Ludzie na przemiał: Jak pracują Polacy?… — trzeba zdusić to robactwo, uciszyć roboli

635603329584260349 1Polscy pracownicy —  trybiki w machinie?  źródło: Thinkstock

„…Gdy   więc,   dajmy  na to, właściciel winnicy zatrudnia syna swojego sąsiada, — proponuje mu przyzwoite wynagrodzenie,  — bo, po pierwsze, sąsiadów się nie okrada, —  bo, po drugie, bierze pod uwagę, że jego młody pracownik może kiedyś zostać jego zięciem.

Kieruje tym pracodawcą solidarność, podobna do plemiennej. — System wartości podpowiada mu, że „swoich” się nie krzywdzi”.

635598803129944467 2

 

NEWSWEEK: — Kilka miesięcy temu cała Polska usłyszała o szwaczkach z podkrakowskich Myślenic. — Pracują za 1300 zł. miesięcznie, przez osiem godzin dziennie z 15-minutową przerwą, szyły marynarki w ukropie i w atmosferze zastraszenia…

AUGUSTYN BAŃKA: Niestety, są w Polsce miejsca, szczególnie właśnie na prowincji, gdzie mentalność pracodawców niewiele się zmieniła od czasów, gdy Reymont opisał tragiczny los szwaczek z XIX-wiecznej Łodzi.

Wybitny [???] socjolog Zygmunt Baumann, nazwał takie osoby „ludźmi na przemiał”.

[??? ..darujmy sobie.. „wybitny” czołowy modernista… opisuje rzeczywistość, jaką tacy jak on komuniści…  zgotowali ludzkości — emjot]

NEWSWEEK:  — Kiedy ludzi przeznacza się na przemiał?

AUGUSTYN BAŃKA: Wtedy, gdy ekonomia nie ma moralnego dna, gdy wszystkie chwyty są dozwolone, bo liczy się wyłącznie zysk. — Niestety, ostatnie dwadzieścia lat wolnej Polski pokazuje, że zysk często oznacza wyzysk.  — I niegodziwość.

NEWSWEEK:  — Niegodziwość?

AUGUSTYN BAŃKA:  — Świadomie używam słowa z bagażem emocjonalnym, bo mówimy właśnie o niegodziwej zapłacie za ciężką, mrówczą pracę.

W pewnym sensie, z punktu widzenia pracodawcy, takie podejście może nawet wydawać się racjonalne. —  Skoro wie, że jego zakład jest jedynym w okolicy, ma sposobność, by dyktować stawki na swoich warunkach. Z braku wyboru, tak mu się wydaje, ludzie zgodzą się na prawie wszystko.

Prawie, bo nawet jeśli przystają na niskie stawki, a często na ich nieustanne obniżanie, —  to jest granica, przy której, — na szczęście, — wielu pracowników mówi:  — dość.  — To granica ludzkiej godności.

Jeśli przystają na niskie stawki, na ich obniżanie, — to jest granica, przy której, wielu pracowników mówi: — dość.  — To granica ludzkiej godności.

NEWSWEEK:  — Szwaczki z Myślenic zbuntowały się naprawdę wtedy, gdy ich nowy przełożony zabronił im… żartować.

AUGUSTYN BAŃKA:  — Doskonale rozumiem te kobiety, zareagowały tak jak powinny.

— Nikt nie miał prawa zabierać im człowieczeństwa.

NEWSWEEK:  — Zna pan miejsca, gdzie pracownika pracodawca traktuje jak człowieka?

AUGUSTYN BAŃKA:  — Generalnie to problem globalny,  — im mniej pracy, tym większa skłonność pracodawcy do nadużyć.

A jednak nie każda prowincja to koszmar. — Wystarczy wyjechać do krajów niemieckojęzycznych, by przekonać się, że przyzwoity pracodawca to wcale nie mit.

W dolinach niemieckich, szwajcarskich, austriackich nikt nikogo nie łupi, bo tam ludzie wyznają podobne wartości i etos pracy.

Gdy   więc,   dajmy  na to, właściciel winnicy zatrudnia syna swojego sąsiada, — proponuje mu przyzwoite wynagrodzenie, 

— bo, po pierwsze, sąsiadów się nie okrada, —  bo, po drugie, bierze pod uwagę, że jego młody pracownik może kiedyś zostać jego zięciem.

Kieruje tym pracodawcą solidarność, podobna do plemiennej. — System wartości podpowiada mu, że „swoich” się nie krzywdzi.

