„Z dna” – Łapy precz od śmietników – Śmietnik nas karmi, śmietnik nas utrzymuje.

Śmietnik nas karmi, śmietnik nas utrzymuje.

2198648977_6b512147bd_z—————————————–

Obok   strzelania, czyli zwykłego żebractwa, śmietnik to dla wielu z nas główne źródło dochodów. Miejsce pracy. A w niektórych wypadkach to ostatnia szansa na jakikolwiek zarobek. Żywiciel i oczywiście stały punkt codziennej marszruty.

Nawet   i   to,   tak   podłe   zajęcie z niejasnych nam powodów możemy wkrótce stracić. —  Tak wiem,  —  klujemy   w   oczy  swoim wyglądem, psujemy estetykę odświeżonych osiedli. Dlatego chcecie się nas pozbyć? Z tego powodu zamykacie śmietniki na klucz?

Szkoda wam tych kilku nędznych kawałków blachy, zardzewiałego żelastwa, które sprzedajemy na złomie. —  Tego zepsutego jedzenia, którego nawet zwierzakom   już   nie   dajecie w obawie, żeby się nie potruły. Nam nie szkodzi. Nie smakuje, ale też nie szkodzi. Układ trawienny mamy dostosowany.

Śmietnik   daje   nam   nadzieję,   a   przynajmniej  przypomina to odczucie, gdy   pozbawieni   innych   możliwości,   buszujemy   w   hałdach  odpadków.

Profesjonalnie, uzbrojeni w latarki przeczesujemy zakamarki kubłów i kontenerów.

Czasami   pojawi się nawet namiastka szczęścia. —  Zwykle, gdy uda się znaleźć   coś wartościowego.

Rzadko, to   prawda, ale jednak się trafia. —  Albo gdy wpadnie znienacka jakiś   bezużyteczny,   a   ładny   drobiazg,   cieszymy   się jak dzieci.

Mówicie na nas „buszmeni”, albo „nurki”.  —  Nie, nikt tu się za takie słowa nie obraża, wzajemnie też tak na siebie mówimy.

A bywa, że niekiedy jeszcze gorzej.

Śmietnik nas karmi, śmietnik nas utrzymuje.

Gdy wyczerpiemy już inne możliwości — ten skromny, śladowy zarobek, niewielki grosz, okupiony ciężką pracą w odrażających warunkach, okazuje się prawdziwa fortuną.

To co dla jednych jest zwykłym, bezwartościowym śmieciem, dla nas przedstawia olbrzymią wartość.

Wy wyrzucacie – my zbieramy.

Ale już niedługo.

Każdego dnia bowiem kolejny śmietnik zastajemy zamknięty. — Komuś przyszło   do   głowy,   żeby  i to nam odebrać. Prawo do grzebania w śmieciach.

Ciekaw   jestem   ilu   z   Was   drodzy   czytelnicy,   w pełni świadomie, jadło coś wygrzebanego z głębi kontenera. — Nadpsutą konserwę, czy niedokończoną,   a   wyrzuconą  pizze?   —  Ja  jadłem.

Świadomość   pochodzenia   takiego posiłku jest tak dominującą przyprawą, że jeszcze długo po spożyciu czuć w ustach ten ohydny odór zgnilizny.

— Ten, który przyprawia o mdłości, gdy przechodząc obok śmietnika nagły poryw wiatru złośliwie wepchnie go w nozdrza.

Jest jednak taki etap głodu,  — że zapominając o skrupułach i obrzydzeniu pazurami wydrapujemy resztki żarcia z kontenerów.

—  Wszelkie   bariery: wstydu, dobrego wychowania, kultury i smaku, w obliczu głodu w mgnieniu oka znikają.

Podobnie jak większość ludzi myślałem kiedyś – za żadne skarby czegoś takiego nie tknę.

Tak właśnie myślałem.

Życie   zweryfikowało to optymistyczne przekonanie. Teraz jestem zadowolony jeśli zielony nalot jest na tyle niewielki że można go zeskrobać.

—  Odkroić szkoda.  — Nawet zepsute jedzenie, pozostaje zawsze jedzeniem.

Nowe, piękne i kolorowe śmietniki, na nowych pięknych i kolorowych osiedlach   cieszą  oczy  estety.

Z   daleka  kuszą   swoim  wyglądem i zapowiadają, że śmieci tam muszą być nie byle jakie. Lepszej jakości.

My jednak nie mamy tam już wstępu. —  Drzwi chroni solidny zamek patentowy.

Nawet stare hasioki na starych osiedlach uczynni gospodarze posesji postanowili pozamykać przed nami na kłódki.

—  Nawet odpadami nie chcecie się z nami podzielić?

Kolega wyciągnął mnie pewnego razu na robotę, —  powiedział,  że pójdziemy zbierać  złom.  —  Że ma patent.

Ucieszyłem się, bo czasami udawało się nawet na tym zarobić.

—  Robota polegała na tym, że wskakiwał do śmietnika otworem wrzutowym, a ja odbierałem od niego znalezione przedmioty.

Pomyślałem,  że gdyby przyjechała policja, to zamknęli by nas za kradzież z włamaniem.   — To   chyba   ten   paragraf,   jeśli   wejście  zamknięte  na klucz.

— Rano, gdy odnieśliśmy skarby na skup, — dostaliśmy blisko czterdzieści złotych.

Za całą noc przerzucania odpadów wyszło po niecałe dwie dychy na łeb.

Byliśmy  zadowoleni.

Pewnie za jakiś czas ktoś odkryje ten patent, —  i zamknie na klucz okienka.

Bo my nie mamy już prawa do śmieci.

Piotr Jastrzębski

http://strajk.eu
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, Bieda, Eksmisje, III RP. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.