Powstanie Styczniowe i kulisy jego wybuchu czyli zakazana historia żydów w Polsce – cz. 9.

pojednanie 1863“W POWIETRZU CZUĆ PROCH, ale DLA NAS TO NIC ZŁEGO… SKORZYSTAJMY z DOBREJ OKAZJI. ZAMIAST BAWIĆ SIĘ w PATRJOTYZM itp. MRZONKI, MYŚLMY PRZEDE WSZYSTKIEM o SOBIE.

CHŁOP POLSKI nie LUBI NAS, WIEMY o TEM, ale CHŁOP jest GŁUPI – NIE BOIMY SIĘ GO. O SZLACHTĘ NAM GŁÓWNIE IDZIE. WMIESZA SIĘ ONA przez SAM PUNKT HONORU w AWANTURĘ, PÓJDZIE do LASU, NA KRWAWE POLA, za CO JĄ RZĄD UKARZE, ZNISZCZY, WYTĘPI, WYDUSI, WYWŁASZCZY, a WÓWCZAS DLA NAS DROGA OTWARTA… W KAŻDYM NARODZIE MUSI się WYROBIĆ PONAD MASY JAKAŚ INTELIGENCJA i RODZAJ ARYSTOKRACJI.

MY JESTEŚMY MATERJAŁEM GOTOWYM, MY ZAWŁADNIEMY KRAJEM, a PANUJEMY JUŻ PRZEZ GIEŁDY i PRZEZ WIELKĄ CZĘŚĆ PRASY nad POŁOWĄ EUROPY. ALE NASZEM WŁAŚCIWEM KRÓLESTWEM, NASZĄ STOLICĄ, NASZEM JERUZALEM BĘDZIE POLSKA. MY BĘDZIEMY JEJ ARYSTOKRACJĄ, MY tu RZĄDZIĆ BĘDZIEMY, KRAJ TEN NALEŻY do NAS, jest NASZ” !!!

*****

Przed Powstaniem Styczniowem

Inwazja kapitałów żydowskich do Królestwa w 40-tych latach XIX w. wywołała wzrost antysemityzmu. Zapowiedzi ostrzejszego starcia pojawiły się już w 1857 r. pod postacią artykułów o kwestji żydowskiej, pomieszczonych w “Gazecie Warszawskiej”. Znajdujemy w nich wiadomości statystyczne o wzroście ilościowym żydów w kraju, ubolewanie nad ubogą ludnością, która wpada w szpony lichwiarzy oraz uwagi na temat, czem się różni prawdziwy przemysłowiec od spekulanta. 

Artykuły te jednak nie wychodziły jeszcze poza obręb spokojnej dyskusji. W lecie 1858 r. paryski “Przegląd rzeczy polskich” pomieścił artykuł, ubolewający nad wzmożeniem elementu semickiego na terenie kraju.

Wywołał on pełną zjadliwej namiętności odpowiedź Lublinera. “Przegląd rzeczy polskich” odpowiedział w bardzo spokojnym tonie Lublinerowi. Z kolei wmieszała się znowu “Gaz.[eta] Warsz.[awska]“, dzięki korespondencji ze Lwowa pióra Henryka Szmitta.

To wywołało powtórną, niesmaczną w swej zaciekłości replikę Lublinera, na którą Szmitt zareagował w poważny, umiarkowany sposób.

Podczas tej polemiki odbył się w Warszawie, w grudniu 1858 r., koncert sióstr Neruda. Nie poparła go finansjera żydowska. Na to zareagował w dość uszczypliwy sposób Kenig w “Gaz. Warsz.”, nazywając żydów

tajemniczym związkiem, trzymającym się ściśle i popychającym każdego ze swoich“.

Wywołało to niesłychane oburzenie żywiołów semickich w stolicy. Rozpoczęła się planowa kampanja przeciwko “Gaz.[ecie] Warsz.[awskiej]” i jej współpracownikom.

Żydom warszawskim przyszła z pomocą prasa zagraniczna, uzależniona od kapitału międzynarodowego.

W jednej z gazet rosyjskich, wychodzących w Petersburgu, nazwano redaktora “Gaz. Warsz.” Lesznowskiego wprost niegodziwcem, który śmie obrażać żydów.                                                                                                                      W czasopiśmie “Nord”, wychodzącem w Brukseli, oskarżano “Gaz. Warsz.”, że służy ideom wstecznym.                                                                               W “Breslauer Zeitung” napadnięto w sposób brutalny na Lesznowskiego,

a w piśmie                                                                                                                  

“L’Observateur Belge” ukazał się osobny artykuł p. t. “Prześladowanie żydów w Polsce przez stronnictwo Jezuitów“; w artykule tym zarzucono duchowieństwu i szlachcie, wzbogaconej kosztem żydów, że podali rękę Lesznowskiemu w celu obrzucenia narodu wybranego obelgami.

W tej osobliwej walce, którą żydzi wypowiedzieli “Gaz. Warsz.” wzięła także udział prasa zakordonowa i emigracyjna polska. W szeregu artykułów i broszur zabrał też głos Lubliner, oskarżając Lesznowskiego o brak patrjotyzmu. Odezwał się również w tej sprawie Czyński, karcąc surowo redakcję “Gaz. Warsz.”.

Przeciwko napaściom Lesznowski zamierzał bronić się w “Czasie” krakowskim. Redakcja “Czasu” odmówiła mu jednak, motywując to tem, że

wyzwałaby do walki całe dziennikarstwo wiedeńskie, będące wyłącznie w ręku żydów“.

Wtedy Lesznowski posłał obszerny artykuł, omawiający przebieg zatargu “Gaz. Warsz.” z żydami, do “Słowa”, poważnego pisma polskiego w Petersburgu, w którem współpracowali:

Karol Szajnocha, Antoni Małecki, poeta Żeligowski i inni; założycielem tego pisma był Józefat Ohryzko.

Pojawienie się artykułu Lesznowskiego w “Słowie” wywołało oburzenie w sferach żydowskich. Jako taranu przeciwko pismu polskiemu w Petersburgu postanowiono użyć księcia Gorczakowa, namiestnika Królestwa, bawiącego w tym czasie w stolicy Rosji.

Za namową neofitów: Juljusza Enocha, naczelnego prokuratora ogólnego zebrania departamentu rządzącego senatu w Warszawie, oraz Leopolda Kronenberga, Gorczakow interwenjował osobiście u cesarza w sprawie artykułu Lesznowskiego.

Zaraz na drugi dzień cesarz wydał rozkaz zamknięcia “Słowa” i osadzenia, jego redaktora w twierdzy Petropawłowskiej na jeden miesiąc. Ograniczono tej wolność prasy warszawskiej w wypowiadaniu się w sprawie żydowskiej.

