Krzyżyk z Olszynki – Tomasz Łysiak

Powstanie Warszawskie: patrol 1 sierpnia 1944, godzina „W” (17.00); wikipedia.pl

Ofiara żołnierzy walczących w Powstaniu Warszawskim, tak jak ofiary wszystkich poprzednich walk o Ojczyznę, nie podlega żadnym ocenom. Stała się dobrem duchowym Polski i Polaków. Teraz także naszym obowiązkiem jest oddawać należną im cześć. Tak jak obowiązkiem dziecka jest dbanie o grób rodziców. W czasie zapalania zniczy na grobie nie robi się za parkanem cmentarza bluźnierczego koncertu.

1 sierpnia 1944 r., tuż po wybuchu powstania, przed cukiernią Dakowskiego na ul. Flory został zastrzelony młody chłopak – Jacek Świtalski, syn byłego premiera.[zob. http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Jacek_Switalski  – przyp.forumemjot].

Gdy chwilę wcześniej kolega prosił go, by uciekał, miał odpowiedzieć – „nie po to mnie przydzielili”. To jedna z pierwszych ofiar Powstania Warszawskiego. Nie widział już tego, co działo się następnego dnia, gdy oddział „Stasinka” – po zdobyciu Umschlagplatzu i uwolnieniu pięćdziesięciu Żydów z rąk SS – szedł ulicą w stronę Woli. Piętnastoletni Jacek, młodziutki żołnierz z 7. Pułku Ułanów Lubelskich AK, nie mógł zobaczyć, co działo się na odcinku jednego czy dwóch kilometrów tego przemarszu, gdy wzdłuż drogi stały tysiące warszawiaków, którzy rzucali kwiaty i płakali ze wzruszenia. Ten chłopiec był już martwy.

Warszawa: Pomnik Symboliczna Mogiła Powstańcza; polskaniezwykla.pl

Gdyby przeżył, miałby dzisiaj 84 lata. Ciekawe, co robiłby słonecznego, pięknego dnia w Warszawie, 1 sierpnia 2012 r., o godzinie „W”? Właśnie wtedy, gdy zawyją syreny… Gdy staną samochody… Kiedy zatrzymają się w biegu przechodnie, by choć przez chwilę oddać zadumą hołd bohaterom Umęczonego Miasta… Co pomyślałby sobie, gdyby zaraz po tych syrenach usłyszał dochodzące ze Stadionu Narodowego dźwięki koncertu Madonny? Czy w ogóle uwierzyłby, że to prawda? Że w wolnej wydawałoby się Polsce, w wolnej nareszcie Warszawie, w taki sposób czci się pamięć tych, którzy przelali swoją krew po to, żebyśmy w ogóle mogli budować biało-czerwone stadiony? Tymczasem koncert skandalistki i prowokatorki odbędzie się właśnie 1 sierpnia w Warszawie…

Madonna ważniejsza od zbiorowej wrażliwości

W mediach toczy się dyskusja na ten temat. Prawicowe i katolickie środowiska próbują protestować, argumentując, że „twórczość Madonny w różnych formach atakuje wiarę katolicką. Podczas koncertów obraża ona Jezusa Chrystusa, podpalając krzyże i zakładając koronę cierniową. Ponadto propaguje homoseksualizm”. Tymczasem ta większa, „postępowa” część opiniotwórczej elity sprawę stara się pokazać w świetle nowoczesnego, wypranego z uczuć narodowych poglądu – ważniejsza od zbiorowej wrażliwości, od tego, co buduje naszą tożsamość poprzez kult bohaterów przeszłości, ma być wolność robienia, co się chce i kiedy się chce. Bez zwracania uwagi na uczucia innych.

W dyskusji blogerów „Newsweeka” Piotr Bratkowski zaproponował nawet ironicznie, żeby „sporządzić kalendarium dni, w których nie wolno organizować żadnych przedsięwzięć rozrywkowych. I miejsc, w których nie powinny się odbywać: bo przecież parę lat temu był protest przeciwko zorganizowaniu festiwalu rockowego na krakowskich Błoniach: bo odbywały się tam msze papieskie”.

