Żenujące widowisko |POLECAM!

nadia 2***

Miłość i nienawiść to najsilniejsze uczucia jakich doznaje człowiek. Bardzo istotne w życiu osoby ludzkiej, będące w całej historii rodzaju katalizatorem wielkich przeżyć, wielkiego artyzmu itp.

Kiedy jednak uczucia te wkraczają w dziedzinę polityki prowadzonej przez państwa, a co gorsza, nie tylko wkraczają, ale zaczynają dominować, — kończy się to najczęściej tragicznie, zaś w najlepszym wypadku, pozostaje wstyd i śmieszność.

Polityka   polska   XX   i   XXI wieku naznaczona jest bardzo silnie przez te dwa uczucia.

O ile jednak przed wojną możemy mówić o równoważeniu polityki opartej na emocjach przez silny nurt polityki realnej, —  o tyle później, zwłaszcza po traumie II wojny światowej, mamy do czynienia z rosnącą dominacją czynników irracjonalnych.

Pod wpływem nienawiści do Rosji (ZSRR) i równie silnej nienawiści do PRL, — tzw. nieprzejednani na emigracji całkowicie wykoleili polskie myślenie o polityce międzynarodowej.

Nienawiści do komunistów towarzyszył rosnący wprost proporcjonalnie serwilizm/uwielbienie wobec Anglosasów.

Tego typu mentalność sączono przez lata do Polski via zachodnie rozgłośnie.

O ile w przypadku tzw. pierwszej Solidarności nurt ten z pewnością nie był dominujący,  

— o tyle po 1989 r. rozpoczął się marsz ku politycznemu szaleństwu, którego patologiczny efekt obserwujemy dziś z bolesną intensywnością.

Jednak warto zauważyć, że to dopiero w ciągu ostatnich kilku lat, poziom polskiego myślenia politycznego zaczął pikować w postępie geometrycznym.

Stało się tak na skutek jeszcze jednej polskiej politycznej miłości – zupełnie irracjonalnej, zupełnie ślepej – obsesyjnej ukrainofilii.

Tzw. – idąc za Jędrzejem Giertychem – „wiara ukraińska”, czy też „ukrainna” niektórych polskich środowisk politycznych, wyrażająca się fanatycznym poparciem dla (rzeczywiście bądź potencjalnie) antyrosyjskiej – jest to warunek sine qua non – Ukrainy,  

— jest tak intensywna, że całkowicie wyłącza racjonalne myślenie o polityce.

W połączeniu ze swoją siostrą bliźniaczką – równie obsesyjną rusofobią – daje tragiczny efekt w postaci swoistego autozniewolenia szkodliwą mitomanią,   — a w wymiarze praktycznym, żałosną groteską, którą obserwujemy za oknem.

Katalizatorem tej degrengolady były Ukraina 2004, Gruzja 2008, Smoleńsk 2010 i Ukraina 2014-?

—  Dziś żyjemy w rzeczywistości, którą rządzi trójkąt miłość-nienawiść-miłość,   — czyli Ukraina-Rosja-Anglosasi (NATO).

Nic nie wychodzi poza ten schemat… Nawet pójście z Niemcami przeciw Rosji.

Przyjrzyjmy się zatem najbardziej jaskrawym wykwitom tego współczesnego dramatu.

Szczyt NATO.

Prezydent RP, minister SZ, minister ON i inni, — obowiązkowo i głośno przypominają zestaw propagandowych frazesów i absurdalnych oskarżeń wobec Rosji,   — podkręcając atmosferę totalnego zagrożenia.

Znowu słyszymy o rosyjskiej agresji na Gruzję, na Ukrainę, o okupacji Krymu, o zagrożeniu państw bałtyckich.

Żadnej refleksji, żadnej próby choćby najskromniejszego uzasadnienia głoszonych tez.

I kpina w postaci upartego podkreślania pokojowego i obronnego (!!!) charakteru NATO.

Polskie „elity” tkwią mentalnie w latach zimnej wojny i to tej w najgorszej postaci, z początku lat 60-tych i 80-tych.

Szczytowi   towarzyszą   zachowania, których nie nazwę tak jak na to zasługują, gdyż moglibyście Państwo nie doczekać się kolejnego felietonu z mojej strony.

Ulotki o „zabitych w Smoleńsku”, wystawa o Kuklińskim i epickie stwierdzenie p. ministra ON o „pokoleniach Polaków, którzy marzyli o wojskach NATO w Polsce”  

— (taaak, a panu ministrowi w kołysce,   jego Matka śpiewała pewnie, jak miliony   innych matek pod okupacją sowiecką, „Sleep well, my little Tony”; w oczekiwaniu na antykomunistyczną i antysowiecką zaporę atomową na Wiśle, naturalnie).

Jako,  że boję się własnego radykalizmu, posilę się tekstem z czasopisma Nowe Horyzonty (drugoobiegowy tytuł z lat 80-tych, nawiązujący do Horyzontów paryskich Witolda Olszewskiego) nr 15 z 28 października 1987 r. — napisanym po wizycie w Polsce ówczesnego wiceprezydenta USA George’a Busha (seniora).

