ELITY III RP – Przekształcić naród genetycznie – Czyli zlikwidować inteligencję polską cz.2 – WŁADYSŁAW GAUZA [Radzę czytelnikowi to zapamiętać, czytając te dokumenty!

„Nawet jeśli prawda może powodować zgorszenie,  lepiej  dopuścić do  zgorszenia,  niż  wyrzec  się  prawdy”   –   Papież Grzegorz I

______________________________

“Praca ta powstała też  z  myślą o tych Rodakach, którzy historię PRL-u  i  pookrągłostołowej  „III RP”  znają słabo, albo w ogóle nie znają ze względu na niedostępność  w  Polsce  pewnych  źródeł  historycznych  i faktów niewygodnych dla elit rządzących Polską.

Pragnę przy tym zaznaczyć, że najmniej interesujące jest dla mnie to,  czy  Żydzi opanowali  w  Polsce władzę i że sprawują faktyczne rządy.  Jeżeli  zdobyli tę władzę drogą legalną, to jest to sprawa ich i Polaków, którzy na taką sytuację  dają  przyzwolenie. To, co stanowi dla  mnie  ciekawość,  to  okoliczności, metody i droga, jaką doszli do tej władzy i wpływów w Polsce”.

_________________________________

Od czasu zakończenia II wojny światowej i pokonania reżymu Hitlera, panuje pogląd, że to nazistowskie Niemcy były pierwsze, które zastosowały w prakty- ce  politykę,  którą  35 lat  później  skopiowali  komuniści  kambodżańscy  pod przywództwem Pol Pota.

Polityka ta polegała na tym,  że  poprzez  zastosowanie  masowych morderstw wobec określonych grup ludności,  można  genetycznie przekształcić  cały na- ród; całe społeczeństwo.

Wychodzili oni z założenia, i liczyli na to, że poprzez likwidację fizyczną inte lektualnych  grup  etnicznych  danego narodu (lub państwa), spotkają się po- tem  z  niewielkim  oporem  miejscowej  ludności  wobec  ich planu stworzenia państwa niewolników,  składającego się z jednostek ludzkich ślepo  i  posłusz- nie wykonujących ich polecenia i zarządzenia.

W sytuacji,  kiedy  inteligentne  jednostki ludzkie  nie dostaną możliwości  ro- dzenia  i  pozostawiania po sobie potomstwa, kolejna-następna generacja po- zostanie masą,  składającą się z niewiele pojmujących  i  rozumiejących  indy- widualności ludzkich,  czyli składającą się  z ludzi głupich, zobojętniałych na to, co się wokół nich dzieje, ale których pomimo tego można przyuczyć do wy- konywania określonych czynności.                                                                           (Uwidoczniło  się  to  w  Polsce okresu  II- giej  „Solidarności”  i  później   tzw. „okrągłego stołu”).

To, co się stało na Uniwersytecie Jagielońskim w listopadzie 1939 roku  i póź- niej  z  profesorami  Uniwersytetu  Lwowskiego  po  zajęciu  tego miasta przez Niemców, to były pierwsze przedsięwzięcia w realizacji tej szatańskiej polity- ki.

Polacy mieli  zostać sprowadzeni  do roli niewolników.  Okupant  hitlerowski rozpoczął swoje rządy od fizycznej likwidacji aktywnej, oświeconej  i  kierow-niczej części narodu.

„Oto częściowe cyfry elity polskiej, wymordowanej przez Niemców: 

2.600 księży katolickich,                                                                                               1.500 lekarzy,                                                                                                                     400 profesorów uniwersyteckich,                                                                                 5.500 sędziów i prawników,                                                                                            16.000 nauczycieli.                                                                                                             

Z  pewnością  wśród  lekarzy  i  prawników  był  poważny odsetek Żydów, ale nie było ich wśród nauczycieli i księży.”                                                            (Cyt. za: Stefan Nowicki,  „Wielkie  nieporozumienie”, Sydney, 1970r. str.84).

Prawda jest,  niestety,  taka, że politykę genetycznego przerabiania narodów i społeczeństw nie wynaleźli naziści, lecz komuniści.  To  komuniści  wykluli tę ideę i byli piewszymi, którzy zaczęli wcielać ją w życie pod hasłem  „nowej po- lityki społecznej”.

>> W roku 1918 bolszewicy uchwalili dekret o czerwonym terrorze.

Postanowiono zlikwidować tych wszystkich,  którzy  z uwagi na  „pocho- dzenie  społeczne, czy  działalność  polityczną  i  zawodową,  w chwilach niebezpiecznych  dla  władzy sowieckiej, mogliby przejść  do obozu  wro- ga”.

Mordowano zatem rdzennych Rosjan: oficerów, ziemian, kupców, uczo- nych, profesorów, duchowieństwo, studentów, rzemieślników,  a nawet robotników i chłopów.

Zgodnie z historycznymi tradycjami,  wymordować  75 tysięcy ludzi  w ciągu jednego dnia, tylko dlatego, że znalazłszy się w obozie przeciwni- ka mogliby ewentualnie psuć interes, dla organizatorów rewolucji bol- szewickiej – nie było rzeczą trudną.<<                                                                   (Cyt.za dr. Romuald Gładkowski,  „Myślącym pod rozwagę”,  Wydawni- ctwo 966, Toronto 1984, str. 36).

Inny współczesny bolszewikom producent idei komunistycznych, Siergej Ge- nadowich Nieczajew, autor „Katechizmu rewolucjonisty”, głosił, że

„Wszystko, co służy triumfowi rewolucji, jest moralne”.

Współtowarzysz Nieczajewa, Piotr Tkaczow,  głosił,  że aby skutecznie zbudo- wać nowe społeczeństwo (socjalistyczne),

„powinno się wystrzelać wszystkich ludzi powyżej 25 roku życia i spró- bować tworzyć życie społeczne od nowa.”

Tkaczow  –  kiedy to głosił  –  miał 24 lata, ale to nie przeszkadzało,  żeby  był nauczycielem, na   przykład, dla  Mao Tse-tunga  w  Chinach,  czy  Pol Pota  w Kambodży.

Adolf Hitler powiedział do swego wczesnego przyjaciela, Hermana Rauschin- ga,  który  odnotował  to  później  w  swej  książce pt.  „Hitler speaks”  (wyd. w Londynie w 1939r.), że:

Nauczyłem się bardzo wiele od marksizmu, czego nie waham się przyz- nać (…). Różnica (…) polega na tym,  że ja rzeczywiście wprowadziłem w życie to wszystko, co ci kramarze i gryzipiórki nieśmiało napomykali.

Cały narodowy socjalizm na tym się opiera.”

Na  początku 1987 roku  wybuchła  w Niemczech zachodnich debata na temat przeszłości Niemiec.  Stało  się  to  za sprawą serii telewizyjnej, pt.  „Ojcowie i synowie”.

Dyskusja ta szybko objęła szerokie kręgi opinii zachodnioniemieckiej i wywo- łana została w Berlinie zachodnim przez prof. Ernesta Nolte, który po zakoń czeniu serialu zapytał:

>> Czy „Archipelag Gułag” nie ma charakteru bardziej pierwotnego, niż Auschwitz;                                                                                                                                czy nie istnieje tu związek;                                                                                           czy wszystko, co narodowi socjaliści uczynili później,  przy pomocy me- tod technicznych drogą gazowania jako wyjątek, było opisane już wcze- śniej w bogatej literaturze w latach 1920-stych:

Masowe deportacje, masowe wyroki śmierci, tortury, obozy śmierci, brutalne wytępianie całych grup ludnościowych?”.

Tutaj warto przez chwilę zastanowić się:

Czy bolszewicką  politykę  genetycznego  przekształcania   społeczeństwa wcielali w życie tylko komuniści w Rosji, narodowi socjaliści niemieccy, a potem czerwoni Khmerzy w Kambodży?

A co w świetle powyższych faktów da się powiedzieć, na przykład, o Komu nistycznej Partii Polski (KPP), która została przysłana do Polski z ZSRR, a którą gen. Berling zdefiniował na podstawie własnego doświadczenia jako bandę żydowsko-kominternowską?

„Z kim się zadajesz, takim się sam stajesz”

KPP zrodziła się i wyrosła z korzenia komunistycznego ruchu bolszewickiego.

Była szkolona i kształtowana przez bolszewików.  I  z  natury  rzeczy  w duchu bolszewickim – no bo w jakim?

Nic  zatem  dziwnego,  że po przybyciu do Polski przystąpili do realizacji idei, którymi nasiąknęli w podmoskiewskiej szkole kominternowskiej i co nauczyli się przy boku komunizmu bolszewickiego.

Toteż kontynuacja bolszewickiej polityki eksterminacji elit polskich (Katyń) i nazistowskiej (likwidacja fizyczna profesorów uniwersyteckich i innych war stw inteligencji),  była  naturalnym celem Żydów z KPP, żeby zdobyć władzę w Polsce i potem ją utrzymać.

Z myślą o tym, po znalezieniu się na ziemi polskiej (w Lublinie),  uchwalili 31 sierpnia 1944 roku,  wzorem  bolszewików  z 1918 roku,  dekret zwany  „dekre- tem sierpniowym”).

W oparciu o ten dekret likwidowano resztki ocalałej inteligencji polskiej.

Fakty mówią same za siebie.

Wspomniany już wcześniej UBek żydowski, pułk. Józef Światło, mówił, że:

„”Komuniści polscy przyjęli od Moskwy nie tylko zasady samego ustroju komunistycznego, ale również metody ucisku, dzięki którym utrzymują się oni przy władzy.”                                                                                                    (Zob. „Mówi Józef Światło”, j.w., str. 205).

Wspomniana już wcześniej „krwawa Luna”, czyli Julia Brystygier, ważna wów czas KPP-owska persona, bo dyrektorka Departamentu V „Państwowego Urzę du Bezpieki”, (czyli takiego PRLowskiego GeStaPo),  na odprawach wydawała funkcjonariuszom  (Żydom)  z  UB  instrukcję,  będącą  naturalnym   odbiciem dekretu bolszewickiego z 1918 roku  –  dekretu, który 56 lat później wcielali w życie czerwoni khmerzy pod przywództwem Pol Pota w Kambodży.

„W istocie cała polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunisty- cznemu i właściwienie ma szans na jej reedukację.

Pozostaje więc jej zlikwidowanie.

Ponieważ  jednak nie można zrobić błędu, jaki uczyniono w  Rosji  po  re- wolucji w 1917 roku, eksterminując inteligencję i w ten sposób opóźniając rozwój gospodarczy kraju, należy wytworzyć taki system nacisków i ter- roru, aby przedstawiciele inteligencji nie ważyli się być czynni politycz- nie”. (Zob. http://pl.wikipedia.org./wiki/Julia_Brystygier ).

Warto  tu podkreślić,  że  wytworzyli  rzeczywiście „taki system nacisków”,  w wyniku którego wymordowali kilkadziesiąt tysięcy Polaków a kilkaset tysięcy uczynili inwalidami na resztę życia.

Już  chyba  nie  potrzeba  tutaj  dodawać,  że  przyczynili  się tym wydatnie do opóźnienia rozwoju gospodarczego Polski.

Dla pełności tego obrazu, co działo się za sprawą „krwawej Luny”  i  jej  pobra- tymców,  warto  dodać  wspomnienie  jednego  z  uwięzionych Polaków,  który przeżył zbrodnie żydowskie w Polsce. „Krwawa Luna” to:

„zbrodnicze  monstrum  przewyższające  okrucieństwem  niemieckie  do- zorczynię z obozów koncentracyjnych”.

Można to skomentować, że jest to mocno powiedziane, ale i ilustrujące ówcze sny   przebieg  procesu  przeobrażania   genetycznego  narodu  polskiego   pod sztandarem tworzenia nowego ustroju i nowych stosunków społecznych.

Ten „nowy ustrój”   i  „nowe stosunki społeczne”  miały  opierać się na tym, że władzę  w  Polsce sprawować mieli Żydzi w opakowaniu socjalistycznym i pol- skim.

Wspierać  ich  miały  polskie szumowiny  (z „awansu społecznego”), pełniące faktycznie (ze względu na ograniczenie umysłowe) funkcję pożytecznych idio tów, a w rzeczywistości – szabesgoji.

Ocalałe z pożogi wojennej resztki inteligencji polskiej nie nadawały się do bu- dowy  „nowego ustroju”  i  „nowych stosunków społecznych”  (czyli nie nada- wały się do tworzenia raju dla Żydów na terytorium Polskim).

Państwo  Izrael  nie  istniało  wtedy  i  niewiele osób zdawało sobie sprawę, że może zaistnieć, dlatego koniecznym było te aktywne politycznie resztki Pola- ków,  zlikwidować  fizycznie  i  unicestwić psychicznie.

Polacy mieli pełnić rolę podrzędną;

pełnić co najwyżej funkcję wykonawczą pomysłów bandy żydowsko-komin ternowskiej.

Można tu powiedzieć,  że 

w 1945  roku pierwszą rundę wygrali Żydzi,

II rundę w 1989 roku („okrągły stół”  i  Mgdalenka) wygrali Żydzi.

III runda, to ostatnia szansa  dla  Polaków  (tych rdzennych i oczywiście złupionych).

Aleksander  Matejko   (którego  publicystyki  nie lubiłem,  bo   była  tworzona przez niego pod wpływem doznanej traumy, ale w faktach był uczciwy)  –  pi- sze, że: >>

„ przed drugą wojną światową inteligencja stanowiła  w Polsce  ok.  6% ludności, tzn. ok. 2 milionów.

Następuje wojna, Katyń, sowiecko-hitlerowska polityka eksterminacji w pierwszym rzędzie właśnie inteligencji,  emigracja wojenna i powojenna.

Trudno  teraz,  nie dysponując odnośnymi materiałami,  stwierdzić jaki procent tej grupy pozostał w Polsce przy życiu,  ale  zapewne nie bardzo się omylimy , jeśli stwierdzimy, że niewielki.

Ci ludzie, nieliczni inteligenci  –  z  tego  między  innymi powodu,  że tak nieliczni – cenieni byli zaraz po wojnie na wagę złota. (…).

Bezwzględna i krwawa rozprawa z A.K.,  wytyczanie  procesów w istocie za nic innego,  jak właśnie za „inteligenckość”,  dopełniły reszty.

Inteligencja jako klasa  społecznie istotna  przestała  istnieć,  niedobitki zaś  –  co zrozumiałe  –  przeszły  na  „emigrację wewnnętrzną”.

Wygrał oficer śledczy (prowadzony przez „krwawą Lunę, czy przez J. Ber mana – dopis. mój – W.G.)  mówiący  do  badanego  AK-owca:

„Teraz ty inteligencki ch…  poczujesz  pięść  polskiego robotnika”.

I,  ten,  cytowany przez mnie,  poczuł – 10 lat w celi śmierci – i do końca życia jej nie zapomni.<<                                                                                                  (Zob. „Kultura” paryska”, nr. 7/298-8/299, 1972, str. 181-182).

Ale  autor  książki  pt.  „Po  zagładzie  –  Stosunki polsko-żydowskie”,  Marek Chodakiewicz, podczas promocji tej pracy w Polsce (w Gdańsku) zwrócił uwa gę,  że  nie  wszystkie  bandziory  kominternowsko-żydowskie  były  bezlitosne wobec  Polaków  w  okresie  procesu  genetycznego przeobrażania narodu pol- skiego.  Jako przykład podał zdarzenie – cytuję:

„Żyd zaświadczył na UB, że żołnierz AK,  któremu groziła śmierć,  w cza- sie wojny ukrywał w swoim domu  19  Żydów. 

Tego żołnierza oskarżali i „sądzili” przed wojskowym sądem sami Żydzi. Zarówno sędzia, jak i prokurator oraz UBek byli Żydami.

Relacja  o  ukrywaniu  Żydów  skruszyła ich sumienia.  Żołnierz  zamiast wyroku śmierci dostał  „tylko”  dożywocie…”

Żyd Leon Chajn, były członek władz naczelnych agentury bolszewickiej, wystę pującej pod szyldem  „Związek Patriotów Polskich”  (ZPP)  w  ZSRR a w latach 1945-1949  wiceminister  sprawiedliwości żydowskiej w PRL, tak  –  po  latach swej działalności antypolskiej – tłumaczył Teresie Torańskiej:

    „Odsunięcie  AK  od  budowania  Polski  było  zbrodniczym  błędem,  bo przez to odsunięto całą inteligencję i przeważającą część społeczeństwa. (podkr. moje – W.G.).

Szykanowano AK-owców, represjonowano za przynależność do różnych przedwojennych oragnizacji, stosując wobec tych działaczy kryteria po- litycznej świadomości Polski Ludowej,  a  nie  Polski  przedwrześniowej  i stąd, jeśli ktoś był nawet szeregowym członkiem BBWR czy OZON-u,  au- tomatycznie  pociągany  był  do  odpowiedzialności,  siedział  jakiś czas, zanim wyjaśniło się, jaką rolę w tej przedwojennej partii odgrywał.” (Zob. T.Torańska, „ONI”, str.205-206).

Zamordowany  przez  bandę  żydowsko-kominternowską, rtm. Witold Pilecki, przebywał przez dłuższy czas w niemieckim obozie zagłady w Auschwizt skąd udało mu się uciec.

W  maju  1947 roku  został  aresztowany przez UB. Torturowany wyznał żonie:  Oświęcim to była igraszka”.                                                                             (Cyt. za „Ochotnik – biografia rotmistrza Pileckiego”).

Jakie były skutki polityki i rządów żydowskich w Polsce?

Częściowo już wcześniej przypomnieliśmy sobie:

Kilkadziesiąt  tysięcy zamordowanych Polaków i kilkaset tysięcy  sponie- wieranych; zniszczonych fizycznie i psychicznie więzieniami, torturami i obozami pracy przymusowej.

Ale nie tylko to. Otrzymaliśmy nowe „elity”.

Jakie?!

Po dojściu do władzy Władysława Gomułki w 1956 roku, powrócił do Polski z emigracji pisarz i publicysta, Stanisław Cat-Mackiewicz,  brat Józefa Mackie- wicza.  W okresie międzywojennym Cat-Mackiewicz znany był z wielkiej przy- chylności do Żydów. 

