyśla nadeszła dlań pomoc.  — Ówcześni ukraińscy wojskowi wiedzieli, że nieopanowany Przemyśl jest zagrożeniem dla planu zdobycia Lwowa.

Argumentów można by tu przytaczać więcej.

Nie ma to jednak sensu,   — nie tylko ze względu na bezsens udowadniania faktu analogicznego do tego, że człowiek nie jest wielbłądem.

Dla ludzi tworzących ów program nie ma to bowiem żadnego znaczenia.

— Został on zrobiony pod konkretną politykę prania Ukraińcom mózgów.

Oglądając go dowiemy się,  —  że Przemyśl stanowi wielosetletnią (także i teraz) ostoję i twierdzę ukraińskości…

Trudno to nawet komentować,  —  ponieważ nacjonaliści ukraińscy chcą stworzyć „swój” naród i najwyraźniej zaczęli to robić od podstaw.  

—  Konkretnie od pisania legend, a te sprawdzalne być nie muszą.

To wszystko już było

Przypomnijmy,   — że incydenty związane z przedstawianiem roszczeń do ziem współczesnej Polski nie są pojedyncze.

Jednymi ze słynniejszych stanowią są:

1) Artykuł „Łemkowszczyzna na Rozdrożu” z 1997 roku, napisany w „Naszym Słowie”,   — oficjalnym organie Związku Ukraińców w Polsce, wydawanym za polskie dotacje.

2) Żądanie przez grupę parlamentarzystów Werchownej Rady w Kijowie w  2003 roku wobec delegacji polskich profesorów, — by Polska rozliczyła się z „ukraińskich” ziem.

3) Wiec we Lwowie w 2011 roku (gdzie niepoślednią rolę grał Rościsław Nowożeniec, radny miejski)   — organizowany pod hasłami w stylu „Odłączyć ukraińskie ziemie od Polski”.

4) W końcu powiedział to w 2012 roku rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.   — Następnie dla świętego spokoju   — zdementowano to,   — a później na ukraińskich stronach dano dementi dla tegoż dementi.

Chodziło o to, by reszta nacjonalistów ukraińskich zrozumiała „wiecie rozumiecie, musimy im tak mówić”.

Szło o uśpienie czujności w myśl jednego z „Dziesięciu przykazań ukraińskiego nacjonalisty”, — a konkretnie „Nienawiścią i podstępem przyjmiesz wroga swojej nacji”.

Można się, — tak jak przez lata oszukiwać,   — że postawa oraz przekaz, które prezentuje ukraińska telewizja są odosobnione.

To nie prawda, to oficjalna doktryna wdrażana na Ukrainie, która ma w jej mieszkańcach stworzyć roszczeniowość wobec Polski.

Jest nią neobanderyzm.

Nie kręci się on bowiem tylko w przestrzeni zaciemniania rzeczywistości wokół banderowskiego ludobójstwa.

Banderyzm, czyli także i neobanderyzm to czyn.

Opiera się on na ideologii Doncowa, który rysując swoje makiawelistyczne, zbrodnicze podejście w uzyskiwaniu ukraińskich celów   — umieścił go w sensie oczywistym jako warunek spełnienia snu o potędze.

Nasi rodacy na Kresach Południowo-Wschodnich mogli się przekonać, jakie to były czyny,  —  szczególnie w latach 1943-44.

Otóż Doncow przeciwstawia czyn tzw. „prowansalizmowi” jako chorobie która obezwładnia niektóre społeczeństwa.

Niestety obawiać się można, iż ów „prowansalizm” (od francuskiej Prowansji) — to choroba Polski i jej elit, — które w sprawach ukraińskich oraz rozrastającego się neobanderyzmu oszukiwały same siebie.

Odnieść można niestety wrażenie, że wpływ na rządzenie, oprócz tych którzy polską politykę pozytywnie pod tym względem zmieniają

– mają zwolennicy bezwładności i czekania na dobrą wolę mitycznych „Ukraińców”.

