Robert Larkowski: NACJONALIZM – WCZORAJ I DZIŚ

larkowski

Nie  będziemy służyć  złotemu cielcowi – ekumeniczno-synkretycznej wizji  „jedności”  wszystkich religii  pod przywództwem   „starszych braci”  z nieprawego łoża.

Katolicyzm musi być tradycyjno-narodowy,  inaczej  zaczyna  podążać fałszywymi ścieżkami i staje nad progiem przepaści.

Jeżeli hierarchia pcha Kościół i Naród ku materialistyczno-ateistycznej ohydzie spustoszenia, to mamy do czynienia z otwartym zaprzaństwem stanu kapłańskiego i zdradą tożsamości narodowej.

—————————

Naród, jako twórcza wspólnota kultu- rowo-cywilizacyjna,  wydaje się być w postępującej defensywie.

Nie można mówić o trwałej jedności in teresów i obyczajów, kiedy wszechwła- dny liberalizm z zasady niweczy duchową monolityczność (umunduro wanie dusz), będąc piewcą anarchistycznego indywidualizmu.

System w swych pseudoprawicowych i lewicowych  emanacjach   ideologicz- nych  jest  obrazem  dwóch stron tego samego zła.

Nowoczesna lewacko-socjaldemokra-tyczna  postkomuna  liberalna, zwal- cza nacjonalizm  i samo pojęcie etni- cznej narodowości., nie wysilając się nad tworzeniem jakichkolwiek wiarygodnych i subtelnych wytłumaczeń dla swej nienawiści.

Osławiona „walka z faszyzmem” pozostaje ostatnim ideologicznym spoiwem, łączącym różne czerwone mafie – zarówno lewicowo-demokratyczne, neomar ksistowskie, jak i anarchistyczne oraz trockistowskie.

Z kolei tzw. liberalni konserwatyści, konserwatyści fundamentalistyczni i mo narchiści  przyjęli  do  wiadomości  pozorny  upadek  idei narodowej i samego Narodu do poziomu konsumenckiego stada, niepodatnego na hasła nacjonali styczne i jakiekolwiek inne związane radykalnie z antylewicowością.

Jest  to  odwieczny i podświadomy strach politycznej  formacji konserwatyw- nej, wyrażany  wobec „tłumu”,  mylonego  zresztą  z  uświadomionym ideowo Narodem.

Masa nie jest Wspólnotą, czego nie pojmuje teraźniejsza lewica i prawica. Wa rto umiejscowić problemy i wyjaśnić narosłe nieporozumienia.  Liczebna ma- sowość  ruchów narodowych, znana z czasów Międzywojnia, nie ma w najbliż- szej perspektywie szansy na realizację.

Konieczność, ale także wolny wybór, zmusza nas do łączenia jednostek porzu cając  rojenia  o  setkach tysięcy.  Budujemy front kadrowy i elitarny – nie po- przez  wyjątkowość  pojedynczych nacjonalistów, lecz ładunek prawdy, jaki w sobie nosi.

Wyrastamy  z  Narodu i dlatego krytykujemy obecne, skundlone państwo rzą- dzone przez obcych i wbrew interesom Narodu.

On  stał się nami, ponieważ jedynie  my zachowaliśmy wierność jego duchowi, historii, teraźniejszości i przyszłości.

Masa śpi, bo przestała być narodem i zapomniała o swoich bohaterach.

Nie  łudźmy  się  pozorną bezczynnością : nowi przewodnicy, a w chwili próby nawet wojownicy, muszą wziąć na własne barki ciężar odpowiedzialności.

Wyrastając  z  polskiej krwi  i  ziemi, nigdy nie poprzemy tzw. demokratycznej większości sprzeniewierzającej się dobru narodowemu.

Władza winna zamiany narodu w stado, zaprzedana wrogom tradycji, nie jest warta nawet nienawiści, ale wyłącznie pogardy.

Cyrk brukselsko-parlamentarny uwłacza godności szanującego siebie człowie ka. My nie uprawiamy demokratycznej polityki, ale jesteśmy przeznaczeni do misji odrodzenia Narodu.