Po powrocie do Polski Gomułki zauważył nagle problem żydowski

>>(…)  i  się nim zaniepokoił:  uderzyło go specjalnie całkowite opanowa nie  przez  Żydów  cenzury,  radia, telewizji, urzędów prasowych, prasy.

„W klubie dziennikarzy w Warszawie”, mówił mi wielokrotnie,

„są  sami  Żydzi,  poza  mną i… kelnerami”.<<                                                 

(Zob. W.Zbyszewski, „Kultura” paryska, Czerwiec 1966, wspomnienie o S.Mackiewiczu).

Tak  więc  polityka kulturalna, oświatowa, propaganda, polityka historyczna, polityka zagraniczna itp.  znalazły  się  całkowicie w rękach żydowskich.

Nic też dziwnego,  że  parę pokoleń Polaków znalazło się pod wpływem myśle- nia i rozumowania żydowskiego i do dzisiaj nie może się z tego wyzwolić.

Ogrom ciemnoty politycznej i historycznej Polaków XXI wieku jest przerażają cy.

Mamy całe masy ludzi nieoczytanych, ograniczonych intelektualnie,  bez charakteru i o zajęczej mentalności.

Ale stan ten jest wytłumaczalny:

przecież ludzie ci przez wiele dziesiątków lat nie mieli dostępu do wiedzy innej, alternatywnej.

O to,  żeby  Polacy  do tej  innej  wiedzy dostępu nie mieli, banda kominterno-wsko-żydowska też zadbała zaraz po przejęciu władzy w naszym kraju.

Jak to robiono?

Wprowadzono wszechobejmującą cenzurę prasy i wydawnictw, to jedno, ale:

>> (…) skazywano  na przemiał książki ze względu na ich autorów  czy z racji myśli w nich zawartych, myśli  –  dodajmy  –  właśnie dla  „lewicy” rządowej niewygodnych.

Odpowiednie władze systematycznie sporządzały całe spisy takich dru- ków skazanych przez sprawujących władzę na utonięcie  w  niepamięci.

Praktyki te przypomniał  „Przegląd Tygodniowy”  (I.Morżoł,  M. Ogórek. „Wymiana poglądów”, 7 VIII 1988, nr, 32, str. 6-7).”                                        (Cytuję  to  z  marksistowskiego  tygodnika pt.  „Sprawy i Ludzie”,  nr 40- 339, z 6 października 1988, str. 3, artykuł „Daremne żale”).

Do  oczyszczania  kultury  z  literatury  „nieprawomyślnej”  zaangażowano na pełny etat tysiące tzw. „pracowników oświatowych”.

Dla  równowagi  trzeba  tutaj  przypomnieć,  że  naziści  w tych praktykach nie byli gorsi.

Co prawda, po przejęciu władzy robili to samo, ale trochę inaczej.

Książki i publikacje niewygodne dla nazistów masowo palono.

Akcję tę rozpoczęto w nocy z 10 na 11 maja 1933 roku od zwiezienia samo- chodami  ciężarowymi  20  tysięcy  książek i innych publikacji z bibliotek i demonstracyjnego  spalenia  ich  w  ogromnym  ognisku  na  Operaplatz  w Berlinie.

Wybitny znawca stosunków w Polsce „ludowej”,  George J. Flemming, w książ- ce pt.  „Polska  mało  znana”  pisze:

„W okresie stalinowskim na przeszło 100 dzienników, tygodników i mie- sięczników, wychodzących tylko w samej Warszawie,  było tylko dwóch naczelnych nie-Żydów,  a  w  telewizji  i  radiu kursował dowcip 

– Co się stało z resztą Żydów z Getta? – Przeszli kanałami do telewi- zji.

– A na pytanie czym się różni Izrael od radia,  odpowiedź  brzmiała, że w Izraelu są jeszcze Arabowie…”                                                           

(Cytat za: Stefan Nowicki, „Wielkie nieporozumienie”, str. 147).

Żyd Artur Sandauer, PRL-owski krytyk literacki i pisarz, siostrzeniec „krwa- wej Luny” (pułk. UB Julii Brystygier), w latach 1960-tych w przypływie szcze- rości po paru kieliszkach, tak uzasadnił władzę Żydów w Polsce powojennej:

„W czasie wojny zginęli prości Żydzi i wybitni Polacy.

Uratowali się wybitni Żydzi i prości Polacy.

Dzisiejsze  społeczeństwo  w  Polsce  –  mówił Sandauer  –  to  żydowska głowa nałożona na polski tułów.

Żydzi stanowią inteligencję a Polacy masy pracujące.”

Wszystkie  znaki na niebie wskazują,  że  ten  stan istnieje do dzisiaj  w Polsce, A.D. 2011,  zwanej przewrotnie „III RP”.

I faktu tego nie zmieni to, że ktoś nazywa się Komorowski, Skubiszewski, Jaru zelski,  Sikorski,  Bartoszewski,  Baczyński,  Wróblewski, Balcerowicz, Boruse- wicz,  Cimoszewicz  czy inny typ, którego nazwisko kończy się  na – ski,  lub  – icz,  biorąc pod uwagę fakty, jak masowo zmieniano sobie w różnych okresach nazwiska na polsko-brzmiące, żeby się ukryć przed etnicznymi Polakami.

Ale nie tylko siebie, równie swoje niecne cele i zamierzenia,  sprzeczne  z inte- resem  narodowym  polskim.

Nikt nie zmienia nazwiska bez powodu.

To, co siostrzeniec „krwawej Luny” nie dopowiedział,  to to, że przyprawiania narodowi polskiemu żydowskiej głowy, ostatecznie dokonała banda kominter nowsko-żydowska pod przywództwem

Bermana,  Minca,  Zambrowskiego,  Bieruta, Różańskiego, Brystygier  i  im podobnych genetycznie typów.

Ciekawe, że gen. Berling to widział, ale  „pisarz i publicysta”, siostrzeniec UB- eckiego pułk. Julii Brystygier,  A.Sandauer  –  nie.

A może wiedział,  ale nie mógł,  albo  po  prostu  nie wypadało mu tego powie- dzieć?

W1981 roku zmieniłem pracę.

W nowej firmie,  w Oslo,  spotkałem młodego Polaka.  Był młodszy ode mnie o parę lat.

Co mnie zaskoczyło,  to to, że mówił bardzo płynnie po norwesku, co oznacza- ło,  że  musiał  przybyć do tego kraju wiele lat wcześniej niż ja.

Zagadnąłem go po pewnym czasie, 

–  „jak się tu (w Norwegii) znalazł?”

Odpowiedział mi, że

– wyjechał  z  Polski  w 1969 roku skutkiem „kampanii antysemickiej po marcu 1968 roku”.

–  „To twoja rodzina jest pochodzenia żydowskiego?”  –  zapytałem.

–  Tak. – odpowiedział mi.

–  Nie bardzo rozumiemprzecież  „Kolański”  to typowo polskie nazwi- sko.  Jaki ty jesteś Żyd?  W dodatku masz jasne włosy?

– Bo matka była Polką, a ojciec Żydem – odpowiedział.  I dodał,  ojciec nazywał się przedtem  Rosenfeld  i  później  musiał  je  zmienić.

–  Dlaczego? – zapytałem.

–  Bo przy końcu 1953 roku, albo może na początku 54-tego przyszedł list z  Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa  z  zaleceniem  zmiany nazwiska na polsko-brzmiące ze względu na niebezpieczeństwo nowej fali  antyse-mityzmu w Polsce.  Dlatego  ojciec  zmienił nazwisko i odtąd nazywał się Kolański – wyjaśnił.

To,  co  wówczas  ten żydowski Polak (matka była Polką) mi powiedział, było prawdą.

Po  śmierci  J. Stalina  (marzec 1953)  i  po  rozwaleniu  parę  miesięcy później Ławrentija  Berii,  na bandę żydowsko-kominternowską  w  Polsce  padł  blady strach. Ale nie tylko oni wpadli w panikę.

Strachu dostali też inni Żydzi.

Jednym  z  kół ratunkowych była znowu zmiana nazwisk na  polsko-brzmiące.

Nastąpiła kolejna, trzecia masowa akcja zmiany nazwisk na takie,  które koń- czą się na  – ski   i  na  – icz.

W ten sposób Polacy dostali kolejny wydatny zastrzyk „inteligencki” do wspa- rcia  i ożywienia chwiejącej się głowy,  osadzonej na tułowiu etnicznego społe-czeństwa polskiego.

Innymi słowy:

Polacy dostali dodatkowe tysiące ludzi pochodzenia żydowskiego do peł- nienia funkcji tzw. „P.O.P.” (Pełniących Obowiązki Polaka) – inteligenta.

Jedni zmieniali nazwiska, a inni dodatkowo stanowiska,  żeby  skutecznie zatrzeć swoje ślady udziału w zbrodni na narodzie polskim.

Po 1956 roku, skompromitowani  i  przestraszeni, szukając ratunku, przecho- dzili ze zbrodniczej UB i Informacji Wojskowej;

z majorów  i  innych wyższych oficerów, do filozofów, socjologów, history- ków  partyjnych  i  „polskich”;

na stanowiska dziennikarzy, adwokatów, i sędziów,

co przypomniał m.in. autor książki „Polski marksizm”,  Henryk Skolimowski. (Zob. Wyd. „Odnowa”, Londyn 1969, str. 8).

12 lat później, po marcu 1968 roku, wyjeżdżali z PRL już jako

„pracownicy naukowi, dziennikarze,  urzędnicy państwowi,  artyści  itp. Wszelako część z nich zajmowała się czymś zupełnie innym, np. pracą w UB.”

pisał historyk IPN, Jerzy Eisler.  (Zob. J. Eisler, „Polski  rok  1968”,  str.  135, Warszawa 2006).

Zaraz po tym prof. J. Eisler uzupełnia, że:

„Oczywiście później nie chwalili się tą działalnością, która w niejednym wypadku powinna być przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawie dliwości.”

Tutaj, na marginesie należy dodać, bo to dużo mówi, że prof. Jerzy Eisler był i jest  wielkim sympatykiem  KOR-u  i  tzw.”lewicy laickiej”.  A  więc  nie  jest  to postać tuzinkowa i mało znacząca w swych wypowiedziach.

Jak ta  „działalność”  w  UB,  Informacji  Wojskowej,  KBW,  w  sądownictwie i tym podobnych zbrodniczych ówczesnych organach bandy kominternowsko-żydowskiej mogła  „być przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawiedli- wości”,  kiedy ten  „wymiar”  był całkowicie opanowany przez Żydów i współ- pracujących z nimi polskich szumowin społecznych?

Podobne  pytanie  można  sobie  postawić, dlaczego po rzekomym odzyskaniu „niepodległości”  w  1989 roku,  żaden  bandzior  komunistyczny  nie  stał  się przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości, jakoby już w „niepo dległej tzw. III RP”?

Czyżby wymiar sprawiedliwości tzw.  „III RP”  nadal (jak po 1956 i 1968 roku) pełnił  funkcję  organu obrony interesów stadniny sprawującej faktyczną wła- dzę w Polsce?

Pełni  zatem  nadal  funkcję  bandy  ochroniarzy tej nowej klasy politycznej, o której pisał prof. J.Drewnowski?

Tego rodzaju pytań nasuwa się bardzo dużo.

Fabrykowanie nowych „elit”

Wyeliminowanie  fizyczne  z  polskiego  życia społeczno-politycznego i kultu-ralnego kilkaset tysięcy ludzi  drogą wymordowania  ponad 40 tysięcy co war- tościowszych  i  osadzenia  w  więzieniach i obozach pracy przymusowej kilka set  tysięcy  innych,  musiało  naturalną koleją rzeczy spowodować pewien ro- dzaj próżni społecznej.

>> Ktoś jednak zajął miejsce tych ludzi.

Tak zwany awans społeczny zapełnił wolne miejsca w administracji pań stwowej, wojsku, szkolnictwie, nauce.

Tak, do dziś można prześledzić ślady niektórych „karier” w naukach spo łecznych, zresztą trudno to było nazwać nauką.

I  wytwarzała  się  zupełnie  nowa  „tradycja”   w   Polsce,  polegająca  na przedstawianiu  tych,  którym zabrano życie lub zdrowie, domy, miejsca pracy,  resztki  majątku,  jako  „faszystów”,  „kułaków”,  „reakcjonistów”, „wrogów ludu” i „wrogów klasowych”.

W ten sposób komuniści usprawiedliwiali swe straszliwe zbrodnie, legi- tymizowali zagarnięcie i przejęcie cudzych majątków, traktowanie zna cznej części Polaków jako obywateli drugiej kategorii.

Ten sposób myślenia utrzymał się także po 1989 roku. To jest zresztą pa- radoks  –  ci, którzy powinni na zmianach ustrojowych najwięcej stracić, w sumie najwięcej zyskali.

Utrzymali  przede  wszystkim  swe  majątki,  do których doszli w warun- kach rzekomej ”równości” (podkr. moje – W.G.).

Dzieci kształcili (zwłaszcza w ostatniej dekadzie PRL) na zagranicznych uczelniach,  wysyłali  je  na elitarne stypendia, a przede wszystkim  uzy- skali – nie wiadomo, dlaczego – całkowitą ochronę prawną i jakby prze- dawnienie za to, czego dokonali do 1989 roku.

Było to zgodne z filozofią „grubej kreski”.

A  przecież  powinna  mieć  zastosowanie filozofia sprawiedliwości  i  za- dośćuczynienia. Skoro tak się nie stało, to mamy powielanie elit w tych samych środowiskach,  które uprzednio eliminowały  (czy wręcz  ekster- minowały) polskie elity. <<                                                                                        

(Zob. Leszek Żebrowski, „DWIE POLSKI”, http://swkatowice.mojeforum. net/temat-vt10593.html , z 10.01.2011).

Proszę zwrócić uwagę na pewne  „niedociągnięcie”   informacyjne, nieprecy- zyjność faktologiczną,  w  powyższym cytacie:

Nie ma w nim „KPP” i Żydów z bandy żydowsko- kominternowskiej, stano-wiących trzon w administracji państwowej,  w wojsku,  szkolnictwie,  nau- ce, Są natomiast ludzie bez twarzy, jacyś „komuniści”.

Nie zwracam na to uwagi z myślą, żeby krytykować  L. Żebrowskiego,  lecz dla tego, żeby zwrócić uwagę na panującą w tzw.  „III RP”  „wolność słowa” i „wol ność myślenia”.

Co to za demokracja  i  wolność, kiedy ludziom nie wolno użyć słów wyrażają- cych rzeczywistość?

Rozumiem tu Żebrowskiego doskonale. /- A ja nie – emjot/

W III RP istnieje jakaś forma terroru, wywołującego u ludzi strach przed uży ciem słowa Żyd, żydowski, żydzi etc., żeby nie zostać obszczekany  i  nazwany „antysemitą”.

Może już nadszedł najwyższy czas, żeby rzeczy nazwać po imieniu a także, że- by wobec stadniny  DBMów  użyć tej samej broni i zacząć  tworzyć  wyspekulo- wane etykiety i przylepiać im w czułe miejsca, a nie podwijać ogony i czapko- wać?

Bo takie zachowanie tylko jeszcze więcej ich rozzuchwala, skutkiem czego:

>> Przegraliśmy i nadal przegrywamy walkę o naszą świadomość histo ryczną.

Nie ma cenzury, ale też nie ma prawdziwych, pełnych badań naszej nie- dawnej przeszłości.

„Ochrona danych osobowych” jest znakomitym narzędziem, aby de fac- to  uniemożliwić  publikowanie  prawdziwych  życiorysów wielu postaci, albowiem ich dzieci (i już wnuki) nie życzą sobie tego.<<

(Zob. L. Żebrowski, jak wyżej).

A czegóż to tak te ich dzieci i wnuki obawiają się?

Wspomniany na początku  gen. Zygmunt Berling  notował w  swych pamiętni- kach:

>> (…). W Lublinie w lipcu 1944 r. tworzą się organa władzy ludowej.

Pomyślano tam o własnym biurze matrymonialnym. Małżeńskie miesza ne pary kojarzone wszelkimi środkami i dopiero takie układy decydowa ły o karierach politycznych na wszystkich szczeblach drabiny partyjno-państwowej.

Biuro matrymonialne było oczkiem w głowie Bermana – Brystygierowej i spółki.

Świetnie  prosperował  tzw.  „związek  rodzin”  ze  sobą  spokrewnionych wzorem sycylijskiej mafii, którą prześcignął.<<

A w innym miejscu uzupełniał:

Synowie i córki bankierów, przemysłowców, adwokatów i lekarzy żydo wskich stali się elitą ruchu komunistycznego w Polsce.

Oczywiście,  nie  miało  się  obyć  bez gojów,  ale tym z reguły nakładano obrożę i kaganiec w postaci inteligentnych,  często  wykształconych  żon – Żydówek.

Z nieposłusznymi rozprawiano się krótko i węzłowato, przy czym głów- ną metodą było oszczerstwo, zniesławienie,  fałszywa denuncjacja (…).”

>> Rozzuchwalona  „bezpieka”  dopuszczała  się  bezkarnie  bandyckich „ekspropriacji”  i  napadów na specjalnie wybrane, zasobne mieszkania, których właścicieli obciążano zmyślonymi donosami (…),<<

Po przybyciu z Lublina do Warszawy, banda żydowsko-kominternowska tą sa mą metodą gangsterskich wywłaszczeń, weszła w posiadanie cudzych luksuso wych mieszkań w centrum stolicy  (Aleja Róż, Parkowa, Aleja Przyjaciół,  Szu- cha 16), w pobliżu urzędowych gmachów i w sąsiedztwie ambasad.

Tam utworzyli centrum władzy nad narodem polskim.

Z tego centrum;

z  tej  góry  nasyłane  były  wytyczne,  rozkazy, postanowienia,  polecenia i nakazy do wszystkich zakątków kraju, kogo i jak mordować, kogo wysyłać do więzienia a kogo do obozów pracy przymusowej,  by tą metodą  zastra- szyć, upokorzyć, ubezwłasnowolnić, obezwładnić  i  zniewolić  społeczeń- stwo polskie, czyniąc je masą poddanych;  masą niewolników.