Tymczasem właśnie w Polsce tradycja darzenia szczególną czcią dni o wymiarze symbolicznym dla naszego Narodu i dla dziejów naszego Państwa była już od stuleci pielęgnowana jako jedno z duchowych dóbr, które pozwalają nam trwać mimo nawałnic Historii. I zachowywać w piersiach ciągle bijące polskie serce.

Dlaczego nie można nas złamać

Ważne dla nas daty były święcone z najwyższą atencją i szacunkiem. Stawały się często powodem kolejnych narodowych zrywów i pretekstem do zamanifestowania tego, kim tak naprawdę jesteśmy. I dlaczego nie będzie łatwo nas złamać.

Dzień 29 listopada był w czasie zaborów okazją do czczenia wybuchu Powstania Listopadowego. W całym kraju odprawiano msze święte za pomyślność Ojczyzny. Carskie władze usiłowały tych mszy zakazać, lecz były bezsilne.

W stolicy pamiętano o rzezi Pragi dokonanej przez oddziały Suworowa, które mordowały ludzi z iście mongolskim rozmachem – 4 listopada za dusze zmarłych modlono się we wszystkich świątyniach.

Impulsem do szczególnych patriotycznych manifestacji stawały się kolejne rocznice unii w Horodle. Zawarta 2 października 1413 r., była ona niezwykłym aktem państwowotwórczym, wstępem do dalszych mocarstwowych planów jagiellońskiego państwa. Wprowadziła wspólne sejmy i senaty, a szlachtę litewską zrównała z polską, dokonując także scalenia herbowego między nimi. XIX-wieczny historyk Karol Szajnocha w swojej pracy o Jagielle pisał o wartości i sile duchowej, jaką zostawiła przyszłym pokoleniom ta unia. Przytoczył także jej fragment, który i ja pozwolę sobie za nim Państwu zacytować, gdyż skupia się w nim jak w soczewce ta wielkość pokoleń minionych: „W imię Pańskie, amen. Ku wieczystej pamięci. Nie doznać nikomu łaski zbawienia, kogo nie wesprze miłość. Gdyż ona jedna nie działa marnie, lecz sama sobą święcąc kładzie koniec niezgodom, uśmierza swary, ukróca nienawiści, łagodzi waśnie, użycza wszystkim pokoju, skupia, co się rozpierzchło, podźwiga, co upadło, wygładza rzeczy szorstkie, prostuje krzywe, wszystkim pomaga, nikogo nie obraża, kocha każdego, a ktokolwiek schroni się pod jej skrzydła, ten znajdzie bezpieczeństwo i nie ulęknie się gróźb niczyich. Miłość ta tworzy prawa, włada państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczypospolitej ku najlepszemu końcowi, udoskonala wszystkie cnoty cnotliwych, a kto nią wzgardzi, ten wszelkiego dobra pozbędzie. Dlatego my, prałaci, rycerstwo i szlachta Korony Polskiej, chcąc pod tarczą miłości spocząć i pobożnym dysząc ku niej uczuciem, zespoliliśmy i zjednoczyli (…) nasze domy, pokolenia, rody, herby i klejnoty herbowe z wszystką szlachtą i bojarstwem litewskich ziem…”. Gdy czyta się te słowa, do głowy przychodzi myśl – jaki mistrz pióra tak pięknie pisał, choć po łacinie, na sto lat przed Kochanowskim i Rejem? A wzruszenie, które czuje się w trakcie lektury tych szlachetnych wersetów, jest pomocne. Pomaga zrozumieć, dlaczego Polacy tysiącami ciągnęli na takie obchody.