Mitycznych,  —  bo o Ukraińców nie chodzi wcale, — lecz o neobanderowców, którzy to niby mają się zmienić.

Dosłownie: nagle, kłamiąc na temat idoli, stanowiących bazę ideologiczną ich życia – powinni zrozumieć swój błąd oraz zmienić myślenie.

Integralną częścią banderyzmu w wersji najbardziej optymistycznej jest pogląd,   — że Chełm i Przemyśl to ukraińskie miasta.

W wersjach dalej idących ukraińskim   — staje się Kraków i ziemia aż po Wisłę.

Jednak centralnym elementem ducha ideologii Doncowa jest nienakładanie sobie żadnych ograniczeń.

— Przemyśl jest właściwie zaledwie terytorialną przygrywką.

Wcześniej testowano, na ile Polacy mogą sobie pozwolić pod względem szargania własnej pamięci.

Ponieważ przez lata wypadały one dosyć pomyślnie, a neobanderowcy o zgrozo przy współpracy z wieloma Polakami opanowali państwo ukraińskie

– propaganda nacjonalistów ukraińskich weszła w nową fazę.

Błędy polskiej polityki

Ukraińcy muszą w cały ten propagandowy bełkot uwierzyć,   — wtedy Polakami nie bardzo będzie się już ktoś przejmował.

Trzeba jedynie „Polaczków” oswoić z pewną symboliką,  —  tylko po to, by później sięgnąć po więcej.

— Służyć temu będą kolejne, kompletnie bezwartościowe deklaracje o pojednaniu.

W tym samym czasie będzie się szerzyć kult ludobójców.

Nawet gdyby w tym samym czasie padły z Ukrainy przeprosiny – nie były by one nic warte.

—  „Przepraszamy, ale masowi mordercy waszych przodków byli wspaniali”?

Czy tak miałoby to wyglądać?

Jedyne, na co władze ukraińskie w tej sprawie stać – to milczenie.

Niestety prawdopodobnie także po części polskie —  (przynajmniej ludzi wokół Kancelarii Prezydenta).

Są one chyba przerażone fiaskiem czegoś, co nazywane było omyłkowo „polityką wschodnią”.

— Jej oś stanowiło właśnie milczenie i pozwalanie wschodnim sąsiadom, a konkretnie byłym republikom sowieckim – niemal dosłownie na wszystko.

Zawsze czyniono to z nadzieją, że sąsiedzi na wschodzie dojrzeją.

I dojrzeli owszem, — tak jak islamiści na zachodzie, — uwłaszczając się na osławionym zachodnim multi-kulti.

Pozostaje nam włożyć między hipokryzję – nasze naśmiewanie się z tego

– na co pozwolili sobie autochtoni w różnych państwach na zachodzie (i na co sobie pozwalają).

Jako żywo bowiem przypomina to polską politykę wobec wschodnich sąsiadów oraz ich mniejszości.

Szczególnie widać to w kwestii ukraińskiej.

W litewskiej o tyle mniej,   — że cierpi przeważnie wyłącznie mniejszość polska na Litwie,—  a bałtyckich Litwinów jest w Polsce za mało, by mogli cokolwiek przeciw Polsce planować.

W odniesieniu do mniejszości białoruskiej   — Bielsat, — mimo swojej zadziwiającej polityki, — nie odchował jeszcze wystarczająco silnej, roszczeniowej wobec Polski mniejszości białoruskiej —  (choć w mierze jej wyrastania odnotowuje się pewne kolejne incydenty).

Jeśli chodzi o Ukraińców, to jest ich w Polsce milion.

Przyjeżdżać będzie więcej, —  toteż polityka pozwalania i niepozwalania ich nacjonalistom na pewne sprawy wydaje się kluczowa.

Byłoby dobrze znać doświadczenia II RP w tej mierze, bo to do Polski międzywojennej odwołują się politycy rządzącego PiS-u.