Wymieniony na początku prof. Jan Drewnowski, pisząc w 1978 roku rozpraw kę  pt.  „Władza i opozycja”,  wskazał  na system społeczny,  stworzony przez nowych władców Polski.

Społeczeństwo zostało podzielone na cztery kategorie:

>> Na samej górze znaleźli się aparatczycy sowietyzmu.

Potocznie utożsamia się ich z funkcjonariuszami partii, chociaż for- malnie nie wszyscy są na etatach aparatu PZPR.

Istotne jest to, że sprawują władzę.

Obsadzili  oni  nie  tylko  aparat partii,  ale  także  organy administracji, wymiar sprawiedliwości,  bezpieczeństwo  oraz  kluczowe  stanowiska w gospodarce, uczelniach, związkach twórczych i w prasie.

Oni to przeprowadzali sowietyzację polskich instytucji  i  oni  wywierali naciski na poszczególne środowiska i osoby.

Mieli w swym ręku śmierć i życie, więzienie i wolność, awans  i  degrada- cję, przywileje i szykany wobec zwykłych ludzi. Oni decydowali, kto ma mówić a kto milczeć, a także o tym, co ma się mówić.

W każdym środowisku, takim jak literaci, ekonomiści, prawnicy i w każ- dym  zakładzie  pracy,  uczelni,  urzędzie  czy fabryce nie było najmniej- szych  wątpliwości,  w  czyim  ręku  naprawdę jest władza,  a więc  z  kim trzeba być ostrożnym.

Alienacja „aparatczyków” od społeczeństwa, w którym działali, była cał kowita. Alienację tę umacniała świadomie prowadzona polityka.

Oni mieli prawo do kupowania w specjalnych, lepiej zaopatrzonych skle pach  „za żółtymi firankami”. Oni jeździli na specjalne wczasy,  posyłali dzieci  do  specjalnych elitarnych szkół i korzystali z opieki lekarskiej w specjalnych lecznicach.

Niezmiernie rzadko zdarzało się, żeby „aparatczyk” pozbawiony został tych przywilejów.  Jeśli  nawet źle spełniał swoje obowiązki  to po  „zdję- ciu” z jednego stanowiska, przenoszono go na inne na tym samym szcze- blu.

Nawet, jeśli odchylił się od linii partyjnej, tzn. zajął wewnątrz partii opo zycyjne stanowisko,  mógł zostać pozbawiony swojej  funkcji,  ale  zacho- wywał przywileje,  które mu przysługiwały  jak gdyby dożywotnio,  jeśli nie dziedzicznie.

Oczywiście  przysługiwała  mu  emerytura  o  wiele wyższa niż zwykłym ludziom.<<.

(Zob. Jan Drewnowski, „Władza i Opozycja”, Zeszyty Historyczne, nr 46, Instytut Literacki, Paryż, str. 90-91).

Z dostępnych nam informacji wynika, że banda żydowsko-kominternowska i ich  polscy  pachołkowie  zajmowali  się nie tylko mordowaniem Polaków, nie tylko ich terroryzowaniem i sadystycznym znęcaniem się nad nimi.

Zajmowali się również robieniem dzieci, czyli produkowaniem potomstwa;

ich wychowywaniem w swoim duchu, a nawet zajmowali się też ich kształ-ceniem w  „elitarnych szkołach”.

Kształceni  byli   –   czemu  dzisiaj  dają  codziennie wyraz  w  kontrolowanych przez siebie massmediach  tzw.  „III RP”  –  według starego polskiego przysło- wia, że:

„Czego  Adaś  się  nie nauczył,  to ADAM nie będzie umiał”.

Na przykład  nie  będzie umiał rozumieć  etniczych  Polaków,  wśród  których przyszło mu żyć i się obracać.

>>  Gdy  zdawali  maturę,  znali  więc lepiej życiorysy Róży Luksemburg, niż  historię  Sejmu Wielkiego;

pewien czołowy „komandos” a student historii,  zaindagowany przy- padkiem miał duże trudności z ulokowaniem w historii Polski trakta tu Grzymułtowskiego.

Ale nie tylko polityka – działo się to przecież w owej szczególnej otoczce topograficzno-polityczno-społecznej:

pod  szkołę  zajeżdżały rządowe limuzyny,  w znaczniejszych  kłopo- tach pomagały kolegom wysokie interwencje,  nim jeszcze dorośli do tych spraw obywatelskich,  które  wiążą  się z  otrzymaniem dowodu osobistego, już otrzymywali w drodze najwyższych ułatwień paszpo rty zagraniczne.

(…).  „Klub  Poszukiwaczy  Sprzeczności”  i  ich  koledzy  ze  specjalnych szkół wyjeżdżali właśnie na specjalne wakacje. Nie byłoby to specjalnie godne wspomnienia, gdyby nie fakt,   że  system wakacji zorganizowano im również w specjalny sposób:

Czy to w kraju czy za granicą  spędzali  je  w  specjalnych  enklawach powstających  w  gestii  dzielnicowego  urzędu,  enklawy  zaś były na tyle  zorganizowane,  aby  nikomu  nie stwarzać żadnych problemów życiowych, były też na tyle ekskluzywne, żeby nikt nie wszedł w nich przypadkiem  w  jakiś  kontakt  z  jakimkolwiek  normalnym człowie- kiem.

(…).  Sytuacja,  w  jakiej  się  ta  młodzież znalazła wyprodukowała tylko dwie postawy:

„bananowców” i „komandosów”, wzajemnie się określających.

Z tego punktu widzenia niektórym z „komandosów” należy na dobro  za- pisać to, że ich pasją były jakoweś poglądy, a nie rozbijanie tatusiowych wózków, (…),  po  trzecie  sytuacja  społeczna  i  system  edukacyjny były wszechstronnie demoralizujące.

(…). Każdy  odcień  związków  z  tym co było najgłębszą rzeczywistością tego społeczeństwa, a więc z jego poczuciem narodowym, z jego tradycją religijną, z jego ruchami radykalnymi wreszcie, był tropiony ze szczegól ną zaciekłością przez urzędowych ideologów (wielu z nich odnajdziemy dzisiaj wśród najbardziej hałaśliwych „liberałów”) lub  przez mocodaw- ców  osławionego  departamentu  (ręce wielu z nich odnaleźlibyśmy  za- pewne pośród rzeczywistych sprawców wydarzeń marcowych).

W tej właśnie społecznej i ideologicznej pustce zrodziła się dzielnica, ra- zem ze swoją mitologią i swoją polityką,  swoimi domami specjalnymi  i swoimi  szkołami  specjalnymi  czyli  systemem  życia  tak zorganizowa- nym, aby doskonałość ideologiczną i polityczną dopełnić doskonałą izo lacją w życiu codziennym.

Wszystkie okna na świat zostały zatrzaśnięte.

Żyjący w tej ślepej komórce „komandosi” naturalną koleją rzeczy ota- czającą ich rzeczywistość musieli uznać za jasność najjaśniejszą.

I tu wkraczamy w następny zespół uwarunkowań.

Dzielnica  była  w  przeważającej większości  pochodzenia  żydowskiego. Wywodząc się na ogół ze środowiska żydowskiego proletariatu i drobno mieszczaństwa,  które jedyną szansę w swej emancypacji widziało w  ak- cesie do ruchu komunistycznego, wychowany ponadto w szkole stalinow skiego kominternu, (…).

(…). Ponieważ  Polska  nie była bynajmniej anonimową ojczyzną świato- wego  proletariatu,  a  krajem  o  konkretnym kształcie narodowym, wyj- ściowe zmistyfikowanie sytuacji jego żydowskich obywateli,  musiało  w konsekwencji pociągnąć ich pogłębiające się złe samopoczucie.

W rezultacie tego pseudo-rozwiązania problemu współżycia narodowe- go,  wyrosło  pokolenie  kalekich dzieci, które samo słowo „Żyd” brały za objaw antysemityzmu i dla których słowo „naród” budziło podejrzenie o nacjonalizm.

(…) resztki politycznych matadorów dzielnicy, tracąc resztki swych poli tycznych wpływów,  zaczęły posługiwać się moralnym widmem  antyse-mityzmu dla obrony własnych egoistycznych interesów politycznych, (…). <<

(Zobacz: Andrzej Mencwel, „Sprawa komandosów”, Lato 1968, http:// niniwa2.cba.pl/donos_na_komandosów.htm). (1)

Izabela Falzmanowa  w  swej  replice przypomniała innemu żydowskiemu po- tomkowi  tej  samej stadniny stalinowskiej, Tomaszowi Jastrunowi, (gryzipió- rek w „Newsweek Polska”), synowi PZPRowca  i  stalinowca,  Mieczysława  Ja- struna  –  skąd pochodzi:

Przejmujący władzę komuniści ze wszystkich sił pragnęli zaznać kom- fortu, którego kiedyś zazdrościli uprzywilejowanym.

Zajmowali  cudze  luksusowe  mieszkania (Szucha 16, Aleja Róż) sprowa- dzali z ziem zachodnich poniemieckie fortepiany, meblowali się antyka- mi, posyłali dzieci na muzykę i francuski.

____________________________________________

1) A.Mencwel,  później prof. w Instytucie Kultury Polskiej na Wydziale U.W., był uczestni- kiem  marca 68 r.  Za udział w wiecu na U.W. w 68 roku został aresztowany i wsadzony do więzienia. Latem tego samego roku został zwolniony po napisaniu eseju-zeznania, w któ- rym odciął się od „marcowców” interesująco opisując ich rozwój i życie.

Mógł to uczynić, bo ich dobrze znał, obracając się między nimi. Ten esej-zeznanie posłuży ło potem SB do wytoczenia procesów uczestnikom tego wiecu.

Esej  ten  skomentował  przed paru  laty  Antoni Zambrowski,  syn  Romana,  żydowskiego bandziora KPPowskiego. Wspomniał tam, że w wiecu tym brał udział jego kolega, który po pewnym czasie zwierzył mu się,

iż w życiu nie widział tylu Żydów naraz”.  (Zob.: http://niniwa2.cba.pl j.w.)

A. Mencwel stał się po latach filosemitą i atakował  „polski nacjonalizm” na łamach „Gaz. Wyb.”   Michnika,  po czym stał się obiektem pogardy u Polaków. Wyżej przytoczone frag menty pochodzą z tego zeznania.

(…). Błyskawicznie uczyli się używać sztućców i dobierać wina.

Ich dzieci wysyłane na zagraniczne uniwersytety, oczytane, kulturalne, znające dobrze obce języki tworzą teraz towarzyską elitę.

Można ich jednak zawsze od prawdziwej elity odróżnić po głębokiej po- gardzie dla człowieka z ludu i równie głębokiej  pogardzie do tych, któ- rych prześladowali  i  okradali ich rodzice.”

(podkr. moje – W.G.). (Zobacz: http://www.radiopomost.com/index? php?view=article&catid=38%3Apolska&id=1774… z 27.03.2011).

Skąd u tych ludzi wzięła się ta głęboka pogarda dla człowieka z ludu,  a  zwła- szcza widoczna nienawiść do tych, których prześladowali  i  okradali  ich ro- dzice?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta i wynika z natury ludzkiej:

Jak się komuś wyrządziło krzywdę, to potem go się nie lubi. (Tym chyba daje się też wytłumaczyć to, dlaczego Żydzi nie lubią Polaków).

>>W najlepsze ocalałe warszawskie kamienice wprowadziła się hurmem szemrana „elita” nowej Polski, przywiezieni na czołgach sprzedawczycy i różnego autoramentu szuje,  którym Stalin dał rozkaz  organizacji  pol- skiego „państwa”;

odnalezione w Rosji niedobitki ideowych komunistów w przeważają- cej części narodowości żydowskiej, konformistów  i oportunistów go- towych służyć każdemu, kto zapłaci, często o niezbyt chlubnych kar tach okupacyjnego życiorysu.

Natychmiast też przystąpiono do kulturowego i społecznego podbijania kraju, likwidując ziemiaństwo,  stopniowo  wymieniając kadry  nauczy-cielskie i otwierając państwowe stanowiska dla niewykształconej biedo ty wiejskiej w myśl hasła  „nie matura, lecz chęć szczera…”.

To wszystko miało za zadanie zbudować społeczeństwo nowego typu.

I zbudowało!  Dokonała się wymiana elity.

Tych, których nie wymordowano, nie wypędzono i nie spauperyzowano, kupiono miską soczewicy.

Co prawda pozostał jeszcze naród w swej masie  –  niepoddające się kole- ktywizacji rzesze tradycyjnie zachowawczego chłopstwa, małe miastecz ka, rzemieślnicy, ostoja polskiego Kościoła katolickiego.

Ponieważ nowa elita nie wyrastała z tej większości, nie była jej przedsta wicielem, w naturalny sposób czuła przed tymi ludźmi strach wymiesza ny z pogardą.

„Kierownicy”  zawiadujący  w  imieniu  Sowietów PRL-em  wiedzieli,  że owo  „społeczeństwo”,  gdyby  tylko  była okazja, wywiesiłoby ich na la- tarniach. (…). <<                                                                                                                 (Zob. Andrzej Kumor, „Elity a Ojczyzna”, http://gegenjay.wordpress. com/tag/nkwd/ z 15.03.2008).

Obserwując moich kolegów,  którym poszczęściło się,  zacząłem zdawać sobie sprawę, czym był w PRL-u przełomu lat 60-tych i 70-tych, istnieją cy w pewnych rodzinach głód, czy też snobizm na pracownika naukowe- go.

Otóż w pewnych wzbogaconych na PRL-u rodzinach  i  wywindowanych w górę całych środowiskach, odkryłem niezwykle silne dążenie do posia dania w rodzinie tzw. naukowca.

Ten  snobizm  wynikał  z  potrzeby pokrycia  statusem naukowym dzieci własnego awansu społecznego,  niejako  zalegalizowania  przypadkowo- ści tego awansu i oczywiście ugruntowania osiągniętej pozycji.

Nie jest przypadkiem,   że  grupa  społeczna młodych adeptów nauki (nie tylko Uniwersytetu), składała się w ogromnej większości z dzieci kierow- niczych kół partyjnych, wojskowych, milicyjnych i urzędniczych.”

–   pisał autor artykułu  pt.  „Pożegnanie  uniwersytetu”,  Andrzej  Świedlicki. (Zob.: „Aneks”, nr. 10, 1975, Uppsala, Szwecja, str. 87).

Czyli – tłumacząc to sobie na język polski, codzienny – grupa ta składała się z dzieci bandy żydowsko-kominternowskiej  i  polskich szumowin społecznych, kryminalistów,  analfabetów  i  wtórnych  analfabetów,  jak to zauważyła prof. socjologii, Anna Pawełczyńska w swej pracy  pt. „Głowy hydry”,  do  której  za chwilę powrócę.  (Warto  nazwisko,  tej profesor zapamiętać, bo nie należy do stadniny DBM-ów).

W innym miejscu cytowany A. Świedlicki relacjonuje:

(…) Powstała nowa klasa społeczna – działacze partyjni – aparatczycy różnych szczebli – dysponujący władzą skoncentrowaną na niebywałą skalę. (…).

Nowa  klasa  faworyzuje  nową  inteligencję  wykształconą  po wojnie na marksizmie.

Jej  powstanie  było  rezultatem  awansu  społecznego  całych grup ludzi. Mechanizm  zdawał  się  działać  gładko, nowa inteligencja zasilała par- tię, a partia popierała nową inteligencję.” (str. 91 – 92).

Ta nowa inteligencja stworzona przez partię była tworem sztucznym.

I takim pozostała do dzisiaj. (A.D. 2011).

Ludzi można przyuczyć do wykonywania określonych czynności;

do bycia mechanikiem, elektrykiem, księdzem, adwokatem, radcą  praw- nym, nauczycielem;

można przyuczyć do pełnienia funkcji dziennikarza, inżyniera czy profe- sora uniwersyteckiego etc.,

czyli  –  innymi słowy  –  można człowieka przyuczyć też do pełnienia funkcji inteligenta tak,  jak  Żyda  do  pełnienia funkcji Polaka.

Natomiast  nikomu  jeszcze  nie udało się nauczyć kogokolwiek do bycia natu- ralnym  i  że tak powiem  –  rasowym inteligentem.

Małpować inteligenta nie jest żadną sztuką. Sztuką jest myśleć jak inteligent.

Warto przy tym pamiętać, że – wbrew obiegowym poglądom – tytuły naukowe i inne, nie dowodzą wcale sprawności umysłowej.

O  tym,  kto  jest  naturalnym,  rasowym,  inteligentem decydują geny, które są ukształtowane  przez  wiele  pokoleń.

Naturalny inteligent polski będzie miał zawsze świadomość polską, znał swo- ją rolę  i  miejsce  w  polskim życiu narodowym i społecznym, tak samo jak  et- niczny  i  naturalny inteligent norweski w Norwegii, francuski we Francji, nie- miecki  w  Niemczech  czy  angielski  będzie  miał świadomość angielską,

a  nie świadomość żydowsko-kominternowską  czy  robotnika folwarczne- go, który będzie cieszył się z tego, że dano mu szansę w życiu pełnić funk- cję szabes-goja.

KPP/PPR  i  potem  PZPR  wyprodukowała w okresie swych dyktatorskich rzą- dów całą masę t.zw. naukowców na swój wewnętrzny użytek, po czym przeka- zała te masy w spadku tzw.  „III RP”, 

a więc mamy, to co nam podrzucono.

Czyli fabrykaty, które w przytłaczającej większości są podrzutkami pseudona ukowymi i pseudointeligenckimi, nie zasługującymi na to, żeby ich traktować z respektem i brać na poważnie.

Urzędniczy formalizm i depersonalizacja uczonych, którzy za to, co pi- szą  odpowiadają  jedynie  przed  partią,  czyni z nauki pseudonaukę a z naukowców pseudouczonych” (…).

Przeciętny  naukowiec  PRL  stracił  rozeznanie  między  tym, co jest fał- szem, co pozorem, a co rzeczywistością.

Będzie  on  jednak  uważał  za punkt honoru uchodzić za kontestatora w kręgu znajomych.

Taki naukowiec zrobi wszystko, co każe mu kierownik zakładu, dyrektor Instytutu lub instancja partyjna, choć w głębi duszy będzie uważał swe- go szefa za głupca i karierowicza.