Postarał się o to Kronenberg z pomocą Enocha, cieszącego się zaufaniem Gorczakowa. Za pośrednictwem swego sekretarza neofity Funkensteina, który był jednocześnie członkiem komitetu cenzury, i naczelnika cenzury Sobieszczańskiego, związanego ściśle z Epsteinami, nie dopuszczał Kronenberg do drukowania przez “Gaz. Warsz.” niemiłych dla żydów artykułów.

Otwarcie przyznaje się do tego wpływowy bankier w swoim liście z dn. 23.XI.1859 r., w którym czytamy, że

pewne pismo chciało nam (czytaj żydom – przypisek) łatkę przypiąć… cenzura jednak położyła swoje veto“…

Zastraszyć opinji polskiej nie udało się jednak wpływowemu żydostwu.

Około “Gaz. Warsz.” skupiały się powoli żywioły, rozumiejące doniosłość sprawy żydowskiej.

Bardzo wyraźne stanowisko zajął względem żydów “Przegląd rzeczy polskich”,

radykalny dwutygodnik, wychodzący w latach 1857 – 1863 w Paryżu; wydawcą jego był Seweryn Elżanowski, uważany przez J. Kucharzewskiego (“Czasopismiennictwo Polskie” wieku XIX, str. 70) za jednego z poważniejszych publicystów na emigracji.

We wrześniu 1858 r. czytamy w “Przeglądzie rzeczy polskich”,

że wzbogaceni żydzi warszawscy, nieprzyjaźni narodowości polskiej, a jej wrogom przychylni, jak pijawki wysysają z krajowców mienie.

Twierdzenie to faktami tylko, dowodzącymi patrjotyzmu wzbogaconych, odeprzeć można, a fakta stanowcze, to praca narodowa, więzienie, Sybir, wygnanie, ruina majątków za sprawę polską, a nie sława muzyczna lub nędzne srebrniki przez bogacza dane“.

W tym samym czasie powstały w kraju pod patronatem Kościoła bractwa wstrzemięźliwości od gorących napojów. Bractwa te rozszerzyły się szybko w całem Królestwie i na Litwie. W 1860 r. liczba członków bractw wstrzemięźliwości dosięgała cyfry 500 tys. osób, przeważnie włościan. W samej gubernji Wileńskiej liczba wypitych wiader wódki z 900.000 zmalała do 550.000.

Żydowscy właściciele szynków, dotknięci w najdrażliwsze miejsce, bo uderzeni po kieszeni, zaczęli szerzyć wiadomości, że księża, zakładając bractwa, prowadzą działalność polityczną i szkodzą interesom państwowym. Znaleźli się i tacy, którzy pisali do wyższych władz rosyjskich denuncjacje, że bractwa mają cele polityczne i mogą stać się w niedalekiej przyszłości potężną i arcyniebezpieczną bronią w rękach duchowieństwa katolickiego.

Wskutek tego Rosjanie zaczęli zabraniać zakładania bractw.

Duchowieństwo jednak nie kapitulowało i dalej propagowało abstynencję. Powiadomiona o tem przez żydów policja rosyjska karała dotkliwie inicjatorów. Wywołało to wrzenie wśród ludu polskiego, którego nastroje stawały się coraz bardziej wrogie względem żydostwa. Wyraźnie o tem pisze Agaton Giller (“Historja powstania narodu polskiego”, t. II, str. 199), że

waśń, jaka w Królestwie między Polakami i żydami przed 1861 r. wybuchła, doszła do stopnia, od którego do bijatyk i kamienowań niewielkie przejście“.

Trzeba więc było ratować sytuację.

W kołach wpływowego żydostwa warszawskiego zdecydowano się na wydawanie codziennego pisma politycznego. Kronenberg, którego Mikołaj Berg (“Zapiski o powstaniu polskiem 1863 i 1864 r.”,  t. I, str. 80) nazywa “ówczesnym wodzem i kierownikiem całego ruchu żydowskiego w kraju“, postarał się o pozwolenie władz petersburskich na wydawnictwo odpowiedniego organu.

Nabyto za 250 tys. złp. “Gazetę Codzienną”, która zaczęła wkrótce wychodzić jako “Gazeta Polska”.

W skład współpracowników nowo wychodzącego pisma, którem kierował faktycznie Kronenberg, weszło wielu wpływowych neofitów, jako to: Ludwik Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Leon Kapliński i inni. Głównem zadaniem “Gaz.[ety] Pol.[skiej]” było rozpowszechnienie w krają nowego poglądu na kwestję żydowską. Za jej pośrednictwem kierownicze sfery żydostwa polskiego starały się wytwarzać u ogółu polskiego przekonanie, że najlepszem, najkorzystniejszem dla kraju będzie zasymilowanie żydów.

W Warszawie było wówczas mnóstwo żydów chrzczonych i niechrzczonych, którzy ten program propagowali i którego bronili. Na ich czele stali:

Leopold Kronenberg, Matjas i Szymon Rozenowie, rodzina Epsteinów, Natansonowie, Leowie, spokrewnieni z nimi Estreicherowie, Frenkel, Lascy, Wertheim, Rotwand, Flatau

i mnóstwo innych, mniej głośnych i mniej znanych, ale trzymających się solidarnie i popierających wszelkiemi środkami i sposobami program asymilacji.

Z nimi łączyło się wiele tysięcy pozornych chrześcijan, przed stu laty nawróconych, wpływowych i majętnych, których liczba zwiększyła się znowu między 1840-1856 r. o kilkaset osób dzięki pracy angielskich misjonarzy, działających w Warszawie.

Gorliwymi orędownikami idei asymilacyjnej byli też rasowi mieszańcy. Podobnych osobników, noszących często polskie nazwiska, było dość dużo w Królestwie.

Ówczesna średnia klasa stolicy różniła się bowiem bardzo pod względem rasowym od średniej klasy dawnych czasów.

Nie omieszkano też zaopiekować się młodzieżą polską. Następuje masowe zawiązywanie się rozmaitych kółek organizacyjnych wśród akademików polskich na terenie Petersburga, Kijowa i Warszawy.

Początek powstawania tych kółek zbiegł się dziwnie z datą przyjazdu do Polski (1860 r.) jednego z sekretarzy Jakóba Cremieux, krzątającego się wówczas koło zorganizowania “Alliance Israelite Universelle”.

Tym wysłannikiem był znany z pobytu Miekiewicza nad Bosforem, neofita Armand Levy, redaktor “Constitutionnel” (głównego organu liberalnego żydostwa paryskiego), propagującego myśl przewrotu społecznego w Rosji.

Działalność tych komórek, złożonych przeważnie z ludzi dobranych zupełnie przypadkowo, w pierwszej swej fazie była bardzo słaba. Trzeba więc było jak najprędzej dążyć do jej wzmocnienia.

