O wyższości sodomitów nad Żydami – Stanisław Michalkiewicz

Szybkie zmiany mądrości etapu stawiają nas przed koniecznościami dotych- czas nie tylko nie znanymi, ale nawet trudnymi do wyobrażenia.

  • Jeszcze do niedawna świat wydawał się uporządkowany; na samym szczycie hierarchii starsi i mądrzejsi, potem narody silniejsze, potem takie sobie, a na końcu te najgłupsze, które za pośrednictwem swoich autorytetów moralnych myślą, że to wszystko naprawdę.
  • Jeśli nawet ta hierarchia nie wszystkich zadowalała, to nie da się ukryć, że przecież była.

Tymczasem teraz w tę przedustawną harmonię wkradł się zamęt. Niby wszys- tko jest po staremu, niby na szczycie hierarchii nadal rozpierają się starsi i mądrzejsi – ale pojawiły się niepokojące sygnały.

Oto były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa nie tylko poskarżył się, że na skutek odwołania obstalowanych już wykładów stracił 70 tysięcy dolarów, ale w dodatku zdradził objawy tak zwanego zmiękczenia rury, co przybrało postać tłumaczeń, że został „wrobiony” przez dziennikarza.

  • Wprawdzie kto słucha pana prezydenta Wałęsy, ten sam sobie szkodzi, ale ten przypadek wypada nam rozebrać z uwagą, bo nie o pana prezydenta Wałęsę tu chodzi, tylko o porządek świata. Te 70 tysięcy dolarów pan prezydent Wałęsa miał stracić na skutek odwołania obstalowanych już wykładów z powodu jego wypowiedzi na temat sodomitów – że powinni siedzieć na końcu sejmowej sali, a najlepiej – za murem.

Dotychczas takie, a nawet jeszcze gorsze represje spadały tylko na „antysemitów”, to znaczy – nieszczęśników, na których zagięła parol jakaś klika żydowskich szowinistów.

  • Czyż nie pamiętamy pożałowania godnego przypadku Marlona Brando, któremu takie kliki zaczęły grozić, że rozsmarują go na podłodze – aż słynny filmowy twardziel złożył samokrytykę, niczym wzorowy towarzysz za komuny – no a potem zaraz wziął i umarł?
  • I słuszna jego racja – bo jeśli ktoś nie ma odwagi, by sprostać roli twardziela, to cóż – pora umierać.

Co prawda, jak przekonałem się na lotnisku w Ottawie w Kanadzie, oprócz tej aroganckiej, butnej i agresywnej międzynarodówki, jest również taka o wekto- rze przeciwnym o 180 stopni – dyskretna, ale też istnieje – niemniej jednak wydawało się, że te wszystkie poważne zastawki, te wszystkie pułapki i surowe kary zarezerwowane są dla antysemitników, to znaczy – nieszczęś-ników, którzy z jakiegoś powodu podpadli klikom żydowskich szowinistów.

  • Tymczasem były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju żadnej takiej klice nie podpadł, przeciwnie – wszystkie po staremu bronią go przed zarzutami o tajne współpracownictwo z SB, dożywotnio pozbawiając przyzwoitości każdego, kto ośmiela się mieć w tym względzie jakieś wątpliwości – a przecież wykłady ze stratą 70 tysięcy dolarów zostały odwołane.

Wygląda na to, że kliki żydowskich szowinistów utraciły monopol na rozdzie- lanie certyfikatów przyzwoitości. Dotychczas bowiem do nich właśnie należa- ło ostatnie słowo, ponieważ wystarczyło oskarżenie, albo nawet niejasne podejrzenie o „antysemityzm” – a podejrzany, nie mówiąc już nawet o oskar-żonym, usuwany był z grona człowieków przyzwoitych do ciemności zewnęt-rznych, gdzie – jak wiadomo – tylko płacz i zgrzytanie zębów.

  • W ten sposób żydowskie kliki zmonopolizowały politykę kadrową zarówno na lewicy, jak i na prawicy.
  • Jeden przyzwoity rozpoznawał drugiego przyzwoitego po zapachu, do czego, ma się rozumieć, trzeba było specjalnego nosa – i wszystko wydawało się ustalone raz na zawsze.

Ale teraz, kiedy się okazało, że z grona człowieków przyzwoitych może być usunięty noblista i „mędrzec Europy” – wprawdzie były, niemniej jednak, w dodatku wyłącznie za krytykę sodomitów – to chwieją się fundamenty światów.

  • Jeśli bowiem Żydzi utracili monopol na wystawianie certyfikatów przyz-woitości, to pojawiła się straszliwa wątpliwość, czy nadal plasują się na szczycie światowej hierarchii, czy też dopuścili, by od tyłu zaszli ich podstępni sodomici i strącili z piedestału?