Socjalizm w PRL zniszczył nie tylko niezależność myślenia narzucając je dynie prawdziwą doktrynę, ale także zmusił naukowca A do zastanawia nia  się  czy  ja  wygryzę  X czy też X wygryzie mnie w walce o stanowisko po Y i jak w tej sytuacji postąpi  Z, czy przypadkiem KC nie przyśle kogoś trzeciego.

Jedną z cech totalnego systemu rządzenia w PRL jest to,  że  zawsze  jest ktoś, kto podpowiada nam co mamy czuć, myśleć,  kiedy mamy się  obu- rzać a kiedy wiwatować.”                                                                                         

(Zob.: Andrzej Świedlicki, Aneks, nr 10, jak wyżej, str. 97).

No i co tu komentować?

Czy  po  „okrągłym stole”  jest  dużo  inaczej?

PRL  żyje  sobie  dalej,  tyle  że  w  nowym  opakowaniu  tzw.  ”III RP”.

Ale czy można się temu dziwić?

Kto miał ten gang rozgonić na cztery wiatry?!

Skoro jesteśmy przy nauce pod rządami bandy żydowsko-KPPowsko-PZPRow-skiej,  warto  przytoczyć  tu  Leopolda Tyrmanda,  który  w  swym  „Dzienniku 1954”   notuje:

>>(…). Subtelność rozumowania znamionowała wystąpienie  prof.  Ada- ma  Schaffa ,  filozofa  i  nauczyciela  nowych  pokoleń   marksistowskich kaznodziejów i apostołów, który wyrzucanie opornych profesorów z wyż szych uczelni, skazywanie niemarksistowskich naukowców na nędzę, ter ror wobec ludzi starych i schorowanych, drżących o swe życie i rodziny,

totalne zglajchszaltowanie wydawnictw naukowych i kompletną  elimi- nację  otwartej  dyskusji  światopoglądowej  z  uniwersytetów nazwał ze scjentystyczną ścisłością „ofensywą nauki marksistowskiej”.

I zapewnił swych mocodawców, że acz do roku 1948

„na uczelniach dominowała w naukach społecznych ideologia burżu azyjna”,

to teraz „w wyniku usilnej pracy sytuacja zmieniła się radykalnie”.

Nie  wyjaśnił  co miał na myśli jako pracę i jakie są jej faktyczne rezulta- ty.

Czy to, że UB wyczyściło stan personalny, czy że stary profesor, w oba- wie o rudymenty utrzymania, przystał na Lenina i Łysenkę?

Sam  Schaff,  jak mówią,  pochodzi  z  rodziny  żydowskich  dorobkiewi- czów-milionerów,  więc chyba zna najgłębszy  sens słowa „praca”. <<

(Zob.: Leopold Tyrmand, „Dziennik 1954”, Polonia Book Fund, Londyn 1980).

Dostaliśmy  w  spadku  po PRL  nową klasę polityczną z genami bandy żydow-sko-kominternowskiej, polskich szumowin i robotników folwarcznych.

Otrzymaliśmy  „elity”  zrodzone ze zbrodni dokonanej na Polakach, wyhodo- wane na krwi  i cierpieniach setek tysięcy Polaków, utuczone, wykształcone i wyuczone  za  pieniądze  i  dobra uzyskane ze zbrodni i rabunku dokonanych na ludności polskiej.

Ktoś może się tutaj obruszyć i powiedzieć, że dzieci nie mogą odpowiadać za czyny ich rodziców. To prawda.

Ale,  czy  można  utrzymywać,  iż  sprawiedliwym jest żeby ofiary przestępczej działalności ich rodziców musiały nadal być niedopuszczane do dóbr,  z  któ- rych ich przodkowie zostali obrabowani?

Czy  sprawiedliwym jest, żeby „elity” te  nadal tuczyły się na  dobrach  pocho-dzących z przestępstwa?

Prawo mówi jasno, że dobra uzyskane drogą przestępczą ulegają konfiskacie.

Jeżeli prawa tego nie można wyegzekwować drogą prawną i pokojową,  to  po- zostaje  droga wojenna;  użycie siły.

Wojnę można prowadzić w różny sposób.

Sposoby  te  są  opisane  w  książkach,  broszurach, gazetach i innych publika- cjach leżących w bibliotekach i w prywatnych archiwach.

Trzeba tylko je poszukać i po nie sięgnąć.

To zabiera dużo czasu, ale ten czas nie będzie stracony.

Polacy mają problem, który wcześniej czy później będą musieli rozwiązać.

Pozostawić go, ot tak sobie, nie da się, bo będzie boleć, kłóć i dręczyć, jak przy słowiowa kość w gardle, której ani połknąć ani wypluć się nie da.

Wcześniej  czy  później  trzeba  będzie  wyjść  po prostu na ulice i pokazać, kto jest gospodarzem na zagrodzie między Bugiem a Odrą.

Ale  wróćmy  do  czasu,  kiedy  pociechy   bandziorów   żydowsko-kominterow skich  i  polskich  szumowin  pławiły  się  i rosły w klimacie luksusu a potem w szkołach elitarnych;

były prowadzane przez niedawne kucharki a teraz żony ministrów, na le- kcje muzyki i francuskiego, w Polsce urodziły się i żyły też inne dzieci.

Te polskie dzieci, które zdążyły przyjść na świat zanim zamordowano im oj- ców i matki.

Tym dzieciom nie dane było żyć w klimacie luksusu.

Co prawda chodziły do szkoły, ale najczęściej głodne, zastraszone i zasmuco- ne. W domu popłakiwały za ojcem, za matką a często za obdwoma rodzicami, których maltretowano w piwnicach UBeckich nowej władzy.

Wielu z nich nie dano możliwości ujrzenia rodziców, bo zostali bestialsko za- mordowani.

Pamiętam do dzisiaj i na pewno będę pamiętał do końca życia wiele z tych dzieci. Wiele z nich już nie żyje. Były smutne, rozdrażnione, oczy zapadłe. Były często głodne. Wstydziły się to powiedzieć.

Nieraz, gdy to do mnie dotarło, podkradałem  w  domu kromkę,  lub  dwie, chleba i trochę cukru, żeby nie jadły tego chleba suchego.  Obrywałem  za to od matki, bo nam też brakowało w tym czasie.

A były to lata 1951 – 1956, czyli w czasie, kiedy bandziory żydowskie i  oprysz- ki  z  polskiego  marginesu  społecznego  sprawowały  niepodzielną  władz ę w Polsce.

A gdzie były inne polskie matki wówczas?

Jedne z nich siedziały w obozach pracy przymusowej z niemowlętami, inne w ciąży.  Jeszcze  inne  miały  dużo  zajęcia niepotrzebnego, ale narzuconego im przez gang międzynarodowego trockizmu.

Zamiast zajmować się dziećmi i tworzeniem dóbr społecznych  i  narodo- wych, zmuszone były trwonić czas i niszczyć sobie zdrowie.

Wymieniona wcześniej adwokat, Aniela Steinbergowa, relacjonuje:

Na korytarzach Prokuratury tłoczyły się półprzytomne kobiety, usiłu- jąc dowiedzieć się, co dzieje się z ich mężami, braćmi, synami.”                  (Zob. „Widziane z ławy obrończej”, str. 13).

Należy pamiętać tutaj, że Steinbergowa mówi tutaj  o  Prokuraturze warszaw- skiej.

Co działo się w prokuraturach wojewódzkich i powiatowych UB  w reszcie kra ju , gdzie totalną władzę sprawowali rozmaite  Sznepfy, Szlejfery, Mellery i im podobne typy – nie trudno sobie wyobrazić.

Rzecz chyba jasna, że dzieci urodzone i wychowywane w więzieniach,  w  obo- zach pracy przymusowej, przymierające głodem, bo rodzice trzymani byli  w więzieniu albo zamordowani, nie mogli później zostać politykami, bankowca mi, dziennikarzami, aktorami, filmowcami, redaktorami gazet, sędziami etc.

Dla pełności obrazu, jakie niekomunistyczni Polacy mieli wówczas możliwo- ści nauki i doskonalenia się zawodowego i umysłowego, warto przytoczyć tu, co odnotował w swym  „Dzienniku 1954”  Leopold Tyrmand:

Facet, 24 lata, chce pracować w przemyśle spożywczym, nie może do- stać pracy,  bo mając  lat 14  coś tam przenosił z miejsca na miejsce dla AK.

Inny facet,  „kościuszkowiec”,  przebył  całą trasę z Rosji nad Wisłę, kie- rownik przedsiębiorstwa ogrodniczego, które sam zorganizował, liczne ordery wojskowe i krzyże zasługi,  wylany  na  pysk  z posady, bo przed wojną robił jakieś prace zlecone dla jakiegoś instytutu naukowego.

Facetka, którą puścili z więzienia na zasadzie amnestii, przy okazji któ- rej Radkiewicz solennie zapewniał,  że nie będzie żadnych utrudnień re- habilitacyjnych, głoduje z braku roboty od miesięcy.”

Inny przykład z 1954 roku przytacza wspomniana A.Steinbergowa:

P. Cybulska była aplikantką adwokacką, lecz po aresztowaniu męża ra- da adwokacka w Łodzi odmówiła jej wpisu na listę adwokatów z powodu tzw. „braku rękojmi wykonywania zawodu adwokackiego zgodnie  z  za- sadami adwokatury w Polsce Ludowej”.

Utrzymywała się więc z pisania na maszynie.”

Te przykłady wystarczają  do zilustrowania jakie możliwości nauki, doskona- lenia się zawodowego i robienia kariery profesjonalnej, mieli etniczni i nieko-munistyczni Polacy.

Berman powiedział na VIII Plenum KC PZPR, że nie wiedział,  co działo się w kazamatach UBeckich.

Nie wiem w czym Berman i spółka byłaby wiarygodniejsza od Himmlera i Eich mana, gdyby ci też oświadczyli, że nie wiedzieli, co działo się w Bełżcu, w Aus- chwitz i Birkenau.

Na pewno zostaliby wyśmiani i potraktowani jak Eichman w Jerozolimie.

Ciekawe, że Eichman i Himmler mogli być zakwalifikowani do powieszenia a Berman, Goldberg-Różański, Romkowski-Grinszpant-Kikiel, Kiszczak, Jaru- zelski  i  im podobne typy  –  nie.

Jakie mechanizmy tu zadziałały? 

Jakie układy? Mafijne?!

Bardzo  interesujący  opis  choroby toczącej  Polskę dokonała,  po  dokładnym „prześwietleniu  rentgenem”  pookrągłostołowych  i   magdalenkowych,   tzw. „elit”  polityczno-kulturalnych,  wspomniana   wcześniej  profesor   socjologii, Anna Pawełczyńska.

Dokonała tego w sposób subtelny w swej książce pt. „Głowy hydry”.

Pisze tam m.in., że

te  dzisiejsze  elity  sprawujące  władzę  w  „III RP”  zdobyli wiedzę,  wy- kształcenie ogólne i kompetencje, czyli daleko lepsze możliwości, dzięki rodzicom-  i  dziadkom – prominentom komunistycznym.

Nie pisze, skąd te możliwości finansowe i inne pozostałe się wzięły.

Po prostu nie mogła napisać wprost, że ze zbrodni i rabunku dokonanego na Bogu ducha winnych Polakach.

Mówi natomiast o „dynastii”  KPPowskiej  i  o  „potomkach kapepowskich”.

Wskazuje trafnie na genetykę potomków dzisiejszych elit „III RP” i dzieli ich na dwa rodzaje, zgodnie zresztą z faktami:

– na „kapepowców” (nie wymieniając słowa „Żydzi”)

– i na tych z „przyśpieszonego awansu społecznego”

nie wymieniając tu, że chodzi o margines społeczny,  który  istnieje  we  wszy- stkich cywilizowanych państwach.

W tym przypadku już nie ma zahamowań, że chodzi tu o rodzaj ludzi, określo nej narodowości-polskiej, którzy polecieli na lep Żydów z KPP:

robotnicy folwarczni, analfabeci, wtórni analfabeci etc.

Jestem sto procent pewny, że przy tej wiedzy, jaką zaprezentowała w wymie- nionej publikacji, doskonale wiedziała,  z jakich ludzi składała się KPP.

Nie mogła jednak tego powiedzieć i napisać wprost. To nie jest jej wina.

To  wina  klimatu  politycznego,  stworzonego  przez określone kliki,  koterie i stadniny, które tworzą osoby,  składające się z krwi i kości,  i  noszących  ogól- nie znane nazwiska.

Ale  oddajmy głos Annie Pawełczyńskiej,  gdzie  pisze,  że  potomkowie  tychże bandziorów żydowsko-kominternowskich i ich polskich szumowin spod ciem nej gwiazdy zdobyli:

>> (…) solidne, wszechstronne  i  ugruntowane  w  uczelniach zagra-nicznych wykształcenie ogólne.

Zyskali też specjalistyczne kompetencje w różnych dziedzinach, a także poziom intelektualny i obyczajowy,  ułatwiający  skuteczne kontakty zagraniczne.

Obecnie wielu potomków „dynastii”  kapepowskiej  umocniło się  na wyż- szych szczeblach władzy państwowej oraz weszło w skład  gór- nej  warstwy  kapitalistów,  zawłaszczając  szczególnie  sektor  ban- kowy   a  także środki masowego przekazu.

Przedstawiciele  z  tej  grupy włączyli się do elity finansowej  i elity wła- dzy bezpośrednio z PZPR, dzięki „grubej kresce”  bądź  też  po- średnio,  poprzez udział w opozycji rewizjonistycznej,  której  więk- szość działała rów nież w „Solidarności”.

Formacja  ta  nie  przejęła  po  swoich  komunistycznych  przodkach ideologii  równościowej,  kontynuuje  natomiast takie ich działania, które rozbijają podstawy więzi społecznych.

Dodać jeszcze warto, iż dzięki znacznie wyższym kwalifikacjom, niż mie li  ich  ojcowie  i  dziadkowie, prowadzona przez nich dezorganizacja jest znacznie bardziej skuteczna,  gdyż  wykorzystuje środki  psycho- i socjo- techniczne.

Środowisko  to  umie  stosować dla swych celów systematycznie, konsek-wentnie i fachowo skuteczne metody.

W wyniku tego kształtują się  różne formy przemocy mentalnej,  która  w znacznej części zwalnia od konieczności stosowania przemocy fizycznej.

Dawniej, aby podporządkować opornych, niezbędny bywał terror.  Obe- cnie w liberalnej demokracji można działać przy pomocy indoktrynacji i manipulacji.

Jakkolwiek  propaganda komunistyczna  posługiwała się  również  tymi środkami, dopiero teraz kontynuatorzy podobnej w treściach propagan- dy  –  wyposażeni  nie  tylko w możliwości socjotechniczne,  ale  również dzięki  nowoczesnej technice przekazu  –  mogą  ubezwłasnowolnić  spo- łeczeństwo.

Zniewolenie umysłu dokonuje się w taki subtelny sposób, że ludzie stero wani  przez  propagandę,  pozbawieni  zdolności  samostanowienia,  nie zdają sobie sprawy z niewoli, w jakiej się znaleźli.

Z panującą warstwą rządzącą współdziałają również – lub rywalizują z nią o miejsce w społecznej hierarchii – ludzie wywodzący się z przyśpie- szonego awansu społecznego, głównie potomkowie robotników rolnych.

Są to  przeważnie  wnukowie  bezrolnych  mieszkańców  wsi,  zatrudnia- nych dawniej w folwarkach i w zamożnych gospodarstwach chłopskich, później  w PGR-rach.  Ich  rodziny  należały przeważnie  do  zbiorowości nie  posiadających  ziemi  mieszkańców  wsi, bardzo słabo związanych z tradycyjną kulturą chłopską.

Warstwa ta w społecznej strukturze kraju lokowała się nisko ze względu na  dziedzicznie  utrwaloną  biedę,  a  także  ze  względu na bardzo niski poziom  oświaty  i  kultury,  którego  wskaźnikiem  była  między  innymi liczba analfabetów i wtórnych analfabetów.

Warstwa ta, jakkolwiek utrzymywała się z pracy własnych rąk, ze wzglę du  na  swe  duże rozproszenie raczej nie wytworzyła własnej kultury ani nie aspirowała do kręgu miejskiej kultury robotniczej.

Niektórym  jej  przedstawicielom  –  pod  względem  stylu  życia  i  braku konsolidujących grupę wartości  –  bliżej  było do miejskiego lumpenpro- letariatu.

Część  potomków  tych  rodzin  zdobyła  nieco  wyższe  wykształcenie lub specjalistyczne  kwalifikacje  i  włączyła  się  do  „dynastii” współcześnie panującej. Formacja ta jednak w porównaniu ze  ” wschodnią”  ma  słab- sze  szlify  towarzysko-obyczajowe  i  znacznie mniejsze możliwości  włą- czania się w obieg interesów i przywilejów międzynarodowych.

Tym samym szanse potomków ludzi z przyśpieszonego awansu społecz- nego są mniejsze niż tamtych.

Zwłaszcza w dziedzinie bankowości, przedsiębiorczości i środków maso- wego przekazu.

W mass-mediach liczą się bowiem nie tylko pieniądze, ale również kom- petentny udział w działaniach długofalowych i umiejętność kształtowa- nia korzystnych dla rządzących treści,  stanowiących przedmiot  indok- trynacji.

Obie  formacje  łączy  dążenie  do  władzy  i pieniędzy oraz lekceważenie potrzeb  społeczeństwa,  przy  całkowitym  lekceważeniu  potrzeb  dobra wspólnego,  wartości  prawdy  i  zasad  etycznych  oraz  dalekosiężnych celów rozwoju społeczeństwa.

(Podkr. moje – W.G.). (Zródło informacji: Anna Pawełczyńska, praca pt. „Głowy hydry”, str. 149-156, Wyd. „Test”, Warszawa 2004).

Wędrując po internecie, po gazetach papierowych, wydawnictwach książko- wych  i  broszurowych,  rozmaitych  środowisk  (etnicznie)  polskich, daje się zauważyć,  że  coraz  więcej  ludzi,  Polaków (rdzennych), dostrzega problem „III RP”.

Otwierają im się oczy. To buduje.

I rodzi nadzieję.