Tej roli podjęło się paru młodych i wpływowych działaczy neofickich, cieszących się popularnością wśród studentów i uczniów szkół średnich.

Na plan pierwszy wysunął się wśród nich Karol Majewski, sekretarz Leopolda Kronenberga. Był on osobistością niezwykle wpływową w kołach konspiracyjnych, bożyszczem ufającej mu bezgranicznie młodzieży.

W 1880 roku Majewski posiadał największe wpływy wśród studentów, przewodniczył tajnemu “komitetowi akademickiemu” i wszedł do zarządu konspiracyjnego “stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”.

Sekundował mu dzielnie Maksymiljan Unszlicht, wchodzący w skład komitetu akademickiego (składającego się z trzech osób), działającego wśród akademików i uczniów.

Został ponadto utworzony przez Majewskiego rodzaj komitetu ponadpartyjnego, (do którego wchodził również Edward Jürgens, syn żydówki), kierującego wszystkiemi kółkami i stowarzyszeniami młodzieży o charakterze politycznym, powstającemi wówczas w Warszawie.

Przystąpiono też do pracy nad urobieniem starszego pokolenia. Powołano mianowicie do życia w 1859 r. komitet, w którego skład weszli:

Jürgens, zaufany jego Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolf, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni.

Stał się on z czasem zawiązkiem organizacji Czerwonych, prącej do walki zbrojnej z Rosją. Niedarmo bowiem Leopold Kronenberg pisał w liście z dn. 18.I.1860 r., że

sprawa żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze“.

Tą rzeczą ważniejszą dla przywódcy żydostwa polskiego było zapewne rzucenie “gojów” do beznadziejnej walki z zaborcą. Przygotowaniem do tego miały być wielkie manifestacje, których głównymi reżyserami byli mechesi, grupujący się około Jürgensa i Majewskiego.

Program agitatorów, (których liczne rzesze włóczyły się w oczekiwaniu wypadków po bruku Warszawy), potępiający politykę, dążącą do uzyskania najkorzystniejszych nawet dla kraju reform, napotkał na stanowczy opór ze strony Andrzeja Zamoyskiego, prezesa “Towarzystwa Rolniczego”.

Uważał on, że drogą spisków nic się nie wywalczy. Dążenie do powstania nazywał zbrodnią, która doprowadzi do ruiny rezultaty pracy cichej, prowadzonej z takim mozołem przez lat trzydzieści.

Około Zamoyskiego skupiał się żywioł umiarkowany, który uważał, że trzeba poprzeć “Towarzystwo Rolnicze”, pracować powoli i bez rozgłosu, może długo, ale pewnie, by dojść w końcu do tego, ze Polska, jak owoc dojrzały, sama odpadnie od rosyjskiego drzewa.

Politycy polscy, grupujący się około Zamoyskiego, uważali, że powstanie, które nie będzie w stanie zwyciężyć, spotęguje tylko w Moskwie nienawiść do Polski.

Nawet “Strażnica”, pismo wychodzące tajnie w r. 1861-1863, doradzała poczekać z rozpoczęciem walki zbrojnej. Stanowisko “Strażnicy” popierali:

Rafał Krajewski, stracony przez Moskali wraz z Trauguttem, i sybirak A. Giller, wybitny działacz powstańczy, który pisał (“Historja powstania narodu polskiego” t. II, str. 56), że

gdyby z wybuchem powstania czekać umiano, doczekalibyśmy się wkrótce rozstroju i rozkładu Moskwy, któryby ułatwił nam wojnę“.

Opinję działaczy polskich podzielał rewolucjonista rosyjski Hercen, w którego odezwie do oficerów armji carskiej (z dn. 15.XI.1862 r.) czytamy, że

przedwczesny wybuch w Polsce nie tylko jej nie oswobodzi, ale was zgubi i niezawodnie zahamuje rozwój naszej sprawy rosyjskiej“.

Nic więc dziwnego, że do działalności “Tow. Roln.” odnosił się bardzo nieprzychylnie Leopold Kronenberg. Dzięki niemu przygotowany został ostry artykuł przeciwko “Tow. Roln.”, który miał być umieszczony w “Gaz. Polskiej”;

w ostatniej chwili jednak wstrzymano drukowanie tego artykułu, zresztą bez wiedzy Kronenberga.

W swojej nienawiści do “Tow. Roln.” dziwnie zgodny był Kronenberg z grupą generałów rosyjskich, przeważnie niemieckiego pochodzenia, na której czele stał Kotzebue. Kamaryla wojskowa zwalczała zacięcie działalność “Tow. Roln.”.

Kotzebue zwrócił nawet uwagę namiestnika Gorczakowa na licznie tworzące się komitety i delegacje Towarzystwa i ożywiony udział jego członków w rozmaitych konkursach i próbach rolnych.

Gorczakow polecił wysłać odpowiednie zarządzenie do Zamoyskiego, zabraniające działania w poszczególnych komitetach. Członkowie Towarzystwa mogli działać tylko wspólnie.

Było to poważnym ciosem dla Zamoyskiego. Prosił on jednak członków Towarzystwa o wytrwanie.

Czy wyłącznem źródłem poczynań Niemca Kotzebue’go była przedewszystkiem jego rasowa nienawiść do Polaków, nie wiadomo.

Faktem jest jednak, że poszczególni generałowie rosyjscy byli na żołdzie żydowskim, o czem wyraźnie pisze Mikołaj Berg w swojej pracy p. t. “Zapiski o powstaniu polskiem”, t. II, str. 114.

Czułą opieką otoczyli pozatem żydzi wielkorządców rosyjskich w Warszawie.

Gdy po śmierci Paskiewicza mianowany został namiestnikiem Królestwa stary i mało energiczny ks. Gorczakow, wysunął się na czoło, kamaryli cywilnej, grupującej się na zamku królewskim, Juljusz Enoch.

Znowu, dzięki, swemu stanowisku i bogactwu, należał Enoch do tej licznej i wpływowej sfery żydów chrzczonych w Warszawie, która w wypadkach 1861-1865 r. była pierwszorzędnym czynnikiem na wszystkich polach.

Gładki, dowcipny, władający swietnie francuszczyzną, uzyskał Enoch taki wpływ na namiestnika, że powszechnie nazywano go faktorem Gorczakowa. W chwilach specjalnie trudnych dla księcia, Enoch umiał znaleźć się zawsze pod ręką niecierpliwego starca. Kierował nim jakiś szczególniejszy instynkt żydowski i przeczucie, gdyż zjawiał się zawsze, jak na zamówienie.

Zawsze wesoły, umiał Enoch od czasu do czasu wcale dowcipnie zażartować i wywołać uśmiech na usta otaczających osób, i to w chwilach, gdy nikomu śmiać się nie chciało.