Przed Powstaniem Styczniowym właśnie w Horodle, w rocznicę unii działy się poruszające sceny. Ponieważ Horodło znalazło się po rozbiorach na granicy między Królestwem Kongresowym a tzw. Ziemiami Zabranymi, więc symboliczny wymiar takiej „granicznej” mszy był jeszcze silniejszy. Na 2 października ściągały tam tłumy zarówno z Kongresówki, jak i z Litwy, i z Rusi. Moskale szli obok tych procesji, pilnując odpowiednią liczbą bagnetów, żeby spotkanie o charakterze religijnym nie zamieniło się w zbrojne. A ludzie nadchodząc z różnych stron i spotykając się w tym wyjątkowym miejscu, płakali, gdyż rozpad Polski, rozdarcie jej na kawałki był ciągle świeżą raną.

Podobnie wszystkie rocznice ważnych wydarzeń miały wielką siłę – upewniały nas, że jesteśmy Polakami, bo… Bo mamy za sobą wielką państwowość, wspaniałe osiągnięcia ducha i kultury, bo byliśmy tymi, którzy wyprzedzali czas nowoczesnością pomysłów ustrojowych, bo jesteśmy narodem, który nigdy się nie poddaje. Zbiorowa pamięć stanowiła o naszej sile. Święciliśmy rocznice naszych insurekcji, powstań (listopadowego, styczniowego, wielkopolskiego, śląskich); czciliśmy fakt, że dzięki powstańczym zrywom Lwów i Wilno stały się miastami polskimi; pamiętaliśmy o tym, że nawałę bolszewicką z 1920 r. odparliśmy dzięki prawdziwemu pospolitemu ruszeniu. Wreszcie – pomimo wielu różnic w ocenach padających w czasie debaty historycznej – oddawaliśmy hołd żołnierzom walczącym w Powstaniu Warszawskim. Ich ofiara, tak jak ofiary wszystkich poprzednich walk o Ojczyznę, nie podlega żadnym ocenom. Stała się dobrem duchowym Polski i Polaków. Teraz także naszym obowiązkiem jest oddawać należną im cześć. Tak jak obowiązkiem dziecka jest dbanie o grób rodziców. W czasie zapalania zniczy na grobie nie robi się za parkanem cmentarza bluźnierczego koncertu.

Pamięta bój z Rosjanami

Nasza narodowa arena została postawiona na miejscu Stadionu Dziesięciolecia, którego koronę usypano z gruzów zniszczonej w czasie powstania Warszawy. Można wyobrazić sobie, że pod biało-czerwonym molochem do dzisiaj gdzieś głęboko pod trybunami leżą pokruszone przez niemieckie pociski kawałki murów, cegły, fragmenty tynków, ścian, kafelków z łazienek, tapet i uchwytów od żyrandoli, balustrady z balkonów i futryny z małych okienek, przez które można było wyglądać na ulicę… Ciekawe, czy „artystka” o tym wie? A nawet jeśli tak, to na pewno nie ma to dla niej znaczenia. Chyba że jest na odwrót. Bo organizacja koncertu w dzień 1 sierpnia podobno nie jest przypadkowa. Chodziło właśnie o to, by wywołać skandal. Smuci jedynie, że ktoś w Polsce na taką właśnie datę się zgadza. Że ktoś z tego koncertu będzie czerpał zyski.

We wsi Grochów już w XIX wieku warszawiacy obchodzili regularnie rocznicę bitwy pod Olszynką. Władze rosyjskie dostawały więc szału. Gdy zbliżał się dzień 25 lutego, potrafiono nawet, pod pozorem schodzącej Wisłą kry, zdejmować most łyżwowy na Pragę – byle tylko mieszkańcy stolicy nie przedostali się na drugą stronę. W 1916 r. wśród łąk Grochowa Polacy postawili drewniany krzyż, potem w dwudziestoleciu międzywojennym wybudowano kościół, który stoi do dzisiaj. Był tam także inny świadek wydarzeń. Stara, ponadstuletnia olcha. Mieszkańcy dzielnicy wierzyli, że pamięta ona bój z Rosjanami. Na niej wisiała skromna kapliczka. Pod drzewem gromadzili się ludzie, modląc się za dusze powstańców. Ktoś do pnia przybił tablicę z napisem – „Jestem jedyną już tylko wnuczką bohaterek z r. 1831. Mam w sobie krew waszych praojców, którzy tu padli. Ludzie, nie rańcie mnie!! Dajcie żyć jeszcze radością, że Polska wolna!!!