I bardzo dobrze,   — tylko czy otwierają wystarczająco szeroko oczy, by dostrzec wszystkie jej doświadczenia, jak choćby terroryzmu nacjonalistów ukraińskich?

Jeśli   ktokolwiek   myślałby   o  przywróceniu polskiej kultury na wschodzie, — niech lepiej spojrzy na ekspansję wojującej tożsamości ukraińskiej w Polsce.

W naszym kraju widać już powoli – w zasadzie swego rodzaju „kolonizację”, —  która odbywa się przy okazji szukania (co zrozumiałe) pracy przez chcących lepszego życia Ukraińców.

Wszystko byłoby w jak największym porządku, bo i Polacy szukają pracy na Wyspach.

Tyle, że nasi rodacy na Wyspach szybko się rozpuszczali i mieli zdecydowanie inny wzajemny bagaż historyczny,   — wśród którego nie było żadnych pretensji terytorialnych, czy ludobójstw.

—  Jeśli   ktoś   może   w pewne sprawy powątpiewać, — wystarczy że spojrzy na Kosowo.

Incydentów związanych z Przemyślem nikt z ukraińskich władz nie potępił.

I raczej nie potępi.

Trudno bowiem liczyć, iż uczyni to władza budująca tożsamość na retoryce ukraińskich nacjonalistów, lub w najlżejszym wypadku tolerująca jej podstołową budowę.

Tu właśnie leży podstawa dramatu, bo ukształtowanie się warstwy nacjonalistycznej w Polsce, która będzie terroryzować całość społeczności ukraińskich emigrantów,  —  to nie jedna z możliwych wizji przyszłości,

—  a prosta matematyka sytuacji politycznej i obecnych tendencji.

I niestety wynik tego działania jest na naszą niekorzyść — a korzyść i Rosji i Niemiec.

Takie ambicje bycia głową ukraińskiej diaspory ma wszak neobanderowski w swoim charakterze Związek Ukraińców w Polsce.

Osłabiona Polska, szukająca pomocy to łakomy kąsek, by ją kształtować.

To tylko nam wmawiano z zewnątrz, by takiej pomocy udzielając (np. Ukrainie, czy Białorusi) – nie realizować własnych politycznych ambicji.

Czasami można je sobie darować, jak choćby w relacjach z Węgrami, bo są społeczeństwa, które nam będą to pamiętać.

Przykładem mogą też służyć Norwegowie pamiętający obronę Narviku, czy Holendrzy kultywujący polskich żołnierzy walczących pod Arnhem.

Jednak w wypadkach takich jak byłe wschodnie republiki sprawa ma się inaczej.

Natura nie ścierpi tam próżni, — albo politykę zrealizujemy tam my, — albo Niemcy czy Rosja.

Przy czym te dwa ostatnie kraje mają swój interes w tym, by nacjonalizm ukraiński się rozwijał, każdy widzi to inaczej,  —  lecz traktuje go jako narzędzie do stanowienia polityki.

Błędy polskiej polityki, a wujek z „Hameryki”

Do wymienionych krajów prowadzących na Ukrainie swoją politykę dochodzą jeszcze Stany Zjednoczone.

A te  —  jeśli wierzyć w ich dobre intencje — zachowywały się w „dzikich” dla siebie krajach Bliskiego Wschodu, wdrażając tam demokrację – niczym słoń w składzie porcelany.

Dotychczas udało im się rozwalić kompletnie około trzech krajów i spowodować tam ludzką rzeźnię.

Lepiej więc już niech nic nie planują i nie zmuszają do niczego Polski, bo jeśli wychodziło fatalnie na Bliskim Wschodzie, tu wyjdzie nie inaczej.

Portal kresy.pl   — opublikował ostatnio wiadomości, które można odebrać jako naciski związanie z kształtowaniem polskiej polityki wobec Ukrainy.

