Cały ten Majdan… – Konrad Rękas

Jak zawsze też smutnym westchnieniem należy podsumować wyskoki najgorszego bloggera wśród dyplomatów i najfatalniejszego dyplomaty blogosfery.

Wezwanie ambasadora Ukrainy by wysłuchał bezprzykładnych połajanek za to, co legalne ukraińskie siły porządkowe robią z łamiącymi prawo obywatelami Ukrainy – dopełnia obrazu kuriozum, stworzonego przez MSZ Sikorskiego.

Propozycja mediacji strony polskiej między rządem ukraińskim a opozycją znajdzie się zaś zapewne na trwałe na liście dyplomatycznych gaf i mimowolnych dowcipów.

Na tle brzękania szabelkami,  wezwań do sankcji  –  nadspodziewanie spokoj- nie  zabrzmiał  głos  Donalda Tuska  przyznający  oczywistość  –   że z punktu widzenia Unii Europejskiej Ukrainę  trzeba  zacząć kupować,  a  nie straszyć i pouczać, jak to miało miejsce przed ostatnią woltą prezydenta Janukowycza.

Jasne  wystawienie  przez  Kijów  rachunku  (na razie opiewającego na 20 mld eu)  i ciche przyjęcie tego żądania do wiadomości przez Brukselę  –  to zresztą fakt bez precedensu. W trwającym od przeszło 20 lat procesie stowarzyszania i  przyjmowania  nowych  członków  Wspólnot,  którego kolejnym etapem były naciski na Ukraińców   –   obowiązywał  ton prezentowania akcesji jako formy dobroczynności.

Nikt nigdy nie przyznał, że wiązanie się  z  UE  jest korzystne co najmniej obu- stronnie (nie mówiąc o najbardziej brutalnie szczerych głosach w ogóle odma wiających zysków nowym krajom członkowskim i stowarzyszonym).  Również Kijów traktowano przed Wilnem jako pokornego suplikanta, który musi zasłu żyć na brukselską łaskę.  Teraz doniecki Machiavelli  jednym ruchem obalił tę propagandę mówiąc wprost:

chcecie mieć nasz rynek zbytu – zapłaćcie i pozwólcie wzmocnić naszą go spodarkę. Gdybyśmy mieli takiego Janukowycza zamiast takiego  Olszew- skiego w 1991 r.!

Janukowycz wymyka się także polskim „analitykom geopolitycznym”  także  z innego, zasadniczego powodu.

Zarówno  po  stronie  rządowej,  jak i opozycyjnej dominuje bowiem w polskiej polityce mentalność kibicowska.   „Za kim jesteś?!”  –  brzmią  teksty  rodem  z przedszkola.

Obowiązuje bezwarunkowość, albo wymaganie takowej. Jak ktoś jest pro-ame rykański, to ślepo i na zabój.  Jak pro-europejski  –  również  nie  ma ż adnych wątpliwości  wobec  brukselskich racji.  Ba,  wszelkie  głosy  sceptyczne  wobec obowiązującego zapadnictwa,  określone na wyrost mianem  „opcji pro-rosyj- skiej”  również  są  traktowane  jako  objaw  zauroczenia Kremlem na zasadzie „jak ten Putin cudnie kopie stół…”.

Prezydent Ukrainy w sposób może mało subtelny,  ale  skuteczny  udowadnia, że dorosła dyplomacja i geopolityka nie polegają na „byciu za kimś”, tylko na nieustającej grze na wszelkich dostępnych fortepianach. Jest to metoda ryzy- kowna  i  być może nawet intelektualnie czy charakterologicznie niedostępna tuzom  politycznym  z  Polski,  jednak  sprawdzająca  się  w  wykonaniu takich przywódców,   jak   Aleksander  Łukaszenko   (niewątpliwie  po   stronie   opcji wschodniej  –  ale bynajmniej nie leżący plackiem przed Moskwą),  czy  Ilham Alijew  (niewątpliwie  związany  z  Pax Americana,  ale  również  ni e kucający przed Waszyngtonem).

Założenie,  że tak zawzięte targowanie się o ukraińskie interesy  z  Zachodem, Rosjanami,  a ostatnio rzucenie jeszcze na stół kraty chińskiej  –  nie zostanie docenione przez ukraińskich wyborców to objaw życzeniowego myślenia  me- diów polskojęzycznych,  potrzebujących wiecznie czarnego luda  i propagują- cych wizję, że naród Ukrainy to ci, co kołyszą się na Majdanie do przyśpiewek Rusłany.

Zabawne jest coś jeszcze.

Ta część  tzw. polskiej opozycji,  która nie pomna kompromitacji  „pomarań- czowej  rewolucji”  i  jej  polskich  zwolenników  znowu  pchała się na Majdan, lejąc łzy nad obitymi przez Berkut swobodowcami – przeoczyła jeszcze jeden ważny element.

Oto  jednym  z wielu mitów polskiej wizji polityki zagranicznej,  jest  „między-morze”, blok niezależnych państw między Adriatykiem,  Bałtykiem  i Morzem Czarnym.

Utopijna i anachroniczna doktryna ABC zatruwa umysły m.in. wielu zwolenni ków Ruchu Narodowego, a jako uzupełnienie pro-amerykańskiego prometeiz- mu jest też obecna w propagandzie obozu „centroprawicowego”.

Kiedy  jednak na geopolitycznej szachownicy pojawiają się gracze prawdziwie niezależni – właśnie jak Łukaszenko, a teraz Janukowycz od razu budzą  nie- nawiść  i  agresję.  I  to nie  tylko demoliberałów,  ideologicznie zainteresowa- nych rozprzestrzenianiem swej doktryny,  ale  także owych rzekomych obroń- ców suwerenności mniejszych państw. Pokazuje to zresztą fałsz stosowanych przez nich uzasadnień – oto państwa środkowoeuropejskie mogą być  „nieza-leżne”  tylko  wtedy,  gdy  będzie  to  oznaczać  zależność  od Waszyngtonu. W przeciwnym razie  –  prawdziwie  „międzymorscy”  przywódcy są traktowani jako wróg numer jeden.

„O jedenastej – powiada aktor – sztuka jest skończona” –  pisał Stanisław CAT Mackiewicz mając na myśli, że w pewnym momencie najlepsze nawet ustawki i  gry  pozorów  dobiegają końca, opada kurtyna i słychać oklaski,  gwizdy  lub martwą ciszę, najgorszą zmorę występujących na scenach   –   także  politycz- nych.

Dla Janukowycza gra rzecz jasna jeszcze nieskończona, a przeciwnie, nabiera dodatkowych rumieńców,  a  slalom  między  Unią Celną  a Europejską jeszcze nie  raz  będzie  przysparzać  emocji.  Na  razie  jednak z pewnością prezydent Ukrainy zasłużył na brawa.

Takie, jakich nigdy nie usłyszą marionetki z polskiego politycznego teatrzyku lalek.

_______________________________

Konrad Rękas

11 grudnia 2013
Za; http://www.konserwatyzm.pl/artykul/11338/caly-ten-majdan
Ten wpis został opublikowany w kategorii OKRĄGŁY STÓŁ, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, PROTESTY, SLD, SPOŁECZNO-POLITYCZNE, Ukraina, UNIA EUROPEJSKA. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.