— Inne czasy, inny kontekst, ale jakże słuszne obserwacje odnośnie mentalności niektórych Polaków:

„(…) najgorsze  jest to, że coraz mniej ludzi reaguje na to z obrzydzeniem, w ogóle nie dostrzegając niczego zdrożnego w płaszczeniu się przed zachodnimi politykami.

— Czy nikt z tych, którzy krzyczą (…) „Niech żyje Anglia!” lub „Niech żyją Stany Zjednoczone!” – nie wie, że są dla Zachodu kukiełkami w teatrzyku (…).

Część z tych kukiełek poruszanych jest przy pomocy zielonych banknotów, ale inne wymachują rączkami i krzyczą zupełnie bezinteresownie.

— Mało tego,   —  pozostają  one w błogim przekonaniu, że dokonują czynów patriotycznych, godnych pamięci i uznania.

Nie, szanowni panowie, wasza postawa to zwykła głupota polityczna, stojąca na pograniczu błazeństwa i zdrady”.

Ponieważ triada Ukraina-Rosja-NATO jest nierozerwalna, stąd na koniec przechodzimy do tematyki ukraińskiej.

Oto, odwiedziła nasz Sejm Nadia Sawczenko, wychudzona wielotygodniową głodówką bohaterka walk z 56 (pięćdziesięcioma sześcioma) obywatelami Rosji, którzy uzbrojeni po zęby dokonali agresji na samostijną i okupują jej rdzennie ukraińskie części.

Człowiek jest po prostu zażenowany wiwatami i honorami na cześć tej pani, którym towarzyszą oczywiście pohukiwania na Rosję i Putina (który, zdaje się, własnym aktem uwolnił ową panią, ale co tam).

Może nasi rozentuzjazmowani politycy, naukowcy i cała elyta nie wie, że ma do czynienia z osobą o mentalności żulika,  

— o czym można się przekonać oglądając w necie film z jej wystąpień publicznych, podczas których otwartym tekstem nazywa ona prezydenta Putina „ch…”,   —  idąc zresztą śladem obecnego ambasadora Ukrainy w Polsce Deszczycy.

Cóż,   z królami może nie będziemy w aliansach, ale z żulikami jak najbardziej.

Tymczasem PiS zaprzepaszcza sprawę wołyńską w imię interesu neobanderowskiej, antyrosyjskiej Ukrainy.

To nie koniec złudzeń, —  jak piszą niektórzy okadzeni patriotyczną pisowską otoczką dla gminu.

To złudzeniem było oczekiwanie czegoś innego od ludzi, którzy od zawsze wyznają Giedroycia i Piłsudskiego (z czasów wyprawy kijowskiej), w wersji hard.

—  Znaleziono   wyjście,   którym się będą teraz legitymować w postaci uchwały Senatu.

Tymczasem,  uchwała Sejmu została przełożona na życzenie Ukrainy, a ustawa przełożona na 17 września z silnym i jednoznacznym przekazem wyrażonym przez pana Sellina w imieniu rządu w Sejmie podczas debaty 6 lipca:

—  „uznaliśmy,   że   jeszcze   lepszą  datą, którą należy wskazać jako dzień męczeństwa Polaków na Wschodzie, jest data 17 września – powszechnie znana, niszcząca właśnie państwo polskie, która doprowadziła również do tego, że był możliwy mord na Wołyniu, również 17 września to umożliwił.

Krótko mówiąc, uważamy, — i proszę to przyjąć, i proszę to też rozważyć, że   — główny jak gdyby pazur, jeśli chodzi o stanowisko państwa polskiego, jeśli chodzi o uznanie, kto jest winny męczeństwa Polaków na Wschodzie,   — powinien być skoncentrowany i skierowany na Sowietów – na Sowietów.

—  Jakby   dodatkiem   czy   przyczynkiem   do tego, co zrobili Sowieci, jest straszliwy mord nacjonalistyczny, ukraiński, ludobójczy na Wołyniu.

Ale nie koncentrujmy się na męczeństwie Polaków na Wschodzie, przede wszystkim wskazując na winy Ukraińców, bo one są oczywiste, ale wskazując przede wszystkim na winy bolszewików i Sowietów (…”).

Pamiętają Państwo, co pisałem na temat ustawy pisowskiej?

— Bez satysfakcji stwierdzam, że p. Sellin potwierdza w całej rozciągłości moje diagnozy.

I tak musiało być.

Tymi ludźmi kieruje determinizm miłości i nienawiści do Ukrainy i Rosji.

Dopóki to się nie zmieni, porzućcie nadzieję.

Adam Śmiech
http://www.mysl-polska.pl

Za; https://marucha.wordpress.com/2016/07/11/zenujace-widowisko/

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, Kresy Wschodnie, Miejsca Męczeństwa Polaków, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, POLITYKA, POlska w likwidacji, Roszczenia ukraińskie, SS Galizien, UPA-OUN, Wołyń, Zbrodnie ukraińskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.