To też stary arystokrata rosyjski, darząc zdolnego i zręcznego neofitę bezgranicznem zaufaniem, zarekomendował go nawet na dworze petersburskim. I tam umiał Enoch tak sprytnie pokierować, że w krótkim czasie stał się człowiekiem, z którym kamaryla dworu carskiego zaczęła się poważnie liczyć. Niedarmo pisze o nim A. Giller (“Historja powszechna narodu polskiego”, t. I, str. 24), że

używał Enoch w Petersburgu znaczenia i był bardzo ceniony przez cara’‘.

Doszedłszy do tak wielkiego znaczenia, nie zrywał Enoch ze swymi współbraćmi. Pozostawał on w dalszym ciągu w bliskich stosunkach z najwpływowszemi rodzinami pochodzenia żydowskiego.

Nie tracił on również kontaktu z Zamkiem nawet po śmierci ks. Gorczakowa; utrzymywał także ścisły kontakt z namiestnikiem Lambertem, a którego bywał wraz z Kronenbergiem.

Bliższe stosunki łączyły Enocha z osobistym sekretarzem Lamberta, niejakim Fredrą, który mieszkał u Enocha.

Być może dzięki wpływom tego neofity, który był zawsze zwolennikiem surowego ustosunkowania się władzy rosyjskiej do społeczeństwa polskiego, nie doprowadziły do celu starania żywiołów umiarkowanych stolicy, dążących do porozumienia z nowym namiestnikiem.

Wielkie swoje wpływy rzucił Enoch na szalę w chwili, gdy w sferach rosyjskich powstał projekt uspokojenia wzburzonych umysłów w Królestwie przez powołanie wybitnego Polaka na jeden z naczelnych urzędów w kraju.

On to właśnie wprowadził Wielopolskiego do Gorczakowa i przedstawił go jako opatrznościowego człowieka, który przy powszechnem rozdrażnieniu zechce przyjąć urząd, ofiarowany mu przez Rosję i doprowadzi do pacyfikacji kraju.

Gdy namiestnik upoważnił Enocha do wybadania margrabiego, ten umiał tak wpłynąć na magnata, że zgodził się przyjąć stanowisko dyrektora mającej się utworzyć Komisji wyznań i oświecenia publicznego. Wiele też Enoch dopomógł margrabiemu w Petersburgu, towarzysząc mu w jego podróżach do stolicy Rosji.

Zbliżył on pozatem Wielopolskiego do wpływowych semitów, których echem stał się z czasem dumny magnat (Z. L. S. [Walery Przyborowski] “Historja dwóch lat 1861-1862″, t. II, str. 177).

Powołanie margrabiego Wielopolskiego, człowieka wprawdzie bardzo zdolnego, lecz niebywałej dumy (wskutek której niechętne mu były szerokie warstwy narodu) początkowo na stanowisko dyrektora Komisji wyznań i oświecenia publicznego, a później naczelnika urzędu cywilnego Królestwa, było ciężkim błędem politycznym.

O wiele odpowiedniejszym człowiekiem w tak krytycznej dla kraju chwili byłby Andrzej Zamoyski, cieszący się wielką popularnością wśród ogółu polskiego. Nie miał on jednak poparcia wpływowego żydostwa stolicy, które prowadziło z nim cichą walkę.

Filosemityzm Wielopolskiego nie ustrzegł go jednak od naganki, jaką rozpoczęli na niego poszczególni neofici.

Pisma zagraniczne, informowane odpowiednio przez swoich korespondentów, obrzucały błotem margrabiego. Jednego z takich, Wacława Szymanowskiego, współredaktora “Tygodnika Ilustrowanego”, aresztowano i wysłano na mieszkanie do Białej Podlaskiej. (Obszerniej charakteryzuje to zdarzenie Walery Przyborowski, w pracy swej, wydanej pod pseudonimem Z. L. S., “Historja dwóch lat 1861-1862″, t, III. Str. 27).

Dwuznaczną politykę prowadziła też w stosunku do Wielopolskiego “Gazeta Polska”.

Raz zdawała się popierać margrabiego, zachęcając ludność do czynnej współpracy z nim (powstawała wtedy przeciwko Czerwonym), to znów występowała energicznie przeciwko niemu, starając się poderwać jego autorytet w społeczeństwie.

Tą akcją zaskoczeni byli aryjscy przyjaciele Wielopolskiego, a przede wszystkiem on sam. Margrabia spodziewał się bowiem, że żydzi, obdarowani przez niego szeregiem praw, poprą go niezawodnie.

Nie mógł przypuszczać, ze rola jego po rozwiązaniu “Towarzystwa Rolniczego” i zgnębieniu Andrzeja Zamoyskiego, w oczach “żydowskich przyjaciół“, była skończoną. Użyty jako taran do rozbicia umiarkowanego obozu polskiego, powinien był odejść po dokonaniu swego dzieła.

W kraju zaś wrzało coraz więcej.

Organizacja Czerwonych parła do powstania, do którego wstępem miały być urządzane manifestacje.

ZNAJĄC GŁĘBOKĄ RELIGIJNOŚĆ OGÓŁU, STARALI SIĘ CZERWONI NADAĆ POCZĄTKOWO MANIFESTACJOM CHARAKTER OBCHODÓW KOŚCIELNYCH.

Pierwszym takim obchodem był pogrzeb generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli w r. 1831.

Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, pielgrzymując po pogrzebie na dawne szańce Woli. Przy udziale tysięcznych tłumów odbyły się też manifestacyjne nabożeństwa w rocznicę wybuchu powstania listopadowego, bitwy grochowskiej i t. p.

Urządzane przez Czerwonych manifestacje oburzyły koterję Kotzebue’go, która widziała w nich oznakę zbliżającego się powstania i domagała się surowych represyj. Powoływała się ona na ostrzeżenia władz pruskich, iż w Warszawie istnieje szeroko rozgałęziony spisek polityczny i twierdzenie prasy niemieckiej (będącej po większej części własnością chrzczonych i niechrzczonych żydów), utrzymującej jednogłośnie, że w całem Królestwie, na Litwie i Rusi rozwija się bardzo silna agitacja polityczna.

Długo opierał się Gorczakow naleganiom Kotzebue’go, który, chcąc zmusić namiestnika do energiczniejszej działalności, nie cofnął się nawet przed rozpuszczeniem plotki, że Polacy zamierzają wyrżnąć Moskali.

KAMARYLI WOJSKOWEJ, PODNIECANEJ NIEUSTANNIE PRZEZ GAZETY NIEMIECKO-ŻYDOWSKIE, CHODZIŁO BOWIEM O ROZDRAŻNIENIE JESZCZE BARDZIEJ POLAKÓW.

