„Prawda jest jedynym przyjacielem historyka”- dr Dariusz Ratajczak

02.12.2007 OPOLE UL. TATRZANSKA DARIUSZ RATAJCZAK - DOKTOR NAUK HUMANISTYCZNYCH , PIERWSZY POLSKI KLAMCA OSWIECIMSKI FOT. RAFAL MIELNIK / AGENCJA GAZETA

Od redakcji:  —  Niezależny historyk dr Dariusz Ratajczak wielokrotnie już gościł i będzie gościć na naszych łamach. Tym razem publikujemy archiwalny wywiad z historykiem przeprowadzony przez Janusz Telejko dla   Radia   Rodzina   w   Wrocławiu   (2003 rok).   — Podczas tej rozmowy dr Ratajczak opowiada o prawdzie, swoich pasjach, polityce czy o „narodowości śląskiej”. Polecamy, podobnie jak jego wszystkie publikacje. 

Radio Rodzina: Dzisiejszym gościem w Radio Rodzina jest dr Dariusz Ratajczak. Serdecznie witam, szczęść Boże.

Dariusz Ratajczak: Szczęść Boże.

RR: Panie Dariuszu, czy historyk może świadomie mówić nieprawdę?

D. Ratajczak:  — Nie, absolutnie nie może. Jest to rzecz nie do zaakceptowania.

Głównym celem działalności historyka jest zbliżanie się do prawdy, poszukiwanie prawdy.   — W istocie prawda jest jedynym przyjacielem historyka.

Owszem, historyk może błądzić, może popełniać błędy i często tak się dzieje. Powiem szczerze:   — ja prawdopodobnie też bardzo często nie mam racji, popełniam błędy – cóż, jestem tylko człowiekiem – zawsze jednak pragnę zbliżać się do prawdy.

Historyk i prawda to powinno być jedno. — Historyk powinien być skażony prawdą, skażony dążeniem do prawdy.

Historyk świadomie podający nieprawdę jest w istocie propagandystą.

Niestety, zjawisko to obserwujemy również w dzisiejszych „demokratycznych czasach”.

Oczywiście nie tylko w Polsce,   — ale niech ona będzie podstawą naszej rozmowy, zgodnie z maksymą: „bliższa koszula ciału…”

Dlaczego tak się dzieje?

Otóż dlatego, iż ciągle – uwaga ta odnosi się przede wszystkim do „trzeciorzeczpospolitowych” historyków zajmujących się dziejami najnowszymi – historia przesiąknięta jest polityką.

Podejrzewam nawet,   — że nadal pełni ona rolę nauki pomocniczej polityki, że,   — mówiąc wprost,   — zależna jest od bieżących interesów warstw rządzących.

I to jest rzecz godna ubolewania, gdyż podobno żyjemy w wolnym Kraju.

W jakiś sposób ma to związek z tą straszliwą socjalistyczno-postępową cenzurą (nazwijmy ją polityczną poprawnością), która zastąpiła po 1989 r. cenzurę realnego socjalizmu, komunizmu, marksizmu, czy jak go tam zwał.

Po 1989 roku wielu historyków wpadło z „komunistycznego deszczu” pod „politycznie poprawną rynnę”,   — ale to jest też cenzura.

Inna sprawa, że przyszło im to z łatwością.

Kłamali za „komuny”, kłamią i teraz.

To są ludzie o mentalności,   — nikogo nie obrażając,   — kelnera.

Ja to nazywam dosadniej: ” kundlizm”.

Oczywiście funkcjonują tylko dlatego, że po 1989 r. nie przeprowadzono zdrowej weryfikacji na wyższych uczelniach.   — A zresztą – gdzie ją tak naprawdę przeprowadzono?!

RR:  Teraz wróćmy do historii dr Dariusza Ratajczaka, bo to też jest historia; — był Pan znanym i lubianym wykładowcą na Uniwersytecie Opolskim.

D. Ratajczak: …byłem. Tak, byłem.

RR: …wybitnym naukowcem i znawcą Kresów Wschodnich, — a obecnie pracuje Pan jako stróż nocny – dlaczego?

D. Ratajczak:   — Z bardzo prostego powodu – w 1999 roku opublikowałem publicystyczną książeczkę pt. „Tematy niebezpieczne”.