Ostatnio  problem  ten  zasygnalizował  publicysta,  Tomasz Sakiewicz, w tek- ście  pt.  „Czy tu mieszka drugi naród”. Uczynił to w sposób dosyć wyspekulo- wany,  ale przejrzysty i zrozumiały.  Nie wymieniając narodu (KPPowskiego  i ichnich  polskich  szabesgojów),  zwraca  się  do  etnicznych Polaków  z  pyta- niem:

Czy nie mają Państwo czasem wrażenia,  że  wśród  Polaków zamieszkał zupełnie  inny naród,  trochę  do  nas podobny, a tak naprawdę komplet- nie inny?

Nie chodzi mi ani o mało liczebne u nas mniejszości,  ani  też o jakieś śro- dowiskowe czy regionalne odrębności.

Chodzi o to,  że  w tych samych miejscach żyją ludzie,  którzy duchowo  i mentalnie są zupełnie różni. Te różnice mają tę wspólną cechę,  że  wszy- stkich obywateli naszego kraju można podzielić na dwie odrębne nacje.

Jednych  scharakteryzuję   jako   Polaków  tradycyjnych,   drugich   jako Polaków nowych.

To,  że  nowi  Polacy  i  Polacy tradycyjni głosują nieco inaczej, jest oczy- wiste. Jednak wybór polityczny nie może być najważniejszym kryterium oceny różnic.  Głosowanie  jest  tu  jedynie skutkiem, widocznym efektem głębokich podziałów.

(…)

Nowy Polak poczucia winy nie ma. Obowiązki wyznacza mu interes. Nie widzi niczego zdrożnego w drwieniu z uczuć ludzi wierzących,  chyba  że za owe drwiny spotka go solidna kara.

Nowy Polak w zasadzie zalet narodu swojego nie dostrzega,  a wady  na- szej społeczności zachęcają go, by o polskości mówić wyłącznie z niechę- cią.

Nowy  Polak nie chce być  Polakiem w ogóle.  Polska jest  dla niego dobra tylko wtedy,  gdy staje się trampoliną do osiągania celów.  Postrzega on naród, zarówno ten tradycyjny, jak i nowy, jakby był spoza tej przestrze ni, a sobie podobnych szuka jedynie dla usprawiedliwienia tej postawy.

Kiedy widzi upokarzanie  swojego  kraju,  upewnia się,  że  od  upokarza- nych trzeba trzymać się jak najdalej. W tym wypadku nawet dalekosięż- nie pojmowany interes nie zmusi go do współpracy.

Obydwa narody wytworzyły już własny system norm.  Szkoda  czasu na pretensje do kogoś, kto gardzi patriotyzmem i zżyma się na wierzących.

Można  mu  jedynie  zabronić  prezentowania takiej postawy,  przynajm- niej wtedy, gdy swoim zachowaniem robi przykrość innym ludziom.

By jednak czegoś zabronić, trzeba mieć aparat państwa. Mam wrażenie, że ten aparat opanowali Polacy nowi.”

(Podkr. moje – W.G.) (Zródło: http://tomaszsakiewicz.salon24.pl/323 5 04,czy-tu-mieszka-drugi-naród , 27.07.2011).

Kto to są ci „nowi Polacy”?   Skąd się wzięli?

Może zostali przywleczeni do Polski z południa poprzez wędrówkę bocianów?

W każdym bądź razie pytanie jest ważne:

Skąd zjawili się i kiedy, w Polsce?

I tu jesteśmy na początku tej rozprawki, gdzie po kolei, na podstawie rozmai- tych dokumentów,  relacji  członków  bandy żydowsko-kominternowskiej,  ich polskich  pachołków-analfabetów,  a także innych świadków  i  obserwatorów ówczesnych wydarzeń wykazałem, kim są ci „nowi Polacy”.

Dalej T.Sakiewicz ładuje polskiej ciemnocie politycznej (tworzonej metodycz- nie  przez  ostatnie 60 lat przez gang  KPPowsko-PZPRowski) łopatą do głowy, prostą  rzecz,  że do tego,  żeby  Polacy mogli  coś zrobić u siebie  w domu z ko- rzyścią dla siebie i swoich współbratymców (np. pozwolić na coś, albo czegoś zabronić), trzeba mieć aparat państwa.

Jak  Polacy mogą coś zrobić pozytywnego dla siebie;  coś  w  swoim  żywotnym interesie narodowym  i  państwowym, w sytuacji kiedy aparat państwa (wład- za wykonawcza, ustawodawcza-sejm i senat,  władza  sądownicza-prokuratu- ra  i  sądy, władza medialna tj. prasa, telewizja, radio  i w dużej mierze  inter- net) opanowany i kontrolowany jest przez t.zw. „nowych Polaków”?

A  spróbujmy pójść jeszcze trochę głębiej w społeczeństwo  i  zadać sobie pyta- nie:

Kto kieruje oświatą – czyli kto preparuje mózgi dzieciom polskim?                Kto kształtuje politykę historyczną Polaków?                                                     Kto tworzy paragrafy prawne i na czyją korzyść?                                                 Kto tworzy coraz nowsze normy moralne i narzuca je „starym Polakom”?

Oczywiście ci, którzy opanowali aparat państwa polskiego.

A  opanowali go po 1944 roku ludzie,  których Sakiewicz zdefiniował jako „no- wi Polacy”.

Rzecz jasna,  że  ci  „nowi Polacy”, to dzisiaj potomkowie bandy żydowsko-ko- minternowskiej  i  ich szabesgojów z polskiego marginesu społecznego, którzy wyrośli, wykształcili się  i  uzyskali możliwości polityczne (władza), kultural- ne (media, oświata etc.),  ekonomiczne (banki, przedsiębiorstwa, firmy inwe- stycyjne),  czyli dostali w spadku wartości, uzyskane drogą zbrodni i rabunku dokonanych na Polakach i wyprodukowanych na ich krwi i cierpieniach.

Te wartości i dobra materialne pochodzą z przestępstwa.

I to przestępstwa o wiele większego,  niż te,  za które Milosewicz  i  gen. Radko Mladic zostali wysłani przed oblicze sądu.

W  normalnym  państwie demokratycznym przestępstwa tego rodzaju stałyby się natychmiast przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości, ale nie w Polsce.

Dlaczego?  Wytłumaczyć się daje to tylko w jeden sposób:

Wymiar  sprawiedliwości  w  Polsce  pookrągłostołowej  znajduje się w rę- kach tej samej stadniny  KPPowsko-PZPRowskiej, t.zn. w rękach  „nowych Polaków”, którzy są gwarantem bezkarności zbrodniarzy i rabusiów.

Propaganda pookrągłostołowa tzw.  „III RP” głosi uporczywie, że mamy już w Polsce demokrację.

Demokracja oznacza, że władza znajduje się w rękach ludu; że jest to ludowła dztwo.

Jak zatem nazwać system polityczny, który został wykreowany (uformowany) przez bandę żydowsko-kominternowską przy pomocy ich polskich pachołków i kontynuowany do dzisiaj?

Żydokracja – pasuje chyba najlepiej.

Można też zdefiniować władzę „III RP” i jej system polityczny, jako bandokra cję,  jako że jest odziedziczona  i  sprawowana przez potomków bandy  żydow- sko-kominternowskiej  i  polskich szumowin społecznych.

Żydzi w t.zw. „III RP”

Według wrzaskliwej propagandy po-marcowych środowisk żydowskich,  m.in. wspomnianego   wcześniej  A. Smolara,   redaktora  „Aneksu”,   po   II-wyjściu Żydów  z  „domu niewoli”,  czyli z Polski po marcu 1968 roku, synów Mojżesza już w Polsce rzekomo nie było.

Został tylko  „problem żydowski bez Żydów”.

Jeżeli Żydów już w Polsce nie było, to skąd nagle ich tylu po 1989 roku przyby- ło?

I jak to się stało, że uzyskali tak szybko dominującą rolę w życiu politycznym, w gospodarce, w ekonomii, w kulturze, w propagandzie, w bankowości,  w  oś- wiacie  i  w wymiarze sprawiedliwości skutkiem czego  nie można ruszyć  żad- nego zbrodniarza bandy żydowsko-kominternowskiej i polskich szumowin?

Jakie przemożne siły za tym stały?

O tych,  którzy  wyjeżdżali  z Polski w ramach marcowej emigracji pisze się wiele. Więc może powiedzmy trochę o tych, którzy pozostali.

Z  moich  dociekań  wynika,  że  żadna  instytucja czy organizacja polska lub  żydowska  na  terenie Polski  nie dysponuje  dokładnymi  danymi na temat żydowskiej mniejszości narodowej w Polsce.

W rozmowach z ludźmi, którzy dysponują jakąś  –  na ogół szczątkową – wiedzą na ten temat podają liczby bardzo się od siebie różniące,  od kil- kunastu do kilkuset tysięcy.

Te pierwsze wydaje się być bardzo zaniżone, te drugie zdecydowanie za- wyżone. – Postawmy w tej kwestii znak zapytania.

Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie – kim są Żydzi, którzy zostali?

Znaczną część tych, którzy zostali stanowią Żydzi należący do komuni-stycznej,  a ściślej stalinowskiej elity władzy. 

Pozostała więc większość Żydów, którzy zajmowali wysokie i najwyższe stanowiska w aparacie terroru:

Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, Informacji Wojskowej, Woj- skowej Prokuratury i Sądownictwa Wojskowego.

Nie wyjechali członkowie najwyższych władz PPR i PZPR.  Nie wyjechała zdecydowana większość generałów  i  wyższych oficerów.  Nie wyjechało wielu czołowych dziennikarzy okresu stalinowskiego.

Nie  wyjechała  większość  wysokich  dygnitarzy  administracji państwo- wej. Krótko mówiąc,  nie wyjechała większość  partyjno-ubowsko-rządo- wej elity.

Ludzi o wysokim statusie materialnym, posiadających luksusowe miesz kania  równie  luksusowo  urządzone,  pobierających wysokie emerytury w  wielu  wypadkach  zajmujących  ciągle lukratywne posady, liczących na powrót ‘dobrych czasów’.

Znamienne, że pozostali prawie wszyscy ludzie kierujący aparatem  ter- roru.

Pozostał  i  spokojnie  dożył  swych  dni przez nikogo nie niepokojony obernadzorca MPB Jakub Berman, którego  zdążył  jeszcze nagrodzić w 1983 roku medalem Krajowej Rady Narodowej sam  Wojciech Jaru- zelski.

Nie wyjechał,  chociaż  mógł to uczynić ze względu na  żydowskie po- chodzenie żony, minister Stanisław Radkiewicz,  którego  nikt nie nie- pokoił, a gdy umarł  ‘Trybuna Ludu’  opublikowała nekrolog  sławią- cy jego przymioty.

Poza  Romanem Romkowskim,  któremu  skrócono  znacznie  pobyt w więzieniu,

pozostali w kraju wiceministrowie MBP/MSW: Mieczysław Mietkow- ski, Konrad Swietlik, Juliusz Hibner,  Antoni Alster.

Pozostali dyrektorzy departamentów, w tym ci wszyscy,  którzy kie- rowali departamentami śledczymi i  operacyjnymi:   Józef Różański, Józef Czaplicki, Julia Brystygierowa, Anatol Fejgin, Jerzy Andrzejew ski.

Pozostali  prawie  wszyscy,  którzy pełnili funkcję  Szefów  Wojewód- zkich Urzędów Bezpieczeństwa i zastępców dyrektorów departamen tów.

Ci ludzie nie wyjeżdżali nie tylko dlatego,  że  tutaj  mieli zabezpieczony wysoki standard życia, ale również dlatego, że na Zachodzie czy w Izra- elu nie mogli liczyć na względy.

Byliby na pewno gośćmi raczej kłopotliwymi, czy wręcz niepożądanymi.

Tutaj mieli pewność spokojnego,  dostatniego bytowania,  tak  długo, jak długo  PZPR  niepodzielnie rządziła. PZPR przestała rządzić,  a  oni  dalej żyli spokojnie, dostatnio i wygodnie przez nikogo nie niepokojeni.

Pozostała w Polsce część Komandosów, większość pisarzy, dziennikarzy, filmowców.

Interesujące, że wyjechała spora grupa synów i córek komunistycznych dygnitarzy.

Wyjechał  np. do  Izraela  syn Romana Zambrowskiego, Stefan,  pod- czas gdy jego brat Antoni przeszedł na katolicyzm  i pozostał  w  Pol- sce.

Wyjechała  córka  byłego  dyrektora  III  Departamentu MBP  Józefa Czaplickiego.

Ogólnie mówiąc wyjechało wielu ludzi z środowisk naukowych, dzie nnikarskich,  wielu  lekarzy,  prawników  lub  nie  mających żadnego zawodu. Pozostała elita komunistyczna.”

–   pisze w swym znakomitym opracowaniu  Jerzy Brochocki.  (Zobacz:  Jerzy Brochocki, „Rewolta Marcowa – Narodziny, życie i śmierć PRL”, Wydawnic- two ROTA, Warszawa 2001, str. 224 – 225. Książkę tą gorąco polecam kandy- datom na działaczy politycznych).

W obliczu tych faktów ciśnie się na usta pytanie:

Kto  odziedziczył po tych bandziorach luksusowe mieszkania,  luksusowe  ich wyposażenie, oszczędności nagromadzone z wysokiej pensji  i emerytu ry oraz inne  dobra  materialne,  zdobyte  drogą  zbrodni  dokonanych  na  Polakach  i krwawego bandyckiego rabunku ich dóbr materialnych?!

A  może  tutaj  właśnie znajdują  się źródła  ich dzisiejszych możliwości  fi- nansowych,  a  co  za  tym automatycznie idzie; ekonomicznych, kultural- nych, propagandowych i politycznych?

No  i  z tego wynikająca ich pewność siebie, zadufanie, arogancja,  obłuda, bezczelność, krętactwo a przede wszystkim prowokacyjne wyskoki, dzikie zagrania socjotechniczne   i  polityczne,  i demonstrowanie braku empatii wobec etnicznych Polaków?!

Do niebywałych rozmiarów rozdmuchano incydent w miejscowości Jedwabne i w Kielcach zaraz po II wojnie św.

W Jedwabnem zamordowano, w pierwszej wersji około 1600 Żydów, do któ rych uśmiercenia jakoby przyczynili się etniczni Polacy.

Potem propagandziści żydowscy i ich szabesgoje, pod groźbą ekshumacji i policzenia  czaszek,  zmodyfikowali  swoje  twierdzenia  i  zeszli  na  liczbę trzystu paru osób, żeby nie zostać ośmieszonymi.

W Kielcach zostało ponoć zabitych około 40 Żydów.

Te  dwa balony nadmuchano w ciągu ostatnich 20 lat do tak wielkich rozmia- rów, żeby zasłonić Polakom rzeczywistość historyczną PRL-u i  pookrągłosto- łową,  a  przede  wszystkim  ogrom  zbrodni  dokonanych  na  Polakach  przez bandę żydowsko-kominternowską i ich pachołków-opryszków polskich z  t.z. w.  „awansu społecznego”.

Polacy mają nie wiedzieć i nie posiadać świadomości o  okrucieństwach  i  be- stialstwie Żydów wobec Polaków w latach 1944 – 1956.

Te zbrodnie i rabunek, dokonane na osłabionym wojną narodzie polskim, mają zostać wymazane z pamięci narodu polskiego.

Niemieccy naziści wymordowali tysiące Polaków w czasie pięcioletniej okupa cji.

Ile mogli wymordować komuniści w przeciągu 12 lat terroru?

Jak się ma  stosunek  ilościowy Żydów  zamordowanych w Jedwabnem  i  w Kielcach do hekatomby i gehenny Polaków, zaplanowanej i sprawionej im przez Żydów w latach 1944   –   1956,  co wyciągnąłem  powyżej  na światło dzienne?

Gdzie są tutaj proporcje??!!

Żydzi urządzili Polakom po II wojnie św. dziesięć Katyniów. A potem usiłowa li zamordować im świadomość, że coś takiego zrobili.

Straszne i przerażające jest to, że w mordowaniu tej świadomości biorą udział dzisiejsze elity i władze pragnące uchodzić za rządy polskie.

Każdego roku zakładają mycki żydowskie i wygłaszają nadęte, oskarżające Polaków i przepraszające Żydów mowy, milcząc przy tym uparcie o zbrodniach Żydów, dokonanych na Polakach i o zbrodniach Ukraińców na Wołyniu.

W obu przypadkach wymordowano po tysiąckroć więcej Polaków.

Ale według dzisiejszych  t.zw. rządów  i  elit  polskich ofiary tych zbrodni nie zasługują na pomniki i pamięć.

O zbrodniach dokonanych na Żydach należy pamiętać po wszech czasy.

Zbrodnie dokonane na Polakach należy wymazać z pamięci.

Hańba tym, którzy podpisali petycję do Rady Miasta Stołecznego Warszawy 6 marca 2007 r. protestującą przeciwko budowie pomnika pamięci zbrodni ukraińskiej na Wołyniu. (Zobacz: http://blogmedia24.pl/node/17100 ).

Hańba tym wszystkim,

którzy natarczywie narzucają Polakom pamięć o paruset zamordowanych Ży- dach  przy  udziale  Polaków,  a  jednocześnie  śmiertelnie  milczą  o  dziesiąt- kach tysięcy Polaków zamordowanych przez Żydów!

Hańba

prezydentowi B.Komorowskiemu za to, że winą za mord w Jedwabnem obar- cza (11 lipca 2011 r.) cały naród polski (Naród musi zrozumieć, że był także sprawcą. (…).

Dziś Rzeczpospolita słyszy niesłabnący krzyk swoich obywateli (…). Jeszcze raz proszę o przebaczenie –  podkreślił.”)!

Hańba dla Rzeczypospolitej Komorowskiego

za to,  że  „słyszy  niesłabnący  krzyk”  obywateli  żydowskiego  pochodzenia  a jednocześnie  głucha jest na krzyk Polaków okrutnie maltretowanych i mordo wanych  w  bestialski  sposób  w  katowniach  UBeckich  w  latach  1944 – 1956 przez naród żydowski!

Odnotować tutaj należy fakt, że te kilkaset żydowskich ofiar „narodu polskie- go”  w  Jedwabnem  ma  swoje  ustalone miejsce spoczynku i pamięć w postaci pomnika, żeby Żydzi mieli gdzie przyjść, złożyć kwiaty i wyrazy pamięci.

