Przegrana bitwa pod Monte Cassino

Przegrana bitwa pod Monte Cassino

… Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, który miał olbrzymie pretensje do Andersa, że zdecydował się na szturmowanie góry. Powiedział mu:   —   „biały pióropusz się panu śni”.

—  „Powiedziałem mu – wspominał Sosnkowski – że uważam jego samowolny postępek  za  naruszenie dyscypliny wojskowej, przy tym bardzo niebezpieczne i wysoce szkodliwe na wygnaniu.

Powiedziałem mu dalej,   —  że dysponowanie krwią polską w  ciężkiej  walce politycznej o przyszłość i prawa naszego narodu należy do władz zwierzchnich Rzeczypospolitej.

Że  pomijanie  tych  władz  na rzecz obcych ośrodków dyspozycji —  ułatwia tym ostatnim wygrywanie ambicji jednostek dla swoich własnych celów, które przecież mogą pozostawać w sprzeczności z naszymi celami narodowymi, —  jak tego dowiodła konferencja w Teheranie”.

***

—  Żołnierze generała Andersa walczyli jak lwy.  — Ale  w  maju  1944 roku przelewanie krwi polskich żołnierzy nie miało już żadnego sensu. Polska przegrała II wojnę światową,   — nasi sojusznicy nas zdradzili 

–  mówi PCh24.pl Piotr Zychowicz, historyk i publicysta.

Podziwia Pan Polaków walczących pod Monte Cassino?

Oczywiście, że tak.  Nasi  żołnierze wykazali się podczas tej batalii olbrzymim heroizmem i hartem ducha.  Walczyli  jak  lwy  i zasługują na nasze najwyższe uznanie i podziw.

Jednak sama decyzja o szturmowaniu  Monte Cassino  podjęta przez generała Władysława Andersa była błędem.

Bitwa rozegrała się w maju 1944 roku, a więc po tym, gdy Polska została sprzedana  Sowietom  w Teheranie,  o czym Polacy doskonale wiedzieli. 

A także po lutowej  mowie  Churchilla  w  Izbie Gmin, w której brytyjski premier otwarcie powiedział,   że nowa wschodnia granica Polski ustanowiona zostanie na Linii Curzona.

W maju 1944 roku  było  więc  jasne,  że  Polska przegrała II wojnę światową, a nasi  sojusznicy  nas  zdradzili. Przelewanie krwi polskich żołnierzy nie miało już żadnego sensu.

Według  konstytucji  Rzeczypospolitej  zadaniem armii jest walka o niepodległość Polski. 

Bitwa pod Monte Cassino nie mogła w żaden sposób wpłynąć na sprawę niepodległości,   —  bo wówczas była ona już przesądzona.

Anders starając się usprawiedliwić swoją decyzję mówił, że rozkaz wydał, aby zwycięstwo  Polaków  nagłośniło  sprawę  polską  na świecie.  —   Jeżeli tak było w rzeczywistości, to bitwę pod Monte Cassino przegraliśmy.

O  naszym  zwycięstwie  anglosaskie  gazety  pisały  bowiem przez jeden – dwa dni,  a  potem  wróciły do tematów dla nich ciekawszych.    —  Choćby wysławiania heroizmu Armii Czerwonej i peanów na cześć „Wujka Joe”.

Nasze  olbrzymie  straty  pod  Monte  Cassino – 924 zabitych  –  nie przyniosły więc, i przynieść nie mogły, sprawie polskiej pożytku.

Jest Pan gen. Andersem,  —  przychodzi do Pana brytyjski dowódca 8. Armii Oli ver  Leese  i  składa  propozycję walki o Monte Cassino. Co mu Pan odpowiada?

Trudno  postawić  się  w  roli  generała Andersa. 

—  Uważam jednak, że powinien on tę propozycję grzecznie, acz stanowczo odrzucić. Biorąc pod uwagę dotychczasowy przebieg bitwy, wiadomo było bowiem, że jest to zadanie ciężkie, które Korpus wykrwawi.

Takiego zdania był Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, który miał olbrzymie pretensje do Andersa, że zdecydował się na szturmowanie góry.

Powiedział mu:  

—   „biały pióropusz się panu śni”.

Uważał, że Anders chciał opromienić swoje nazwisko wielkim zwycięstwem.

—  „Powiedziałem mu – wspominał Sosnkowski – że uważam jego samowolny postępek  za  naruszenie dyscypliny wojskowej, przy tym bardzo niebezpieczne i wysoce szkodliwe na wygnaniu.

Powiedziałem mu dalej,   —  że dysponowanie krwią polską w  ciężkiej  walce politycznej o przyszłość i prawa naszego narodu należy do władz zwierzchnich Rzeczypospolitej.