— W książce tej w jednym z podrozdziałów poruszyłem sprawę tzw. rewizjonizmu holokaustu ,   — przytoczyłem tezy głoszone przez rewizjonistów holokaustu bez mojego komentarza autorskiego… i to się pewnym gremiom nie spodobało…

RR: Panie Dariuszu, kim są rewizjoniści holokaustu?

D. Ratajczak: Rewizjoniści holokaustu są środowiskiem złożonym z naukowców, dziennikarzy, publicystów.  

— Przede wszystkim to prawdziwie międzynarodowe grono uważa, że żydowski holokaust nie był wydarzeniem wyjątkowym w XX wieku, — że ten straszliwy   XX   wiek, który na szczęście skończył się, — dotykał także tragediami   inne nacje, inne narody:

— a więc Polaków, Cyganów, Japończyków, Ormian, Rosjan, Ukraińców itd.

Dlatego twierdzą,   — że właściwie żadna nacja,   — żaden naród nie ma monopolu na cierpienie,  

— w tym ciężko doświadczony podczas ostatniej wojny naród żydowski.

Tymczasem dzieje się tak, że niektóre środowiska żydowskie chcą wmówić światu,   — że holokaust był jakby osią martyrologiczną XX wieku.

Co więcej, osią martyrologiczną historii całego świata.

— Oczywiście tą podstawową rewizjonistyczną tezę uzupełniają inne poglądy.

Na przykład taki,   — że podczas II wojny światowej nie zginęło 6 mln Żydów, tylko mniej.

Ta teza jest o tyle do obrony,   — że jeszcze 15 – 16 lat temu twierdzono, że w straszliwej mordowni hitlerowskiej w Auschwitz – Birkenau zginęło 4 – 4,5 mln ludzi.

— Dzisiaj oficjalnie władze Muzeum Oświęcimskiego twierdzą, że milion, milion sto…

No więc mamy w tym jednym przypadku różnicę trzech milionów.

To są rzeczy, które trzeba badać i sprawdzać.   — Na tym polega praca historyka.

Tymczasem możni tego świata twierdzą, iż „prawdy uświęcone” — dyskusji nie podlegają.

Czy na tym polega wolność badań naukowych?

Czy nie nazwiemy tego cenzurą?

A ja po prostu mówię:   — dajcie spokój historykom, zapewnijcie historii autonomię.   — Dajcie jej żyć.

— Właśnie – dajcie jej żyć.

Czy żądam zbyt wiele?

RR: Kogo dotknęła i obraziła Pana publikacja „Tematy niebezpieczne”?

D. Ratajczak: Widzi Pan, to jest właśnie bardzo dziwne – chyba najmniej samych Żydów,   — dlatego, że głosów „anty-ratajczakowskich” w wydaniu środowisk ściśle żydowskich było stosunkowo mało i pojawiły się nieco później.

Co więcej,   — chciałbym wymienić z nazwiska jednego polskiego Żyda, — pana Jana Stopczyka —  człowiek ten przeżył Auschwitz  – który bardzo mocno mnie bronił.

Wysłał nawet stosowny list na ręce opolskiej prokuratury z uwagą:

  — „cenię Ratajczaka za odwagę, nie zamykajcie ust młodemu pokoleniu”.

Natomiast „centralą” walczącą z moją skromną osobą była forpoczta „postępu” w Polsce – „Gazeta Wyborcza”,   — która całą sprawę nagłośniła

— i w ciągu 24 godzin ze znanego w Opolu i – tak jak Pan powiedział – lubianego wykładowcy stałem się banitą, czy ściganym infamusem.

W ciągu kilkunastu godzin zostałem zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego, a potem, po neostalinowskim wewnętrznym śledztwie,

— wyrzucono mnie z uczelni.

I oczywiście założono przeciwko mnie sprawę sądową, która ciągnęła się miesiącami.

RR: …wiem, że się skończyła już ta sprawa.   — Jaki był werdykt sądu?

D. Ratajczak:   — Sprawa zaczęła się w 1999 roku a zakończyła w 2001.

— Ostatecznie warunkowo umorzono ją ze względu na niską szkodliwość społeczną.