I naród polski to toleruje, nie próbując schować tych ofiar przed innymi.

Okrucieństwo i zbrodnia dokonana na Polakach, których naród żydowski był sprawcą, jest niepojęta:

Żydzi  mordując  Polaków  chowali  ich  po kryjomu  tak, żeby naród polski nie znał  ich  miejsca  pochówku;

żeby Polacy – w przeciwieństwie do Żydów – nie mieli gdzie budować pomników; 

żeby nie mieli gdzie pójść by złożyć kwiaty i wyrazy pamięci.

I wreszcie, żeby nie mieli skąd czerpać wzorów obywatelskich i patriotycz nych.

Dzisiejsze  elity  i  rządy  t.zw. „III RP”,  bardzo pragnące uchodzić za polskie, demonstrują społeczeństwu polskiemu codziennie swym zachowaniem, świa- domie czy nieświadomie, że są mu obce.

A kiedy Polacy w oparciu o te fakty traktują ich jako obce,  to  mają  do nich o to wielkie pretensje i zaraz uruchamiają aparat państwa, żeby ich ukarać za tak okazywaną postawę.

Przykładem tutaj jest właśnie ks. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja, czy prezes USOPAŁ, Jan Kobylański.

Dyrektor Radia Maryja powiedział w Parlamencie Europejskim to,  co widzi  i odczuwa,  i co zresztą jest ogólnie widoczne dla innych.

A może widzieć jest zezwolone, ale nie wolno o tym mówić głośno?

To w takim razie, gdzie jest ta demokracja w Polsce,  wolność  słowa i wolność wyrażania myśli?!

Jan Kobylański wyciągnął właściwy wniosek  z sytuacji  politycznej  „III RP” i nawołuje Polaków  –  zgodnie z praktyką polityczną w  krajach  demokratycz- nych –  żeby zaczęli wreszcie rządzić się sami;

żeby głosowali w wyborach na etnicznych Polaków a nie na ludzi obcych, przywleczonych ze Wschodu.

Inną sprawą jest to, że prezes USOPAŁ nie zauważa przy tym ogromnego pro- blemu, z jakim borykają się Polacy.

Żydzi masowo pozmieniali sobie w różnych okresach PRL-u nazwiska na  pol- sko-brzmiące,  zachowali  dobra  materialne,  z  których obrabowali wcześniej Polaków,  zachowali  swe więzi plemienne i właściwą im mentalność, ale nau- czyli się dobrze mówić po polsku i  odgrywają  „arystokrację polską”  i  „elity” państwowe.

Otrzymaliśmy niepowtarzalny teatr.

W tak wytworzonej sytuacji Polakom bardzo trudno jest dzisiaj rozróżnić, kto jest etnicznym Polakiem a kto tylko ubrany na Polaka.

Jest jednak możliwość ich rozpoznania:

Po mentalności, zachowaniu i określonych poglądach  politycznych  i  moralnych.

Poza tym dzisiejszy przeciętny Polak jest strasznie naiwny politycznie, ogłu- piały i pusty historycznie.

67-letni okres żydowsko-kominternowskiej indoktrynacji zrobił ogromne spu stoszenia w ich głowach. Mają mózgi wyprane ze zmysłu krytycznego i zdolno ści pojmowania oraz rozumienia, co leży w ich żywotnym interesie, a co nie.

Ci Polacy, którzy posiadali jednocześnie takie przymioty jak zmysł krytyczny, dociekliwość,  nieograniczoną  wyobraźnię  polityczną,  zdolności  rozróżnia- nia, co leży w interesie państwa polskiego, a co nie, zdolności organizacyjne i odwagę cywilną

–  ci Polacy zostali wymordowani  i  wyniszczeni 

w  okresie  genetycznego  przerabiania  narodu polskiego w stado głupich jed- nostek ludzkich, najpierw przez bolszewików i nazistów  a po  zakończeniu II w.św. przez bandę żydowsko-kominterowską.

Jest jeszcze inna przeszkoda, trudna do pokonania, na drodze  do  rozwiąza- nia  problemu  niepolskich rządów.

Tą przeszkodą jest istniejąca ordynacja wyborcza,  która tak  została  wykreo- wana  po  „okrągłym stole”  przez bandę żydowsko-kominternowską i  ich pol- skich „inteligentów” z „awansu społecznego”,

żeby  etniczni  Polacy zostali w praktyce pozbawieni czynnego  i  biernego prawa wyborczego.

Konsekwencją tego jest to, że o tym, kto ma być posłem-reprezentantem ziemi szczecińskiej,  dolnośląskiej  czy rzeszowskiej  w sejmie, decydują kliki, klany, koterie i sitwy żydowskie  oraz  polskie  podejrzanego gatunku w stolicy kraju, czyli w Warszawie rodem z Alei Róż, Parkowej i Alei Przyjaciół.

To prawo wyborcze ustanowili w swoim interesie wszyscy uczestnicy Magdale nki i okrągłego stołu.

I nie tylko

Jaruzelski,  Kiszczak, Urban  i  spółka,  ale równie Michnik, Geremek, Kuroń i ich korporacja,  w której siedzieli bracia Kaczyńscy, Macierewicz, Mazowiecki i  inni  o  tej samej prowieniencji.

Nie  mniej odpowiedzialny za ten stan  rzeczy jest  Episkopat polski,  który   w imieniu Kościoła,  za  pośrednictwem wydzielonych biskupów, Orszulika,  Dą- browskiego,  Gocłowskiego  i  innych, brał udział w tworzeniu obecnej sytuacji politycznej.

Jeżeli ktoś tutaj nie lubi tego, że przypomniałem rolę  Kościoła katolickie- go w tworzeniu obcych rządów w Polsce po 1989 roku, to przypominam, że kto bierze udział w akcie politycznym, to za ten akt odpowiada.

A Kościół był obecny w Magdalence i przy okrągłym stole.

Nie wspomniałem tu pewnego elektryka ze Stoczni Gdańskiej, który afiszował całą grandę polityczną w Magdalence i przy okrągłym stole.

Zrobiłem to z rozmysłem i z litości, bo człowieczek ten, mały  i  głupi do bólu, był tylko pajacem w rękach wytrawnych graczy, wiedzących czego chcą i do czego zmierzają.

Piszę, że jest to człowieczek głupi dlatego, że jest rzeczywiście tak głupi, że nie jest w stanie pojąć, jak jest głupi, bo jest do tego za głupi.

Za  jeden  z  przykładów jego głupoty  można  przytoczyć fakt,  że  na  swojego doradcę  do  spraw ekonomicznych w  NSZZ  Solidarność  zaangażował zięcia członka   bandy  ż ydowsko-kominternowskiej,  Waldemara  Kuczyńskiego,  z Warszawy.

Czyich interesów będzie w takiej sytuacji bronił ów zięć?

Przykładów takich sytuacji można przytoczyć cały szereg.

Obowiązująca  w  t.zw.  „III RP”  ordynacja  wyborcza  została  skonstruowana tak, żeby zabezpieczała utrzymanie władzy przez potomków bandy żydowsko -kominternowskiej i ich polskich szabesgojów z „awansu społecznego”.

Tę ordynację trzeba zdecydowanie odrzucić, zmieniając na inną,  najlepiej na jednomandatowe okręgi wyborcze.

Wtedy tylko Polacy będą mieli szansę przejąć władzę i kształtować polity kę zgodnie z interesem państwa polskiego, a nie jak dotychczas uprawiać politykę obrony interesów warszawskich klanów, klik i koterii żydowsko-folwarcznych.

Członkowie rządzących Polską od 1989 roku klanów  i  sitw  stali się gorącymi orędownikami szeroko pojętej tolerancji, liberalizmu i polityki liberalnej.

Myślałby kto, że są oni potomkami naturalnych liberałów.

Czyimi są potomkami, każdy widzi. Liberałami stali się z przebiegłości.

Głoszona przez nich liberalna polityka jest im konieczna do utrzymania zdo- byczy  pochodzących  ze  zbrodni  i  bandyckiego  rabunku. 

Ale  nie tylko dla utrzymania.

Równie dla pomnażania,  dokonywanego  kosztem podporządkowanego sobie narodu polskiego.

Niewolnicy mają pracować, a nie kwestionować rząd i protestować.

We wszystkich krajach dyktatur totalitarnych władza sądownicza (prokura- tury, sędziowie i adwokatury) została przekształcona w narzędzie bandy rzą- dzącej do strzeżenia jej partykularnych interesów.

Prawo ustanawiano pod kątem obrony interesów członków bandy.

Sądy kreowano jako organy do obrony ich wszechwładzy.

W PRL-u, po zdobyciu władzy przez sprzysiężenie żydowsko-kominternow- skie, nie było inaczej.

Kluczowe i kierownicze stanowiska prokuratorskie i  sędziów  obsadzane były ludźmi zaufanymi, którzy wiedzieli jakie mają zadania wobec tych, którzy ich mianowali na te posady.

Na tym odcinku życia państwowego w Polsce nic się nie zmieniło od 1950 roku.

Były co prawda pewne kosmetyczne zabiegi, ale tego rodzaju, żeby służyły za- bezpieczeniu interesów członków stadniny rządzącej.

Po 1989 roku nie było żadnych zmian.

Nie było lustracji w organach władzy sądowniczej. Zostali ci sami sędziowie z tymi samymi zadaniami, tj. służenie tym aktualnie u władzy.

Zostało wszystko po staremu.

Widać to zresztą wyraźnie na przykładzie rozpraw sądowych o  t.zw. zniesła- wienie:

Kiedy Michnik, lub DBM-y (Duchowi Bracia Michnika)  wnoszą  pozew do sądu o zniesławienie, rozprawa odbywa się stosunkowo szybko i sprawca zostaje ukarany.

Gdy jest sytuacja odwrotna, Michnik zostaje uniewinniony. Ze względu na „znikomą szkodliwość społeczną” tak, jak n.p. Michał Borowski (Berman) za zatajenie przed władzami podatkowymi posiadanie dwóch ekskluzyw- nych mieszkań w Warszawie i Poznaniu. (Zobacz: http://www.gazetapol ska.pl/8507-tajne-lokale-michnika ).

Innym przykładem jest ciągnąca się od paru lat sprawa sądowa o oszczerstwa i kłamstwa pod adresem prezesa USOPAŁ, Jana Kobylańskiego.

Dowody są, leżą przed sędzią, ale sąd i sędziowie wydać wyroku nie są w stanie.

Jakie siły trzymają ich w szachu?

Sędziowie w PRL-bis zwaną  „III RP”  są nieusuwalni.

Są nadal mianowani przez klany i kliki rządzące.

Pierwsze, co zrobiły po umocnieniu się  i  okopaniu  u  władzy w Polsce po 1989 roku, to znieśli szybko karę śmierci, żeby pozbawić Polaków  podsta- wy  prawnej  do powieszenia  czołowych  bandziorów  czerwonego aparatu terroru.

Drugie, co zrobili, to ustanowili szybko prawo o „ochronie danych osobo-wych”, żeby Polakom utrudnić, albo uniemożliwić zorientowanie się, kto jest kim w „III RP”.

Jeszcze inne, to prawo o ochronie dóbr osobistych.

Sędziowie powinni być wybieralni. Inaczej będą zawsze narzędziem,  jak  do- tychczas, klanów i koterii sprawujących aktualnie władzę.

W sytuacji politycznej,  jaka dzisiaj istnieje w Polsce,  głosowanie na prawdzi- wych Polaków nie jest proste.

Po pierwsze, kto tam wie z obywateli nie „siedzących w polityce”, który z nich jest prawdziwy, a który P.O.P. (pełniący obowiązki Polaka).

A po drugie  –  nawet jakby taki jeden,  dwóch czy trzech etnicznych Pola- ków  dostało  się  do  którejś  koterii partyjnej,  to  i tak zostanie połknięty (szybko zdeprawowany) przez większość i uspokojony.

Tę  watahę  pookrągłostołowych  potomków  bandy   żydowsko-kominternow- skiej  i  ich polskich  lokajów z „awansu społecznego”, trzeba po prostu rozpę- dzić.

Być może,  że trzeba będzie wyjść  na  ulice Warszawy i uporczywymi demon-stracjami  wymusić  na nich gruntowne zmiany w kreowaniu władzy  ustawo-dawczej (sejm), sądowniczej i wykonawczej (rząd).

Alternatywą jest rola niewolnika, siedzącego cicho i narzekającego na złe rządy.

Siedzenie cicho (mentalność zająca) rozzuchwala sprawujących władzę, zwła szcza obcej prowieniencji – i motywuje do „przykręcania śruby”.

W  tej sprawie nie może być żadnych kompromisów.  Pójście  w  tym  wypadku na kompromis oznacza pójście na kompromis z prawdą. Przegrana gwaranto wana.

Jak już wskazałem wcześniej, jakość polskości rządów,  sprawowanych  przez stadninę pookrągłostołową obnaża ich stosunek  do  zbrodni i rabunku  doko- nanych  na  Polakach  na  Kresach Wschodnich  przez  Ukraińców  i  w  Polsce przez bandę żydowsko-kominternowską.

Ale nie tylko to.

Równie ich stosunek do żydowskich hochsztaplerów i cynicznych lisów z  USA i Izraela, dążących do wyłudzenia od Polski (od Polaków) 65 miliardów dola- rów odszkodowania za jakieś tam mienie żydowskie pozostawione w Polsce.

Niewątpliwe, że jakieś mienie Żydzi stracili w Polsce.

Ale, czy jest to winą Polaków?!

Byli to Polacy, którzy napadli na Żydów i ograbili ich z posiadanego przez nich mienia?!

Ile tego mienia(majątku) stracili Żydzi w Polsce?!

Pamiętajmy tu o fakcie,  że najwięcej  Żydów  zgromadzonych zostało  w  t.zw. „zonie żydowskiej”, ustanowionej przez władze carskiej Rosji.

Ta zona, (mało kto o tym wie), to wschodnie tereny dawnej Rzeczypospoli tej; to wschodnia część ziem polskich pod zaborem rosyjskim.

Władze carskiej Rosji,  chcąc pozbyć się Żydów ze swego terytorium, prze- gnali ich na tereny polskie, gdzie stworzyli obóz dla Żydów rosyjskich.

„Był  to  zmodyfikowany  plan Pobiedonostsewa,  głowy  rosyjskiego ortodoksyjnego  synodu,  plan  zlikwidowania  Żydów  w  Rosji”.

Ta zona, w jednej trzeciej terytorium polskiego,  biorąc pod uwagę  obszar od  Łodzi  w kierunku wschodnim  (dziś granica na Bugu), to poza Bugiem znajduje się 2/3 dawnego terytorium państwa polskiego.

Dzisiaj  są to tereny administrowane od  II  w. św. przez  Litwę,  Białoruś  i Ukrainę.

Pytanie, jakie się tutaj nasuwa, brzmi:

Czy Polacy mają płacić dzisiaj za mienie żydowskie, które znajduje się w posiadaniu Litwinów, Białorusinów i Ukraińców?!

Pytanie na miejscu, bo mówi o tym suma roszczeń 65 miliardów dolarów.

Za 1/3 żydowskich dóbr materialnych, które Niemcy zrównali z ziemią znajdu jących się jakoby na terytorium dzisiejszego państwa polskiego, 65 miliardów dolarów cuchnie mocno typowo żydowską chucpą.

Byłemu  ambasadorowi  izraelskiemu  w Polsce,  Szewach Weiss’owi  i  amery- kańskim Żydom coś się chyba w głowach poknociło:

Żydów, którzy byli bogaci, lub względnie sytuowani, było mało w stosunku do liczby Żydów w Polsce międzywojennej.

Przytłaczającą większość stanowiła biedota wypędzona z Rosji, prymitywna  i zacofana  masa  ludzi,  którzy  poza  chałatem  i  wylęgarnią  wszy  nie   miała nic.

Cuchnęli na odległość nie tylko czosnkiem i cebulą. Przymierali głodem. Byli  siedliskiem  rozmaitych  chorób  a głównie gruźlicy z niedożywienia.

Jakie majątki mogli ci ludzie pozostawić w Polsce?

To,  że  żydowski  cynizm  i  bezczelność  nie zna granic,  to na ogół dobrze jest wiadomym w Europie i USA oraz Kanadzie. (W  języku  hebrajskim nazywa się to chutzpach).

I z tym trzeba się pogodzić, że Żydzi są tacy.

Trudno natomiast zrozumieć, dlaczego u władzy, pragnącej uchodzić za pol- ską, nie znajduje się ani jeden Polak, który byłby zdolny tupnąć nogą i powie- dzieć:

Dość tej chucpy!!

Po pierwsze, Polska w latach 1939 – 1944  znajdowała się  –  jako państwo okupowane  –  pod jurysdykcją niemiecką.  Obywatele  polscy  (dotyczy to też żydowskich obywateli państwa polskiego)  nie mieli żadnego realnego wpływu  na  to, co władze niemieckie czyniły.  Za zniszczenia  i  przepadek mienia w tym czasie odpowiedzialne są władze okupacyjne, czyli Niemcy.

Do wypłaty odszkodowań zobowiązane jest  –  z  natury rzeczy  –  państwo niemieckie, a nie polskie.

Cynizm  i  bezczelność  żydowskich  hochsztaplerów  amerykańskich  i  izrael- skich (np. Szewach Weiss) polega na tym, że usiłują wyłudzić od państwa pol skiego  odszkodowania,  jakie  już dawno otrzymali od państwa niemieckiego, które wypłaciło Żydom i Izraelowi w latach 1950  –  1965  wiele dziesiątek mi- liardów dolarów odszkodowań i na dodatek udzieliły wielomiliardowej pomo cy materialno-militarnej.

Kto dzisiaj o tym pamięta?! To było 50 lat temu.

Niektórzy Żydzi o tym wiedzą, ale nie powiedzą.

A niby dlaczego mają to rozgłaszać? Przecież to nie leży w ich interesie.

A może się uda wyłudzić coś dodatkowo od państwa polskiego i od głupich Po laków?

Przypomnieć to Żydom jest obowiązkiem Polaków!

O tym, że wielu Żydów to wie, nie ulega wątpliwości.

