Antypolonizm mile widziany – Polacy w roli oprawców. Kadr z ukraińskiego filmu „Żelazna sotnia”

https://i2.wp.com/kresy24.pl/wp-content/uploads/2014/02/film_zelazna_sotnia_banderowcy.jpg

Polacy w roli oprawców. Kadr z ukraińskiego filmu „Żelazna sotnia”

Zapomnienie, wątpliwa polityka historyczna, zafałszowania, doktryna Gied- roycia,  obcy  lobbing  i  opłakany stan wiedzy  polskiego społeczeństwa  – to składniki niestrawnej politycznej zupy,  którą od lat próbuje się karmić śro- dowiska kresowe.

Od dawna wiadomo, że Polacy są niezwykle wyczuleni na zagrożenie ze stro- ny Rosji. Nie ma w tym nic dziwnego – przez 50 lat żyli w sowieckiej domina- cji, bez możliwości mówienia o własnej tragicznej historii.

Wbrew temu, co twierdzą niektóre kręgi rosyjskie,  nie chodzi tu bynajmniej o jakąś naszą agresywną rusofobię,  to  raczej  obawa przed powrotem dawnych złych czasów. O zbrodniach niemieckich, nawet w okresie PRL-u nie skąpiono nam informacji. W tej sprawie propaganda Polski Ludowej kłamać nie musia- ła.  Mogła się nawet wcielić w rolę każącej ręki Narodu polskiego, kierując na- sze rozżalenie tylko w jedną stronę.

Gniew Polaków i poczucie zagrożenia są proporcjonalne  do  wiedzy  o zbrod- niach konkretnych okupantów na narodzie polskim. Nie zawsze jednak odpo- wiada to faktycznie istniejącym obecnie realiom.

Ostatnio coraz większe oburzenie zaczynają budzić antypolskie filmy  nakrę- cone przez nacjonalistów ukraińskich i litewskich.

Na razie takie obrazy produkcji ukraińskiej jak „Żelazna Sotnia” czy  „Niepo- konani” nie są jeszcze powszechnie znane. Te antypolskie paszkwile oglądają póki  co  głównie  zaniepokojeni  nimi Kresowianie i część polskich środowisk patriotycznych.

Podobnie jest  z  litewskimi produkcjami na temat Armii Krajowej  i  swoistym litewskim przemysłem kabaretowym wyśmiewającym Polaków.  Kiedy  jednak antypolski film nakręcą Rosjanie (choćby głośny serial „Smiersz”), wiadomo- ść  o  tym dociera do Polaków znacznie szybciej, budząc oburzenie zawartymi w nim kłamstwami.

W przypadku Niemiec już niemal automatycznie oburzamy się na określenie „polskie obozy koncentracyjne”,  ale mini-serial „Nasze Matki, Nasi Ojcowie” wzbudził w naszym kraju wyjątkową i uzasadnioną wściekłość.

Wróćmy jednak do antypolskich filmów propagandowych autorstwa nacjona- listów ukraińskich i litewskich. Zastanawia „bezkarność” tych produkcji, czy- li brak stanowczej reakcji na nie ze strony polskiej.

To  niewątpliwie  skutek  popularnie  pojmowanej  przez  nasze elity doktryny Giedroycia  – spora  część polskich polityków  oraz intelektualistów tłumaczy sobie,  że  trzeba  przymknąć  oko  na  wszelkie przewiny mniejszych narodów, gdyż są to nasi potencjalni sojusznicy.

Po 1991 roku dawało to efekt, w którym kłamliwa narracja tamtejszych nacjo- nalistów nie spotykała się u nas z żadnym oporem, z żadną próbą przeciwsta- wienia kłamstwu konkretnych faktów historycznych.

Przez to stawała się coraz silniejsza.

Sami pomagamy im w ten sposób uwierzyć we własną propagandę,  że nie byli tacy źli, a my Polacy –  wprost przeciwnie.  „Prawdomówna”  Polska  powinna się bić w piersi za własne,  nawet drobne czy wyimaginowane przewiny, co ma teoretycznie  być  przejawem  dobrej  woli i przekonać  naszych nowych sąsia- dów do naszych intencji.

Rezultatem ma być odciągnięcie tych krajów od Rosji i zbliżenie ich z nami.