Ja wprawdzie w sądzie cały czas tłumaczyłem, — że przecież nie wyrażałem własnego   zdania   co   do   tez   głoszonych  przez rewizjonistów holokaustu, — podkreślałem,   — że jedynie referowałem problem — (a to wolno mi było robić), — chciałem także powołać stosownych ekspertów w osobach pp. profesorów Rainy i Bendera,   — ale sąd pozostawał niewzruszony.

— Uznał, że sam jest władny określić,  —  czy referowałem poglądy,   — czy też się z nimi zgadzałem.

Widzi Pan,   — od samego początku sprawa była „szyta grubymi nićmi”…

Nie miałem zbyt wielkich szans,   — bo proszę zdać sobie sprawę z jednej rzeczy :

—  jednostka wobec systemu jest niczym,   — tak samo, jak błogo śpiący na ulicy człowiek wobec walca kierowanego przez szaleńca.

Mogę powiedzieć tak:   — zachowałem twarz, walczyłem o nią, — ale na wyrok uniewinniający w 100% oczywiście nie miałem szans.

Raz jeszcze powtórzę:   — sprawa była od samego początku „kręcona z góry”,

— szły dyrektywy z ministerstwa sprawiedliwości, że trzeba szybko „tego Ratajczaka załatwić”.

Jeżeli bowiem nie zrobimy tego teraz,   — za chwilę pojawią się następni, którzy zaczną drążyć „bardzo niebezpieczny temat”.

Mój Boże,   — czegóż to „nasze elity” nie wypisywały w tamtych czasach o mnie.

Wysyłano mnie do zakładów psychiatrycznych,   — twierdzono, że moja sprawa może wpłynąć na stosunki polsko-żydowskie.

Istna paranoja, — „dom wariatów”.

— Taki to był cyrk i takie występujące w nim małpy.

Doprawdy żyjemy w ciekawych czasach.   — I „ciekawi” ludzie nami rządzą.

RR: Panie Dariuszu,   — czy ukazały się już po Pana książce inne publikacje na ten temat,   — polskich autorów, czy naukowców ?

D. Ratajczak: — Nie.

Owszem, były artykuły, a raczej stosowne fragmenty, — opisujące mój przypadek,   — natomiast takie publikacje ukazały się wcześniej.

Do roku 1999 publikował na ten temat pan Tomasz Gabiś w jego periodyku „Stańczyk”,   — ale, jak mówię,   — do roku 1999,   — bo proszę pamiętać,

— że wtedy to wszedł w życie artykuł 55 Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej ,  — w którym jednoznacznie stwierdzono, iż tych rzeczy nie można pod groźbą kary więzienia poruszać.

— Po prostu nie można – i już.

To oczywiście cenzura.

Ja, jako historyk nie mogę się z tym zgodzić.   — Chociażby dlatego, że cenzura to grób dla historii.

— Jakież to upokorzenie dla historyka: — ktoś decyduje za niego, czym ma się zajmować, wyznacza granice badań…

RR: Panie Doktorze, kilka słów o Pana rodzinnym domu, Pana karierze, pasjach?

D. Ratajczak:  

— Urodziłem się w Opolu w roku 1962,   — z tym, że jak większość mieszkańców tego miasta   — nie jestem autochtonem, czyli Ślązakiem.

Ojciec   pochodzi  z Wielkopolski, ze Śremu,   — śp. moja mama z Chodorowa w byłym województwie lwowskim, — czyli łączę w sobie tradycję wielkopolską z wpływami wschodnio-galicyjskimi, kresowymi.

Pochodzę z patriotycznego domu; — ojciec jest synem Powstańca Wielkopolskiego.

Dziadek Michał uczestniczył również jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej.

Kampanię zakończył w miejscowości Głębokie na Wileńszczyźnie.

Natomiast w czasie I wojny światowej walczył pod kajzerem Wilhelmem.

— Brał udział w rzezi pod Verdun.

Ja zawsze Bogu dziękuję, że pochodzę z normalnego polskiego domu nieskażonego jakimiś miazmatami lewicowości, marksizmu, czy innymi niemiłymi zdrowemu rozsądkowi rzeczami.

