Kiedy myślę o 13 grudnia… – Leszek Wyrzykowski ← √ POLECAM!!!

1 nie_dla_bydla wirtualnapolonia.files.wordpress.com” 13 grudnia roku pamiętnego  dowalił Jaruzel z buta wojskowego…   —  „ Kto dzisiaj   pamięta,   kto  się    zastanawia nad     minionymi      doświadczeniami,  skoro mamy, ponoć, suwerenną Polskę, w której  nie  ma  już  sowieckiej  armii,  demokracja  kwitnie  i  wszystko jest… cacy?!  

Kto  pamięta  ogromną  nadzieję,  jaka nam   wówczas   towarzyszyła   po Sierpniu ’80 roku,  i  rozpacz,  kiedy reżim  Jaruzelskiego  wypowiedział narodowi  wojnę…

Późniejsze popuszczanie łańcucha, na którym nas trzymano, powolne rozluźnianie pętli na szyi, abyśmy się  zbytnio nie zachłysnęli wolnością,  a której, tak  do  końca,  nigdy naprawdę nie było i chyba nie ma po  dzień dzisiejszy   – przygotowywało nas do tzw. transforma- cji.

Czyli takiego poprowadzenia spraw, aby czerwonym nie stała się krzywda,  a posłuszna  tzw.  opozycja  dorwała  się  do  korytka  i  ustawiła  w nowo-starej rzeczywistości.

Ale kiedy mówimy o wolności,  suwerenności, powinniśmy chyba  używać cza- su przeszłego,  skoro  polskie  władze  zrzekły  się  suwerenności na rzecz Unii Europejskiej, która ma być (niczym III Rzesza w zamysłach Hitlera)  tysiącle- tnim mocarstwem.

Ale, tak naprawdę, nie o 13 grudnia chcę pisać, bo cóż można dodać do histo- rii, która nie ma zakończenia w procesach chociażby Jaruzelskiego i Kiszcza- ka zakończonych wyrokami sądowymi. Ot, komuna pokazała siłę, złamała re- sztki  opozycji  i pokazała,  że  jeżeli Jasiu będzie grzeczny,  to krzywda mu się nie stanie.

Przy  okazji stworzono męczeńską kartę licznym agentom,  którzy  w  później- szych latach prowadzili swoją krecią robotę, wysługując się komunie.

13 grudnia przygotowywał grunt pod późniejszy przekręt:  może największy w naszej historii?

Bo czymże był ów sławetny okrągły stół, jeżeli nie jednym wielkim  kłamst- wem, ogłupieniem ludzi i wmówieniem im, że oto jutrzenka wolności nam zaświeci, a komuna obróci się w proch, pył i niebyt.

W Magdalence zabrakło ludzi, którzy reprezentowaliby nurt patriotyczny, na prawdę polski; względnie ludzi, którzy mogliby chociaż spróbować upomnieć się o wolną Polskę.

I nie jest to tylko moja opinia czy innych „oszołomów”.

Hinduski historyk,  Peter Raina, dodam specjalizujący się w historii Polski  (i którego żona była przez długie lata agentką SB,  która na niego regularnie do- nosiła…), w swojej książce pt. „Droga do «Okrągłego Stołu»”  pisał:

„Zdumiewająca była przewaga osób o lewicowych poglądach społecznych i politycznych. Na liście znalazły się nazwiska paru liberałów. Natomiast zupełnie  zlekceważono  osoby,  które  latami  walczyły  o  niepodległość  i praworządność  w  Polsce,  stając  się  ofiarami systemu komunistycznego (więzieni, torturowani, dyskryminowani w swoich zawodach).

Dlaczego tak się stało?   —  Po prostu dlatego,  że sam Wałęsa nie miał naj- mniejszego pojęcia o tym, kto naprawdę należał do opozycji w kraju.