W wyjątkowo fatalną stronę —  (m.in. w kwestii nieprzyjmowania uchwały o banderowskim ludobójstwie).

— Samo w sobie jest to dla USA, jako ostoi demokracji – na polu moralnym, nie tylko absolutnie kompromitujące, ale wręcz dyskwalifikujące. — To wręcz PRowy gwóźdź do trumny.

Pokazuje bowiem, — że w dążeniu do własnych interesów (też zresztą wątpliwych) — USA potrafią rozjeżdżać jak walec.

Chyba na naszych oczach przestają istnieć ci amerykańscy chłopcy z Armii gen. Pattona, którzy wykazywali się szczytnymi zachowaniami, o których tak marzyliśmy, by przed sowietami pierwsi dotarli do Polski.

Wystarczy zresztą spojrzeć z jaką dysproporcją szeroko pojęty Zachód traktuje władze ukraińskie i władze polskie.

Te pierwsze rozwijające na swoim terytorium radykalną wersję nazizmu mogą niemal wszystko.

I to zjawisko jest dostrzegane bardzo słabo, a czasami w ogóle.

Tymczasem wobec Polski stosuje się retorykę,   — jakoby nasz kraj opanowywał hipernacjonalizm.

Taktyka z serii „żadnych tarć na wschodniej flance NATO” — obejmuje wyłącznie działania polskie, które niekiedy bardzo nieśmiałe – są reakcją na perfidię polityki byłych wschodnich republik.

Te ostatnie natomiast mogą sobie pozwolić na wszystko i prowokować.

To trochę tak jakby nikomu do głowy nie przychodziło (?), że to one pierwotnie leżą u genezy tychże tarć, — o ile nie są bezpośrednio przez Rosjan inspirowane.

Ponieważ trudno w to uwierzyć, by nikomu to do głowy nie przyszło, łatwo przychodzi myśl o jakiejś podwójnej przestrzeni gry.

— Oficjalne wynurzenia dotyczące „ukraińskości” Przemyśla winny być wypalone w zarodku.

Amerykanie powinni być na to szczególnie wrażliwi – po tym jak pozwolili podać sowietom Lwów w sosie jałtańskim,   — czyli oderżnąć kawał ciała, nam – swoim wiernym polskim sojusznikom.

Tym bardziej,   — że Przemyśl dla ukraińskości nie był tym samym co Lwów dla polskości.

To są przestrzenie absolutnie nieporównywalne.

Na razie  —  jak się wydaje — wpływ na Amerykanów mają znajomości wyrobione jeszcze z ludobójcą jakim był Mykoła Łebed.

Ten ostatni to jeden z czołowych członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów,   — w opinii wielu — najbardziej krwawy niestety współpracownik CIA.

Trudno się dziwić, że Rosja i jej zwolennicy, nie tylko w Polsce – ten fakt bezwzględnie wykorzystają, — choć sami Rosjanie w wykorzystywaniu ukraińskiego nacjonalizmu mają ciemną kartę.

Cokolwiek by jednak nie pisać — wygląda fatalnie, gdy ukraińskim nacjonalizmem, jego żądaniach i żarłoczności —  interesują się przeważnie rosyjscy publicyści, realizując swoją politykę,

— a USA nieomalże — (za małymi wyjątkami wśród niektórych autorów) milczy.

Stany Zjednoczone wydają się stosować błędne założenie, że co dobre dla nacjonalizmu ukraińskiego złe dla Rosji.

Gdyby wcześniej przyświecały im takie przesłanki – poparli by Europę Hitlera.

Tymczasem to nie nacjonalizm ukraiński powinien stanowić dla Amerykanów narodowy zwornik ukraiński  —  (Takie poglądy przedstawiła Anna Applebaum), — lecz pragnienie lepszego jutra.

To drugie stanowi prawdziwy napęd wśród Ukraińców.

To pierwsze przedstawia się im jako niezbędny etap do tego drugiego —  i tu po drodze zapisana jest katastrofa.