Wielce pomocnymi byli im w tem wyżsi urzędnicy, pochodzenia żydowskiego, jak to: znienawidzony przez ludność polską, szef tajnej policji warszawskiej Felkner, gubernator grodzieński Szpeyer, łapownik, dający się drodze we znaki Polakom i inni.

Liczni agitatorzy, których programem było przygotowanie powstania, szli na rękę klice Kotzbue’go, domagamcej się przywrócenia rządów wojskowych.

Starali się oni o wywoływanie stałych awantur ulicznych, o obrażanie oficerów rosyjskich w miejscach publicznych i t. p.; ludzie poważniejsi pragnęli zapobiec tym ekscesom. Winowajcy naśmiewali się jednak z nich głośno, a drażnienie poszczególnych Moskali nie ustawało.

Pierwsze krwawe ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 r.

Gorczakow, obserwujący w towarzystwie Enocha, który nie odstępował namiestnika w tych burzliwych czasach nawet na chwilę, z okien Zamku przebieg manifestacji dał rozkaz wojskom rozpędzenia tłumów.

Manifestacja zakończyła się salwami wojsk rosyjskich; od kul poległo pięciu Polaków. W Warszawie nastąpiło nieopisane wzburzenie; rzemieślnicy klękali na ulicach i głośno przysięgali zemstę.

Naprężoną sytuację pogorszył fakt rozwiązania wkrótce potem “Towarzystwa Rolniczego”.

Wykorzystali to dla przygotowania nowej manifestacji Czerwoni, najzajadlejsi wrogowie żywiołów, grupujących się koło Andrzeja Zamoyskiego.

W WIELKIEJ MANIFESTACJI KWIETNIOWEJ WZIĘLI LICZNY UDZIAŁ ŻYDZI. Skupieni na ul. Marjensztadt zachowywali się oni specjalnie hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie.

Dwustu zabitych i czterystu rannych zaległo ulice Warszawy. Co się tyczy narodowości poległych, to autor (Z. L. S.) dzieła p. t. “Historja dwóch lat 1861-1862″, (t. II, str. 344) wymienia zaledwie trzy nazwiska żydowskie. POZOSTALI BYLI TO POLACY, synowie ludu staromiejskiego.

Potoki przelanej krwi nie tylko nie zalały żarzącego się ogniska wulkanu, ale podsyciły je niejako i wzmocniły.

Cóż bowiem znaczyło dla Karola Majewskiego, Jürgensa, Jarmunda i innych neofitów; faktycznych kierowników krwawej manifestacji, nie pokazujących się zresztą wśród demonstrujących tłumów, PARĘSET TRUPÓW POLSKICH?

Cel główny t. j. podniecenie i chęć zemsty w masach został osiągnięty.

W Parę tygodni potem cała niemal Warszawa została pokryta siecią organizacji, mającej już wyraźny charakter spisku.

Większość kół tej konspiracji składała się z gorących zapaleńców, rekrutujących się z młodzieży różnych warstw społecznych, gotowych choćby nazajutrz rzucić się na Moskali. Starano się oddziaływać na prowincję.

Z chłopem się nie wiodło, ale mieszkańcy różnych miasteczek Królestwa masowo garnęli się do tworzonych kół.

Stosunkowo łatwo udało się “mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich.

Dzięki staraniom Jürgensa powstała na gruzach “Towarzystwa Rolniczego” organizacja nowa, nawpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano “Białą”.

Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie:

Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez powodu zresztą, iż on to głownie przyczynił się do rozwiązania Tow. Roln., Karol Majewski, Jürgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski.

Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian:

Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowozałożonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa,

ZDEZORIENTOWANA po skasowaniu Tow. Roln. i IDĄCA OD TEJ PORY NA PASKU NIENAWIDZĄCYCH JEJ “MECHESÓW”.

Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia żydowskiego.

Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z t. zw. “Biurem Polskiem”, które, powstawszy w 1860 r., mieściło się w “Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Juljan Klaczko.

.

Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej wałki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej “pracy”.

DĄŻYLI ONI DO JAKNAJWIĘKSZEGO SKŁÓCENIA NAJPOWAŻNIEJSZYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH W KRAJU, T. J. CZERWONYCH I BIAŁYCH.

Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między CzerwonymiBiałymi, do spółki z Leopoldem Kronenbergiem, o którym Z. L. S. pisze (“Historja dwóch lat 1861 1862″ t. III, str. 299), że

we wszystkich partjach miał swoich ludzi“.

Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych.

W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jürgensa, został przyjęty.

Miał to uczynić Karol Majewski, orjentujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych.

W pałacu Brühlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacyj powyższych nie doprowadzono do skutku.

Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych.

Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orjentująca się

w PROWOKATORSKICH POCZYNANIACH “MECHESÓW”, DĄŻĄCYCH DO ROZBICIA SPOŁECZEŃSTWA POLSKIEGO.

Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych, niż Moskale i Niemcy.

Do opanowania pozostawała jeszcze masa chłopska, niechętnie na ogół nastrojona względem żydostwa. Zdaniem przywódców neofickich, trzeba było zwrócić uwagę wieśniaków w inną stronę. Bardzo ciekawy w tym względzie jest przegląd Karola Majewskiego, wypowiedziany na jednem z zebrań przyszłych kierowników powstania, że

NIECH NA BIAŁORUSI LUB GDZIEKOLWIEK BĄDŹ CHŁOPI ZARŻNĄ Z PIĘCIU SZLACHCICÓW, A WTEDY KWESTJA TA SAMA SIĘ ROZWIĄŻE PRĘDKO I STANOWCZO” (Z. L. S. “Historja dwóch lat 1861-1862″, t. III, str. 482).

Powiedzenie tak to się podobało Jürgensowi, że przy najbliższej sposobności uściskał serdecznie Majewskiego. Opinję ich podzielali liczni działacze Czerwonych, jak to:

Löwenhardt, Henryk Wohl, Jarmund, frankista Zwierzchowski, będący zarazem na usługach policji rosyjskiej i inni.

UWAŻALI ONI, ŻE POWSTANIE NALEŻY ROZPOCZĄĆ OD KRWAWEGO PRZEWROTU SPOŁECZNEGO.

Chamski Ereb” miał uderzyć na szlachtę.

Zdaniem neofitów naród polski,

“CHCĄC DOSŁUŻYĆ SIĘ OJCZYZNY, WYPŁAWIĆ SIĘ NAPRZÓD MUSI W KRWI WŁASNEJ POTOKACH” (Z. L. S. ”Historia dwóch lat 1861-1862″, t. I, str. 189).

To też krótkim czasie rozpoczęła się intensywna agitacja między wieśniakami, skierowana przeciwko szlachcie.