Bezpośrednimi doradcami Wałęsy byli dawni komuniści  i  trockiści  oraz cała grupa lewicowców.  To oni rozkazywali Wałęsie,  kto  ma być,  a  kogo nie ma być przy  «Okrągłym Stole»”.

I  tu  niestety  dużą  winę  ponosi ks. Orszulik.  Działał  on przez cały czas jako przedstawiciel Kościoła, i to w imieniu narodu, w rozmowach z władzami (…) nie tylko, że mógł jako przedstawiciel polskiego Kościoła w rozmowach  z Wa- łęsą  mocno  zaakcentować  ważność  włączenia do  „okrągłego stołu”  ludzi  z ruchu niepodległościowego, ale miał moralny obowiązek to uczynić.

Ks. Orszulik nie spełnił swego zadania. Jest to klęska narodowców.

Tak  więc  przy  „okrągłym stole”  obradowali  z  jednej strony przedstawiciele władz komunistycznych, a z drugiej strony reprezentanci „Solidarności” oraz doktrynerzy ideologii lewicowej. Można powiedzieć, że w sumie była to jedna, mafijna rodzina:

      niby skłócona, skacząca sobie do oczu, ale skutecznie eliminująca nurt patriotyczny.

Nie tak dawno odszedł na łono Abrahama Tadeusz Mazowiecki.

Kiedy przeglądałem hagiografie tworzone  na  tę okoliczność,  chciało  mi  się płakać, ale nie dlatego, że mu się zmarło, ale dlatego,  że tak mało  prawdy  o nim napisano. Przecież był to człowiek, który   –   skoro wymagał tego etap   – flekował Kościół w Polsce i biskupa Kaczmarka,  a  kiedy  zaistniała  potrzeba dogadania  się  z  komunistami,  uczynił  to  bez wahania  i został „pierwszym premierem w wolnej Polsce”.

Kiedy spodziewaliśmy się, że na drzewach zamiast liści  pojawią  się  komuni- ści,  to  Mazowiecki  ogłosił nieszczęsną grubą krechę,  która przekreślała na- dzieje na rozliczenie komunistów i budowę naprawdę wolnej Polski.

Kiedy obradował „okrągły stół” Mazowiecki był jednym z ważniejszych uczest ników po stronie solidarnościowej.

Ale byli tam również bracia Kaczyńscy odgrywający w późniejszych latach bar dzo ważną rolę na polskiej scenie politycznej.

Patrząc po latach na zdjęcia towarzyskich popijaw (na polecenie Kiszcza- ka  robiono  kompromitujące  zdjęcia;  a może nie kompromitujące, może zwyczajnie  strona  solidarnościowa  czuła się bardzo dobrze w towarzyst- wie komuchów, stąd toasty i roześmiane gęby…), widzimy twarze ludzi po dziś dzień odgrywających ważną rolę na politycznej scenie.

Czyżby zostali już wtedy namaszczeni do pełnienia takich czy innych ról i pro wadzenia Polaków, niczym stada baranów, w stronę przepaści?

Oczywiście, młodsze pokolenie polityków nie brało udziału w fałszach  „okrą- głego stołu”, ale dorastało w cieniu tych, którzy dogadali się z komunistami:

teraz wy robicie kasę, a my porządzimy (rzecz jasna nie do końca  samo- dzielnie, bo mógłby czasem przez przypadek spaść komuś włos z głowy).

Układ został zawarty  –  wy nie ruszacie naszych, my pozostawimy waszych w spokoju i będzie gutek.  A  jeżeli  ktoś  zacznie  się  wychylać,  paplać  jęzorem, podejmie próbę rozbicia układu – zostanie uspokojony, np. popełni „samobój stwo” w piątek po południu…

Takich samobójstw popełniono w Polsce całą serię i co? I nic.

Trudno sobie wyobrazić (ale tak się stało) likwidację całych gałęzi przemysłu w tak krótkim czasie, trudno zrozumieć, że nie opłaca się budowa statków, że cukrownie są nieopłacalne, że ziemia musi leżeć odłogiem – że dla setek tysię cy ludzi nie ma pracy, a jedyna perspektywa to wegetacja, względnie… wyjazd do innych krajów.