To jest bardzo ważne,   — gdyż to kim jesteśmy   — w 80% zależy od wychowania rodzinnego.

— Może dlatego jestem przerażony tym, co się obecnie dzieje z młodym pokoleniem.

Otóż młode pokolenie opuszcza rodzinny dom bez świadomości bycia Polakiem.

W konsekwencji tak często otaczają nas dzisiaj ludzie,   — o których można tylko powiedzieć: „polskojęzyczny tłum”.

To jest przykre.

Natomiast, jeśli chodzi o moje pasje…

Historia jest moją pasją numer jeden,   — mam takie nawet szczególne hobby, — a mianowicie dzieje klanów szkockich. — Temat piękny, romantyczny i… bezpieczny.

Poza tym lubię geografię polityczną oraz sport. — Szczególnie piłkę nożną.

— Boleję, że w polskim futbolu na razie jest tak, jak jest. — Ale to, co już przeżyłem, to przeżyłem.   — Myślę o mistrzostwach świata w piłce nożnej w 1974 i 1982 roku – tej radości nikt mi już nie odbierze.

RR: Jak Pan widzi swoją przyszłość naukową, Panie Doktorze? — Sąd w zasadzie Pana uniewinnił,   — ale w opinii naukowców, historyków ciągle Pan jest oskarżany i „trędowaty”.   — Jest Pan „persona non grata” na każdej wyższej uczelni.

D. Ratajczak: Zgadza się.   — 20 października tego roku – czyli dosłownie za chwilę – kończy mi się okres karencji, bo zostałem zawieszony w prawach nauczyciela akademickiego do 20 października 2003 roku.

— Już złożyłem stosowne aplikacje do różnych wyższych uczelni, tak państwowych, jak i prywatnych.

Wszędzie odpowiedź jest jedna:   — nie!

Oficjalnie brak miejsc,   — a nieoficjalnie, przy kawie, dowiaduję się:

— „Wie Pan, tak naprawdę, gdyby to od nas zależało, to dawno byśmy pana zatrudnili,   — ale nie chcemy mieć kłopotów” .

I to jest mocno podejrzane… co innego ludzie mówią prywatnie, a co innego oficjalnie.

Kłopoty z odwagą cywilną, ot co!

Ale faktem jest,   — że nie ma większych szans na zatrudnienie w instytucie naukowym, na uniwersytecie.

Jestem realistą.

Inna rzecz,  —  że poglądów nie zmieniłem,   — do Canossy nie pójdę.

A tego zapewne wymagałaby łaskawa zgoda na zatrudnienie mnie w instytucji związanej z wyuczonym przeze mnie zawodem.

RR: Porozmawiajmy teraz o naszej rzeczywistości.   — Sytuacja, która jest obecnie w Polsce przypomina troszeczkę sytuację tuż po „rewolucji”

– rząd swoje, społeczeństwo swoje i ta przepaść między rządem a społeczeństwem pogłębia się.

Mnoży się korupcja, afery.   — Jak Pan, jako historyk, ocenia obecną sytuację w Polsce? Czy nastąpi jakiś przełom i społeczeństwo dokona dobrego wyboru?

D. Ratajczak:   — Myślę, że ten przełom w końcu nastąpi.

W historii Polski od co najmniej 200 lat mamy kłopoty z elitami politycznymi zaczynając od epoki saskiej, a kończąc na SLD.

— To musi się kiedyś skończyć .

Ludzie wielkie nadzieje wiązali z AWS-em,   — ale jak Pan doskonale pamięta „nasi” zdradzili, stali się „onymi”.

Wielkie nadzieje wiązano z SLD – znowu zdradzono naiwną masę.

Społeczeństwo musi wreszcie jasno określić, czego i kogo chce.

Musimy w końcu wybrać narodowe polskie elity – takie elity, które nas nigdy nie zawiodą.

Ludzie nie są tacy głupi,   — jak się niektórym przedstawicielom elit politycznych wydaje.

Jeżeli Polacy głosowali np. za Unią Europejską (ponad 70 %) i dzisiaj dowiadują się, że warunki naszej akcesji są fatalne, — to po raz kolejny przekonują się, że pewni ludzie po prostu kłamią,

— więcej – kłamstwo jest organiczną cechą ich osobowości.