Jego liczebność – owe  chadeckie  z  ducha  gadulstwo o rodzinie (kiedy chory demoliberalizm  wychowuje  zdegenerowane młode pokolenie),  pozostaje tak naprawdę na razie sprawą drugorzędną.

Tak – dla  poświęcającej  się rodziny narodowej, nie – dla jej libertyńskiej na- miastki.

Nasz Ruch jest Zakonem , w  godzinie walki i poświęcenia nie możemy tłuma- czyć się oklepanym frazesem: „Rezygnuję, bo mam rodzinę”.

Wiedziałeś o tym od początku i nikt cię nie zmuszał do bycia nacjonalistą.

Pierwiastek  religijny  nowego  nacjonalizmu ,  elity  obowiązku, to fundament idealistycznego tradycjonalizmu.

Oto świat obserwuje erozję powołania poważnego odłamu hierarchii Kościoła Katolickiego  (ba, czy oni są jeszcze katolikami, czy KK po II Soborze jest Koś- ciołem Katolickim?), która weszła w transcendentną podległość judaizmowi i masonerii, czyli uległa procesom globalizacyjnym.

Doszliśmy  do  tego, że  JP II „wyrażał ubolewanie” w Yad Vashem, namawiał Polaków  z  Episkopatem  do  wejścia w diabelskie czeluście Unii Europejskiej, zaś  modernistyczne  media  postkatolickie, rozpisują się  nad chrześcijański- mi(!) podstawami brukselskiego molocha.

Ciągłe przepraszanie za chwalebną służbę Świętej Inkwizycji, poniżanie ucze stników  Krucjat Krzyżowych,  wreszcie wyznawanie  nieistniejących win Koś- cioła  względem wiarołomnych żydów (wyznanie – a więc mała litera), uzmy- słowiło katolikom skalę spustoszenia w odwiecznej nauce Jedynej Wiary.

Nie  będziemy  służyć  złotemu  cielcowi – ekumeniczno-synkretycznej  wizji „jedności”  wszystkich  religii  pod  przywództwem  „starszych braci”  z nie- prawego łoża.

Katolicyzm musi być tradycyjno-narodowy, inaczej zaczyna podążać fałszywy mi  ścieżkami  i  staje  nad progiem przepaści.  Jeżeli  hierarchia pcha Kościół i  Naród  ku  materialistyczno-ateistycznej ohydzie spustoszenia, to mamy do czynienia z otwartym zaprzaństwem stanu kapłańskiego i zdradą tożsamości narodowej.

Narodowy katolicyzm (nacjonal-katolicyzm)  jest  zjawiskiem  istniejącym od zarania dziejów Państwa Polskiego.

Bolesław Chrobry  zwany  Wielkim zbudował potęgę , przewidując za przykła- dem swego ojca Mieszka I,  że  trwanie  w pogaństwie, wymaże imię Polaków z kroniki  Słowian, tak  jak  to  się  stało  z  potężnymi  Słowianami połabskimi i pomniejszymi koalicjami plemion oraz pojedynczymi plemionami.

W  dobie  przejmowania chrześcijaństwa przez królestwa i narody, nie mo gła ostać się żadna niechrześcijańska wspólnota słowiańska z wiarą w sta rodawne bóstwa, o  znaczeniu ich związków państwowych nie wspomina- jąc.

Takowy  cud  natury po prostu od dawien dawna nie występuje, co nie znaczy, iż nie powinniśmy pamiętać i kultywować naszych słowiańskich korzeni.

Zachwianie jedności narodowo-katolickiej, jaskrawo ukazane w epoce rozbio- rów,  doprowadziło  do  ruiny  życie kulturalno-polityczne Polaków, lecz rów- nież  prześladowanie  wiary  rzymskiej i wielką  regresję wpływów Kościoła na Kresach Wschodnich.

Straciła Rzeczypospolita – stracił katolicyzm i vice versa.Inna sprawa, że polityka Stolicy Piotrowej nie zawsze miała ten fakt na uwadze, lecz z dru giej strony dla zaborcy pruskiego, rosyjskiego i austriackiego, polski kato- licki ksiądz stanowił prawie zawsze uciążliwego krzewiciela polskości.