Wychodzący w Izraelu dziennik pt. „HAOLAM HAZE” pisał w 1965 roku:

„Stosunek  naszego  rządu do rządu Adenauera oparty jest  na  cynicznej transakcji, może najbardziej cynicznej od chwili, gdy Adolf Hitler propo- nował Brandtowi transakcję towarów za krew.

Otrzymaliśmy  pieniądze.  Otrzymaliśmy  pomoc.  Sprzedaliśmy  N.R.F.- owi świadectwo moralności następującej treści:

My państwo Izrael, ofiary nazizmu, uratowani z Oświęcimia,  dyplo-mowany  symbol  postępu  i  socjalizmu w świecie, potwierdzamy ni- niejszym, że posiadacz tego świadectwa nie jest już faszystą, lecz cał kiem nowym Niemcem, który ma prawo być przyjęty do każdego gro na.”.

W latach 1944-1956 Polska znajdowała się pod jurysdykcją sowiecką. To jed- na rzecz.

A druga, to fakt, że rzeczywistą władzę w tym kraju sprawowała banda żydow sko-kominternowska, czyli – mówiąc językiem prez. B. Komorowskiego,  Jana T.  Grossa  i  prof.  Barbary  Engelking-Boni  z Centrum Badań nad Zagładą Ży- dów – naród żydowski.

Logiczne jest,  że w tym wypadku po odszkodowania za utracone w tym czasie mienie na terytorium Polski Żydzi powinni zwracać się do ZSRR i Żydów, któ- rzy sprawowali rzeczywistą władzę w Polsce.

I nie tylko tych, którzy zostali w Polsce, ale równie do tych, którzy wyjechali z Polski po 1956 roku i po marcu 1968.

Znajdują się oni w Izraelu i w różnych krajach europejskich,  np.  parę  tysięcy w Szwecji, Danii i w mniejszych ilościach w innych państwach.  Nie trudno ich odnaleźć, bo ich kartoteki leżą w MSW i innych archiwach.

Ale na tym nie koniec.

Otwartą pozostaje sprawa zbrodni dokonanych  na Polakach przez bandę  ży- dowsko-kominternowską, sprawującą praktycznie niepodzielną władzę w Pol sce przez 12 lat powojennych.

W tych zbrodniach, t.j. wymordowaniu kilkudziesięciu tysięcy Polaków  i zni- szczeniu życia kilkusettysiącom brali przecież udział Żydzi, którzy sprawowa li kierowniczą rolę w krwawym terrorze,  skierowanym przeciw narodowi pol- skiemu.  (Vide:  „krwawa Luna”,  Adolf Berman,  Romkowski, Różański i  spół- ka).

Nie bójmy się tutaj wziąć przykład z prez. B. Komorowskiego:

Jeżeli w zbrodni w Jedwabnem brał udział naród polski, to w wymordowa niu ponad 40 tysięcy Polaków po II w. św.  brał  udział naród żydowski.

Polskim ofiarom zbrodni, rabunku  i  terroru żydowskiego należą się też  kon- kretne odszkodowania.

Mając  na  uwadze  liczby  zamordowanych,  trzymanych  w więzieniach UBec- kich i obozach pracy przymusowej, cyfra 120 miliardów dolarów  zadośćuczy- nienia  za  wyrządzone  tym  Polakom  i  ich  rodzinom krzywdy  nie wydaje się zawyżona. Raczej zaniżona.

Warszawa jest najbardziej zażydzoną stolicą europejską.

Stało się to na skutek nie tylko sowieckiej okupacji, ale również rozmyślnej po lityki Żydów kominternowskich w późniejszych latach.

Po 1946 roku na skutek t.zw. „repatriacji” wyeksportowano z  Rosji sowieckiej do Polski kilkaset tysięcy Żydów.

Dużą część z nich uplasowano w Warszawie.

To znaczy tyle, ile udało im się ukraść mieszkań od Polaków.

Kilkadziesiąt tysięcy (30 tys.?) z tej masy wyjechało na Zachód i do Izraela  w latach 1948 – 1952. To byli głównie ci, którzy uważali, że

„kiedy w Polsce rządzili nie-Żydzi, a Żydzi handlowali, to dało się w tym kraju żyć. A teraz,  kiedy Żydzi rządzą a Polacy handlują,  to  lepiej  stąd uciekać”.

Resztę, która nie zmieściła się w Warszawie umieszczono  na  Dolnym Śląsku, głównie  w  Dzierżoniowie,  Wałbrzychu,  Jeleniej Górze, Legnicy i we Wrocła- wiu.

Wkrótce po tym Warszawę uczynili na wiele lat miastem zamkniętym.

Dla kogo zamkniętym?!

Zdobycie zameldowania się na stałe w stolicy dla Polaków zostało zamknięte. Możliwość  uzyskania  zameldowania mieli tylko Żydzi  (nazywało się  to:  „w ramach łączenia rodzin”) oraz wyższej rangi UBecy i  aparatczycy  PZPR-ow- scy dlatego, że jako dyspozycyjni (lokaje) też byli cenieni i użyteczni.

W ten sposób odcięto dopływ do Warszawy –  stolicy kraju  –  Polaków nieko- munistów.

Jak  już  wcześniej wspomniałem,  członkowie  mafii  żydowsko-kominternow- skiej  zajmowali  się  nie tylko mordowaniem Polaków, ale równie tworzeniem potomstwa i zapewnianiem mu przyszłości, gdy dorosną. Jest to rzeczą natu- ralną.

Ale zrozumiałym jest też, że potomstwo to nie nadawało się  do  zatrudnienia przy taśmach montażowych ciągnika marki „Ursus” czy w hucie „Warszawa”, kiedy istniały stworzone przez ich rodziców ministerstwa, departamenty, są- downictwo,  prokuratury,  instytuty  różnego rodzaju,  archiwa i tym podobne pasożytnicze co prawda,  ale  bardziej  ponętne i  daleko lepiej płatne posadki w instytucjach, w których tatusie, mamusie i ciotki decydowały i rządziły.

Warszawa, jako stolica kraju, stanowi centralny ośrodek organów rządowych, czyli centrum zarządców resztą kraju. Tu wymyśla się i tworzy różne dyrekty- wy i zarządzenia, które następnie narzucane zostają całemu krajowi.

Jest to naturalne i praktykowane przez wszystkie zorganizowane państwa.

To, co jest nienaturalne w sytuacji polskiej,  to to,  że centralne organy władzy państwowej są obsadzone przez ludzi o mentalności i  filozofii życia obcej dla Polaków etnicznych.

Z natury rzeczy ich interesy będą zawsze różniły się od interesów państwa pol skiego i rdzennych Polaków.

W okolicznościach kolizji interesów żydowskich i polskich, staną ci ludzie za wsze w obronie tych pierwszych, czego przykładem ostatnim była reakcja sze- fa rządu,  Tuska  i  szefa MSZ,  Sikorskiego, którzy złożyli skargę na obywatela polskiego, żyjącego i działającego na terytorium Polski  –  do innego państwa, z oczekiwaniem, że tamto obce państwo go przykładnie ukarze.

A  to  tylko,  żeby  zadowolić  szefa  organizacji  żydowskich w USA, Lauder’a  i upokorzyć Polaków.

Innym przykładem jest wystąpienie tegoż Sikorskiego podczas jego ostatniej wizyty w Wielkiej Brytanii,  gdzie powiedział publicznie Brytyjczykom,  że  w Polsce takich Breivików jest pełno.

Zamiast  bronić  interesów  i  dobrego  wizerunku  państwa,  co jest  jego zada- niem jako szefa MSZ, Sikorski robi odwrotnie: przedstawia Polaków w bardzo negatywnym świetle.

W kraju takim jak Norwegia Sikorski po takim wystąpieniu już na drugi dzień nie byłby szefem MSZ i politycznie byłby spalony.

W Polsce to się nie stało.

Daje się to wytłumaczyć tylko tym, że stoją za nim mocne siły plemienne i po- lityczne, które mają interes w tym, żeby Polaków przedstawiać w  złym  świet- le.

Harmonizuje to  z  wystąpieniami  Komorowskiego,  Mazowieckiego,  Grossa, Michnika  i  jego DBM-ów.

Nie potrzeba mieć wielkiej wyobraźni, aby zauważyć jakie są to siły.

Patrząc wstecz od 1945 roku, podczas gdy Polacy byli terroryzowani  i mordo- wani, członkowie bandy  żydowsko- kominternowskiej  robili  dzieci  i  dbali  o ich dobry rozwój fizyczny i umysłowy.

A później zabiegali o zapewnienie im odpowiednich kluczowych stanowisk w organach władzy centralnej, w aparacie przymusu, sądownictwa, propagan- dy, oświaty, filmu itp. Zawierano małżeństwa wśród swoich i znowu rodzono dzieci,  któr e kształcono  w  odpowiedni  sposób  i  potem  wypychano  na  na przód w hierarchi władzy i wpływów politycznych.

W  ten  sposób  zapewniano  sobie  ciągłość  dostępu do polskiego pastwiska i kontroli nad władzami centralnymi.

Jako  przykład  można  tu  przytoczyć  karierę  Stefana Mellera,  syna członka bandy żydowsko-kominternowskiej, Żyda Adama Mellera, którego wspomnia- łem  już  wcześniej  przy innej okazji.  Stefan Meller był m.in. ministrem spraw zagranicznych. Poprzednim szefem MSZ był inny Żyd, Adam D. Rotfeld.

Stefan Meller (zmarł niedawno) miał dwoje dzieci.

Syna, Marcina Mellera, który jest dziennikarzem i prezenterem programu te- lewizyjnego „Dzień Dobry TVN”.

Córka,  Katarzyna  została  w  2008  roku  rzecznikiem  prasowym  spółki „PL.2012”.

Jako  następny  przykład  można  przytoczyć  karierę  Michała Komara,  syna członka bandy żydowsko-kominternowskiej, Żyda Wacława Komara (Mende- la Kossoja), który pełnił  m.in. funkcję  dyrektora  Depart. VII UB  i  dowódcy KBW, wsławionej w krwawych mordach na polskim podziemiu politycznym.

Był agentem OGPU/NKWD.

Syn Michał Komar, rówieśnik A.Michnika, otrzymał wykształcenie na SPGPiS w Warszawie. Zrobił tam doktorat przy solidnej czułej opiece znajomych taty, ciotek i wójków z tej samej stadniny ideowo-plemiennej. Potem otrzymał pra- cę w TVP, był wiceprezesem wydawnictwa „Czytelnik”, po Magdalence i okrą- głym stole współtworzył „Nową Telewizję Warszawa”, współpracował z „Pol skim Radiem”, krakowskim „Tygodnikiem Powszechnym”  i  „Teatrem Tele- wizji”.

A więc jeszcze jeden Żyd usadowiony na odcinku prania  i  urabiania mózgów Polaków.

Należy tu też wymienić tytułem przykładu ze świata filmowego Agnieszkę Hol land, córkę żydowskiego stalinisty, Henryka Hollanda.

Inny jeszcze przykład, to Andrzej Mietkowski, syn członka  bandy żydowsko-kominternowskiej, gen. UB Mieczysława Mietkowskiego. A. Mietkowski bywał szefem Agencji Informacji w TVP i pełni rozmaite w funkcje w mediach tzw. „III RP”.

Jak widzimy z tych przykładów,  gdy ma się właściwe pochodzenie etniczne  i ideologiczne, drzwi stają się otwarte na uniwersytety, na wpływowe stanowi- ska i do lukratywnych posad.

Innym przykładem szybkiej kariery jest Michał Borowski.  Nie  wiem  w  jakim stopniu  jest  spokrewniony  z  komunistą  żydowskim,  Wiktorem  Borowskim (Aronem Bermanem), ale jest synem Miriam Borowskiej,  po marcu 1968 roku mieszkającej w Szwecji. No i Michał jest oczywiście starym przyjacielem A. Mi chnika. W każdym bądź razie pochodzenie rodzinne i układy plemienne zała twiły mu w  2003 roku posadę  Naczelnego Architekta Warszawy 

(nb.  posadę tą otrzymał od ówczesnego prezydenta Warszawy, Lecha Kaczyńskiego)

i  w  2007  szefa  Narodowego  Centrum  Sportu.  W  zeznaniach  podatkowych ukrył dwa luksusowe mieszkania i certyfikaty depozytowe o wartości  pół mi- liona złotych. Prokurator „III RP” prowadzący w tej  sprawie  śledztwo,  umo- rzył sprawę uznając, że ukrycie tych danych majątkowych  przez  Michała Bo- rowskiego było  –  uwaga:  „niedbalstwem z jego strony”. I tak uzasadnił umo rzenie sprawy:

„Za taką tezą przemawia okoliczność, iż  Michał  Borowski  jawi  się jako osoba  wyjątkowo  majętna.  Kwota  500 tysięcy  zł.  stanowiła  zaledwie ułamek ogólnego majątku podejrzanego.” (Zobacz: Anita Gargas, „Miesz- kania Michnika i zęby CBA”, http://www.gazetapolska.pl .

No, no! Nasuwa się tutaj pytanie:

Jak Michał Borowski doszedł do tak ogromnego majątku, którego ułamek stanowi 500 tysięcy zł. w 2011 roku?!

Takich przykładów, jak robiono kariery we władzach centralnych, no i mająt ki na fundamencie zbrodni i rabunku dokonanego na Polakach, można przy toczyć tysiące.

Te powyżej wystarczą nam dla ilustracji rzeczywistości.

O wielkości zagęszczenia Warszawy Żydami kominternowskimi i o ich nieuza sadnionych wpływach politycznych (nie mówiąc już o innych) w Polsce dowo- dzą inne fakty.

Na  przykład taki, że na czele  rządów  pookrągłostołowych byli  w  większości Żydzi:

  • Tadeusz Mazowiecki (Icek Dikman),
  • J.K. Bielecki (Izaak Blumenfeld),
  • Hanna Suchocka (Hajka Silberstejn), 
  • Włodzimierz Cimoszewicz,  syn wysokiego oficera bandy żydowsko-komin ternowskiej, Goldsteina,
  • J. Buzek (Mysures Zweinos).

Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest całkowicie opanowane  i  kontrolowa- ne przez potomków tej samej bandy, co nie wahał się podkreślić nawet poprze dni prezydent, Lech Kaczyński, w wywiadzie, którego fragment przytoczyłem wcześniej.

W Sejmie i Senacie dominują ludzie tej samej prowieniencji, co dowiedli zre- sztą swoimi wystąpieniami politycznymi.

Podobną nadreprezentację żydowską znajdziemy na stanowiskach prezyden ta „III RP”.

  • Po cynicznym wykorzystaniu Wałęsy do „ugaszenia pożaru”,
  • na to stanowisko wypchnięto syna byłego żydowskiego UBeka, Kwaśniew-skiego, (Stoltzmana), który utrzymał to stanowisko przez dwie kadencje. (Nie było Polaka nadającego się do pełnienia tej funkcji?!!).
  • Po nim otrzymał ten urząd Lech Kaczyński, powiązany  z  żydowskimi kla- nami i sitwami poprzez swoją żonę.

Że był pod ich wpływami, dowiódł już, gdy był ministrem sprawiedliwości. W czasie wielkiego wrzasku żydowskie go wokół Jedwabnego,  wyszedł z postulatem przeprowadzenia ekshumacji zwłok i policzenia ich.

Jednak do tego nie doszło, bo Kaczyński szybko został przywołany do po- rządku przez swych mocodawców.

Dla równowagi i uwiarygodnienia się u Żydów, jako prezydent wprowadził do Sejmu żydowskie święto Chanuka. (Co?!). Ale idźmy dalej.

Udał się w pielgrzymkę do Izraela, gdzie paradował w jarmułce i zgadzał się z Izraelitami w przedmiocie „zadośćuczynienia” za mienie pożydow- skie w Polsce obiecując, że zajmie się tą sprawą.

Andrzej Olechowski (Mosze Brandwein)  co  prawda prezydentem  nie  został, choć kandydował na to stanowisko. Nie mniej pełnił wiele czołowych  i  wpły- wowych funkcji we władzach centralnych, był między innymi ministrem fina nsów w rządzie Jana Olszewskiego.

Olechowski był założycielem Platformy Obywatelskiej, która przesiąknię- ta jest B.D.M.-ami.

Może to nam wyjaśnia,  dlatego  tak  zażarcie  P.O.  broniona jest przez media michnikowskie.

  • Obecny prezydent Komorowski też nie jest „pewny”, bo warszawskie klany i koterie żydowskie zaczęły w pewnym momencie wątpić, czy aby Komorow ski jest przez Polaków uznawany, t.zn. czy jest przez nich traktowany  jako swój.

Dlatego zapewne zaczęły ich prewencyjnie urabiać, podpowiadając im, że Komorowski ma „korzenie” w rodzinie ziemiańskiej, ergo: jest z pochodze nia ziemianinem; co już pachnie szlachcicem polskim.

Był to zabieg propagandowy chyba po to,  żeby  Polacy przestali wątpić w jego niepolską przynależność plemienną.

Ale, czy w sytuacji Komorowskiego przynależność etniczna ma znaczenie? Nawet gdyby był etnicznym Polakiem,  powiedzmy n.p.  potomkiem  jakie- goś robotnika folwarcznego, opryszka czy ziemianina  –  to nie ma to tutaj znaczenia, bo ma nałożoną obrożę w postaci żony, Hajki,  która  jest córką wysokiego oficera aparatu terroru bandy żydowsko-kominternowskiej.

Czy można w tej sytuacji oczekiwać, że będzie dbał o interesy polskie i na-  rodu polskiego?!

Nie ma co się zatem dziwić, że szczeka i skomle tak, jak oczekują jego mo- codawcy. No, niechby tylko spróbował…  Rodzina  rodziny  żony i znajomi ich królika szybko mu pomogą, żeby „zmądrzał”.

I  właściwie  na  tym można całość zakończyć,  bo  jednym z moich celów było ukazanie rodowodu dzisiejszych elit t.zw.”III RP”.

Zdaję sobie sprawę z tego, że u Czytelnika może takie zakończenie wywołać pe wien niedosyt, bo brakuje tu odpowiedzi na pytanie:

Jak zmienić tę sytuację polityczną?                                                                           Co robić w tym kierunku?