Zatem jest wielka potrzeba, aby Polacy uświadomili sobie, że są w tym narodzie naprawdę ludzie porządni, którzy mogą tworzyć narodowe elity .

Trzeba tylko tych ludzi odnaleźć,  —  trzeba tych ludzi zgrupować i trzeba na nich zagłosować.

— Taki jest m.in. cel działalności Stowarzyszenia Forum Polskie, którego mam zaszczyt być członkiem.

RR: Czy społeczeństwo polskie pójdzie jeszcze do wyborów?

D. Ratajczak:   — Myślę, że tak – i do wyborów parlamentarnych w Polsce i do tych europejskich.

— Będzie głosowało chyba po raz pierwszy na ludzi, którzy dadzą temu społeczeństwu gwarancje, że o losach Polski będą decydować Polacy,

— to   jest   środowiska   nie  tylko mówiące, — ale przede wszystkim czujące po polsku.

Stoimy u progu walki o wszystko… o być albo nie być naszej Ojczyzny.

— Na szczęście coraz więcej Polaków zaczyna zdawać sobie z tego sprawę.

RR:   — Czy ta Europa, do której wchodzimy; w której będziemy uczestniczyć, — nie chce nas „zakwalifikować” jako obywateli drugiej kategorii?

D. Ratajczak: Drugiej albo nawet i trzeciej kategorii, Panie Redaktorze.

Co więcej,   — Unia Europejska jest unią ponadnarodową, — jest próbą stworzenia jakiegoś mega-europejskiego państwa.

Ludzie kierujący Unią Europejską w ogóle nie myślą w kategoriach narodowych.  

— Ich ideałem jest beznarodowe społeczeństwo manipulowane przez „jaśnie oświecone kręgi” polityczno-ekonomicznych „macherów”.

— UE jest próbą realizacji starego masońskiego marzenia o „superpaństwie”.

W takim układzie nie mówmy, że będzie się rozwijała polska kultura narodowa i że pozostaniemy Polakami.

Unia Europejska w jej obecnym kształcie jest śmiertelnym wrogiem idei państwa narodowego,   — względnie skrytą pod uniwersalnymi hasłami formą realizacji starych państwowo-narodowych celów Niemiec.

— I tak źle, i tak niedobrze.

Dlatego naszą powinnością jest albo przekształcić ją w luźną konfederację państw narodowych,  —  albo,   — jeżeli okaże się to niewykonalne, — z tej Unii wystąpić z wielkim hukiem.

RR: Pana plany naukowe i autorskie – co Pan zamierza w najbliższym czasie opublikować?   — Może jakieś „tematy niebezpieczne”?

D. Ratajczak:   — W jakiś sposób tak.

Tu jedna uwaga:   — historyk co rusz napotyka na tematy nie opracowane – nierzadko „niebezpieczne”.

— To nie jest tak, że Ratajczak znajduje „tematy niebezpieczne”.

One po prostu są, — one człowieka otaczają, — a lata komunizmu, i nawet lata III Rzeczypospolitej, którą ja nazywam „PRL-em Bis”,   — spowodowały, że tych tematów jest coraz więcej.

Powracając do Pana pytania…

Zamierzam w najbliższym czasie wydać książkę poświęconą represjom komunistycznym czy stalinowskim na Opolszczyźnie,   — czyli w moim regionie, w latach 1945-55.

Właściwie tekst już jest gotowy – 600 stron – i prawdopodobnie będę musiał go trochę skrócić,   — bo jak Pan doskonale wie   — współczesne oficyny nie chcą wydawać takich opasłych tomów.

— Teraz obowiązuje inna moda: — krótko i na temat.

Ale książka, od razu mówię, będzie bardzo ciekawa.

RR: Panie Doktorze, na Opolszczyźnie dużo ostatnio się mówi o mniejszości narodowej, o tworzeniu odrębnego państwa śląskiego – w zasadzie tworzy się taki mit, że Śląsk chce się oderwać od Polski.   — Dlatego ci, którzy przyszli na Śląsk tak, jak Pana rodzice ze Lwowa, zaczynają się tego Śląska bać.

D. Ratajczak: Tak, zaczynają się bać i mają powody, żeby się bać.

— Nie załatwiono kwestii własnościowych.