Że  pomijanie  tych  władz  na rzecz obcych ośrodków dyspozycji —  ułatwia tym ostatnim wygrywanie ambicji jednostek dla swoich własnych celów, które przecież mogą pozostawać w sprzeczności z naszymi celami narodowymi, —  jak tego dowiodła konferencja w Teheranie”.

Naczelny Wódz miał w tym sporze rację.

Czyli nie przemawiają do Pana słowa gen. Andersa, który tak zachęcał swoich żołnierzy do walki:

— „Żołnierze – za bandycką napaść Niemców  na  Polskę,  za rozbiór Polski wraz z bolszewikami,  za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych  Polaków  jako  niewolników  do  Niemiec,  za niedolę  i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności  Boskiej  idziemy  naprzód  ze  świętym  hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna.”?

Jeden z passusów tego rozkazu jest co najmniej nielogiczny. Gdyby polscy żołnierze  mieli  bowiem  strzelać  do każdego, kto zawarł sojusz z bolszewikami i oddawał  im  polskie  terytorium,  — to  powinni w pierwszej kolejności zaatakować nie Niemców,   — ale swoich brytyjskich towarzyszy broni.

Mówiąc jednak poważnie – to  jest to oczywiście fragment tekstu  skierowanego do wojska idącego do boju i ta retoryka jest zrozumiała.

— Odwoływanie  się  do  chęci  zemsty  na wrogu i uczuć patriotycznych w takich sytuacjach to norma. 

Problem  jednak  w tym, że większość żołnierzy Andersa pochodziła  z  Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej,  które –  gdy  rozpoczynała się bitwa pod Monte Cassino – były  akurat zalewane przez Sowietów, a Niemcy z nich się wycofywali.

Większość  żołnierzy  Andersa  i   ich   rodzin   była  wcześniej   prześladowana przez Sowietów.   —  Jeżeli  więc  mieli  powód żeby się na kimś mścić, to w pierwszym rzędzie na bolszewikach.

Jeżeli ktoś zagrażał ich ojczyźnie — to właśnie bolszewicy.

Na Monte Cassino strzelali zaś do żołnierzy jedynej armii, która tych bolszewików próbowała zniszczyć. — I walczyli ramię w ramię z żołnierzami kraju, który ich Ojczyznę w ręce bolszewików oddawał.

Tak jak mówiłem,   — walka Polaków u boku Anglosasów po konferencji w Teheranie była pomyłką.

— Wiernym można być tylko wobec wiernych.

Jak Pan ocenia generała Andersa?  — W  książce  „Obłęd’44”  zarzuca  mu Pan nie tylko brak rozsądku, ale także i to, że decyzję o ataku na Monte Cassino podjął bez konsultacji z dowództwem.

Może Pana zaskoczę, ale jestem wielkim admiratorem generała Andersa.

Był to świetny dowódca i dobry Polak.  A  przy tym znakomity, niezwykle bojowy kawalerzysta, co dla mnie –  jako  osoby  wywodzącej  się  z rodziny o ułańskich tradycjach – ma spore znaczenie.

Warto również wspomnieć,  że  Anders – w  przeciwieństwie  do  części innych polskich  oficerów  wysokiego  stopnia –  mężnie  zniósł sowieckie śledztwo po tym, gdy dostał się w łapska czerwonych w 1939 roku.

Niewątpliwie na jego korzyść przemawia również to, że robił wszystko, by zablokować wysłanie swojej armii na front wschodni, żeby biła się tam z Niemcami u boku Armii Czerwonej.

Anders  znany  jest  również  z  niezwykle trzeźwej oceny Powstania Warszawskiego, które uznał za szaleństwo z góry skazane na niepowodzenie.

Jedna  zła  decyzja  popełniona  pod Monte Cassino  nie przekreśla więc faktu, że  była to wybitna postać. 

— W zestawieniu z innymi generałami tej epoki – na przykład takimi „wielkimi strategami” jak Sikorski czy Bór-Komorowski – wyrasta wręcz na męża stanu.

Zapytam  trochę  brutalnie,  pomijając  aspekty  polityczne,    — jakie znaczenie dla  toczących  się  we  Włoszech  walk miało zdobycie przez Polaków Monte Cassino?   — Czy pomogło ono aliantom np. w marszu na Rzym?

Niestety, również z militarnego punktu widzenia nasz szturm na Monte Cassino  miał  znaczenie  znikome.

— Decydujące  okazało  się  uderzenie  Francuzów, którzy po prostu obeszli górę bokiem.

Jedynym polskim zyskiem z tej bitwy jest więc piękna legenda. 

Czy była warta blisko 1000 ofiar?

Moim zdaniem nie.

————————

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

2014-05-16

Za; http://www.pch24.pl/monte-cassino—przegrana-bitwa,22956,i.html

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii BITWY, Monte Casino. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.