Strategia  ta  daje jednak skutek dokładnie odwrotny:  wzmocnienie  fałszywej narracji o „polskiej negatywnej roli” oddala te kraje od Polski i zachęca wręcz do politycznego flirtu np. z Rosją.

Na Litwie antypolskość przybrała już nawet postać stałej państwowej polityki , niezależnie od zmieniających się rządów.

Nie było to trudne, biorąc pod uwagę długą tradycję antypolskiej retoryki mię dzywojennej i dodatkowe podjudzanie przez potężnych sąsiadów.

W przypadku  niepodległej  Ukrainy ten proces nie był tak jednorodny, ponie- waż neobanderowcy  zajęci  byli głównie  działaniami indoktrynacyjnymi  wo- bec własnych rodaków w centrum i na wschodzie kraju.

Pseudohistoryczna antypolska propaganda także powstawała,  ale niejako  w ramach „wolnego czasu” i na razie mniej ważnego frontu.

Cokolwiek jednak antypolskiego w byłych republikach nacjonalizmy nie stwo- rzyły,  polskie  placówki  dyplomatyczne albo były głuche, albo ich reakcja nie przebijała się do opinii publicznej. O takich zdarzeniach słyszały tylko jedno- stki, dowiadując się o tym od przyjeżdżających do kraju tamtejszych Polaków

Można  wręcz  odnieść  wrażenie,  że  nacjonaliści  dostali od polskich rządów nieme pozwolenie, aby naszych rodaków szykanować.

Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero ok. 2010 roku,  w  miarę popularyzowa- nia się tematów wschodnich w polskich mediach.  Niemałą rolę odegrał tu In- ternet – portale kresowe czy projekty typu Wilnoteka.

Monitoring negatywnych wydarzeń dotykających Polaków na Kresach ze stro- ny miejscowych nacjonalistów jest jednak przede wszystkim zasługą ludzi do- brej woli po obu stronach kordonu.

Wcześniej  w  bezpośrednich  kontaktach  z  polskimi  urzędnikami Polacy ze Wschodu często nie znajdowali zrozumienia.  Oczywiście  finansowano różne ich inicjatywy, choć w skali znacznie mniejszej od oczekiwań.

Można też odnieść wrażenie, że więcej środków dostawali ci, którzy byli „grze czniejsi” i zbyt głośno nie narzekali.

Ten sam wspomniany proces,  który zdeformował  i zablokował polską polity- kę historyczną dotyczącą Wschodu, pozwolił wręcz na wtrącanie się nacjona- listycznych kręgów litewskich czy ukraińskich w nasze wewnętrzne sprawy.

A to żądano zaprzestania budowy polskiej strażnicy granicznej  w  rejonie  za- mieszkania mniejszości litewskiej, a to

ustawicznie ingerowano w sprawy związane z upamiętnieniem ofiar zbro- dni OUN.

A równolegle – po drugiej stronie granicy – bez przeszkód ze strony Polski po wstawały pomniki sprawców tych zbrodni.

Przyglądały się dwa sąsiadujące z nami mocarstwa – Rosja i Niemcy.

I chociaż wcześniej one same zdołały się już pokajać za swoje zbrodnie, to jed nak obecnie zaczęły wyciągać z polskiej bezczynności wnioski:

Skoro Polacy  nie  są  w  stanie lub nie chcą się przeciwstawić kłamstwom i antypolonizmom  ze strony państw słabszych,  to  dlaczego my – dysponu- jąc większym od Polski potencjałem – mamy tego nie wykorzystać?

I rzeczywiście   –   okazało  się,  że  nie  jesteśmy w stanie powstrzymać podob- nych ekscesów ze strony tych mocarstw. Reakcje, owszem, były, ale głównie ze strony polskiego społeczeństwa, ewentualnie pod presją polskiej opinii publi- cznej odzywali się czasem politycy.

Takie podwójne standardy traktowania polskiej historii, w imię „świętej i nie- tykalnej” przez lata idei Giedroycia, były czymś amoralnym.

Do tej pory niektórzy bronią ich  w imię wirtualnych sojuszy z byłymi republi- kami, zwanych czasami na salonach „strategicznym partnerstwem”.

Nie  zadają  też  sobie  pytań  w jaki to sposób owe republiki, posiadając wolną rękę na promowanie antypolskości, miałyby wybrać na sojusznika akurat Pol skę, a nie bogatsze i bardziej wpływowe Niemcy, czy Rosję.