NEWSWEEK:  — Tymczasem szwaczki z Myślenic, gdy zaprotestowały przeciw swojej krzywdzie usłyszały od nadzorców, zapewne sąsiadów, cytuję: trzeba zdusić to robactwo, uciszyć roboli. — Ostatecznie te kobiety, które protestowały najgłośniej, zwolniono.

AUGUSTYN BAŃKA: To bardzo smutne, szwaczki potraktowane zostały jak trybiki w maszynie, do wymiany. A przecież te kobiety mają dzieci, utrata pracy to dramat nie tylko dla jednostki, często dla całej rodziny, dla całej społeczności.

Szwaczki z Myślenic, gdy zaprotestowały przeciw swojej krzywdzie usłyszały od nadzorców, zapewne sąsiadów, cytuję:  trzeba zdusić to robactwo, uciszyć roboli.

NEWSWEEK:  — Dla społeczności?

AUGUSTYN BAŃKA: Tak myślą ci, którzy przykładają wagę do kapitału społecznego, do relacji międzyludzkich opartych na uczciwości, zaufaniu, współpracy.

Tymczasem my żyjemy w kraju, w którym współpraca to pusty slogan, ci, którzy mają pracę i wpływy wciąż oddzielają się murem od biedniejszych sąsiadów.

Wielu przedsiębiorców robi to bezwiednie, nie rozumiejąc, że, choćby z racji, iż mogą więcej, powinni wziąć odpowiedzialność za los społeczności, w której żyją.  Tak jak robią to właśnie Niemcy, Austriacy, czy Szwajcarzy.

W efekcie w Polsce dochodzi do takich patologii jak w Zambrowie, gdzie przedstawiciele miejscowej elity wykorzystywali seksualnie dziewczynki z miejscowego sierocińca.

Co więcej, nie ponieśli za to kary, bo nawet wymiar sprawiedliwości nie potrafił dostrzec haniebności postępowania lokalnych „możnowładców”.

A potem się dziwimy, że Polacy, zwłaszcza młodzi, szczególnie ci z małych miasteczek i wsi, żyją w poczuciu beznadziei, a swoją przyszłość planują na emigracji.

NEWSWEEK:  — Mają inne wyjście?

AUGUSTYN BAŃKA:  Rozumiem ich rozgoryczenie. Oni nie chcą czekać na lepsze czasy, chcą normalnie żyć teraz.

Ale czy naprawdę my, jako naród, chcemy, by młodzi Polacy przez kolejne pokolenia lądowali na zmywaku w Londynie?

By żyli w oddaleniu od rodziny i przyjaciół, nierzadko w depresji?

Jeśli naprawdę zależy nam na losie naszych dzieci, zacznijmy wreszcie być solidarni!

Gdy widzimy, że komuś w naszym otoczeniu dzieje się krzywda, że w jedynym zakładzie pracy w okolicy pracownicy są źle opłacani, szykanowani, mobbingowani,  nie bójmy się o tym mówić głośno.

Protestujmy, organizujmy samopomoc, żądajmy zmian!

Przede wszystkim jednak budujmy oparte o trwałe wartości społeczeństwo obywatelskie.

Żyjemy w kraju, w którym współpraca to pusty slogan, a ci, którzy mają pracę i wpływy wciąż oddzielają się murem od biedniejszych sąsiadów.

NEWSWEEK:  —  Wierzy Pan w zmiany?

AUGUSTY BAŃKA: Badania Instytutu Gallupa udowadniają, że firmy, które dbają o swoich pracowników odnoszą większe sukcesy od tych, które traktują ludzi przedmiotowo.

Mam nadzieję, że do polskich pracodawców [polskojęzycznych… i to słabo — emjot] — trafi w końcu, że zyskają o wiele więcej, także w kategoriach ekonomicznych, jeśli zaczną godziwie traktować swoich podwładnych.

Bo jeśli tego nie zrobią, za kilka lat, może się zdarzyć, że w ich opustoszałym miasteczku  [???] nie będzie już kogo zatrudnić.

[Miasteczka nie są ich!!!! — są Polaków i Polski! — emjot]

——————————————————————————–

*Prof. Augustyn Bańka, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, od lat bada patologie na polskim rynku pracy.

Anna Szulc

24-02-2015/ Za; http://polska.newsweek.pl/-stosunki-w-pracy-jacy-sa-polscy-pracodawcy,artykuly,357757,1.html
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, Bieda, Eksmisje, Emigracja, FINANSJERA ŚWIATOWA, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, POlska w likwidacji, PROTESTY, SPOŁECZNO-POLITYCZNE, ŁAMANIE PRAWA. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.