Amerykanie mogliby wygrać Ukrainę, tak jak wygrali Niemcy w konkursie RFN versus NRD.  

— Budowa postpruskiego nacjonalizmu nie była im do tego potrzebna.

Spójrzmy przez okulary neobanderowskich barbarzyńców

Nacjonalizm ukraiński, niezależnie jaki jego odcień się odsłoni, czy będzie się rzucać światło na jego spór z Rosją, czy nawet coś tak niemiarodajnego jak miejscowe niesnaski z Niemcami po 1941 roku – zawsze będzie bazowo antypolski.

Jego integralną część stanowią żądania terytorialne i nie wyeliminują ich kolejne ustępstwa, czy nawet wielokrotne wyrzeczenie się Lwowa w bierutowym stylu.

— To wszystko tylko ich ośmieli i upewni w pretensjach do tzw. „ukraińskich terytoriów etnicznych”.   — Przy czym to pojęcie w wydaniu ukraińskich nacjonalistów jest naprawdę bajkowe, gdyż:

Po pierwsze,   — według niego coś – co raz zostało uznane za terytorium etniczne kiedyś w przeszłości – jest nim po wsze czasy, niezależnie od zmieniającej się w historii etniki.

Po drugie — samo uznanie za terytorium etniczne nie jest warunkowane przewagą etniczną, lecz jedynie istnieniem jakiegoś odsetka ludności ukraińskiej,   — lub tylko za ukraińskiej subiektywnie uznaną.

Po trzecie — nie musi być to opatrzone solidnymi przesłankami historycznymi,  —  wystarczą zaledwie marnej jakości, lub żadne.  — Legendy, lub zadziwiające interpretacje są tutaj aż nadto wystarczające.

Po czwarte, — właściwie jedynym warunkiem uznania za ukraińską przestrzeń etniczną   — jest odpowiednie urobienie propagandowe społeczeństwa i opinii międzynarodowej.

Po piąte,   — istotny element, który potrzebny jest do terytorialnych pretensji — stanowi poczucie krzywdy.

To dlatego,   — kiedy poruszamy temat Ludobójstwa Wołyńsko-Małoposkiego, — zarzucają nam dążenie do repolonizacji ziem.

— Mierzą nas przez własny roszczeniowy system myślenia, choć motywacje są u nas zgoła inne.

Co   do   kopiowania systemu myślenia i pretensji terytorialnych nacjonalistów ukraińskich,  —  jedynym pocieszeniem może być fakt, — że w ten   sposób   „polskie   terytoria   etniczne”   —   obejmują   całość   Ukrainy,  —  bo   przecież   nie chodzi o tak polskie miasta jak Lwów, który znaczył więcej niż Kraków.

— Ba, podczas zaborów był nieoficjalną stolicą Polski.

Wystarczy bowiem spojrzeć na polskie dzieje Kijowa, — przypomnieć sobie o znanych, a pochodzących stamtąd postaciach.

Nacjonaliści ukraińscy bawią się zapałkami, od których zaprószony ogień może w pożarze strawić także ich samych.

Warto ich jednak powstrzymać,  —  bo nie wiadomo kogo i co przedtem zdołają spalić.

— Żywym ogniem natomiast należy wypalać wyssane z palca historyczne głupoty.

Bo twierdzenie,  —  iż Przemyśl jest bastionem ukraińskości — może być prawdziwe tylko i wyłącznie w przekazie z cyklu PRL-owskich dowcipów o komunikatach radia Erewań.

***

Aleksander Szycht

Opublikowano 22 sierpnia 2016

http://prawy.pl/35975-ukrainska-telewizja-przemysl-jest-ukrainski/

Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, APELE - KOMUNIKATY, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POLITYKA, POlska w likwidacji, Roszczenia ukraińskie, SS Galizien, Ukraina, UPA-OUN, USA, Zbrodnie ukraińskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.