W lasach podlaskich, w wielkich borach świętokrzyskich i suchedniowskich, i wielu innych okolicach Królestwa i Litwy pojawili się tajemniczy emisarjusze, o których Giller pisze (“Historja powszechna Polski”, t. II, str. 365-367), że byli to

agitatorowie socjalni, zwani leśnikami, przygotowujący zaburzenia społeczne“.

Demagodzy ci, będący wysłańcami Czerwonych, zacietrzewieni wrogowie szlachty, nie oszczędzali tej ostatniej w swych pogawędkach z chłopami, malując ją w kolorach najczarniejszych.

Unikali oni jak najstaranniej dworów i ludzi wykształconych, obcując tylko z ludem prostym. W stałym kontakcie z tymi agentami byli żydzi, mieszkający w miastach w pobliżu tych miejscowości, w których ukrywali się “leśnicy”.

Synowie Izraela komunikowali im wszelkie wiadomości i ostrzeżenia, jak to miało miejsce przed rewizją, dokonaną z rozporządzenia władzy w ziemi lubelskiej.

W Warszawie zaś zaczęła krążyć anonimowo sporządzona LISTA OSÓB “ZŁEJ WIARY”, T. J. ZŁYCH POLAKÓW, PODAJĄCA CZĘSTOKROĆ NAZWISKA LUDZI NAJSZANOWNIEJSZYCH I NAJUCZCIWSZYCH.

Podjudzanie włościan przeciwko szlachcie szło na rękę zamiarom wojskowych rosyjskich, pochodzenia niemieckiego.

Agitatorom Czerwonych przychodzili często z pomocą przebrani oficerowie moskiewscy.

Tak w ziemi miechowskiej podjudzał chłopów przeciwko dziedzicom major baron von Osten-Sacken, godny towarzysz prowokatorów: Salisa Rozengolda, Władysława Krzyżanowskiego i innych.

Do zaognienia stosunków wewnętrznych w kraju przyczyniała się też bardzo spekulacja żydowska.

Istniejący w Królestwie bilon, w ilości trzech miljonów rubli, nie mógł uczynić zadość potrzebie zamiennej, zwłaszcza że żydzi wycofywali go powoli w celach spekulacyjnych.

PRZYSZŁO DO TEGO, ŻE ZA ZMIANĘ RUBLA PAPIEROWEGO NA SREBRO LUB MIEDŹ, SYNOWIE IZRAELA POBIERALI 70%, A CZĘSTO I WIĘCEJ, co oczywiście odbijało się głównie na kieszeni ludzi ubogich.

Pozatem żydzi, korzystając z tego szczególnego położenia, zaczęli wypuszczać swe znaczki, mające charakter solawekslu.

Była to istna plaga, która na prowincji przybrała niebywałe rozmiary. Doszło do tego, że właściciel sklepiku z tytoniem lub guzikami, posiadający całej fortuny złp. 300 lub 400, wypuszczał nieraz różnokolorowych znaczków papierowych na tysiąc i więcej złotych.

NASTĘPNIE TACY KUPCY ŻYDOWSCY UMYŚLNIE BANKRUTOWALI, BY UMKNĄĆ WYPŁATY ZA PUSZCZONE W OBIEG PAPIERKI.

Wszystko to wywoływało zamęt niesłychany w stosunkach handlowych, zwiększany przez samowolne ogłoszenia przekupionych urzędów policyjnych, które nakazywały przyjmowanie znaczków.

Taki stan rzeczy najdotkliwiej dawał się odczuwać wieśniakom, którym szlachcic wypłacał z braku bilonu solawekslami za robotę.

ZNACZKI WYMIENIAŁ CHŁOPOM ŻYD-ARENDARZ, i to przeważnie na wódkę, POBIERAJĄC PRZYTEM PROCENT LICHWIARSKI.

Wszystko to musiało budzić w wieśniakach poczucie głębokiej niechęci i oburzenia.

Lud, odpowiednio poinformowany przez arendarzy, którzy w ten sposób chcieli m. in. ODWRÓCIĆ OD SIEBIE ZASŁUŻONY ODWET CIEMNYCH MAS, przypisywał brak monety zdawkowej “buntom ciarachów”.

Szczucie chłopów na szlachtę spowodowało ogłoszenie odezwy przez duchowieństwo płockie, dzięki któremu rozwinęły się w swoim czasie najwięcej bractwa wstrzemięźliwości.

Czcigodni kapłani ostrzegali lud polski, by nie wierzył podszeptom nieprzyjaciół kraju, starających się przez rozdwojenie rzucić kość niezgody.

Obywatelskie stanowisko przedstawicieli duchowieństwa katolickiego nie mogło spodobać się neofickim przywódcom Czerwonych.

Dopuszczono się więc za namową agitatorów Czerwonych gwałtów fizycznych w stosunku do poszczególnych kapłanów.

Tak w Łęczycy został obrzucony kamieniami przez tłum, ZŁOŻONY PRZEWAŻNIE z ŻYDÓW, biskup kujawsko-kaliski Marszewski, jadący przez miasto karetą.

Z IŚCIE SEMICKĄ ZAJADŁOŚCIĄ zaczęli też zwalczać chrzczeni i niechrzczeni żydzi arcybiskupa Felińskiego.

Dawny powstaniec z pod Miłosławia, pokiereszowany w walkach z Prusakami, nie dał zastraszyć się Karolowi Majewskiemu, który zjawił się u niego na czele delegacji Czerwonych.

Głośnem echem odbiła się w kraju i zagranicą odpowiedź, którą dał arcypasterz aroganckiemu “mechesowi”, komunikującemu, że w organizacji Czerwonych wiele poważnych stanowisk zajmują żydzi. Brzmiała ona jak następuje:

ŻYDZI SĄ PRZEZ BOGA NASŁANI DO POLSKI, aby BYLI RYNSZTOKIEM, ODPROWADZAJĄCYM w EPOCE GIEŁDY, HANDLU i SZWINDLÓW WSZYSTKIE BRUDY, któremi CZYSTE, RYCERSKIE i DO INNYCH CELÓW PRZEZNACZONE RĘCE POLSKIE, KALAĆ SIĘ NIE POWINNY” (Z. L. S. “Historja dwóch lat 1861-1862″, t IV, str. 89).

Od tej chwili rozpoczęła się nieubłagana walka żydostwa z arcybiskupem Felińskim.

Nastawieni odpowiednio przywódcy Czerwonych szkalowali publicznie arcypasterza. Puszczono wiadomość, że ks. Feliński

przez Moskwę i Rzym zasadzony jest pospołu, aby ruch polski wydać carowi“.

Zwano go zdrajcą, biskupem moskiewskim, porównywano do Siemaszki. Zainteresowano osobą arcybiskupa prasę zagraniczną, która nazywała prekonizację ks. Felińskiego “weselem w piekle“.