Te setki tysięcy „położyły lachę” na reżim Tuska!

Ale może o to chodzi? Dlaczego?

Ot, może zaistnieć potrzeba uzupełnienia braków poprzez  sprowadzenie  in- nych. Kiedyś wspomniano, że milion Chińczyków może zasilić nasz rynek pra cy, a jeszcze inni mówią, że dlaczego Żydzi mają się obawiać o swoją przyszło- ść w Izraelu, skoro mogą wracać do Polski.

I jeszcze dodają, że będzie to obopólna korzyść: na takiej emigracji Polska może tylko skorzystać,  chociażby dzięki temu,  że owi przybysze postawią polską gospodarkę na nogi itd., itp.

Prawdą jest,  że  wielu  Żydów posiada polskie obywatelstwo,  że  wielu  ubiega się o polski paszport i, nie wykluczam, że zamiast Polaków z Kazachstanu za- czną napływać Izraelici, aby – niejako przy okazji – odebrać 60-70 miliardów dolarów, które  „im się należą”.

— „Tusek, nie masz szmalu, ależ to nic, masz jeszcze sporo ziemi,  sporo skarbów polskiej ziemi, kamienic. Jakoś się dogadamy…”

Czy to tylko czarny scenariusz?  A czy nie podejmowano próby stworzenia na ziemiach polskich… Judeopolonii?

Czyli państwa, w którym Żydzi byliby uprzywilejowaną grupą.

Takie próby podejmowano, a nawet inne,  np.  w  czasie konferencji pokojowej po zakończeniu I wojny światowej prowadzono antypolską akcję, która dopro wadziła do narzucenia Polakom pewnych rozwiązań dotyczących mniejszości narodowych w Polsce: przede wszystkim jednej…

Józef Ignacy Paderewski, premier  i  minister spraw zagranicznych,  mówił  w Sejmie m.in.:

„Narzucone nam prawa mniejszości narodowej odczuliśmy żywo,  jak  je Polak  odczuwać  powinien.  Bo  czyż  wypadało  postąpić  tak  z wielkim, starym i cywilizowanym narodem, jakim my jesteśmy?

Czy wypadało tej Polsce, która od  800  lat  była  bezpiecznym  schronie- niem dla wszystkich prześladowanych w religii i wierze,  która była bez- piecznym  przytułkiem  dla  wszystkich uciemiężonych ludów  i plemion, która zawsze tuliła do czystego łona wszystkich, co cierpieli, ba, nawet i żmije,  o  której  nawet  jej właśni wrogowie mówili, że była stale szermie- rzem  tolerancji,  liberalizmu  i  postępu  w dziejach  nowożytnej Europy, czy  wypadało  jej  narzucać  prawa i porządki wewnętrzne, jak jakiemuś małemu, pierwotnemu i barbarzyńskiemu narodowi?

Czy wypadało tej Polsce, gdzie do dziś dnia stoją niektóre z najstarszych w Europie synagog, gdzie w roku 1573, w roku pamiętnej nocy św. Bartło mieja,  wszystkim  wyznaniom  przyznano  wolność,  prawić  o tolerancji religijnej, pouczać ją o uznaniu dnia święta sabatu?

Czy  wypadało  wreszcie  wobec  uroczystych  i  tak  ważnych zapewnień rządu i sejmu polskiego, że w Polsce wszyscy obywatele będą mieli rów- ne prawa, okazywać jakąś nieufność?” —  (30 lipca 1919 r., Warszawa).

13 grudnia  coraz  bardziej  się  oddala,  ale  zawarte tam porozumienia wciąż obowiązują, a kiedy pojawia się na horyzoncie jakaś niezależna siła, albo na- tychmiast jest rozbijana i ośmieszana,  albo  przypina  się  jej łatkę np. faszyz- mu czy innego -izmu  i  media głównego nurtu już wiedzą, jak urabiać Kowal- skiego.