To tykająca bomba zegarowa w obliczu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Proszę pamiętać,   — że prawo unijne będzie miało większą wagę od polskiego, czyli krajowego.

— Niemcy bezwzględnie wykorzystają tą sytuację, upomną się „o swoje”.

To jest poważne państwo,   — oni wiedzą, co robią…

Jeżeli ktoś myśli, że zachodni sąsiedzi Polski zapomnieli o byłych ziemiach niemieckich na wschód od Odry – żyje w krainie latających niedźwiedzi.

Jeśli chodzi o Śląsk i Ślązaków…

Zawsze uważałem, że Śląsk jest polski – to jest rzecz bezdyskusyjna.

Nie ma Polski bez Śląska. — Polska bez Śląska jest krajem nawet już nie drugorzędnym, ale czwartorzędnym.

Nie ma oczywiście czegoś takiego, jak „narodowość śląska” – jest to wymysł kilku spryciarzy zgrupowanych wokół pana Gorzelika — i to jest oczywiście typowa, w istocie proniemiecka dywersja.

Ci faceci napisali już nawet książkę o historii „narodu śląskiego”.

— Zachodzę w głowę, jak można napisać książkę o czymś, czego nigdy nie było?!

Na Opolszczyźnie istnieje mniejszość niemiecka – ja nie odbieram tym ludziom prawa do tego, aby czuli się Niemcami, ale trzeba znać pewne proporcje…

Nie można na przykład twierdzić, że Ślązacy są etniczną częścią narodu niemieckiego, a Śląsk polsko-niemieckim „landem”.

— Zresztą zdecydowaną większość mieszkańców Opolszczyzny stanowią Polacy.

Żyją wśród nas również Ślązacy o polskiej orientacji narodowej. — Tych ludzi spotkała wielka niesprawiedliwość.

— Po 1945 r. byli prześladowani przez komunistów, wielu z nich wyjechało do Niemiec,   — ale ja do dnia dzisiejszego znam polsko-śląskie rodziny mieszkające pod Opolem, które dumne są z tego, że ich dziadkowie, czy pradziadowie walczyli w Powstaniu Śląskim po stronie polskiej.

Oczywiście wielu opolskim Ślązakom zamącili w głowie liderzy niemieckiej mniejszości w rodzaju Heinricha Krolla.

— To są niebezpieczni ludzie, wilki w owczej skórze.   — Mają pieniądze, cieszą się poparciem ze strony bogatego „Vaterlandu

Jest to potencjalnie piąta kolumna.

— Na szczęście zauważam, że szeregi mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie rzedną.

Chyba jest szansa, aby ponownie przyciągnąć śląskie masy do polskości.

Trzeba to robić delikatnie — szanując śląskie odrębności regionalne, — śląską gwarę (naprawdę urokliwą), zwyczaje itd.

Jedno jest wszak pewne:   — nie ma Polski bez Śląska.

Generał de Gaulle miał rację.

— Najbardziej polskim z polskich miast jest… Zabrze!

Dodam: i Opole…   — i Opole,   — historyczna stolica polskiego Górnego Śląska!

RR: Z „niepokornym” doktorem Dariuszem Ratajczakiem, historykiem, człowiekiem, który napisał książkę, która „poruszyła” całą Polskę, a obecnie jest nocnym stróżem, rozmawiałem dzisiaj w Radiu Rodzina.

Serdecznie dziękuje za przybycie do studia i za rozmowę.

Ratajczak: Dziękuję. Szczęść Boże.

————————————————————–

Styczeń 20, 2016

Za; http://3droga.pl/wywiady/prawda-jest-jedynym-przyjacielem-historyka-dr-dariusz-ratajczak/

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, APELE - KOMUNIKATY, ARCHIWUM 25-LECIA 1989-2014, HISTORIA POLSKI, HISTORIA WSPÓLCZESNA, Holokaust, II Wojna Światowa, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POLITYKA, POlska w likwidacji, Roszczenia żydowskie, UNIA EUROPEJSKA, ŚLĄSK. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „„Prawda jest jedynym przyjacielem historyka”- dr Dariusz Ratajczak

Możliwość komentowania jest wyłączona.