Powojenne losy Polskich Bohaterów. Generałowie pracowali jako barmani i magazynierzy

nac_stanislaw_sosabowski_635 Gen. Stanisław Sosabowski (z prawej), dowodzący 1 Samodzielną Brygadą Spadochronową w rozmowie z brytyjskim gen. Thomasem Ivorem, w czasie operacji „Market-Garden” fot. NAC

Polscy generałowie wyzwalający u boku Aliantów Europę Zachodnią, po wojnie zostali pozostawieni bez żadnego wsparcia. Zostawali więc sprzątaczami w fabrykach, nocnymi stróżami na budowach, portierami w hotelach.

Generał Stanisław Sosabowski, dowódca polskich spadochroniarzy pod Arnhem, pracował do końca życia jako magazynier w fabryce. Generał Stanisław Maczek, dowodzący w czasie wojny dywizją pancerną, rozpoczął cywilną pracę jako sprzedawca, następnie został barmanem w hotelach „Dorchester” i „Learmonth” w szkockim Edynburgu 

—  pisze w artykule dla WP.PL dr Tymoteusz Pawłowski.

Żołnierzy, którzy zdecydowali się na powrót do Polski, czekał dużo gorszy los.

We wrześniu 1939 roku Wojsko Polskie uległo Wehrmachtowi i Armii Czerwonej.

Wkrótce okazało się, że najeźdźcy spod znaku brunatnego nazizmu i czerwonego komunizmu podbili niemal wszystkie państwa Europy.

Polska stała się jednak prawdziwym wyjątkiem, bowiem  —  nawet nie mając terytorium —  była w stanie wystawić bardzo liczne siły zbrojne.

Podczas gdy żołnierzy „wolnych” Belgów czy Holendrów walczących w Europie po stronie Brytyjczyków i Amerykanów liczy się w tysiącach,

— Polaków liczy się w setkach tysięcy.

Wojsko Polskie walczyło pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino.

W maju 1945 roku w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie było 210 000 żołnierzy, a ich liczba wciąż rosła.

Niestety, chociaż Niemcy zostali pokonani,   — wojna nie zakończyła się polskim zwycięstwem.

Ziemie Rzeczypospolitej były okupowane przez Sowietów, a Józef Stalin nie tylko oderwał od niej niemal połowę przedwojennego terytorium, — ale osadził w Warszawie posłuszny sobie rząd.

Polskie społeczeństwo było zdezorientowane i zmęczone wojną, więc chociaż nowi okupanci spotkali się z powszechną wrogością, — czynną walkę podjęli nieliczni.

Kolejny cios spadł na Polskę latem 1945 roku, gdy mocarstwa zachodnie cofnęły poparcie legalnemu rządowi polskiemu na wychodźstwie i uznały stworzony przez Sowietów rząd w Warszawie.

Oszukani przez nową Polskę

26 września 1946 roku ów rząd wydał uchwały pozbawiające polskiego obywatelstwa 76 oficerów Wojska Polskiego.

Byli wśród nich:

  • dowódca spod Monte Cassino – generał Władysław Anders,
  • generał Stanisław Maczek – dowodzący pod Falaise, czy
  • Antoni Chruściel – przywódca Powstania Warszawskiego.

Haniebna uchwała dotycząca oficerów została cofnięta jeszcze w 1971 roku przez władze PRL,   —  które były jednak tak zapiekłe w nienawiści do generała Andersa, że jemu obywatelstwo przywrócono dopiero w 1989 roku.

Spośród blisko ćwierci miliona żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, w pierwszych latach po wojnie do Polski wróciło 105 tys.

— Byli to przede wszystkim szeregowi  —  spośród 126 generałów aż 106 wolało pozostać na Zachodzie.

Przewidywali bowiem, że gdy dostaną się w łapy oprawców z NKWD, mogą podzielić los zamordowanych w zbrodni katyńskiej i zamęczonych na Syberii.

Tym razem nie było aż tak źle:  —  inaczej niż w Katyniu, zbyt starzy i schorowani, by stanowić zagrożenie dla reżimu   — przeżyli.

Prześladowano natomiast niemal wszystkich przedwojennych oficerów, którzy objęli stanowiska w „odrodzonym” Wojsku Polskim.

Początkowo   nic   na   to   nie wskazywało, —  w latach 1945-1947 zachęcano ich  nawet do wstąpienia do nowej, ludowej armii.

Czynili to z wielu powodów:  —  jedni chcieli odbudowania ojczyzny, drudzy ufali   zapewnieniom nowej władzy, inni pragnęli zrobić karierę.