Tak  się  mają  sprawy  np.  z Ruchem Narodowym, z Młodzieżą Wszechpolską itp. grupami. Dla tych sił nie ma w Polsce miejsca… a kto o tym decyduje?

Na pewno nie naród, a siły, które wpisują się w lewacki nurt rozmywania naro dów, niszczenia podstaw cywilizacji, propagowania zboczeń.

A  jeżeli  ostrzeżenia  nie  pomogą, to  krnąbrni,  nieposłuszni  trafiać  będą do psychuszek, ostatecznie taka ustawa w Polsce już chyba powstała.

Kiedyś, w Sowietach, odkryto „schizofrenię bezobjawową„,  do tego  pomysłu powraca się obecnie w Polsce.

Wystarczy opinia jakiejś społecznej trojki i człowiek trafi do zamkniętego za- kładu na resocjalizację.

Bodaj w Holandii za negatywne wypowiedzi np. o homoseksualistach moż na już dzisiaj trafić na przymusową terapię… czy „leczą” tam prądem, nie wiem, ale coś bardzo groźnego pojawia się na horyzoncie!

Na  razie  ogłupia  się  Polaków, wciskając im kit, że pewne postawy przynoszą nam wstyd,  że  Zachód  się  śmieje  z nas – dlatego musimy inaczej, nowocześ- niej.

A  świat  przejmuje  się nami jak zeszłorocznym śniegiem, ale w propagandzie takie  hasła  dobrze  się  sprzedają,  zwłaszcza  wśród  zakompleksionych mas, które nie potrafią być dumne z przeszłości  i  które  nie potrafią być dumne  z teraz.

Jaki  był  harmider,  że  panie  z  zespołu  „Jarzębina”  ośmieszą  nas piosenką „spoko, Euro, skoko”,  czy  coś  w tym rodzaju. Nie, one nas nie ośmieszyły, ale zrobili to panowie na krzywych nogach niezdarnie uganiający się za piłką.

Robią to polscy dyplomaci organizujący np. pokazy filmów o antypolskiej wy- mowie.

Należy zatem postawić pytanie: komu służy Ministerstwo Spraw Zagrani-cznych  (celowo  nie  piszę  polskie MSZ)?

Czy rzeczywiście reprezentuje polskie interesy, czy raczej służy np. rozbi- janiu Polonii?

O latach PRL nie będę wspominać,  ale  i  współcześnie można odnieść wraże- nie,  że  polscy dyplomaci to często  raczej  funkcjonariusze jakiejś tajnej służ- by.

Tak było w Ameryce Łacińskiej, gdzie polscy przedstawiciele kopali dołki pod USOPAŁ-em i Janem Kobylańskim, który nadepnął na odcisk organi- zacjom żydowskim,  potępiając  je  m.in.  za  próby  wyłudzenia miliardów dolarów.

Podobnie „podpadł” śp. Edward Moskal, prezes KPA, którego przyjmował prezydent  Bush  i  przed  którym  pewnego  dnia  zatrzaśnięto   wszystkie drzwi.

Przed  nami, na emigracji,  staje  pytanie,  jaki mieć stosunek do dziennikarza „Gazety Wyborczej”, który zostaje ambasadorem RP w Kanadzie.

A może inaczej, czy rzeczywiście mając za sobą lata pobytu w USA, Kana- dzie,  mamy  przywiązywać  jakąkolwiek  wagę  do  tego, kogo warszawski reżim wysyła na placówkę?

Wydaje mi się, że jest to kwestia drugorzędna, bowiem bycie Polakiem nie oz- nacza,  że polski urzędnik może nam cokolwiek podpowiadać, sugerować, czy wręcz narzucać.  No, chyba że jesteśmy spadochroniarzami,  których zrzuciła jeszcze komuna i dalej wiernie służymy…

Ale skoro obecnie  MSZ  wydziela  pieniądze  na  potrzeby organizacji  polonij- nych, to nie dziwmy się, że wymaga, aby zginać kark i służyć wiernie:  kto pła- ci, ten wymaga.