Ale przypominam, że nie te kwestie były tematem tej pracy.

Co robić, żeby się wyzwolić spod kurateli i władzy potomków bandy żydowsko -kominternowskiej, to temat odrębny.

Można tu tylko stwierdzić, że sytuacja jest ciężka, ale nie beznadziejna.

Zrobić można dużo, kiedy ma się świadomość sytuacji i kiedy wróg został zlo- kalizowany.

I to było moim drugim celem.

Władysław Gauza

Wrzesień 2011

P.S.

Pragnę tu zwrócić jeszcze uwagę na niektóre ważne czynniki, o których nale- ży pamiętać przy podejmowaniu walki. Chodzi o to, żeby nie dać się  wykoło- wać wrogowi.

1) Zdefiniowanie wroga. To zostało już dokonane w tej pracy.

2) Zlokalizowanie wroga. To też mamy za sobą.

3) Przestać się bać. Kiedy my przestajemy się bać, wtedy wróg zaczyna się bać. A to decyduje o sukcesie.

4) Pracować nad zmianą dotychczasowej świadomości historycznej i poli- tycznej społeczeństwa  –  świadomości, która została ukształtowana i na- rzucona przez wroga.

Zmianę świadomości dokonuje się przy pomocy działań propagandowych począwszy od rodziny, przyjaciół i znajomych. Jest to t.zw. praca od pod- staw.

5) Odrzucić t.zw. poprawność polityczną. Przywrócić rzeczom właściwe nazwy.  Nie bać się nazywać łopaty,  łopatą. Język tych „łże elit”  nie jest naszym językiem, choć niby go rozumiemy.

Nie dać sobie narzucać określeń i terminów kreowanych przez te elity, bo oni je tworzą na swój użytek; do tworzenia treści dla obrony swoich party kularnych interesów.

W naszej walce politycznej t.zw. językowa ścisłość pisarzy, publicystów i różnych profesjonalistów PRL-owskich,  nie jest przydatna.  Wśród  tych pseudointelektualistów jest masa oszustów, a i równie, głupców politycz nych, ludzi tchórzliwych i o zajęczej mentalności.

Ci będą się bronić przed zmianą sytuacji, bo nie wiedzą, jak na tym wyjdą i jak wyjdą na tym ich krewni i znajomi królika. Pojawią się też i politycz- ne skunksy. A te  –  jak wiadomo – kiedy czują się zagrożone, produkują  i wydzielają smród.

Przede wszystkim należy wyzbyć się naiwności.

Nie należy nikomu wierzyć na słowo. Wśród t.zw.  „naukowców”,  ludzi  z wyższym wykształceniem, oszustów i szalbierzy znajduje się tyle samo, a może więcej, niż wśród ludzi niewykształconych. Dlatego na wszystko, co mówią i piszą należy patrzeć bardzo krytycznie i z dużą dozą podejrzliwo ści.

Mamy tu bowiem do czynienia z wyrafinowanymi zawodowymi oszustami. Ich ofiarami padają nie tylko ludzie mało wykształceni, ale równie z wyż- szym wykształceniem a nawet z tytułami naukowymi.

I  nie  tylko  świeccy,  ale  także  księża  i  biskupi,  którzy będą bezmyślnie „chlapać”,  jak  papugi,  różne  zasłyszane  głupstwa i bzdury. (Ja tutaj nie mówię o tych, którzy robią to świadomie, będąc na usługach bandokracji „III RP”).

Jako przykład niech nam tutaj posłuży pierwszy okres pomagdalenkowy i pookrągłostołowy.

W czerwcu 1989 roku poseł PRLowski, Szczepkowska,  ogłosiła  z  trybuny sejmowej koniec komunizmu w Polsce.

Po jej wystąpieniu otrzymaliśmy, według ówczesnej propagandy,  już  na drugi dzień „demokrację”.

Jak można  twierdzić,  że  już mamy  „system demokratyczny”  w  sytuacji, gdy w rękach bandy żydowsko-kominternowskiej i  ich lokajów z  awansu społecznego pozostawały środki masowego przekazu (najważniejsze dzie nniki, tygodniki, radio, telewizja i wydawnictwa) oraz środki finansowe i ekonomiczne?!

Nawet, gdy pozwolono tworzyć społeczeństwu formacje (partie) politycz ne i wydawać pisma, to o jakiej równości startu do działań politycznych można było mówić? Jaka to była – która zresztą jest taką do dzisiaj – ta „demokracja”?

Jednakże fakt ten nie przeszkadzał rozmaitym uczonym w gadaniu i piś- mie głosić, że już mamy prawdziwą upragnioną demokrację.

To, że kłamstwo to narzucały Polakom  żydowsko- kominternowskie elity, to zrozumiałe. Ale kiedy wtórowali im ludzie nie identyfikujący się dotąd z komunizmem, to mieliśmy do czynienia, albo z głupcami albo z oszusta mi, wspomagającymi bandokrację postPZPRowską.

Wśród  tych  głupców  politycznych i oszustów było, niestety,  dużo  księży katolickich i biskupów. Ci ostatni mogli się zdobyć na szczyptę uczciwości i prawdy,  i  przynajmniej milczeć,  jeżeli  nie stać ich było  na uczciwość  i odwagę,  by  powiedzieć  wiernym,  że  mamy tu  do czynienia  z ogromnym oszustwem.

Widać tutaj, że i na tych polskich „inteligentach” współczesnych nie moż- na polegać.  Nie będę wymieniał tu po nazwisku tych kościelnych głupców i oszustów.

Wspomnę tylko, że i prymas J.Glemp był jednym z nich obok bp. Pieron- ka, życińskiego, Dąbrowskiego czy Orszulika.

Drugie wielkie oszustwo, na które Polacy dali się nabrać,  to  „tolerancja”. Oczywiście, banda pookrągłostołowa była i tu na czele.

I pierwszą, która wskazała troskliwie narodowi polskiemu, co należy tole rować… No i od kiedy.

Nie można domagać się od przeciwników tolerancji,  jeżeli  samemu jest się tolerancyjnym tylko wówczas, gdy się jest bezsilnym.” – przy- pominał publicysta paryskiej „Kultury”, Juliusz Mieroszewski  w  swej książce „Polityczne neurozy”.

Banda żydowsko-kominternowska podniosła wysoko sztandar „tolerancji” po 1989 roku, kiedy się poczuła osłabiona i niepewna swej przyszłości.

A Polacy?

Kiedy dostrzegli ten „sztandar tolerancji”, wyciągnięty przez najbardziej nie- tolerancyjną bandę, dostali coś w rodzaju szoku.

I… nie wiedzieli jak na to zareagować.

Dzisiaj społeczeństwo polskie przywykło (przyzwyczajono je) już do tego ro- dzaju zagrań, to znaczy, że mają tolerować wszystko, co robią władze (te nie- polskie) i co głoszą t.zw. łże elity postkominternowskie i postfolwarczne.

Jeżeli  ktoś  tego nie toleruje, to znaczy, że  narusza  interesy tych elit.  To zaś kwalifikuje się do skierowania sprawy do sądu, za „naruszenie obowiązujące go prawa”. Nb. tego prawa, jakie te elity ustanowiły w obronie swych posiadło ści.

Czy nie nadszedł czas, żeby oprzytomnieć?!

Tolerancja oznacza, nie mniej ani więcej tylko to, że osobie – wyrażającej po- glądy przeciwne, lub inne – daje się prawo mieć inne poglądy, niż posiada się samemu, i daje się jej prawo do ich wyrażania w mowie i piśmie.

Tolerancja nie oznacza, że trzeba, lub że jest się zobowiązanym, respektować i honorować odmienne poglądy.

Oznacza tylko, że przeciwnik ma prawo je wyrażać.

W świetle tej definicji, Żydzi są najmniej tolerancyjnym narodem.

Po „wytolerancjonowaniu” Polaków znowu ich wykiwano, że aż wstyd to wspominać.

Narzucono im mniemanie, że „teraz, kiedy już mamy „zachodnią demokra cję”, nadszedł czas na zachodnie „ładne różnienie” się (w debatach politycz- nych i w propagandzie).

I co? Ano, to samo. Ten haczyk Polacy też połknęli. Ale kiedy poczuli ból, było już – jak zwykle – za późno.

Kiedy komuniści mieli niepodzielną władzę nad Polakami,  to można  było się różnić nieładnie. Wypadało wtedy wyzywać Polaków od

„bandytów faszystowskich”,                                                                             zaplutych karłów reakcji”,                                                                         „przekupnych karierowiczów”;                                                                             

nazywać ich

„chytrymi łotrami”,                                                                                   antysemitami”,                                                                                              „chuliganami”,                                                                                                  „warchołami”,                                                                                                        ”bandytami” etc.

Po 1989 roku, kiedy stadnina PZPRowska utraciła częściowo monopol na pro pagandę,  bo musiała  pozwolić  na  zaistnienie innych  czasopism i wydawni- ctw, stała się nagle chorążym „ładnego różnienia się”.

– Teraz nie wyzywajmy się! Teraz nadszedł czas, żeby się nawzajem ładnie traktować!

Bo dzisiaj stadninie postkomunistycznej tak najlepiej pasuje.

Tym posunięciem wybiła Polakom kolejną broń z ręki.

Chodziło o to, żeby nie nazywano rzeczy po imieniu;  że  nieładnie  jest mówić publicznie prawdy o tych elitach, iż składają się z potomków bandy żydowsko -kominternowskiej, polskich opryszków i  mętów społecznych,  ludzi  podłego gatunku z marginesu społecznego.

Dlaczego nie mówić głośno prawdy, zwłaszcza kiedy Kościół poucza „żyjcie w prawdzie”, „prawda was wyzwoli” i t.p.

Chyba nadszedł  czas,  żeby  i  z  tego  chytrego  chwytu  postkominternowskiej stadniny wyrwać się wreszcie?!

Warto tu zauważyć inne głupstwa i bzdury zaprezentowane Polakom i na któ re dali się nabrać.

Pierwsze z nich, to narzucenie im „nauki” Kościoła o „chrześcijańskim odpu- szczaniu winy”.

Podnieśli to najpierw propagandziści bandy pookrągłostołowej i wtórowa li im  „uczeni w piśmie”  młodsi bracia  w  wierze,  począwszy od zwykłych księży  po  niektórych  biskupów  (tak  zwanych „postępowych”  i  „liberal- nych”) włącznie.

Niewątpliwie, że byli wśród nich zwykli głupcy, ale na pewno też tajni (i otwa rci) współpracownicy tych elit, jak np. bp.Pieronek czy bp. Życiński  (dziś już nie żyje – dzięki ci Boże za to)  i  kilku innych.

Dziwną naukę kościelną narzucają narodowi polskiemu ci słudzy Boży, któ- rzy pouczają Polaków, że należy winy wybaczać zbrodniarzom, terrorystom i krwawym oprawcom spod znaku bandy żydowsko-kominternowskiej i ich pol skim  pomocnikom  z  marginesu  społecznego,  ale nie słychać tychże morali- stów,  gdy  jakiś Polak  stawiany jest przed sądem za to,  że coś ukradł,  bo nie miał co dać dzieciom do ust.

Gdy takiego nieszczęśnika stawia się przed sądem PRLowskim, żaden mo- ralista chrześcijański nie bąknie nic. W tym przypadku „uczeni w piśmie” nasi młodsi bracia w wierze dziwnie milczą.

Coś, jakby pomarli na taką okoliczność.

Powiedzmy sobie od razu, że słudzy kościelni, którzy obezwładniają Polaków sloganami o potrzebie „odpuszczania win” w chwilach zagrożenia interesów czerwonych i postczerwonych bandziorów są, albo głupcami albo oszustami.

W obu przypadkach jednakowo groźni.

Wybaczenie winy nie oznacza zwolnienia od kary.

Najpierw pokuta a potem możemy rozważać odpuszczenie win.

Papież Jan Paweł II bywał w Polsce kilka razy. W czasie jednej ze swoich piel- grzymek odwiedzał więzienia i więźniów.

Przy żadnej z tych wizyt więziennych nie zwracał się do Polaków, żeby od- puścili tym więźniom winy i natychmiast zwolnili ich od odbywania kary.

Przed śmiercią odwiedził w więzieniu włoskim swego niedoszłego zabójcę. Odpuścił mu przy tej okazji winy, ale nie namawiał ani nie domagał się od władz włoskich, żeby go zwolnić od odbywania kary.

Krótko mówiąc:

Takie tłumaczenie i praktykowanie „odpuszczania win”, jak się je stosuje w naszym kraju przez różnego rodzaju autoramentu moralistów jest oszu stwem wobec Polaków i chrześcijan, i jest usiłowaniem ich ubezwłasnowol nienia.

Innym oszustwem jest interpretacja i praktykowanie

„miłosierdzia chrześcijańskiego”, „nadstawianie drugiego policzka”,

kiedy zostaliśmy uderzeni w pierwszy i

„zwalczania zła dobrem”, znosić ataki wroga „z pokorą” .

Te wymienione tutaj t.zw. „nauki kościelne” nie mają wiele wspólnego z na- turą i rzeczywistością tego świata.

Owszem, można je praktykować, ale na własną zgubę.

Sojusz „Kościoła z Tronem”, to znany w historii 2000 lat chrześcijaństwa po- wód do przewrotów i rozmaitych innych rewolt.

Nie trudno wyobrazić sobie jakby to było, gdyby świat nadstawiał Hitlerowi czy Pol Potowi drugi policzek do uderzenia, zamiast chwycenia za broń?

Nie trzeba tu chyba też tłumaczyć nikomu detalicznie,  jakby życie się  poto- czyło, gdyby chrześcijanie przyjmowali z  –  głoszoną  przez  pookrągłostoło- wych  kaznodziei katolickich  –  pokorą rozmaite bandyckie wybryki ludzi z obozu  bolszewickiego,  nazistowskiego  czy  komunistycznego,  n.p.  Stalina, Hitlera, Pol Pota czy Bieruta/Bermana w PRL.

Chrześcijaństwo nie zabrania żadnemu chrześcijaninowi chwycenia za broń i jej użycia w chwilach zagrożenia.  Gdyby  chrześcijanie  zawsze  praktykowali nauki głoszone przez naszych polskich pookrągłostołowych  ideologów  kato- lickich i sługów bożych  z  Kościoła Tadeusza Mazowieckiego  i  jego stadniny ideowej, to cywilizacja chrześcijańska dawno przestałaby istnieć, a my praw- dopodobnie  bylibyśmy  już od dawna muzułmanami  i  bylibyśmy  ganiani  co piątek do najbliższego meczetu.

Po chrześcijaństwie nie byłoby dzisiaj śladu.

Przypominał o tym autor „Myśli o Odrodzeniu Narodowym”, Stanisław Szcze panowski” w 1895 roku na łamach tygodnika wiedeńskiego „Przełom”:

Bierny ideał męczeństwa, uświęcenie cierpienia, nie byłby świata chrze ścijańskiego uratował od zagłady. Uratowało uświęcenie energii w idea- le czynnym bohaterstwa.

Na polach  Katalońskich otrzymuje  pod wodzą  Karola Martela  chrzest krwi rycerz chrześcijański. Od tej dopiero chwili chrześcijaństwo zdoby- wa stanowczo przewagę na polu organizacyj państwowej i życia narodo wego.

Od tej chwili dopiero nie zginie już żaden naród chrześcijański, bo niebo może się zdobywa męczeństwem, ale ojczyznę tylko bohaterstwem nie ginie, ale zwycięża.

Garstka  nieustraszonych rycerzy w  górach Asturii staje się zawiązkiem przyszłej Hiszpanii, cały naród Franków staje się mieczem Kościoła, a je go wyprawy  przeciw  Saracenom  w  Hiszpanii,  przeciw  heretykom  we Włoszech, przeciw poganom w Germanii i Panonii, to „res gestae Dei per Francos”, wojny Boże, za pomocą Franków dokonane.

Sami papieże wzywają do wojny, a krzyżowcy wyruszali do wojny pod    hasłem: Dieu le veut!“.

Dlatego też, dla naszego narodu nie życzę sobie usposobienia kwietysty cznego  świątobliwych  pustelników  azjatyckich i afrykańskich, którzy na  chwilkę  zguby ojczyzny nie powstrzymaliby,  ale hartu i dzielności rycerzy hiszpańskich w Asturii, (…)”

CZĘŚĆ I :ELITY III RP – RODOWÓD cz.1 – WŁADYSŁAW GAUZA [Radzę czytelnikowi to zapa miętać, czytając te dokumenty! :https://forumemjot.wordpress.com/2013/10/05/elity-iii-rp-rodowod-cz-1-wladyslaw-gauza-radze-czytelnikowi-to-zapamietac-czytajac-te-dokumenty/

SPIS TREŚCI:

Wstęp ……………………………………………………………………………………………………str. 1

Elity III RP – Rodowód ………………………………………………………………………….. 4

Krótka notka z życiorysu gen. Berlinga ……………………………………………………. 4

Teraz coś z życiorysu KPP i PPR ……………………………………………………………. 6

Drugi okres ……………………………………………………………………………………………. 21 Przekształcić naród genetycznie – Czyli zlikwidować inteligencję polską ……. 31

„Z kim się zadajesz, takim się sam stajesz” ………………………………………………. 32

Fabrykowanie nowych „elit” …………………………………………………………………… 37

Zydzi w „III RP”……………………………………………………………………………………. 48

P.S. ……………………………………………………………………………………………………. 59

______________________________________________________________________
Za; http://wiernipolsce.wordpress.com/2011/12/28/elity-iii-rp-rodowod/
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii "Solidarność", ANTYPOLONIZM, ARCHIWUM 25-LECIA 1989-2014, Bieda, EDUKACJA, HISTORIA EUROPY, HISTORIA POLSKI, HISTORIA WSPÓLCZESNA, JUDAIZACJA POLSKI, JUDAIZM - ŻYDZI, KOŚCIÓŁ KATOLICKI, KOŚCIÓŁ KATOLICKI W POLSCE, KOŚCIÓŁ POSOBOROWY, OKRĄGŁY STÓŁ, PiS - Prawo i Sprawiedliwość, PO, POLSKA, POlska w likwidacji, Roszczenia wobec Polski, UB-NKWD, Zbrodnie komunistyczne, Zbrodnie żydowskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.