I   rzeczywiście  udawało im się to: — przedwojenni kapitanowie i majorowie — tacy jak Kirchmayer, Mossor, Herman, Kuropieska 

— błyskawicznie zostali generałami i brali udział w zwalczaniu podziemia niepodległościowego.

Represje wobec nich zaczęły się w 1949 roku, — ręki po nich nie wyciągnęło jednak sowieckie NKWD,   — a jej odpowiedniki w Polsce: „Informacja Wojskowa” oraz „Urząd Bezpieczeństwa”.

Pierwszą była sprawa generała Tatara, który miał nadzieję, że wkupi się w łaski nowych władz w Warszawie, przywożąc z Wielkiej Brytanii powierzone mu złoto z przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej.

Wkupił się, ale jedynie na chwilę:  —  aresztowany i poddany ciężkim torturom został skazany na karę śmierci.

Wkrótce po nim aresztowani, torturowani i skazani na śmierć lub dożywotnie więzienie zostali inni generałowie pochodzący z przedwojennego Wojska Polskiego,   — m.in. wspomniani Kirchmayer, Mossor, Herman i Kuropieska.

—  Tortury były tak brutalne, że Herman zmarł podczas śledztwa, Mossor tuż po opuszczeniu więzienia, a Kirchmayer został kaleką.

Sowiecki zwyczaj

Zgodnie z sowieckim zwyczajem generałów nie mordowano, bowiem mogli zostać wykorzystani do złożenia zeznań przeciwko innym.

— Ubecka   metoda   przesłuchiwania —  tzw.  konwejer —  gwarantowała bowiem otrzymanie dowolnych zeznań.

Konwejer polegał na tym, że przesłuchiwania odbywały się tygodniami, non stop:   — ubecy zmieniali się co kilka godzin, nie pozwalając swojej ofierze na chwilę wytchnienia.

Generałów nie mordowano,   — zabijani byli natomiast niżsi stopniem, jak chociażby komandor Zbigniew Przybyszewski, który w 1939 roku dowodził artylerią nabrzeżną na Helu i uszkodził pancernik Schleswig Holsein.

—  Zabito go strzałem w tył głowy, tak samo jak wielu jego podwładnych i przełożonych.

Torturowani  i skazywani na śmierć byli także lotnicy, — m.in. Stanisław Skalski,   — najskuteczniejszy polski as myśliwski.

Większość oficerów przedwojennego Wojska Polskiego nie tyko nie współpracowała z nową władzą, ale czynnie ją zwalczała.

Szczególny   szacunek   należy  się tym, którzy wiedzieli, że w razie dostania się w ręce UB czy NKWD czeka ich śmierć,   — ale jednak wrócili do Polski.

— Strzałem w tył głowy zamordowano m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego, który w latach wojny dał się zamknąć w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, żeby zorganizować tam ruch oporu, a po zrealizowaniu zadania uciekł stamtąd.

Po ubeckich przesłuchaniach powiedział swojej żonie:

— „Oświęcim, to była igraszka…”

Bestialskie przesłuchania pułkownika Wacława Kostki-Biernackiego — dowódcy Żandarmerii w Legionach Józefa Piłsudskiego i przedwojennego wojewody poleskiego  —  trwały 8 lat:   — od 1945 do 1953 roku.

— Śmierć   Stalina sprawiła, że wyrok śmierci nie został na nim wykonany, zmarł jednak w kilkanaście miesięcy po wyjściu z wiezienia.

Tydzień przed śmiercią Stalina wykonano natomiast wyrok śmierci na generale   Auguście   Filedorfie   „Nilu”   —  dowódcy Kedywu w AK, — który przez kilka lat ukrywał się przed UB i NKWD, ale ujawnił się, wierząc w amnestię, ogłoszoną przez warszawski rząd.

Barman, dowódca dywizji pancernej

Wśród   tych,   którzy  pozostali na obczyźnie, byli nie tylko oficerowie, ale i sto tysięcy szeregowych żołnierzy.

Większość z nich nie miała dokąd wracać, bowiem ich rodzinne domy — we Lwowie, Wilnie czy Tarnopolu — znalazły się w ZSRS.

—  Nie   mieli   też gdzie zostać,   —   bowiem nie chcieli ich u siebie Brytyjczycy.

Byli   żołnierze  Polskich Sił Zbrojnych nie mieli także pieniędzy na utrzymanie   —  pomimo,   że  Polacy walczyli w obronie Imperium, Brytyjczycy nie zamierzali wypłacać im rent czy emerytur.

Stworzyli jedynie „Polish Resettlement Corps”,   — czyli Polski Korpus Przysposobienia   i   Rozmieszczenia,   mający   ułatwić   Polakom  odnalezienie się w życiu na obczyźnie.