To  nie jest przypadek,  zbieg  okoliczności,  że  „Wspólnota Polska”  utraciła fundusze  na  Polonię,  że  kasę  przejęło  Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Polityka kija i marchewki zawsze (no prawie zawsze) się sprawdza.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak liczne są organizacje polonijne, które wyciąga- ją rękę po jałmużnę fundowaną przez polskiego podatnika.

Biorąc od kogoś kasę, raczej nie działa się wbrew woli fundatora, często wręcz zgaduje się jego intencje..

W grudniu ogarnia mnie często lekka depresja,  trudno  pogodzić się z myślą, że naród z taką przeszłością, wspaniałą historią może być tak poniewierany!

Ale gdzie są polskie elity, gdzie ludzie niezłomnie służący polskiej sprawie,  a nie mamonie czy służbom innych państw.

Pół  wieku  komunistycznej  okupacji  zrobiło swoje, do tego dochodzi świado- mość, że oto kolejne pokolenie tych, którzy przybyli na sowieckich tankach, w najlepsze rządzi Polską.

Przetrącono narodowi polskiemu kręgosłup, zdeprawowano go, zdegenerowano; dzisiaj jest to dusza pańszczyźnianego chłopa, który godzi się na wszystko, byle mu coś spadło z pańskiego stołu, byle by go pan nie kazał oćwiczyć batogiem…

Po  napisaniu  krótkiego tekstu poświęconego  nowemu ambasadorowi  RP  w Kanadzie,  niektóre osoby dały mi odczuć,  że  puściłem bąka w towarzystwie, że „tak nie należy” etc.

Być może, tylko chciałbym przypomnieć, że przysyłany do nas urzędnik opła- cany  jest  przez polskiego podatnika  i powinien reprezentować naród polski, a nie aktualną władzę. Niestety, tak nie jest i nie będzie.

Urzędnika wysyła pan Tusk,  pan Sikorski  i urzędnik przed nimi się rozli- cza, nie przed np. Sejmem. Realizuje zadania wyznaczone przez MSZ. A że mnie  reżim  pana Tuska ni ziębi, ni grzeje   –   podobny  stosunek mam do jego przedstawicieli.

Dziwi mnie,  że ludzie nie potrafią rozdzielić tych spraw:  Polska,  Ojczyzna  i sprawująca w Warszawie władzę kolejna  pookrągłostołowa  marionetka.

Czy polscy dyplomaci reprezentują interesy Polski, czy kolejnej ekipy rzą- dzącej?                                                                                                                                    Co  zatem powiedzieć o polskiej ambasadzie w Finlandii, która organizuje pokazy antypolskiego w wymowie filmu?                                                                   Co  sądzić  o konsul w Nowym Jorku,  który doprowadza do odwołania  za- proszenia prof. Marka Chodakiewicza,  który  miał  mieć  referat  w  czasie konferencji „Quo vadis, Polonio”?                                                                                A dyplomaci w Ameryce Łacińskiej rozbijający Polonię?

Ambasador RP w USA Ryszard Schnepf (a może to MSZ?) tworzy specjalne eta ty, na których zatrudnia żonę korespondenta Wiadomości TVP  oraz małżon- kę korespondenta Polskiego Radia.  Jednego  może  być pewny:—  odbiorcy  w Polsce będą słyszeć tylko hymny pochwalne pod jego adresem.

Można powiedzieć,  że  to  cyrk  Tuska i jego małpy, ale Polska nie jest Tuska i już  niedługo  nadejdzie  chwila,  że  razem  ze swoimi małpami będzie musiał odejść!