Jakby tego było mało, to dyrektor firmy Sarbuck Howard Schultz oświadczył, że firma będzie popierać związki sodomitów i gomorytów, żeby tam nie wiem co.

  • I nie zmienił zdania nawet gdy na mieście pojawiły się nawoływania do bojkotu sprzedawanej tam kawy, więc najwyraźniej ma w tym jakiś interes.

Ale jeżeli sodomici dyktują co jest interes, a co nie jest, to czyż to nie nieomyl- ny znak, że wysuwają się, albo już się wysunęli na pierwsze miejsce w świato- wej hierarchii?

  • Kropkę nad „i” postawiła pani Joanna Szczepkowska, ta sama, co 4 czerwca 1989 roku okłamała nas mówiąc, że ma dla nas dobrą wiadomość, mianowicie, że właśnie upadł komunizm – oświadczając, że „nie może być tak”, że sodomici nieustannie poddają „nas” – to znaczy – ludzi już raz zakwalifikowanych do grona przyzwoitych – „egzaminowi z tolerancji”.
  • To rzeczywiście niepokojące – bo nie po to, dajmy na to, pani Szczepkowska, przez tyle lat zadawała gwałt własnej spostrzegawczości i rozsądkowi by uzyskać upragniony certyfikat, żeby teraz jakiś sodomita bez ceregieli poddawał ją egzaminowi nie tylko jak gdyby nigdy nic, ale w dodatku – na zupełnie inny temat!

Ale skoro słynny sodomita Jacek Poniedziałek natychmiast wezwał ją do „opamiętania”, więc każdy widzi, że to nie żarty.

Wiem coś o tym, bo przed laty, kiedy jeszcze sodomici próbowali się do wszystkich przymilać, byłem zaproszony do telewizyjnego programu z ich udziałem.

  • Pokazano tam m.in. felieton filmowy o istniejącej podobno w każdym sodomickim klubie kanciapie w której panują egipskie ciemności, a bywalcy w tych ciemnościach rżną się bez opamiętania z kim popadnie, sami nie wiedząc z kim.
  • Już mniejsza o to, że panującego tam smrodu nie są w stanie rozproszyć nawet najsilniejsze dezodoranty – ale co to za ideał?!

W takim właśnie duchu przemówiłem do panów Biedronia i Poniedziałka, wytykając im właśnie ten śmierdzący gównem ideał, który próbują narzucić wszystkim normalnym ludziom.

  • W odróżnieniu od pana Biedronia, pan Poniedziałek sprawiał wrażenie, jakby się zreflektował, ale nie – chodziło mu tylko o taktykę – że z tą kanciapą wyszli trochę przed orkiestrę, że trzeba powoli, cierpliwie i metodycznie.
  • W sukurs przyszedł mu zresztą natychmiast pan dr Janusz Majcherek, pouczając mnie, co to jest tolerancja.

Wydawało mi się bowiem, że tolerancja oznacza cierpliwie znoszenie (tolere) czegoś, z czym się nie zgadzam, czym się brzydzę, co uważam za szkodliwe, a nawet niebezpieczne – w imię jakiejś wyższej racji, np. miłości bliźniego, czy pokoju społecznego – ale ta cierpliwość nie jest bezgraniczna.

  • Jeśli taki obrzydliwiec próbuje gwałcić mnie nawet przez uszy, czy oczy, to w tym momencie cierpliwość się kończy i powstaje problem – kto tu kogo.

Tymczasem pan doktor Majcherek pouczył mnie, że tak może było kiedyś, a teraz tolerancja oznacza akceptację.

  • Znaczy – kanciapa nie tylko musi mi się podobać, ale w ramach egzaminu z tolerancji powinienem tam pójść i przeżyć to sam.

W tej sytuacji łatwiej zrozumieć również panią Joannę Szczepkowską.

  • Okazuje się, że totalniactwo nie zniknęło, a tylko – jak przenikliwie zauważył prof. Boguslaw Wolniewicz – „mutuje”.

Mądrość tego etapu głosi, że sodomici – d’abord, nawet przed Żydami, którzy chyba jednak nie ustąpili im miejsca na zawsze, ani oczywiście – bezintere-sownie.

  • Ciekawe, jaki mają w tym interes – bo że mają, to rzecz pewna – quod erat demonstrandum.

Stanisław Michalkiewicz

Komentarz  •  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  31 marca 2013
Za; http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2787
Ten wpis został opublikowany w kategorii HOMOSEKSUALIZM-FEMINIZM-ABORCJA, JUDAIZM - ŻYDZI. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.