Jedynie kilkanaście tysięcy Polaków nie skorzystało z oferty pomocy,

— natomiast większość spośród 120 tys. weteranów PSZ należących do Korpusu opuściło Wielką Brytanię i udało się „za ocean”:   — albo do Kanady, —  albo do którejś z licznych wówczas brytyjskich kolonii w Afryce.

Ich odyseja nie skończyła się na tym, gdy bowiem kolonie uzyskiwały niepodległość,  — Europejczycy — w tym i Polacy — byli zmuszani do opuszczenia Afryki.

O   ile   większość   szeregowych   żołnierzy było młodych i miało cywilny zawód — radzili więc sobie w trudnej sytuacji  — fatalny był los oficerów i generałów.

Jedynie   trzech  dostało generalskie emerytury, — inni musieli zarabiać na życie.

Najczęściej   czynili   to  na słabo płatnych posadach — studia w warszawskiej   Wyższej Szkole Wojennej nie dawały szans na brytyjskim rynku pracy.

—  Generałowie   zostawali   więc sprzątaczami w fabrykach, nocnymi stróżami na budowach, portierami w hotelach.

Generał Stanisław Sosabowski, dowódca polskich spadochroniarzy pod Arnhem, pracował do końca życia — nie miał przecież ubezpieczenia emerytalnego — jako magazynier w fabryce silników elektrycznych.

Generał Stanisław Maczek rozpoczął cywilną pracę jako sprzedawca, — następnie został barmanem w hotelach „Dorchester” i „Learmonth” w szkockim Edynburgu.

Bardzo nieliczni Polacy kontynuowali wojskową karierę.

Trzech  —  spośród  kilkuset   — oficerów Polskiej Marynarki Wojennej dostało ofertę pracy i służby w Royal Navy.

—  Jeden z tych trzech —  kapitan marynarki wojennej Józef Bartosik, wojenny dowódca artylerii polskiego krążownika ORP „Conrad”— został w latach 60. admirałem marynarki brytyjskiej.

Był to jednak wyjątek.

Wyjątkowo potoczyły się też losy Jana Zumbacha   —  jednego z najzdolniejszych polskich pilotów myśliwskich.

— Po  wojnie pędził żywot awanturnika: —  prowadził firmę taksówkową, przemycał   złoto,   walczył jako najemnik w Afryce.

— W 1962 roku organizował i dowodził lotnictwem Katangi — prowincji, która chciała oderwać się od Konga.

— W 1967 najęto go z kolei do podobnej pracy w Biafrze, która walczyła o oderwanie się od Nigerii.

Najemnikiem  był również Rafał Gan-Ganowicz,   — którego warto wspomnieć, także i dlatego, — że po wojnie służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych, zorganizowanych przy Armii Amerykańskiej okupującej Niemcy Zachodnie.

—  W   1946  roku służyło w nich 40 tys. ludzi,   — przede wszystkim uciekinierów z Polski „wyzwolonej” przez Sowietów, a także weterani antyniemieckiej i antysowieckiej partyzantki,   — między innymi opluwani przez propagandę komunistyczną żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych.

Komunistyczny   terror   w  Polsce zelżał po śmierci Stalina i po „odwilży” 1956 roku.

Tragedia polskich uchodźców pozbawionych ojczyzny trwała jednak dalej 

— Polskie Kompanie Wartownicze rozwiązano dopiero w 1967 roku.

Mało który z weteranów walki o wolność Polski dożył Polski naprawdę wolnej,   — wielu zmarło na obczyźnie i tam są ich mogiły.

Tymczasem ich oprawcy z UB i Informacji Wojskowej, — prokuratorzy i sędziowie „procesów kiblowych”, którzy skazali na śmierć tysiące polskich patriotów, a setkom tysięcy zamienili życie w koszmar

—  wciąż jeszcze pozostają bezkarni i wciąż odbierają wysokie emerytury za swoją stalinowską służbę.

***

dr Tymoteusz Pawłowski

poniedziałek, 27, lipiec 2015
Za; http://radio.radiopomost.com/publicystyka/4297-powojenne-losy-polskich-bohaterow-generalowie-pracowali-jako-barmani-i-magazynierzy
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, ARMIA ANDERSA, ARMIA KRAJOWA, HISTORIA POLSKI, HISTORIA WSPÓLCZESNA, II Wojna Światowa, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, NARODOWE SIŁY ZBROJNE, POLITYKA, POLSKOŚĆ, PRL, ROCZNICE, UB-NKWD, WOJSKO POLSKIE, Zbrodnie komunistyczne, Zbrodnie sowieckie, Zbrodnie żydowskie, Żołnierze Wyklęci. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.