Mam taką nadzieję,  bo  nawet  mieszkając  tysiące  kilometrów od Polski,  nie jestem obojętny na to, co się tam dzieje.

Nie  przywiązuję  żadnej  wagi  do  nazwisk,  bo  mówią mi już coraz mniej, ale szukam haseł, programów naprawy Rzeczpospolitej  i  tego znaleźć nie mogę.

Bije się pianę, aby tylko unikać konkretów, a fakty są takie, że polscy mężyko- wie  stanu,  odnoszę  takie  wrażenie,  nie  dorośli  do funkcji,  które oficjalnie sprawują.

Dlatego nie dbam, kto jest oficjalnym przedstawicielem MSZ w Kanadzie, byle – jak francuski dyplomata przed laty – nie robił w spodnie, prowadził się god nie i nie urządzał tajnych narad – odpraw.

W Polsce dorasta kolejne pokolenie, sprawy okrągłego stołu, stanu wojennego są mu zapewne dość obce, ale jest to pokolenie, które wie,  że są kraje na świe- cie,  w  których da się żyć,  robić karierę i chcą, aby tak samo, normalnie, było nad Wisłą.

Pytanie tylko, czy mają jeszcze ochotę walczyć o inną Polskę,  czy  kładą  „la- chę” na Tuska i opuszczają kraj… Poprzez prowadzenie odpowiedniej polity ki  można  wymuszać na młodych,  ambitnych,  energicznych podejmowanie decyzji o emigracji. Pozostałymi łatwiej będzie manipulować.

Mamy w Windsor tablicę upamiętniającą punkt werbunkowy do  Armii  Pol- skiej,  który  istniał tutaj w latach II w.św. pod dowództwem gen. Ducha.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie napis:

„Dnia 12 listopada 2005 roku tablicę uroczyście odsłonił Konsul Gene- ralny Rzeczpospolitej Polskiej dr Piotr Konowrocki”.

I nie wiem, śmiać się, czy płakać; czy ważniejszy jest fakt,  że  punkt  zborny w Windsor istniał, czy to, że konsulem był dr Konowrocki…

Zapewne ktoś otrzymał odpowiednią blachę w klapę marynarki, ale… czy nie jest to przykład takiej właśnie mentalności pańszczyźnianego chłopa,  który stara się panu przypodobać?

Jak często zadajemy sobie pytanie: kim są ludzie rządzący Polską?

Ale tak samo Kanadą, czy Stanami Zjednoczonymi. Jakie są ich korzenie, co porabiali wcześniej, kto za nimi stoi?

Czyje interesy reprezentują, czy na pewno narodowe?                                          I kiedy mówimy o Polsce czy zadajemy sobie minimalny  trud  na poszuki- wanie odpowiedzi, jaka powinna być?                                                                       Kto powinien sprawować władzę i w czyim imieniu?

Raz jeszcze przytoczę słowa wspaniałego patrioty J.I. Paderewskiego (aktual ne po dziś, a wypowiedziane w lipcu 1919 r.):

„Musimy dowieść światu, musimy dowieść tu, tam i wszędzie, przekonać świat, nie zawsze nam chętny, że rząd polski, istotnie polski,  pozbawio- ny  wszelkiego  obcego  wpływu,  rząd  polski,  będzie  rządem  wolności, sprawiedliwości i braterskiej miłości”.

Leszek Wyrzykowski

wyrzykowski

niedziela, 15, grudzień 2013
Za; http://www.goniec.net/
  • Foto:  nie_dla_bydla wirtualnapolonia.files.wordpress.com  – dod. emjot
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii "Solidarność", 13 grudnia Stan wojenny, ANTYPOLONIZM, ARCHIWUM 25-LECIA 1989-2014, HISTORIA POLSKI, IV Rozbiór Polski, OKRĄGŁY STÓŁ, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POlska w likwidacji, Roszczenia wobec Polski, Roszczenia żydowskie, SPOŁECZNO-POLITYCZNE, STAN WOJENNY. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.