Nie oszczędziła też arcypasterza polska prasa zakordonowa, uzależniona od kapitału żydowskiego.

*****

GŁÓWNEM zadaniem ŻYDOWSKIEJ “GAZETY POLSKIEJ” było ROZPOWSZECHNIENIE w KRAJU NOWEGO POGLĄDU na KWESTJĘ ŻYDOWSKĄ (…) ZDANIEM NEOFITÓW

„NARÓD POLSKI, CHCĄC DOSŁUŻYĆ SIĘ OJCZYZNY, WYPŁAWIĆ SIĘ NAPRZÓD MUSI w KRWI WŁASNEJ POTOKACH” !!!

*****

Rok 1863

W tym czasie, gdy Czerwoni owładnęli wszystkiemi niemal sprężynami życia narodowego, przygotowując się intensywnie do powstania, Biali drzemali.

W znacznym stopniu przyczynili się do tego Leopold Kronenberg i Jürgens, delegaci na zjazd Białych, który odbył się w grudniu 1862 r. w Warszawie.

Obradującemu w tak ciężkiej dla kraju chwili zebraniu, któremu przewodniczył Eronenberg, nadali neofici raczej charakter rozpraw akademickich i szlacheckiej pogawędki przy butelce wina.

Zamiast przystąpić w sposób stanowczy do rozważenia wytworzonej przez poczynania Czerwonych sytuacji, postarał się Jürgens wmówić w uczestników zjazdu, że nie przewiduje się rychłego wybuchu powstania.

Rozjeżdżali się więc delegaci w tem przekonaniu, że chwila rozpoczęcia walki z najeźdźcą, w oczekiwaniu na lepsze przygotowanie i przyjaźniejsze okoliczności, jest dość daleka.

Tymczasem Komitet Centralny (utworzony przez Czerwonych latem 1862 r.), którego programowem hasłem była rewolucja społeczna w Polsce, wszedł w układy z kierownikami rewolucjonistów rosyjskich:

Hercenem i Bakuninem.

Dochodziły wprawdzie do Czerwonych wieści, że w radykalnych kołach moskiewskich mówiono głośno, iż kwestia Rusi i Litwy pokłóci ich z Polakami; nie zrażało to jednak członków Komitetu Centralnego, w którego skład, jak pisze Przyborowski (“Historja sześciu miesięcy”, str. 176),

wchodzili ludzie nikomu nieznani, gdzieś z ciemnych otchłani bytu narodowego wyrzuceni na wierzch w konwulsyjnych drganiach wulkanu powstańczego“.

Ześlepieni nadzieją rozpętania rewolucji społecznej w Rosji, głusi oni byli na przestrogi Seweryna Elżanowskiego, który w przededniu powstania styczniowego pisał w “Przeglądzie Rzeczy Polskich”, że

“…gdyby przyszło w państwie rosyjskiem do stanowczego przewrotu, Polska znalazłaby się wśród okropnego pożaru… i mimowoli nawet musiałaby się chwytać własnych sposobów, by własny dom wyratować…”.

Parcie neofickich przywódców Czerwonych do nawiązania ścisłego kontaktu z rewolucjonistami rosyjskimi przyczyniło się walnie do zdekonspirowania planów powstańczych Komitetu Centralnego.

Wyraźnie o tem pisze Lemke w swojej pracy p. t. “Dzieła Hercena”; twierdzi on, że

rząd carski był poinformowany o biegu najważniejszych prac przygotowawczych Komitetu Centralnego Narodu Polskiego“.

Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma “Gołos”, który przebywał w najbliższem otoczeniu Hercena, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń (Limanowski: “Hugo Kołłątaj”, str. 648).

Pisał też o tem Kraszewski, który w szeregu swoich powieści (“My i oni”, “Akta męczeńskie”) zaznacza, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę.

Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tem mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał (“Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831-1862″, t. I, str. 184), że

pochodzi z tych żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia równouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystjanizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj żydowski“.

Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którem zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny.

Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich.

Na próżno poszczególni członkowie Komitetu, jak A. Giller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4.VI.1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając mu wprost, że nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej ilości i jakości środków wojennych.

W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni.

Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną koleją. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych.

Nie tylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzimy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk.

Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga.

Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w.

Na miejsce ofiarnej młodzieży polskiej, która usłała szybko trupami swemi kraj ojczysty, pojawiło się w organizacji powstańczej mnóstwo małych Maratów, Robespierre’ów, Fouquier Tainville’ów, Saint Justów, naśladujących niezręcznie swe prototypy i drapujących się w ich krwawe łachmany.

Wysunęli się też szybko w skład kierowniczych elementów powstania chrzczeni i niechrzczeni żydzi. Nie narażając się na ogół na niebezpieczeństwa walki frontowej, obsadzili oni za to wiele poważnych stanowisk aż do stopni dyrektorów wydziałów włącznie, na których byli bardzo czynni. Działali tam:

Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego,    Józef Piotrówski członek Rządu, utworzonego we wrześniu 1863 r. Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewol.[ucyjnego],     Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy (zajmujący się później sprowadzaniem broni dla formacji galicyjskiej),                                  Franciszek Orłowski, dowódca jednego z oddziałów żandarmerji w stolicy,                                                                                                                         Władysław Majewski (brat Karola), komisarz woj. kaliskiego,                 Stanisław Rudnicki, znany pod nazwą Sawa, zaliczony przez M. Dubieckiego (“Romuald Traugutt”, str. 218) do współpracowników komisji inkwizycyjnej rosyjskiej,                                                                                   Adam Majewski,                                                                                                                bracia Niemirowscy,                                                                                                  Bronisław Wołowski,                                                                                              Kaplińscy,                                                                                                                          Henryk Wohl,                                                                                                                    Artur Goldman i inni.

Nic więc dziwnego, że niezgoda zapanowała w powstańczych szeregach polskich.

DO ZGODY BOWIEM NIE MÓGŁ DOPUŚCIĆ ELEMENT NEOFICKI, wciskający się do organizacji.

W tym czasie, gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce z przemożnym wrogiem, przywódcy Czerwonych rozpoczęli ostrą walkę z Białymi, która, przyczyniwszy się w Królestwie do dwukrotnych przewrotów w Rządzie, rozegrała się i w innych częściach porozbiorowych Rzeczypospolitej.

Już w maju 1863 r. uwydatniająca się w Rządzie Narodowym przewaga Białych doprowadziła ze strony Czerwonych do zamachu stanu, do którego walnie dopomógł naczelnik straży bezpieczeństwa Landowski, prawdopodobnie pochodzenia żydowskiego.

Rząd Narodowy został rozpędzony, a bardziej oporni jego członkowie – uwięzieni.