Oczywiście, jedziemy z byłymi republikami na jednym geostrategicznym wóz- ku, ale antypolonizm może to ich elitom zaślepiać.

I czy wreszcie zamiast straszyć samych siebie Rosją, nie lepiej skutecznie po- straszyć nią nacjonalistów ukraińskich czy litewskich?

Kto ma dobrą pamięć ten wie,  że  ultimatum  rządu II RP wobec Litwy rozpo- częło jedyny w historii roczny okres dobrych stosunków polsko-litewskich.

Stało się tak bynajmniej nie ze względu na to,  że  Litwa  się wystraszyła, tylko że Polska przestała tolerować antypolską postawę, której przejawem było cho ciażby zabicie polskiego strażnika na granicy.

W rezultacie litewskie władze musiały  w  końcu zastanowić się co im się poli- tycznie bardziej opłaca.  Nie  doszłoby  do  tego, gdyby władze litewskie nadal reagowały na Polskę z obrzydzeniem i dyskwalifikowały ją dla zasady.

Szkoda, że sprawy przybrały pomyślny obrót gdy było już za późno.

O ile lobbing rosyjski w dzisiejszej  Polsce z pewnością musi się ukrywać (choć by w sprawach energetycznych),  niemiecki  odrobinę  mniej, głównie za spra- wą  decydującej  roli  Niemiec  w  Unii  Europejskiej,  o tyle np. lobbing kręgów ukraińskich nabrał przez lata charakteru półoficjalnego.

Rozmaite inicjatywy  środowisk  kresowo-patriotycznych,  w  tym  weteranów Podziemia, ciągle natykały się na działania ze strony organizacji ukraińskiej mniejszości.

Dotyczy  to  m.in.  inicjatyw  z  zakresu polskiej polityki historycznej, czy upa- miętnień. O ile środowiska kresowe starały się utrzymać w tych sprawach, na zwijmy go umownie  –  „polski”  punkt widzenia,  o tyle Związek Ukraińców w Polsce forsował wariant „ukraiński”, a de facto – probanderowski, zmieniają- cy negatywne spojrzenie na UPA.

Za  wręcz  groteskowy  należy np. uznać lobbing  na rzecz udziału ukraińskich przedstawicieli w działaniach związanych z 65 rocznicą ludobójstwa UPA.

Zgodnie z wcześniejszym planem,  miała  to być wewnętrzna polska konferen- cja. Nie udało się bo uznano, że Ukraińcy mogą się obrazić.

Wyobraźmy sobie, że np. Niemcy zmuszają nas do konsultacji w sprawach po- lityki historycznej związanej  z  Powstaniem Warszawskim,  czy obozami kon- centracyjnymi, zarzucając nam… „brak obiektywizmu”.

Warto też przypomnieć  „dziwne przypadki”  towarzyszące dyskryminacji Po- laków  na Litwie,  jak  chociażby zorganizowane  12 czerwca 2012 r.  spotkanie pod nazwą „Jaka polityka wobec Litwy?”.

Organizowała je…  Fundacja Współpracy Polsko-Ukraińskiej,  jakkolwiek cie- kawie by to nie brzmiało.

Spotkanie miało na celu wypracowanie właściwego stanowiska  elit polskich i promowanie go w mediach oraz wśród polskich urzędników. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że niektórzy zaproszeni goście byli mocno związa ni z litewskimi urzędnikami, w tym więzami rodzinnymi.

Na spotkaniu była nawet obecna pracownica litewskiej ambasady, która – gdy dyskusja poszła w niepożądanym przez nią,  zbyt propolskim kierun- ku  –  oświadczyła:  „Nic o nas bez nas!”.

Cóż, taka bezprecedensowa ingerencja w polską politykę jest możliwa właśnie na  skutek  opisanych  tu  przeze mnie dwudziestoletnich zaniedbań ze strony kolejnych rządów, a także dzięki społecznej niewiedzy,  która na szczęście, od chodzi już powoli do lamusa.

Aleksander Szycht

14 lutego 2014
Za; http://kresy24.pl/46075/antypolonizm-mile-widziany/
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii ANTYPOLONIZM, Białoruś, HISTORIA POLSKI, HISTORIA WSPÓLCZESNA, III RP, Kresy Wschodnie, Litwa, POLITYKA, POLSKA, POlska w likwidacji, POLSKOŚĆ, Ukraina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.