W końcu olcha uschła. Zanim upadła w 1935 r., w Komisji Historyczno-Zabytkowej powstała myśl użycia jej na cel upamiętniający obronę Olszynki. Odbyła się specjalna uroczystość przeniesienia ołtarzyka. Uschniętą olchę ścięto. Drewno wykorzystano do wyrobu malutkich, pamiątkowych „krzyżyków z Olszynki”.

Słynny pieśniarz starej Warszawy Artur Oppman (Or-Ot) pisał o nich w wierszu:

Zagrały trąbki i tarabany,
Piosenka legionów w niebo powiała,
Szarżują cwałem białe ułany,
Z pogardą zgonu lecą na działa;
Grom armat głuszą słowa piosenki,
Furkoczą lance, grzmią karabinki;
Ach, on to widział – widział maleńki
Krzyżyk z Olszynki

* Krzyżyk z-Olszynki Grochowskiej

Nie ma już olchy. Umarli ludzie, którzy ją pamiętali. Być może jeszcze gdzieś zachowało się kilka krzyżyków. A i te pewnie zwiał podmuch historii. Prawdopodobnie wszystkie spłonęły w czasie Powstania Warszawskiego. Ale nawet jeśli tak się stało, to ciągle można ich szukać. Zamiast iść na koncert Madonny.

Autor: Tomasz Łysiak, | Źródło: Gazeta Polska, lipiec 2012,

Za; http://niezalezna.pl/31425-krzyzyk-z-olszynki

 

  • Zdjęcia dodane przez forumemjot

* Krzyżyk z Olszynki Grochowskiej (biżuteria patriotyczna) – dodane przez forumemjot


Krzyżyk drewniany, ramiona zakończone złotymi skuwkami. Miejsce połączenia ramion zamknięte w czworokątnej, również złotej puszce na której wygrawerowano z jednej strony „Z Olszynki” a z drugiej „dnia 25 lutego 1831 r.”. Na górnym ramieniu znajduje się kółeczko do zawieszenia. Istniały dwa typy tego rodzaju pamiątek: ze spojeniem ramion pełnym, i w formie szkatułki. Umieszczano w niej nieco ziemi z pobojowiska, włosy ukochanej osoby, skrawki odzieży, wiersze patriotyczne i tym podobne pamiątki. Krzyżyk zakupiony został do zbiorów Muzeum w 1972 r. Miał on należeć do uczestnika Powstania Listopadowego porucznika Adama Pągowskiego.

Już w trakcie Powstania Listopadowego popularne stały się przedmioty wykonane z drzew rosnących w słynnym lasku olszynowym pod Grochowem. Jak pisał wkrótce po bitwie Kurier Polski „Pomysłowość Warszawian zmierza zużytkować drzewo słynnej Olszynki wyrobem z niego tabakierek pamiątkowych i innych drobiazgów”.
Wykonywano także igielniki, kubki z pokrywkami ale najpopularniejsze były krzyżyki noszone jako element stroju, jeszcze długo po upadku powstania. Przekazywano sobie – nieomal jak relikwie – nawet gałązki ścięte w Olszynie. Działo się tak szczególnie podczas obchodów kolejnych rocznic bitwy. Już w trakcie powstania przesyłano je znajomym w Niemczech i Francji, jako dowód polskiego bohaterstwa. Zabierali je ze sobą wygnańcy udający się na emigrację, dla których drobiazgi te były często ostatnią pamiątką Ojczyzny.
Wymiary: 52 X 33 mm

Marcin Ochman

 Za; http://www.muzeumwp.pl
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.