Hasło przewrotu wyszło z Krakowa, gdzie licznie zgromadzeni, skrajnie radykalni nikczemnicy wymieniali publicznie nazwiska członków Rządu, z intencją, ażeby one doszły do moskiewskich uszu.

Nie mogąc doczekać się chwili, gdy uda im się ująć ster powstania, wysłali oni na wiosnę 1863 r. morderców dla zabicia dwu najdoświadczeńszych członków Rządu.

Zamiar, pomimo ich woli, nie przyszedł do skutku. Wówczas spiskowcy postanowili w Zielone Święta wymordować wszystkich członków Rządu. I to się nie udało.

W kilka dni potem chcieli napaść na salę posiedzeń w chwili, gdy obradowali tam członkowie Rządu z przedstawicielami opozycji. Mieli oni zamiar zasztyletować członków władzy. Przeszkodzono im jednak.

Wichrzenia neofitów nie wróżyły długiego żywota nowopowstałemu Rządowi.

W krótkim czasie upadł on, ustępując miejsca nowemu, na którego czele stanął Karol Majewski. Do października stolica była świadkiem parokrotnej zmiany Rządu.

Jeszcze raz Czerwoni doszli drogą zamachu do władzy. Posługując się terrorem zniechęcili oni do siebie niemal wszystkich.

W krótkim też czasie doszedł do głosu Romuald Traugutt, którego namówił do objęcia władzy Czartoryski, przedstawiwszy mu,

że ISTNIENIE TERRORYSTYCZNEGO RZĄDU zniechęca mocarstwa Zachodu.

Bohaterski dyktator nie był też wolny od “czułej opieki” wichrzycieli neofickich. Mało było im tego, że mieli Epsteina w najbliższem otoczeniu tego męczennika sprawy narodowej.

Widocznie nie nazbyt uległym okazał się im dyktator Traugutt.

To też przy końcu 1863 r. utworzony został przez SZUMOWINY RADYKALNE t. zw. Komitet Rewolucyjny (którego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński) dla przeciwdziałania zarządzeniom Traugutta.

Co się tyczy wrażenia, jakie wybuch powstania styczniowego wywołał na zachodzie Europy, było ono raczej niewielkie. Rozpoczęcie walki zbrojnej z najeźdźcą w Królestwie przeszło niemal niepostrzeżenie wśród społeczeństw i rządów Zachodu.

Jan Czyński, Lubliner, Wołowscy, Klaczko i inni zbyt mało czasu mieli na poinformowanie prasy zagranicznej (będącej przeważnie własnością ludzi bliskich im pochodzeniem) o celach beznadziejnej walki, jaką toczył naród polski z Moskalami.

Jako założyciele “L’alliance polonaise de toutes les croyances religieuses”, stowarzyszenia, mającego na celu pojednanie wszystkich wyznań religijnych na polskiej ziemi, zwrócili oni całą swoją energję w tym kierunku.

  • W Anglji wyrażano się o powstaniu jako o ruchu, skazanym z góry na niepo wodzenie.
  • Również w Wiedniu nie doceniano doniosłości rozpoczynających się wyda rzeń.
  • We Francji, gdzie urzędowa i półurzędowa prasa już przedtem rzucała gro my na Polaków z powoda zamachu Jaroszyńskiego  na  W. ks. Konstantego, potraktowano powstanie jako ruchawkę w stylu Mazziniego.
  • W szeregu państewek niemieckich sprawa konfliktu polsko-rosyjskiego za- ciekawiła dopiero z chwilą zawarcia konwencji Prus z rządem carskim.

Wystąpienia nielicznych dzienników na  Zachodzie w obronie Polski spotyka- ły się raczej z obojętnością większości prasy. Niektóre z nich nawet piętnowa- ły rzekome okrucieństwa powstańców.

Jedynie w Prusiech przyjęto wybuch powstania jako wypadek pierwszorzędne go znaczenia.  Już mianowanie  W. ks. Konstantego namiestnikiem Królestwa wywołało silną reakcję w Berlinie.

Jest to wiadomość bardzo poważna – wypadek wielkiej, europejskiej doniosłości” – pisał publicysta Teodor Bernhardi.

Zdaniem prasy pruskiej, będącej w większości w ręku potomków oświeconych żydów niemieckich, którzy w r. 1819-1823 przyjmowali tysiącami wiarę chrześcijańską, celem Konstantego była korona królewska.

Tak pogodzona z Rosją Polska zmierzałaby do odzyskania Poznańskiego i Pomorza. Nastąpiłaby likwidacja partji Czerwonych, a kraj w oparciu o żywioły umiarkowane przekształciłby się w secundo geniturę rosyjską.

Rząd pruski więc, zdaniem dziennikarzy żydowsko-niemieckich, nie mógł zająć pozycji biernego świadka.

WZRUSZAJĄCA ZGODA ZAPANOWAŁA TEŻ MIĘDZY NEOFICKIMI PRZYWÓDCAMI CZERWONYCH I PRASĄ PRUSKĄ, co do obrzydzenia W. ks. Konstantemu pobytu w Warszawie.

Lepiej im widocznie dogadzał na zamku królewskim Niemiec, Teodor hr. Berg, niecierpiący Rosji i nazywający ją Chinami (M. Berg: “Zapiski o powstaniu polskiem”, t. III, str. 143).

Wśród najbliższych współpracowników tego satrapy, będącego na żołdzie bankierów żydowskich (Berg: “Zapiski…” t. III, str. 424-428), widać było Niemców:  —  Wahla i Brunninga oraz żyda Goldmana.

To też nic dziwnego, że miał tego dosyć nawet Kraszewski, redaktor kronenbergowskiej “Gazety Polskiej”. W powieści p. t. “Żyd” pisał on wyraźnie o nadziejach przywódców żydowskich, związanych z wypadkami 1863 r.  Mówią oni tam:

“…w powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego… skorzystajmy z dobrej okazji.

Zamiast bawić się w patrjotyzm i t. p. mrzonki, myślmy przedewszystkiem o sobie.

Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tem, ale chłop jest głupi – nie boimy się go.

O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta…

W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materjałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy.

Ale naszem właściwem królestwem, naszą stolicą, naszem Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy, kraj ten należy do nas, jest nasz…

Tak obliczali i rezonowali żydzi Kraszewskiego (ocierającego się o nich z bliska) w chwili, kiedy ważyły się losy kraju.

*  *  *

za: Stanisław Dider, Rola neofitów w dziejach Polski, Warszawa 1934, nakładem „Myśli Narodowej”.

Za;:http://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2013/12/28/powstanie-styczniowe-i-kulisy-jego-wybuchu-czyli-zakazana-historia-zydow-w-polsce-cz-9/
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii EDUKACJA, HISTORIA POLSKI, JUDAIZM - ŻYDZI, Powstanie Styczniowe 1863, Roszczenia żydowskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.