Stan  kapłański spisał się znakomicie w wojnie polsko-bolszewickiej, wspierał w  Międzywojniu  ruch narodowy, był masowo mordowany i prześladowany za okupacji  hitlerowskiej  i sowieckiej, wspierał służbą kapelańską podziemie, a po wojnie przelewał krew z rąk żydokomuny, często jeszcze po 1989r.

Postawa nacjonal-katolicka wydaje się być koniecznością dla Polaka-tradycjo nalisty,  który  uznając dogmatyczne i teologiczne(oparte na Tradycji i żadne pozostałe!)  zwierzchnictwo  duchowieństwa nad sobą – ma obowiązek kryty- kować szkodliwą wobec Kościoła i Narodu działalność modernistów i judais- tów w sutannach i bez.

Dotyczy to głównie eurofili z hierarchii i teologów(?) z kręgu pism „Tygodni- ka Powszechnego”, „Znaku”, „Więzi”  i  grup im tożsamych. W tej dziedzinie zasada nieomylności nie obowiązuje.

Oczywiście  narodowy katolicyzm – będący  właściwie  synonimem  katolicyz- mu  ludowego,  opartego  więcej  na  uczuciu i instynkcie, niż na wydumanych dywagacjach  pseudofilozofów – rozwija się jako kierunek wierny ortodoksji i zdecydowanie odrzuca judeo-semicki model ekskluzywnego, rasowo-narodo wego bóstwa.

Coś podobnego tworzą skrajni unici, konstruując – (niestety, nierzadko przy pomocy  decydentów  polskiego  Kościoła) – z  Cerkwi greko-katolickiej jakąś wyłączną,  plemienną  wiarę Ukraińców.

Nie na tym polega dziedzictwo Unii Brzeskiej, a raczej przypomina rzezie UPA na Polakach i święcenie siekier i kos przez ukraińskich popów obrzą dku greckiego.

Osobnym dziwactwem jest sekta smoleńska przy PiS,  rodzaj  nowoczesnej to- wiańszczyzny,  zjawisko opisywane wielokrotnie.

Polski nacjonalista-katolik doskonale wie, że jego tzw. społeczeństwo sta- nowi w Europie nieczęsty przykład niedołęstwa, zaniechań i krowiej poko ry względem ukrytych wrogów („tolerancja”) i braku wyższych ideałów.

Przedstawił to zresztą bardzo zajmująco Roman Dmowski w „ Myślach nowo- czesnego Polaka”. Głupkowaci  lewacy  niech  szukają  szowinizmu u Żydów i Niemców.

W  naszym  programie  nacjonalizmu go nie znajdą. Jesteśmy najradykalniej- szymi krytykami istniejącej atrapy polskiego narodu i pragniemy ten pożało- wania godny stan w miarę szybko zmienić.

Szowinizm jest karykaturą nacjonalizmu. Wbrew katastroficznym wizjom róż nych koterii politycznych, ideowy nacjonalizm ma się nieźle.  Zmienił po pro- stu zewnętrzne formy oddziaływania na rzeczywistość.

Budujemy  integralną  alternatywę  bez  zbytniego  angażowania  się  w mocno wątpliwe imprezy „zjednoczeniowe”, rozmywające rdzeń ideologii narodowej. Nie jest to bynajmniej programowy talmudyzm, ale realna ocena sytuacji.

Ruch Nacjonalistyczny  gardzi układami z demoliberalizmem – czyli z siłami, które  przed  Bogiem,  hierarchią,  porządkiem  i  tradycjonalizmem  stawiają (nie)świętą demokrację.

Nie interesuje nas typ ustroju – ma być taki, by służył Narodowi, a ten Opatrzności.

Obecny system absolutnie tego nie zapewnia.  Ochłapy  władzy pozostawiamy kundlom – naszym powołaniem jest kształtowanie  Nowego Narodu, poza ba- łaganem demoliberalnego państwa anty-prawa.

(-)ROBERT LARKOWSKI

Za; http://gazetawarszawska.com/2014/06/07/robert-larkowski/
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, III RP, JUDAIZACJA POLSKI, POLSKOŚĆ, SPOŁECZNO-POLITYCZNE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.